- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1349 Culés
Gorące dyskusje
Arkon
8
Na Rambli to chyba jest wiara, że Argentyna w 78 i 86 roku też wygrała dzięki Messiemu, bo... » Czytaj dalej
74 odpowiedzi
Kgorecki2500
2
Kontrowersyjna opinia:Euro ma większą aurę niż MŚ
31 odpowiedzi
Kibol_83
2
Dlaczego Var nie przekazał tego sędziemu aby sprawdził na monitorze? Po tej akcji wpada bramka... » Czytaj dalej
17 odpowiedzi
Media
Sonda
Kto wygra mistrzostwo świata?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1349 Culés
6
River Plate i Velez Sarsfield w czasach chwały:
@Sysia11
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
7
@FCBparasiempre
Raul Gamez spoglądał na skórzaną sofę pełną okruchów po bułeczkach ale albo ich nie zauważał albo nie robiły na nim wrażenia. Usiadł, rozprostował swój płaszcz z wielbłądziej wełny i machnął lewą ręką, na której zwracał uwagę wielki sygnet. Był wysoki i nawet po 70-tce sprawiał wrażenie władczego. Jego twarz pokrywały zmarszczki, na każdym policzku czas wyżłobił dwie głębokie bruzdy. To człowiek, który wiele przeszedł i który wie, co to przemoc. W 1986 r., jako jeden z przywódców ,,barra” Velezu, pojechał na mistrzostwa świata do Meksyku. Podczas meczu Argentyna-Anglia zrobiono mu zdjęcie na jednej z dolnych trybun Estadio Azteca. Jest pół nagi a w zaciśniętej w pięść dłonie ma biało-niebieską koszulke, gotów do uderzenia pucułowatego blondyna w trykocie z napisem ,,Viva England”. Inny blondyn na drugim planie również bez koszulki poczuł chyba przed chwilą siłę ciosu Gameza. Ma przymknięte oczy i wargi wykrzywione tak ze wydaje się iż za chwilę wepchnie do nosa swój cienki wąsik. Od tamtej pory Raul przeszedł metamorfozę i w 1992 r. został wiceprezesem pogrążonego w kłopotach finansowych klubu a później dwukrotnie wybierano go na prezesa Velezu. Umawianie się z kimś takim w ,,Starbacksie” na Avenida Corrientes wydaje się dość absurdalne ale czyż nie ma czegoś absurdalnego również w postaci chuligana, który nie tylko trafia do klubowego zarządu ale jeszcze odnosi tam sukcesy? Inna rzecz że choć sam odrzucił przemoc, zdarzyło mu się paść jej ofiarą. Cztery dni po rozmowie z Jonathanem Wilsonem został porwany przez uzbrojony gang. Napastnicy zmusili go by wraz z przyjacielem usiadł na tylnym siedzeniu własnego samochodu i zaczeli go wieźć do miejsca, gdzie miał być przetrzymywany do czasu wpłacenia okupu. Nie jest to niestety nieznane zjawisko w Buenos Aires. Z drugiej strony bandyci z pewnością mogli trafić na łatwiejszego przeciwnika. Kiedy samochód zwolnił, mijając policyjną kontrole prędkości, Gamez zdołał otworzyć drzwi i wyskoczyć. Policjanci ruszyli w pościg i uratowali drugiego więźnia a Raulowi opatrzono rozbitą głowe. Kiedy tego wieczora występował w telewizyjnych serwisach informacyjnych był niemal niewidoczny spod bandaży zasłaniających mu twarz i dłonie. Napad, jak mówił, nie miał nic wspólnego z futbolem. Kiedy w 1991 r. zostawał wiceprezesem klubu, wziął odpowiedzialność za całą sekcje piłkarską. Zaczynał, jak mówi ,,od zera”. Planował robić przy tym wszystko jak należy. ,,Pamiętam jak powiedziałem do prezesa Racingu iż zamierzam pukać zanim wejde do piłkarzy – opowiadał. – Chciałem traktować ludzi z szacunkiem. Nie tak jak robiła Boca, której przedstawiciele bez przerwy opowiadali dziennikarzom że chcą kupić Chilaverta, więc musiałem mu płacić 10 tys. dolarów ekstra żeby wciąż czuł się zadowolony”. W sezonie 1991/92 Velez zajął drugie miejsce w Clausurze, rok później skończył Aperture na 6 miejscu. ,,Wiedzieliśmy że materiał jest dobry ale ta praca przerastała Manere, który postanowił zrezygnować. Tymczasowym trenerem został jego asystent Roberto Mariani. Wygrał 4 mecze i 2 zremisował. Fantastycznie. Pilkarze chcieli z nim dalej pracować ale za każdym razem, kiedy ze mną o tym rozmawiali miałem wątpliwości. Dlaczego o to proszą? Zaprzyjaźnili się czy co? Może on nie pracuje wystarczająco ciężko?”- wspominał Gamez. Odmówiło mu kilku trenerów, w tym Bielsa, później jednak pewien ,,farmaceuta, kibic Velezu i przyjaciel większości z nas” zasugerował zwrócenie się do Carlosa Bianchiego. Jako piłkarz późniejszy szkoleniowiec był legendą klubu, niezmordowanym napastnikiem, który w 324 meczach strzelił dla zespołu rekordowe 206 goli. Zanim jeszcze zadebiutował jako 18-latek w lipcu 1967, pomagał ojcu, który prowadził kiosk z gazetami. W 1969 r. zdobył już 9 goli w lidze a zawzięty Velez prowadzony przez Manuela Giudice zdobył mistrzostwo kraju. Było to jedyne mistrzostwo Argentyny w karierze piłkarskiej Bianchiego, choć zostawał on jeszcze królem strzelców ligi Nacional w 1970 a rok później także Metropolitano. W 1973 r. przeprowadził się do Francji, gdzie również imponował skutecznością. W ciągu 7 lat pięciokrotnie był najlepszym strzelcem, 3 razy w Reims i dwa razy w PSG. Później trenował Reims i Nice ale gdy w grudniu 1992 r. skontaktował się z nim Gamez, od ponad 2 lat pozostawał bez pracy.
W pierwszych 6 kolejkach następnego sezonu Velez stracił tylko jednego gola w zremisowanym 1:1 meczu z Boca Juniors. Wynik tamtego meczu zmieniono jednak w związku z rozróbami na trybunach na 1:0 dla ekipy Raula. ,,Jako zespół Velez wciąż nie miał określonej tożsamości – opowiadał Gamez. – Inne kluby słyneły albo z ładnej gry albo z siły albo z postawy defensywnej. Velez nigdzie tu nie pasował. Nie miał stylu. Dopiero Bianchi mu go nadał”. Najpierw jednak Ricardo gareca odszedł do Independiente a Oscar Ruggeri wybrany w 1991 pilkarzem roku Ameryki Południowej został sprzedany do Ancony, która(jak mówił Gamez) ,, zbankrutowała zanim zdążyła nam zapłacić”. ,,Właśnie tak się zaczęło a 2 lata później ogrywaliśmy już AC Milan w Pucharze Interkontynentalnym”. W 19 meczach Clausury zespół strzelił wprawdzie tylko 23 gole ale co ważniejsze stracił zaledwie siedem. Nawet jeśli prawdą jest że to Bianchi zdefiniował współczesny styl zespołu, Spinetto ów postrach ,,la nuestra” z pewnością by go zaakceptował. Mistrzostwo wywalczone w 1994 r. otwarło drogę do występów w Copa Libertadores, gdzie Velez dotarł do finału spotykając się tam z liczącym na trzecie trofeum z rzędu FC São Paulo. Po doskonałej grze Jose Luisa Chilaverta w bramce o losach pojedynku miały rozstrzygnąć rzuty karne. Paragwajczyk najpierw obronił strzał Palhinhi, później zaś sam wykorzystał jedenastke i klub zdobył swój pierwszy międzynarodowy puchar. Trzy miesiące później drużynę czekała wyprawa do Tokio na mecz Pucharu Interkontynentalnego z prowadzonym przez Fabio Capello AC Milanem, drużyną Baresiego, Maldiniego, Desailly’ego, Bobana i Savičevicia. Pewny strzał Trotty z rzutu karnego dał w 50 minucie prowadzenie ekipe Bianchiego a 7 minut później Assad przejął niedokładne podanie do tyłu Costacurty, wyminął Sebastiano Rossiego i trafił do siatki z niezwykle ostrego kąta. Półtora roku po zaledwie drugim w dziejach mistrzostwie Argentyny Velez był formalnie najlepszym klubem świata. Nawet jeśli do tytułu tego przywiązywano większe znaczenie w Ameryce Południowej niż w Europie a w jego wyjściowej jedenastce występowało aż 7 wychowanków. Velez wydawał się więc w tamtym czasie wzorem jeśli idzie o zarządzanie klubem. Nie dość że kontrolował wydatki, co w czasach koniunktury pierwszych lat prezydentury Menema naprawdę było rzadkością, to jeszcze wygrywał. W sezonie 1995/96 zarówno Aperture jak i Clausure. ,,Byliśmy skromni. Trzymaliśmy agentów z dala od klubu, co zwykle utrudnia zarządom życie. Teoretycznie łatwo być uczciwym człowiekiem ale w klubie piłkarskim bywa to niezwykle skomplikowane. Zwłaszcza teraz”- tłumaczył Gamez. Osiągnięcia Bianchiego rzecz jasna zwróciły uwagę bogatszych klubów i jego odejście stało się nieuniknione. Przyjął oferte AS Romy i przeniósł się do Serie A od początku sezonu 1995/96. W trakcie ostatnich kolejek ligi argentyńskiej Velez prowadzil jego asystent Osvaldo Piazza, choć na jedno finałowe spotkanie Bianchi wrócił jeszcze by cieszyć się z drużyną kolejnym tytułem. Fundamenty pod następne sukcesy zostały położone w 1998 roku, kiedy zespół prowadził już Marcelo Bielsa. Velez wygrał Clausure po raz kolejny. Fenomen Bianchiego nie polegał skądinąd na jakimś taktycznym nowatorstwie. Chodziło raczej o sposób, w jaki siła jego osobowości inspirowała zawodników. Choć często powtarzał że trener nie może ,,być gwiazdą”, mówił również o tym że szkoleniowcy powinni ,,kultywować el liderazgo”, co oznaczało dlań dużo więcej niż ,,przywództwo”, raczej coś, co łączy przywództwo z kultem osobowości. Kiedy formułował 10 ,,niepisanych” recept na sukces w zawodzie trenera opublikowanych w czasopiśmie ,,Managment Deportivo” ani słowem nie wspominał o ustawieniu czy strategii boiskowej. Jego teoria w całości dotyczyła motywowania zawodników i dbania o spójność klubowej struktury. ,,Otaczaj się ludźmi inteligentnymi”- radził. Jeden raz tylko wydawało się iż jest bliski określenia jakiejś zasady dotyczącej gry swoich drużyn. Podzielił się wtedy przekonaniem że w piłke należy grać najprościej jak się da. ,,Rozkaz to rozkaz i musi być jasny ale trzeba go wydawać z taktem”- powiadał. A członek klubowego zarządu wychwalał jego zdolność do formułowania prostych i jasnych instrukcji. ,,Chodziło o to żeby toaleta była w łazience a kuchenka w kuchni”- mówił. Był więc przywódcą, którego największym talentem były zdolności przywódcze.
W tamtych czasach nie dominował tylko jeden styl. Kiedy Velez prezentował filozofie wysiłku i solidności, River Plate pozostawało wierne ideałom z przeszłości. Kiedy w 1988 r. Passarella wrócił do drużyny miał 35 lat. Wcześniej(zanim odszedł do Fiorentiny) spędził tu 8 sezonów a teraz uchodził już za najwybitniejszego obrońcę w dziejach Argentyny. Gdy po wyborach prezesa klubu w grudniu 1989 z funkcji trenera zrezygnował Reinaldo Merlo to właśnie Passarella( niezależnie od braku doświadczenia w roli szkoleniowca) był naturalnym kandydatem na jego następcę. Jak się okazało, słusznie, gdyż położył fundamenty pod dekade sukcesów. ,,Podszedłem do tego ze spokojem, który nawet mnie samego zaskoczył”- opowiadał później. Tracąc punkt do Independiente na półmetku sezonu 1989/90. River rozkręcił się w drugiej fazie rozgrywek i wygrał lige z przewagą 7 punktów. Na łamach ,,El Grafico” Juvenal określił tę drużynę jako ,, precyzyjną jak chirurg, chłodną, dokładną, skuteczną i bezbłędną”. Był to także zespół grający pressingiem w drugiej linii, głównie dzięki obecności dwóch ,,Pac-manów”, Leonardo Astrady i Gustavo Zapaty, którzy łykali piłke jak bohaterowie tej starej gry komputerowej. Passarella wygrał Aperture w sezonach 1991/92 i 1993/94 a kolejny raz zrobił to rok później jego następca Carlos Babington. Po części ich sukces był efektem względnej zamożności klubu i szerokiej ławki rezerwowych a po części eksplozji talentu dwóch wychowanków, którzy stanowili o obliczu ofensywy. Ariel Ortega był szybką, pomysłową i świetnie dryblującą współczesną wersją ,,dziesiątki”, Hernan Crespo zaś zapalczywym i silnym urodzonym snajperem. W dodatku w 1994 roku do River wrócił jeszcze Enzo Francescoli, który w ciągu 7 europejskich lat zdążył grać w Racingu Paryż, Olimpique Marsylia, Cagliari i Torino. Miał wprawdzie 33 lata i nie był już taki szybki ale jego piłkarski mózg wciąż działał błyskawicznie. Po trzech tytułach w ciągu trzech lat rok 1995 przyniósł jednak rozczarowanie. River zakończyło Clausure 1994/95 dopiero na 10 miejscu, po rzutach karnych przegrało półfinał Copa Libertadores z kolumbijskim Atletico Nacional a Aperture 1995/96 ukończyło na miejscu 7. Babingtona zastąpił wówczas były napastnik River Ramon Diaz, co było kolejną odważną decyzją, zważywszy że dopiero co skończył gra w Yokohama Marinos i nie miał żadnego doświadczenia trenerskiego. Po tym jak kiepsko rozpoczęła się Clausura 1995/96 było jasne że drużyna skupi się na Libertadores. Po zwycięstwie nad Universidad de Chile w brutalnym półfinale River pierwszy raz od dekady awansowało do finału. Ich rywalem, podobnie jak w 1986 roku była America de Cali, której groziła czwarta porażka w czwartym w historii klubu finale. Jedynego gola pierwszego meczu strzelił Antony de Avila mimo ostrego kąta cudownie przerzucając piłke nad Germanem Burgosem ale wieczór na El Monumental należał do Crespo. Najpierw szarżując na murawie pełnej konfetti dopadł do dośrodkowania Ortegi, później zaś wykorzystując błąd bramkarza naciskanego przez tego ostatniego, główkował do pustej bramki po dośrodkowaniu Francescoliego. River w końcu zdobyło swoje drugie Copa Libertadores i zrównało się z Boca Juniors. Po finale Crespo odszedł wprawdzie do Parmy ale river ściągnęło na jego miejsce równie skutecznego Marcelo Salasa i przez następne półtora roku było nie do zatrzymania grając zresztą bardziej zespołowo, nie stawiając na momenty indywidualnego geniuszu. Kiedy w październiku 1996 r.pokonali Gimnasi y Esgrima z Jujuy 3:0, oznaczało to że w pierwszych 9 meczach sezonu strzelili 25 goli(!) i to mimo że pierwszy z nich zremisowali bezbramkowo z Gimnasia y Esgrima z La Platy. W ,,Clarin” Juvenal nazywał ich wówczas ,,La Maquiną” lat 90-tych. ,,To River prosi się o spojrzenie z szerszej perspektywy a jego taktyka odwołuje się do historycznych wartości. Tu nie chodzi tylko o detale takie jak stałe fragmenty gry czy krycie. Chodzi o szukanie wygranej już na połowie rywala i o sięganie po nią nie dzięki popychaniu, łapaniu za koszulki czy wpadaniu na przeciwnika ale dzięki grze w piłke”- pisał Juvenal. River wygrało więc oczywiście tamtą Aperture , podobnie jak Clausure i Aperture w 1997 r. Kiedy rok później Salasa sprzedano do Lazio, na jego miejsce sprowadzono już kolumbijskiego napastnika Juana Pablo Angela i w latach 1999-2000 klub wywalczył kolejny dublet tytułów. W sumie gdy na początku kolejnej dekady Diaz odchodził z klubu, miał na koncie 4 tytuły mistrzowskie. Piąty zdobył po swoim powrocie w sezonie 2001/02.