La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1548 Culés

8

10

@FCBparasiempre
W protokole profesjonalnej piłki nożnej, ustanowionym kilkadziesiąt lat temu, zwolnienie, zwolnienie lub rezygnacja trenera w trakcie sezonu zazwyczaj pociąga za sobą powołanie tymczasowego trenera, do czasu aż nowy menedżer znajdzie się na ławce rezerwowych. Liczy się, że kryzysowa sytuacja się odwróci, powrócą dobre wyniki i drużyna awansuje w tabeli. Oczywiście, taka sytuacja nie zawsze ma miejsce i czasami kluby mają już gotowego do zwolnienia nowego kandydata, a zmiana następuje automatycznie. Jednak dość często ten okres przejściowy trwa tydzień a nawet kilka tygodni, i wszystkie zaangażowane strony zdają sobie z tego sprawę, podobnie jak z faktu, że nie można oczekiwać cudów a raczej tego, co w żargonie corridy nazywa się „nieudanym występem”. W długiej historii Barcelony taka sytuacja zdarzała się kilkakrotnie, a jedną z nich było wydarzenie w połowie sezonu 1949-50, kiedy Urugwajczyk Enrique Fernández, pod którego wodzą klub wygrał ligi 47-48 i 48-49 a także pierwszą edycję Pucharu Łaciny rozegraną w 1949 roku, miał zamiar oddać stery zespołu z powodu słabych wyników i serii sporadycznych nieporozumień z sektorami kibiców, prasą i samym klubem (mówiono o starciach z kilkoma prominentnymi zawodnikami w drużynie a także z sekretarzem technicznym Josepem Samitierem, jego poprzednikiem na ławce rezerwowych). Po siedemnastym dniu meczowym i dwóch bolesnych porażkach z rzędu z Realem Madryt i Sevillą Fernández zamierza złożyć rezygnację a zarząd pod przewodnictwem Agustí Montala i Galobarta mianuje na jego miejsce Ramóna Llorensa, byłego bramkarza Barça, który wówczas był selekcjonerem drużyny amatorskiej, wykonał wspaniałą pracę i wypromował znakomitych zawodników do pierwszego zespołu. Ramón Llorens i Pujadas urodził się w Barcelonie a konkretnie w dzielnicy „Poble Sec”, na zboczach wzgórza Montjuïc(podobnie jak przyszły kapitan FC Barcelony i reprezentacji Hiszpanii, Ferrán Olivella, oraz słynny piosenkarz i autor tekstów Joan Manuel Serrat) w Dzień Wszystkich Świętych w 1906 roku. Dołączył do klubu w młodym wieku, rozwijając swoje umiejętności w młodzieżowych szeregach jako bramkarz. Pomimo niskiego wzrostu, szybko wykazał się doskonałymi predyspozycjami do tej pozycji. W latach 20. XX wieku bramkarze nie byli tak wysocy jak dzisiaj, ale Barça mogła już pochwalić się dwoma legendarnymi bramkarzami o znacznym wzroście i posturze: Katalończykiem Ricardo Zamorą i Węgrem Frantzem Platko. Llorens, aby się wyróżnić, wykazywał takie cechy jak zwinność, refleks, zdecydowanie i odwaga. Jego debiut w bramce Barcelony miał miejsce w meczu towarzyskim rozegranym na Les Corts 9 maja 1926 roku przeciwko Daringowi z Brukseli. Katalończycy przegrali 1:2 a ich skład wyglądał następująco: Llorens; Coma, Borrás; Elías, Ollé, Peiró; Vinyals, Scarone, Casanovas, García i Parera. Drużyna była pełna rezerwowych, ale obecność wspaniałego Urugwajczyka, Héctora Scarone, przyszłego mistrza świata z „La Celeste” w 1930 roku, wyróżniała się. Niedawno podpisał kontrakt z Barceloną, ale nie spełnił oczekiwań, nigdy w pełni nie zintegrował się z drużyną i wkrótce opuścił klub. W sezonach 1926/27 i 1927/28 młody Llorens stopniowo wtapiał się w drużynę, grając regularnie. Jego moment chwały nadszedł w finale Mistrzostw Hiszpanii w 1928 roku, rozegranym na Campos de Sport de El Sardinero w Santander, przeciwko Real Sociedad San Sebastián. Finał trwał ponad miesiąc a dokładnie 40 dni, ponieważ do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były trzy mecze. Pierwszy mecz, rozegrany 20 maja przed około 18 000 widzów i w typowym dla północnej części kraju deszczu, charakteryzował się brutalną grą, określaną nawet przez ówczesną prasę jako „brutalna”. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem a po wznowieniu gry Barça objęła prowadzenie za sprawą Samitiera w 53. minucie. Real Sociedad wyrównał w 83. minucie, na kilka minut przed końcem meczu, za sprawą Mariscala. To była zacięta walka, w której kilku piłkarzy katalońskiej drużyny zostało kontuzjowanych, w tym węgierski bramkarz Platko, który doznał urazu głowy. Ten incydent zainspirował Rafaela Albertiego do napisania słynnego wiersza „Oda do Platko”, w którym nazywa bramkarza Barcelony „blond niedźwiedziem Węgier”. Kontuzja uniemożliwiła mu grę w meczu powtórkowym 48 godzin później na tym samym stadionie i to właśnie tam Llorens miał swoją wielką szansę.

Drugi mecz, rozegrany przy dobrej pogodzie, choć z lekkim wiatrem, był również bardzo trudny. Sędzia, legendarny Pedro Escartín, wyrzucił z boiska Guzmána z Barcelony i Cholína z Real Sociedad. Nasz zawodnik stracił tylko jedną bramkę, strzeloną przez Kirikiego z Real Sociedad w 32. minucie a Piera wyrównał w 69. Remis wymusił trzeci mecz, ponownie na tym samym miejscu, ale kilka dni później, 29 czerwca 1928 roku, w pełni lata. Słoneczne popołudnie i niemal pełny stadion (17 000 widzów) sprawiły, że Barça objęła komfortowe prowadzenie 3-1 w przerwie, po golach Samitiera (8. minuta), Arochy (21. minuta) i Sastre'a (25. minuta). Zaldúa strzelił gola dla Basków, na krótko wyrównując wynik w 16. minucie. Mecz toczył się już w bardziej sportowym tonie, choć sędzia Pablo Saracho musiał wyrzucić z boiska Carullę i Mariscala za wzajemną sprzeczkę. Mistrzowie, którzy zdobyli swój ósmy tytuł i pierwsze stałe trofeum, wystąpili w następujących składach: Llorens; Walter; Más; Guzmán, Castillo, Carulla; Piera, Sastre, Samitier (kapitan), Arocha i Sagi-Barba. Drobny bramkarz Barçy brał udział w wyprawie, która w 1928 roku przeleciała Atlantyk, aby wziąć udział w pierwszej trasie FC Barcelony po Ameryce Południowej, rozgrywając kilka meczów. Kilka miesięcy później, gdy w lutym 1929 roku rozpoczęła się Liga Narodowa, został przesunięty na ławkę rezerwowych, choć nie zagrał ani jednego meczu. Platko a później Nogués, blokowali mu drogę do pierwszego składu, ale ilekroć jego usługi były potrzebne, spisywał się znakomicie. W sezonie 1930/31 był jednak zaangażowany w najcięższą porażkę Barcelony w historii ligi – 12:1 na San Mamés z Athletic Bilbao 8 lutego 1931 roku. Mówiono wówczas o „strajku okupacyjnym” piłkarzy, którzy w początkach profesjonalnego futbolu domagali się wyższych płac, ale jeśli coś takiego istniało, sam Llorens nie był tego świadomy. Faktem jest, że po raz pierwszy w historii ligi drużyna zdobyła dwie bramki, z czego aż siedem zdobył Bata z Athletic Bilbao, a poszkodowani zostali: Llorens; Zabalo, Portas; Martí, Roig, Castillo; Piera Goiburu (która zdobyła honorowego gola dla Barcelony), Sastre, Arnau i Parera. W 1933 roku, po otrzymaniu zwolnienia, opuścił klub, ale wkrótce powrócił jako amator (w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu), nie otrzymując ani grosza, jako zmiennik międzynarodowego Noguésa, pozostając tam do 1936 roku. Jego ostatni oficjalny mecz rozegrał 8 grudnia 1935 roku, właśnie na dawnym Campos de Sport de El Sardinero, miejscu jego chwały, przeciwko Racingowi Santander, który tego dnia pokonał Barcelonę, w której był w bramce razem z Areso, Zabalo, Raichem, Balmanyą, Berkessym, Ventolrą, Bardiną, Escolą, Enrique Fernándezem i Pagésem, wynikiem 4:0. W sumie, w ciągu tych jedenastu sezonów, rozegrał 108 meczów. Kiedy wybuchła wojna domowa, współpracował jako doradca sportowy z Komitetem Robotniczym, który przejął klub po tragicznej śmierci prezesa Josepa Sunyola na froncie w Guadarramie, straconego przez siły zbuntowane przeciwko rządowi Frontu Ludowego, oraz aby zapobiec konfiskacie klubu przez CNT. Nie poprzestał jednak na udzielaniu dobrych rad; w 1937 roku ponownie założył rękawice. Nie wziął udziału w słynnej trasie po Meksyku i Nowym Jorku, której zyski zaspokoiłyby finanse Barcelony w bardzo trudnym okresie, ale później zagrał w ponad 30 meczach, zarówno towarzyskich, jak i w niektórych rozgrywkach rozgrywanych w strefie republikańskiej (Mistrzostwa Katalonii 1937-38 czy Liga Katalonii 1938). Tak się złożyło, że podczas bombardowań Barcelony przez włoskie lotnictwo faszystowskie został ranny dwukrotnie – raz w brzuch, a drugi raz w ramię, jak opisują Josep M. Solé i Sabaté oraz Jordi Finestres w książce El Barça en guerra (1936-1939). Po zakończeniu bratobójczego konfliktu Ramón Llorens pozostał w służbie Barcelony, przez dziesięciolecia prowadząc różne drużyny w niższych kategoriach (dziecięce, młodzieżowe, „amatorskie”, rezerwowe...). Jego owocna praca z drużynami młodzieżowymi pozwoliła odkryć wielu zawodników, którzy później odnieśli wybitne sukcesy w Barcelonie. Pod jego mądrym kierownictwem amatorska drużyna zdobyła tytuł mistrza Hiszpanii 21 maja 1949 roku na Les Corts, pokonując Indauchu 3:2 w następującym składzie: Garriga; Roma, Biosca, Blanch; Llabaría, Pintanell; Vallés, Bosch, Aloy, Ferrer i Manchón, z dwoma golami Manchóna i jednym Ferrera. Wkrótce potem połowa drużyny dołączyła do pierwszej drużyny FC Barcelony a w szczególności Biosca, Bosch i Manchón wkrótce stali się reprezentantami kraju. Był to ciekawy mecz, ponieważ FC Barcelona próbowała przenieść finał na swój stadion, aby wkomponować go w obchody 50. rocznicy istnienia klubu i w tym celu zaoferowała swojemu rywalowi, SD Indauchu z Bilbao, rekompensatę w wysokości bardzo szanowanej jak na tamte czasy kwoty 100 000 peset. Dwaj prominentni członkowie klubu z Biskajskiej Ligi, bracia Rafael i Jaime Escudero – późniejsi piłkarze Barcelony – złożyli sprzeciw, twierdząc, że fakt ten rażąco narusza ducha „amatorskiego”. W konsekwencji obaj odmówili udziału w finale.

29 stycznia 1950 roku Llorens zadebiutował na ławce rezerwowych jako trener pierwszego zespołu a sam Pep Samitier udzielał mu wsparcia za kulisami jako „doradca techniczny”, tworząc w ten sposób duet. I w tym przypadku niepisana zasada, że nowy trener oznacza zwycięstwo, po raz kolejny się sprawdziła. Odnieśli zwycięstwo 2:0 na Les Corts z Deportivo La Coruña, które w tamtym sezonie plasowało się w czołówce tabeli, po golach Argentyńczyka Marcosa Aurelio i samobójczej bramce galicyjskiego Guimeransa. W wyjściowym składzie tego dnia znaleźli się: Ramallets; Calvet, Corró, Curta; Gonzalvo III, Gonzalvo II; Basora, Marcos Aurelio, César, Aretio i Nicolau. Jednak tydzień później poniósł pierwszą porażkę jako trener Barcelony. Valladolid pokonało ich 2:1 na stadionie „Zorrilla” (bramką Seguera), choć drużyna ta była też znakomitą drużyną biało-fioletowych, która w tym samym sezonie dotarła do finału Pucharu Świata, w którym przegrała z Athletic Bilbao 1:4. Miała wspaniałą drużynę, w której wyróżniał się bramkarz Saso, bracia Lesmes w obronie, linia pomocy Ortega-Lasala a w ataku reprezentanci państw Coque i Aldecoa. Ale w kolejnym meczu wyjazdowym zrewanżowali się znakomitym wynikiem na Atocha przeciwko Real Sociedad 2:4, po golach Césara, Basory, Aretio i Seguera. W następną niedzielę rozgromili Real Oviedo 5:0 na Les Corts, gdzie César strzelił cztery gole a Nicolau dorzucił kolejnego. Jednak niespójność gry drużyny dała o sobie znać ponownie siedem dni później, kiedy to przegrali 4:0 na Mestalla z Valencią. A jednak 5 marca udało im się pokonać w Barcelonie Atlético Madryt – późniejszego mistrza ligi – po jednym golu Argentyńczyka Humberto Giméneza. W następną niedzielę osiągnęli bezbramkowy remis w Maladze, po czym rozgrywki przerwano, aby hiszpańska reprezentacja mogła przygotować się i rozegrać mecz kwalifikacyjny z portugalskimi kolegami. Mecz ten był ważny przed Mistrzostwami Świata, które miały odbyć się latem w Brazylii. Reprezentacja zapewniłaby sobie w nim udział w turnieju, w którym zajęłaby świetne czwarte miejsce. Po ponad miesięcznej przerwie La Liga wznowiła rozgrywki 16 kwietnia, odnosząc skromne zwycięstwo 2:1 Barcelony na Les Corts nad Celtą Vigo, co było kolejną niespodzianką sezonu, dzięki bramkom Césara i Navarro II. Turniej zakończył się bezbarwnym meczem u siebie z Espanyolem na Sarrià, który zakończył się remisem 2:2(gole Césara i Gonzalvo III). Llorens objął prowadzenie nad Barceloną na ósmym miejscu z 17 punktami i ujemnym bilansem bramkowym a sezon zakończył z drużyną na piątym miejscu z 29 punktami i dodatnim bilansem bramkowym. W Copa del Generalísimo Barça miała kilku ważnych wzmocnień: napastnika Athletic Bilbao, Jaime Escudero, i obrońcę Deportivo La Coruña, José Maríę Martína, piłkarza o artystycznym zacięciu, który wkrótce miał zostać reprezentantem kraju. W losowaniu Katalończycy zmierzyli się z Racingiem Cantabria (wówczas znanym jako „Real” Santander), który właśnie awansował z powrotem do Pierwszej Ligi po znakomitym sezonie i szczycił się skutecznym atakiem. Pierwszy mecz rozegrano na Les Corts, a Barça wygrała przekonująco 4:1, po golach Césara i nowo przybyłego Escudero, którzy zdobyli po dwa gole. Wydawało się, że remis będzie korzystny dla obu stron, ale po południu 7 maja 1950 roku na „Campos de Sport de El Sardinero” doszło do niespodzianki. Kantabryjczycy zdołali odrobić deficyt, jaki przywieźli z Barcelony, wygrywając zdecydowanie 5:1 po bramkach Joseíto (2), Nemesa, Alsúi II i Echeveste. Navarro II strzelił gola pocieszenia dla Blaugrany w doliczonym czasie gry. Tego pamiętnego popołudnia, ostatniego dla Ramóna Llorensa na stanowisku menadżera pierwszego zespołu, Blaugrana wystawiła w następującym składzie: Ramallets; Calo, José María Martín, Gonzalvo II; Gonzalvo III, Seguer; Basora, Escudero, César, Aretio i Navarro II Miesiąc później Barça odkryła w Sarrià, bastionie Espanyolu, niezwykłego zawodnika, grającego dla Hungaria, drużyny emigrantów złożonej z piłkarzy, którzy uciekli z różnych krajów za żelazną kurtyną (Węgry, Czechosłowacja, Rumunia, Jugosławia itd.). Napastnik, blondyn o potężnie zbudowanej sylwetce, o niezwykłych umiejętnościach i budowie fizycznej, nazywał się Ladislao Kubala, a drużynę trenował jego szwagier, słowacki trener Ferdinand Daučik, były obrońca reprezentacji. Po krótkich, ale burzliwych negocjacjach Kubala(który mimo wszystko został zawieszony przez FIFA za ucieczkę z Węgier z powodów politycznych) podpisał kontrakt z Barçą, podobnie jak jego szwagier Daučik, który został nowym trenerem. Llorens, jak zawsze zdyscyplinowany, powrócił do swoich poprzednich obowiązków. Łącznie prowadził Barcelonę przez niecałe cztery miesiące, w 11 meczach, z bilansem 6 zwycięstw, 2 remisów i 3 porażek, przy 22 strzelonych i 17 straconych golach oraz skuteczności zwycięstw na poziomie 54,55%.

15 czerwca 1952 roku otrzymał zasłużony hołd na „Camp de Les Corts”, w meczu, w którym Barça pokonała Olympique Nice 8:2 a Marcel Domingo bronił bramki francuskiej drużyny. Na początku lat 70-tych obchodził Złoty Jubileusz z Barçą, grając na różnych pozycjach, zawsze tam, gdzie był potrzebny. Klub kibiców Barçy w miejscowości Rubí w Vallès nosił jego imię a on sam często podróżował z drużyną, w czasach zupełnie innych niż dziś, kiedy porażki były częstsze niż zwycięstwa, choć te zwycięstwa, gdy już się zdarzały, smakowały niczym czysta rozkosz. Zmarł w Barcelonie, mieście swojego urodzenia, 4 lutego 1985 roku w wieku 78 lat. Kilka lat wcześniej, z okazji 75. rocznicy klubu Blaugrana, oświadczył: „Duma Katalonii dała mi o wiele więcej, niż ja jej dałem. Ofiarowałem jej swoją służbę, lojalność i pasję, ale ona dała mi życie”. Dodał: „Barcelona nic mi nie jest winna, ale chciałbym, żeby po mojej śmierci owinęli mnie w swoją flagę, która jest również moją. Chciałbym, żeby po mojej śmierci kibice Barcelony mówili, że byłem dla niej przydatny i żeby piłkarze, kimkolwiek by byli, dedykowali mi pierwszego gola w następnym meczu”. Słowa wystarczająco wymowne i definiujące prawdziwą miłość do barw klubowych, które nie wymagają dalszego komentarza.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?