La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1297 Culés

5

Uwielbiam książkę "Wielki Marsz" Kinga. Nie jestem kingomaniakiem, ba, poza "Wielkim Marszem" i "Cujo" nie miałem do czynienia z pozostałymi z jego książek.
Po "Wielki Marsz" sięgnąłem pierwszy raz 10 lat temu i do dziś ta książka plasuje się w moim TOP5 i coś czuję, że ciężko będzie, by z niego wyleciała. Wówczas po przeczytaniu jej pomyślałem: "kurde, to ma pozycje na film, a jeszcze bardziej ma mini-serial". Po 10 latach doczekałem się ekranizacji. W związku z tym zawitałem w kinie na premierze. W komentarzu podzielę się moją opinią, rzekłbym recenzją filmu. Dokonam przy tym porównań, dlatego od razu uprzedzam, że mój wpis MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY, aczkolwiek będę starał się ich unikać. Oznaczam też kilka osób: @PatrychoO @Gary @Safrani @Kinginiesta @norbi77 @BorzyKrzys i oczywiście zachęcam pozostałych zainteresowanych do poświęcenia czasu na przeczytanie tych moich wypocin. :P

2

@Ojciec5tkidzieci
Jadąc do kina - a jechałem pociągiem, więc miałem szerokie pole do rozmyślań, gdyż nie musiałem się skupiać na jeździe - zastanawiałem się w jaki sposób twórcy podejdą do ukazania idei wielkiego marszu w tej alternatywnym obrazie USA. Jeśli ktoś nie wie, w książce mamy do czynienia z USA w ujęciu totalitarnym, gdzie na czele stoi niejaki major, a wielki marsz jest rozrywką na cały kraj. Ludzie szaleją móc oglądać uczestników, biorą udział w obstawianiu kuponów, zbierają porzucone przez uczestników rzeczy typu but jakby to był drogocenny okaz. Pomyślałem, że zapewne twórcy ukażą tę otoczkę wydarzenia w filmie coś na wzór "Uciekiniera" z 1987 roku - telebimy w całym kraju, reporterzy relacjonujący wydarzenia, dodatkowo tłumy gapiów oglądający wydarzenia na żywo na danych etapach jak podczas kolarskiego touru. Jakim strzałem w pysk było dla mnie to, że ludzie odpowiadający za film zmienili ten element o 180 stopni - jest to raczej wydarzenie niedostępne dla obywateli, a uczestnicy idą sobie będąc po drodze obserwowanymi przez jednostki. Ukazanie przez Kinga tego, jak to ludzi rajcuje oglądanie morderczy, wielki marsz został kompletnie porzucony w samym filmie. Jest to dla mnie ogromnym minusem, a to ma związek z kolejnym elementem, o którym wspomnę w kolejnym akapicie.

W książce w tytułowym Wielkim Marszu udział bierze 100 uczestników, którzy mają za zadanie iść w tempie 6 km/h. Jeśli ktoś nie wie, to jest to mocne tempo. Uczestnikami są chłopcy, zazwyczaj w wieku 18 lat. Wybierani oni są drogą losowania po wcześniejszym zaliczeniu testów sprawnościowych, jak i wiedzy. Za obniżenie tempa marszu dostaje się ostrzeżenie. Po trzech ostrzeżeniach gracz zostaje wyeliminowany - w sposób dosłowny, tzn. kulą w łeb z karabinu maszynowego. Jeśli uczestnik przez godzinę utrzymuje odpowiednie tempo, a miał na koncie ostrzeżenie, to zostaje ono wykasowane (to ostrzeżenie). W samym filmie liczba uczestników wynosi 50, a tempo to 5km/h. Nie jest to jakaś zmiana nie do zaakceptowania, bo w książce i tak nie poznajemy wszystkich 100 uczestników. Nie wymienię teraz z pamięci ile nazwisk się przewija, ale obstawiam coś około 30 - 35, może 40. Tylko, że tutaj jest mały zgrzyt. Sama redukcja postaci nie jest problemem, jednak liczyłem, że te, dla których King poświęcił w swojej książce więcej miejsca znajdą się także w filmie. A tu niestety brakuje Percy`ego i jego szalejącej z trybun matki, która chce, by oddano jej syna (i do tego nawiązywałem w pierwszym akapicie, odnośnie braku tłumów na torze marszu) czy przede wszystkim Scramma, który był jedynym uczestnikiem, który pozostawił w domu żonę będącą przy nadziei, a na trasie wpada w poważne tarapty. Tutaj wątek bycia żonatym przypisano innemu uczestnikowi, co wyszło bardzo płytko. Widać, że twórcy poszli na skróty z tym wątkiem, a szkoda, bo był on ciekawy w samej książce.

Mocno na skróty twórcy filmu poszli w przedstawieniu sylwestki Stebbinsa, czyli najbardziej tajemniczej postaci w książce. Stebbins od pierwszej sceny w filmie jest przedstawiony nieprawidłowo, gdyż na ekranie widzimy go jako chłopaka, który widać, że nie omijał zajęć z wychowania fizycznego, a ponadto ćwiczył także dodatkowo we własnym zakresie. W książce Stebbins jest cichym gościem, który jest chuderlakiem. Osobą, która nie wydaje się w jakimkolwiek elemencie być faworytem do wygrania zawodów. Ponadto na samym starcie dostaje on ostrzeżenie, aby wybadać odpowiednie tempo marszu idąc cały czas na końcu. W filmie postać ta mocno się różni i ta jej tajemniczość nie istnieje. A szkoda.

McVries, czyli w mojej opinii najbardziej inteligentna postać jest tutaj pozbawiona całości swoich cech. King w swojej książce chce pokazać naiwność młodych chłopaków, którzy zgłaszają się do samobójczych zawodów, aby zgarnąć potężną sumę pieniężną, gdzie część z tych młodych gości w przeszłości była świadkami poprzednich edycji wielkiego marszu. Nie mają oni jakiś konkretnych motywacji, ot po prostu naiwność połączona z nadzieją i pewnością siebie, które z kolejnymi kilometrami się rozmywają, a w pewnym momencie zamieniają w strach, przerażenie i zrezygnowanie. McVries jest postacią, której motywacją udziału w wielkim marszu jest poczucie winy w stosunku do tego, co zrobił w przeszłości. W filmie zaś uczyniono z niego dobrego samarytanina, który od samego początku stara się być aniołem stróżem dla głównej postaci. A jednak King przedstawił to trochę inaczej - McVries jako pierwszy został uratowany przez Raya Garraty`ego (główna postać), a potem kolejno spłaca swój dług i stara się oszczędzić bolesnego widoku matce i dziewczynie Raya. Dodatkowo tak Raya, jak i McVriesa zmodyfikowano pod kątem posiadania najbliższych, co mocno mi nie pasuje, bo sprawia, że Ray z postaci naiwnej i egoistycznej - jak to ma miejsce w książce - został przerobiony na mściciela, który od początku wie czego szuka. To psuje film, a najmocniej samą końcówkę, która jest już w ogóle splunięciem w twarz czytelnikom.

Ogólnie w filmie ukazano pewnego rodzaju solidarność uczestników, co prowadzi do próby ocieplenia wizerunku najbardziej wkurzającej postaci w książce, czyli Barkovitcha. Barkovitch jest irytujący równie mocno, jak Konrad Berkowicz ze swoją aktywnością na Twitterze (sorry, ale podobieństwo nazwisk za bardzo kusiło), który za swój czyn, jak i postawę przez cały marsz jest obserwowany przez pozostałych przy życiu uczestników, kiedy pożegna się z uczestnictwem, a także życiem. W filmie zaś pod koniec postanowiono ukazać go jako członka grupy, co też było mi nie w smak.

Muszę jednak pochwalić twórców za parę rzeczy. Po pierwsze, to ukazanie dramatu uczestników. Skręcona kostka, atak drgawek, biegunka na trasie, skurcze - twórcy nie bali się tego pokazać z bliska i jest to okej. Bohaterowie, którzy w danym momencie żegnają się z życiem nie są ukazani z patosem, lecz w beznadziei sytuacji umierają z poczuciem strachu na twarzy. Również plus dla twórców za ukazanie jednej z najmocniejszych scen z książki, gdzie transporter okalecza jednego z uczestników, który za kilkadziesiąt sekund dostaje ostrzeżenia i w konsekwencji strzał w głowę. Brakowało mi pracy kamery, by ukazać twarze żołnierzy dokonujących egzekucji w sposób pozbawiony emocji. To byłoby dobre, gdyż pokazywałoby jak przedstawiciele armii w rządzonej przez dyktatora Ameryce są wypruci z emocji podczas eliminowania kolejnych nastolatków.

Reasumując, film Wielki Marsz trzeba oceniać jako ekranizację, a nie autorski projekt scenarzysty i reżysera i tu ten film mocno kuleje. Pozbawienie właściwych cech najważniejszych dla książki postaci to jedno, ale przede wszystkim błędne ukazanie motywacji uczestników, co sprawia, że mamy całkowicie zwalony finał to największe wady filmu. Części bohaterom przypisano cechy innych, które były w książce, a nie pojawiają się w filmie, dlatego wygląda to po prostu jak droga na skróty. Pokazanie, że ma się jaja w ukazaniu brutalności takiego wydarzenia jest plusem, ale niestety, to trochę za mało. Moim zdaniem twórcy filmu nie podołali wyzwaniu, a zaznaczmy, że nie było ono łatwe, bo Wielki Marsz chociaż jest książką liczącą zaledwie trochę ponad 250 stron, to trudno ją przedstawić we właściwy sposób w filmie trwającym ponad 100 minut. Brakowało mi też pokazania na ekranie tego uczucia zmęczenia - w końcu uczestnicy maszerowali cały czas przez 5 dni (ci najlepsi). Tutaj jednak miałem wrażenie, że do momentu pozostania na ekranie ostatniej czwórki, to każdy szedł na sporej świeżości.

0

@Ojciec5tkidzieci o, nie wiedziałem, że to już wyszło. Zwiastun w kinie przykuł moją uwagę i chciałem obejrzeć. Chyba nadal to zrobię, ale widzę, że to kolejna ekranizacja, której twórcy mają za nic materiał źródłowy

2

@PatrychoO Jeśli to nazwiemy filmem, gdzie twórcy inspirowali się Wielkim Marszem Kinga, to jest to bardziej poprawne określenie. Owszem, momentami są wrzucone jeden do jednego cytaty z książki, ale za przekręcenie kilku rzeczy, o których napisałem w tej swojej recenzji oceniam ten film na 5, bo to jednak ekranizacja, a nie tylko inspiracja książką Kinga.

1

@Ojciec5tkidzieci no ja tę książkę uwielbiam. Czytałem pewnie z dziesięć razy. I wiesz co? Jakoś tak mój wewnętrzny kinomaniak mi podpowiadał, żeby sobie ten film darować.

0

@Ojciec5tkidzieci King to jeden z tych twórców, po których jakoś nigdy nie sięgnąłem. Widziałem kilka ekranizacji, ale książki jeszcze przede mną. Jakoś nie mogę się zebrać. Ale może w końcu to zrobię i chyba wtedy zacznę od "Wielkiego marszu". Albo od "Misery".

1

@Ojciec5tkidzieci wlasnie planowałem sie wybrać na to do kina ale najpierw na liście mam "obecność " dzięki za wyczerpującą recenzje :)

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: