- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1854 Culés
Gorące dyskusje
michal26
52
Żeby tylko ta Hiszpania dzisiaj wygrała...
34 odpowiedzi
heniusss
45
Ten gość jest chory psychicznie. Ja coś czuję, że jemu dopiero hamulce puszczą jak skończy... » Czytaj dalej
22 odpowiedzi
4drian0
3
Kontrowersyjna opinia. Jak leci mecz Argentyny to La Rambla zamienia w stronę białych... » Czytaj dalej
17 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1854 Culés
7
Historia mistrzostw Europy część 8:
@Visca_barca
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
6
@FCBparasiempre
Euro 1988
Uczestnictwo w czterech finałowych turniejach z rzędu, poparte dwukrotnym złotym i jednym srebrnym medalem mistrzostw Europy było wystarczającą rekomendacją aby przyznać RFN organizację Euro ’88. Schedę po niemieckim trenerze Derwallu przejął wyjątkowo ambitny Franz Beckenbauer. ,,Kaiser” usiłował zaszczepić swoim podopiecznym wszystkie te boiskowe cechy, z których on sam słynął przez wiele lat gry. Upór, determinacja i waleczność od zawsze cechowały Niemców ale nikt ich tak dobrze nie potrafił wyegzekwować, jak charyzmatyczny Franz. Z nadziejami na zwycięstwo przygotowywali się do organizacji swoich pierwszych i ósmych z kolei mistrzostw Europy. Największą niespodzianką dotyczącą Euro był brak obrońców tytułu Francuzów. ,,Trójkolorowi” przegrali rywalizacje w eliminacjach z ZSRR i NRD. Nie pomógł kończący karierę Platini, który wystąpił raptem w trzech meczach, nie zdobywając żadnego gola. Bohater z Euro ’84 po raz ostatni założył reprezentacyjny kostium w meczu z Islandią. Był to jedyny zwycięski mecz Francuzów w tych kwalifikacjach. Z kolei po raz trzeci w historii kwalifikacyjnych zmagań biało-czerwoni trafili w grupie na Holendrów. Tym razem obyło się bez heroicznych bojów, gdyż nasi piłkarze sami wyjątkowo utrudniali sobie życie. Porażki z Grecją i Węgrami oraz historyczny remis z Cyprem wytyczyły Polakom przedostatnie miejsce w grupie. Z Holandią pojednawczo było tylko w Amsterdamie. W Zabrzu dwukrotnie dał znać o sobie Gullit i to wystarczyło by pognębić gospodarzy i zakwalifikować się na turniej. Ponownie w stawce o najwyższe cele zabrakło Czechosłowaków. Najlepsza w grupie okazała się Dania i to ona pojechała na Euro. Reprezentacja RFN trafiła w grupie w turnieju na drużyny, z którymi mieli dawne porachunki do wyrównania a mianowicie na Włochów, Hiszpanów oraz Duńczyków. Najtrudniej było z Włochami. Mecz otwarcia rozgrywano w Düsseldorfie rozstrzygnął się w 3 minuty. Pierwsi gola zdobyli ,,Azzurri”. Autorem jego był Mancini. Radość nie trwa jednak długo. Po chwili Niemcy mają rzut wolny pośredni i Brehmer mocnym strzałem po ziemi pokonuje Waltera Zenge. W kolejnych dwóch meczach gracze RFN gładko zwyciężali. Swoich prześladowców mieli także Duńczycy a byli nimi Hiszpanie, którzy zagrodzili Duńczykom drogę do wielkiego finału Euro ’84, eliminując ich po rzutach karnych. Dwa lata później na mundialu w Meksyku ponownie drużyny wpadły na siebie, tym razem w 1/8 finału. Skończyło się pogromem. ,,La Roja” zdemolowała przeciwników aż 5:1 a cztery(!) gole strzelił Emilio Butragueño. Mit o ,,duńskim dynamicie” wygasł na dobre w trakcie Euro ’88. Piłkarze Piontka przegrali wszystkie trzy mecze. Z Niemcami i Włochami do zera, Z Hiszpanią po zaciętej walce i jednego z goli… Butragueño, minimalnie 2:3. Madrycki ,,Sęp” nie był tym razem tak zachłanny na strzelanie bramek, przez co jego drużyna dość wcześnie odpadła z turnieju. Cała trójka z podium Euro ’84 tym razem nie stanęła na wysokości zadania. Obrońcy tytułu w ogóle nie dostali się na zawody a druga i trzecia drużyna poprzednich mistrzostw okazała się teraz trzecią i czwartą ,,siłą” grupowych rozgrywek. Do fazy pucharowej przedarli się gospodarze oraz Włosi. Druga para półfinalistów miała się wyłonić z czwórki: Holandia, ZSRR, Irlandia oraz Anglia. W pierwszym dniu doszło do meczów Anglii z Irlandią oraz Holandii z ZSRR. Na początek zmierzyli się ze sobą Brytyjczycy. W bratobójczym starciu górą byli Irlandczycy po jedynym golu Houghtona. Mecz Holandia-ZSRR to przede wszystkim pojedynek dwóch trenerskich autorytetów: Rinusa Michelsa i Walerego Łobanowskiego. Od początku meczu przewaga była po stronie Holendrów ale Rinat Dasajew kapitalnie bronił strzały Ronalda Koemana, Van’t Schipa i Woutersa. Wreszcie skuteczny atak przeprowadzili zawodnicy ZSRR. Biełanow przerzucił piłkę na lewe skrzydło do Raca, który huknął bez przyjęcia na bramkę van Breukelena. Od tego momentu ,,Pomarańczowi” przegrywali 0:1. Michels musiał jakoś zareagować. Zdecydował się tylko na jedną zmianę. Za Vanenburga wprowadził Van Bastena, jednak nie zdążył on odmienić losów meczu. Decyzja trenera była spóźniona. Wybitny strateg przyznał się sam przed sobą do błędu i już więcej na tym turnieju go nie popełnił.
Z kolei Anglia pałała chęcią odegrania się za pierwszą porażkę. Jej rywalem byli Holendrzy, również pokonani w premierowym meczu. Remis nikomu nic nie dawał. Zwycięstwo pozwalało zachować realną szansę na awans. W swoim setnym meczu w kadrze Peter Schilton marzył wyłącznie o wygranej. Niestety srogo się przeliczył, choć nic nie zapowiadało klęski. Anglicy pomni utraty gola na początku spotkania z Irlandią, z marszu przystąpili do groźnych ataków. Najpierw Lineker korzystając z nieporozumienia van Breukelena z Koemanem, trafił w słupek a później jego wyczyn skopiował Hoddle, minimalnie myląc się z rzutu wolnego. Po przeczekaniu angielskiej nawałnicy inicjatywę przejęli Holendrzy. Gullit do van Bastena i gol. Bramka ,,do szatni” nie załamała jednak graczy Bobby Robsona. Niecałe 10 minut po przerwie padło wyrównanie. Lineker z Bryanem Robsonem i jest 1:1. Rozochoceni Anglicy poszli za ciosem. Kapitalna trójkowa akcja, Hoddle do Samsona, ten od razu do Linekera a napastnik FC Barcelony strzałem głową posyła piłkę w poprzeczkę. W rewanżu ponownie Gullit z van Bastenem i drugi gol dla ,,Pomarańczowych” staje się faktem. Znakomite wyczucie Gullita, który piętą odgrywa do swojego partnera z Milanu. Strzał w długi róg i Schilton bez szans. Cztery minuty później było po meczu. Erwin Koeman miękko z rzutu rożnego, Wim Kieft przedłuża głową do van Bastena a ten kapitalnym wolejem kompletuje hat-trick. Holendrzy nie mogli być jednak jeszcze pewni awansu. Do pełni szczęścia potrzebowali zwycięstwa w meczu z Irlandią. Rywalom wystarczał remis. Irlandczycy zagrali bez swego asa atutowego Liama Brady’ego, który nie pojechał na turniej z powodu odbywania kary za czerwoną kartkę w ostatnim meczu eliminacyjnym z Bułgarią. Mecz mimo to był wyrównany. Najpierw McGrath w słupek, później Wouters w poprzeczkę aż w końcu Kieft do bramki i tak oto Holandia awansowała do półfinału. Rywalizacja par półfinałowych budziła uzasadnione emocje. Niemcy z Holendrami tradycyjnie co jakiś czas spotykali się na wielkiej imprezie. Zawsze były to mecze stojące na wysokim poziomie ale piłkarzom z Kraju Tulipanów ani razu w batalii o tak dużą stawkę nie udało się pokonać ekipy RFN. Zmagania Włochów z ZSRR obchodziły właśnie swój 20 jubileusz. W półfinale Euro ’68 o losach potyczki przesądziła moneta, która arbitralnie wybrała zwycięzcę. Los wskazał na Italie. To był jedyny taki przypadek w historii ME. ,,Azzurri” byli pewni swego. W lutym, jeszcze przed mistrzostwami, towarzysko zmierzyli się ze ,,Sborną” w Bari. Zwycięstwo 4:1 przyszło im z łatwością. Liczyli więc na podobny wynik w meczu półfinałowym. Zwłaszcza że podstawowa jedenastka nieznacznie różniła się od tej, która wybiegła na boisko w Bari. Wypadli Franchini i De Agostini a ich miejsce zajęli Maldini i Ancelotti. Rosjanie także dokonali nieznacznych korekt, choć Łobanowski nie sugerował się zbytnio wynikami sparingów. Jego zawodnicy również. Dwa gole w odstępie 2 minut pogrążyły Włochów. Najpierw Litowczenko a po nim Protasow załatwili sprawę. To był ostatni mecz Włochów na Euro ’88 i zarazem pożegnalny występ w kadrze Altobellego, który z lidera snajperów stał się ich dublerem. Świetną dyspozycję z meczów grupowych postanowil podtrzymać Marco van Basten. W meczu z RFN miał o wiele bardziej utrudnione zadanie. Do opieki nad Holendrem Beckenbauer wyznaczył Juergena Kohlera, który nie odstępował van Bastena niemal na krok. Worek z golami rozwiązał się dopiero w drugiej połowie ale to piłkarze RFN jako pierwsi dali sygnał do ataku. W starciu na polu karnym między Rijkaardem a Klinsmannem lepszy okazał się Holender ale wyraźnie naruszył przepisy. Sędzia wskazał na ,,wapno” a Matthaeus zrobił to, co do niego należało. Po upływie kolejnych 20 minut arbiter podyktował rzut karny w drugą stronę. Van Basten, nabierający na swe piłkarskie zwody obrońców i bramkarzy, tym razem nabrał arbitra meczu na iście teatralny upadek. Ronald Koeman potraktował swój obowiązek jak najbardziej serio i z jedenastu metrów pokonał Immela. Remis utrzymywał się do końca meczu aż w końcu błyskiem geniuszu zaimponował van Basten. Świetne podanie w ,,tempo” od Woutersa napastnik Milanu strzałem w długi róg zamienia na gola. O wszystkim zadecydowały ułamki sekund i niezdecydowanie Kohlera, który minimalnie spóźnił się ze wślizgiem. Będący zawsze o krok przed van Bastenem, raz jeden w tym meczu znalazł się krok za nim. Holendrzy dumnie wkroczyli do wielkiego finału. Dokładnie 16 lat minęło od ostatniego udziału ekipy ZSRR w mistrzostwach Europy, występu okraszonego zarazem uczestnictwem w wielkim finale kontynentalnego czempionatu. To był piąty turniej drużyny radzieckiej a czwarty w historii jej mecz o złoto. Cel ten udało się osiągnąć jedynie za pierwszym razem. W 1960 roku piłkarze ZSRR pokonali Jugosławię i na tym koniec. Po dwóch finałowych porażkach z Hiszpanią i RFN miała nadejść trzecia, z Holandią. Rosjanie na tych mistrzostwach nie przegrali jeszcze ani razu a Holendrzy zdążyli już przegrać, jeden raz z… ZSRR.
Mecz mógł się podobać kibicom. Szybkie tempo gry sprzyjało inicjowaniu wielu akcji ofensywnych zarówno przez jednych, jak i drugich. Po kilku minutach zarysowała się lekka przewaga piłkarzy radzieckich. Strzelał Litowczenko ale van Breukelen pewnie łapie piłkę. Niebawem próbuje Protasow ale i tym razem bezskutecznie. Jego rajd z poświęceniem przerywa holenderski golkiper, rzucając mu się wprost pod nogi. Bezrobotny dotąd Dasajew wykazał się dopiero przy stałym fragmencie gry. Rzud wolny egzekwował Gullit ale radziecki bramkarz popisał się kapitalną interwencją. Dobiegła 33 minuta meczu. Wspaniały kilkudziesięciometrowy cross Erwina Koemana trafia do van Bastena, który głową momentalnie odgrywa do Gullita. Zdezorientowani defensorzy ZSRR nie mogą nadążyć za przebiegiem boiskowych zdarzeń. Po chwili jest już za późno. Gullit silnym uderzeniem pakuje piłkę pod poprzeczkę bramki Dasajewa. Holendrzy prowadzą i już do przerwy nic się nie zmienia. Gullit jest w swoim żywiole. Wspaniale drybluje i niemal tańczy z piłką. Rywale nie potrafią sobie z nim poradzić. Bezradny Chidijatulin ucieka się do fauli. To jedyny sposób na powstrzymanie ówczesnego piłkarza Milanu. Po zmianie stron znów naciskają gracze Łobanowskiego. Ich ataki nie przynoszą jednak żadnego efektu. Próbują Zawarow i Litowczenko ale van Breukelen cały czas na posterunku. Holendrzy z zimną krwią wykorzystują radziecką niemoc. Van Tiggelen środkiem wypatruje czającego się na lewym skrzydle Woutersa i zagrywa mu piłkę. Pomocnik Ajaxu dośrodkowuje w pole karne. Piłka wysoko szerokim łukiem przelatuje tuż przed bramką Dasajewa i spada wprost na but van Bastena. Ten z woleja, kapitalnym strzałem z ostrego kąta uderza wprost genialnie. Futbolówka dostaje dziwnej paraboli, tak jakby na tę chwilę dostała skrzydeł i leciała tam, dokąd strzelec sobie tego zażyczył, po czym wpada ,,za kołnierz” Dasajewowi i ląduje w siatce. To najpiękniejszy gol w historii ME. Tylko van Basten mógł go zdobyć. Łobanowski nie ma nic do stracenia. Decyduje się na zmiany. Na boisko wchodzą Bałtacza i Pasułko. Michels nikogo nie zmienia i gra do końca tymi zawodnikami, którzy przebywają na boisku od pierwszej minuty gry. Wreszcie daje o sobie znać Biełanow. Najpierw trafia w słupek ale po chwili nikt nie będzie już mu przeszkadzał w wykonywaniu strzału. Van Breukelen fauluje Gocmanowa i piłkarze ZSRR dostają rzut karny. Jest 73 minuta meczu i jeszcze wszystko może się zmienić. Biełanow ustawia piłkę na ,,wapnie”. Asystuje mu van Breukelen. Wnikliwie wpatruje się w rywala, chcąc go wyraźnie zdeprymować przed strzałem. Trwa wojna nerwów. Kto wygra ten pojedynek, Biełanow czy van Breukelen? A jednak ten drugi! Fantastyczna interwencja. Holenderski golkiper rzuca się w odpowiednim kierunku i odbija piłkę. Biełanow łapie się za głowę ale nic już nie może wskórać. Ostatni kwadrans niczego nie zmienia. Zapanowuje pomarańczowa euforia. Artyści futbolu w piłkarskim niebie, po raz pierwszy sięgając po mistrzostwo Europy. Natomiast królem strzelców został, a jakże(!) genialny snajper Marco van Basten z dorobkiem 5 goli.