La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1982 Culés

6

7

@FCBparasiempre

,,Cud w Bernie”

W 1954 roku RFN sensacyjnie ograł w finale szwajcarskiego turnieju Węgrów 3:2, jak już o tym wspominaliśmy. Z czasem zaczęto nazywać tę wiktorię cudem w Bernie. Dlaczego? Wielka drużyna z Sándorem Kocsisem i Ferencem Puskásem przystępowała do finału jako niepokonana od 31 spotkań. Ba! Wcześniej, w fazie grupowej imprezy, rozbiła Niemców 8:3. A w finale uległa 2:3, choć po kilku minutach prowadziła 2:0. Ówczesny lekarz Niemców zarzekał się po latach, że podawał wyłącznie witaminę C a oni najwyraźniej wierzyli w jej cudowne działanie. Niestety, jeden z pracowników stadionu w Bernie znalazł w szatni Niemców, po finałowej potyczce, mnóstwo strzykawek. Miał jednak otrzymać od pracodawców zakaz dzielenia się tą informacją ze światem. Kilka lat temu Niemcy napisali raport, z którego wynika, że po II wojnie światowej był już w ich kraju kontrolowany przez państwo system dopingowy. W 1954 roku pogromcy futbolowych artystów z Węgier mieli ponoć dostawać skrzydeł nie po Red Bullu, lecz po Pervitinie. Ta metamfetamina, której zapasy nie zostały wyczerpane na froncie przez czołgistów i lotników, miała wprowadzać pacjentów w stan euforii, maskować lęk, dodawać odwagi i pomagać zapominać o bólu. Choć powodowała też, rzecz jasna, efekty uboczne. Nie od razu jednak. Żołnierze wpadali w depresję, odczuwali kłopoty z sercem, odbierali sobie życie. Pogromcy Węgrów mieli solidarnie podupaść na zdrowiu z powodu żółtaczki dopiero po imprezie.



Ukłucie gospodarza?

Przed rozpoczęciem trwającego turnieju również pojawiły się wątpliwości co do czystości piłkarskich środowisk. FIFA wzięła pod lupę Rosjan, lecz żadnych nieprawidłowości jak dotąd nie stwierdzono. Media zachowują jednak czujność, bo przed kilkoma dniami publikowano zdjęcie Artioma Dziuby, zrobione w czasie meczu 1/8 z Hiszpanią. Powód? Przy łokciu piłkarza doszukano się śladu podejrzanego nakłucia żyły. Może to być jednak tylko przymiarka do tatuażu…





Nie płać Argentyno…

Wiecie, dlaczego marynarze admirała Nelsona byli niepokonani? Bo płacili im tylko za zwycięstwa. A zatem wszystko jest kwestią motywacji. W 1974 roku piłkarzy Kazimierza Górskiego próbowali zmotywować Argentyńczycy… Nasi po dwóch zwycięskich spotkaniach – z Argentyną (3:2) i Haiti (7:0) – zapewnili sobie wyjście z grupy. Pozostał im jeszcze mecz z Włochami. Na ograniu przez nas Italii najbardziej zależało Argentynie, która próbowała szczęściu pomóc, przeznaczając kilkadziesiąt tysięcy dolarów na, powiedzmy, dodanie Polakom otuchy. Tę "otuchę", czy też kapuchę, przekazano podobno Robertowi Gadosze. A ten ponoć nigdy nie rozdzielił jej pomiędzy kolegów. Sprawa wyszła na jaw dopiero po 30 latach (!), kiedy to Grzegorz Lato, król strzelców wspomnianego turnieju (7 goli), udzielił wywiadu "Przeglądowi Sportowemu". ,,Argentyńczycy ustalili, że każdy zawodnik i dwaj trenerzy ze swojej premii za zakładany awans do drugiej rundy oddadzą Polakom po tysiąc dolarów. W sumie 24 tysiące. Do przekazania ich zobowiązał się Rubén Ayala, choć nie ukrywał, że 6 tysięcy dolarów zatrzymał dla siebie. Za fatygę’’ – zdradził w 2004 roku Lato.



Skąd miał takie informacje? Z pierwszej ręki. Otóż w 1982 roku przeniósł się z belgijskiego KSC Lokeren do meksykańskiego Atlante FC. I grał tam wspólnie z Ayalą. 72-letni dziś Gadocha, zamieszkały w USA, ma swoją wersję zdarzeń. Twierdzi, że nie wziął tych pieniędzy, a sprawę sfingowała jego była małżonka, działając w porozumieniu z niejakim Iggym Boćwińskim, Argentyńczykiem polskiego pochodzenia, będącym blisko kadry Górskiego.



Wylądowali nieco wypiwszy

W 1970 roku Anglicy wybrali się do Meksyku bronić tytułu, lecz napotkali szereg problemów. Bobby Moore został bezpodstawnie posądzony, w czasie przygotowań, o kradzież bransoletki w Bogocie i trafił do aresztu. Z kolei inny zaufany Alfa Ramseya – Jeff Astle, niebywale bał się podróży samolotami. W trakcie jednego z rejsów próbował zatem dostać się w świat bajkowej rzeczywistości po drinkach. Gdy opuszczał pokład samolotu na lotnisku w Mexico City był asekurowany przez kolegów. Widząc to i wiedząc o wcześniejszych perypetiach Moore’a, jeden z lokalnych dziennikarzy napisał, że "reprezentacja Anglii to drużyna pijaków i złodziei." Przed wylotem na trwający właśnie turniej dostało się natomiast Meksykanom. Ośmiu reprezentantów tego kraju szukało aktywnego wypoczynku nie tylko przy alkoholu, ale też w obecności trzydziestu prostytutek. Efekt? Jak co cztery lata. Po raz siódmy z kolei zakończyli udział w imprezie po 1/8 finału.



Ciąg dalszy nastąpi

Dzieje finałów mistrzostw świata to już przepastna księga, a kolejne rozdziały też nie będą nużące. Wystarczy wspomnieć, że Sepp Blatter, poprzedni szef FIFA, zadbał o to, by już w grudniu 2010 roku, przed odejściem na emeryturę, przyznać Katarowi mistrzostwa świata roku 2022. To pierwszy kraj-organizator z Bliskiego Wschodu i pierwszy islamski, co akurat wydaje się w tej sprawie najmniej istotne. Grunt, że nie mają tam kłopotów z niedoborem "papieru", prawda Mister Blatter? Turnieje finałowe to encyklopedia postaw czystych, ale i zachowań podłych. I niemal każdy kraj żyje swoją legendą – Anglicy wynoszą pod niebiosa złotą drużynę małomównego Alfa Ramseya, Argentyńczycy mówią o słynnej ręce Boga, a my, po ostatnich aktywnościach w mediach społecznościowych Grzegorza Krychowiaka, głównie o palcu w… Ale to już nie jest informacja do kroniki kryminalnej.


« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?