La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 989 Culés

7

7

@FCBparasiempre
Siedemnaście dni po finale mundialu w 2014 r. w wieku 83 lat zmarł Julio Grondona. Był prezesem argentyńskiej federacji piłkarskiej przez 35 lat! Pod koniec życia jako postać mocno izolowana ale wciąż o niezaprzeczalnych wpływach. Jego śmierć oznaczała koniec epoki, choć nie koniec kłopotów argentyńskiej piłki, których działacz stał się zresztą symbolem. Być może jak wielu przywódców tego kraju nie potrafił stawić czoła szerszym problemom społeczno-ekonomicznym ale(jak zauważył Menotti) z pewnością wiedział ze akurat na drużynie narodowej można zarobić. Inna sprawa że prawa do transmisji meczów kadry sprzedał firmie Traffic, która rychło znalazła się pod lupą FBI. W ramach prowadzonego przez agencje dochodzenia w maju 2015 r. aresztowano w Zurichu siedmiu prominentnych działaczy FIFA. Jakkolwiek jednak skorumpowany był sam Grondona(zważywszy na stopień, w jakim inni działacze Conmebolu byli zamieszani w afere, można chyba uznać że śmierć wybawiła go od poważnych kłopotów) federacja, którą zarządzał nie działała w oderwaniu od argentyńskiej gospodarki. Dzień po jego śmierci Argentyna zbankrutowała po raz kolejny. Długie przenoszenie się z poprzedniego upadku poszło na marne. Światowy kryzys finansowy uderzył głównie w argentyńskich eksporterów a zważywszy na to, jak bardzo tamtejsza gospodarka zależy od eksportu, trudno się dziwić iż w 2012 i 2014 roku kraj popadł w recesje. Inflacja rosła, co było nie uniknione przy sztucznie zaniżonym kursie peso. Oficjalne dane z lipca 2014 roku mówiły że wynosi niemal 11 procent, choć powszechnie uważano ze w rzeczywistości jest trzy razy wyższa. 31 lipca Argentyna ogłosiła że nie jest w stanie spłacić 539 milionów dolarów odsetek z obligacji wyemitowanych jeszcze przed krachem w 2001 r. a później wykupionych za niewielkie sumy przez amerykańskie fundusze inwestycyjne, które odmówiły przystąpienia do porozumień zawartych przez Argentyne z większością wierzycieli. Tym razem były to raczej, jak to ujął rząd, ,,techniczne trudności” niż niekontrolowana katastrofa przypominająca tę z 2001 r. Argentyna bardziej nie chciała niż nie była w stanie spłacić spekulantów. Obyło się też bez protestów ulicznych i kolejek do banków, życie toczyło się dalej, choć ogłoszenie niewypłacalności z pewnością nie świadczyło o sile miejscowej gospodarki. Z perspektywy wielu inwestorów wojownicza retoryka rządu i poczucie że ogłoszenie bankructwa było zabiegiem mającym wymusić na wierzycielach kolejną restrukturyzacje zadłużenia, oznaczały że Cristina Kirchner nie jest partnerem godnym zaufania. Nikt nie mógł więc zaprzeczyć że Grondona kierował AFA w trudnym czasie. Z drugiej strony z pewnością ponosił odpowiedzialność zarówno za panujący w federacji chaos, jak i za niepowodzenia w zwalczaniu stadionowej przemocy i generalny rozpad infrastruktury piłkarskiej. Unosząca się nad futbolowym związkiem aura korupcji sprowadziła zresztą do jego biur kontrolerów finansowych. Stało się to wkrótce po pochówku prezesa na cmentarzu w Avellanedzie, tym samym, na który patrzył przed laty z okien pokoju zajmowanego wraz z rodzeństwem. O drugiej połowie jego rządów trzeba powiedzieć przede wszystkim to że były epoką straconych szans. Sukcesy Argentyńczyków w piłce młodzieżowej(tych 5 tytułów mistrza świata do lat 20-tu wywalczonych na przestrzeni zaledwie 12 lat) nie przełożyły się na triumfy w dorosłym futbolu. Rozgrywany w Chile turniej Copa America 2015 przyniósł kolejne rozczarowanie. Gerardo Martino, który prowadził Messiego w Barcelonie został zatrudniony na miejsce Sabelli być może dlatego że miał dobrze rozumieć swojego krajana z Rosario. Po roztrwonieniu dwubramkowego prowadzenia z Paragwajem w pierwszym meczu Albicelestes udało się wprawdzie wygrać 1:0 z Urugwajem i Jamajką ale mecz ćwierćfinałowy z Kolumbią zakończył się bezbramkowym remisem i awansem do półfinału tylko dzięki lepiej strzelanym rzutom karnym.

Argentyna zabłysła dopiero podczas rozgrywanego w Concepcion półfinału. Messi, którego powrót do formy pomógł Blaugranie zdobyć kolejne trofeum Ligi Mistrzów grał fantastycznie, podobnie zresztą jak Javier Pastore. Argentyńczycy wygrali swój drugi mecz na turnieju z Paragwajem i to aż 6:1(!) a choć Leo gola nie strzelił to asystował przy trzech trafieniach, odnotował przedostatnie podanie przy dwóch a przy golu na 4:1 zainicjował całą akcje. Jego gambeta w tej sytuacji była tak olśniewająca że dwóch próbujących go powstrzymać paragwajskich obrońców o mało na siebie nie wpadło. Znaczące było też to iż tym razem zgromadził wokół siebie wychodzących na drugą połowe partnerów i powiedział do nich kilka słów. Tuż przed przerwą Paragwajczycy strzelili gola na 2:1, więc jego przesłanie brzmiało prosto: nie spać! Nie był to już ów ,,cichy lider” z mistrzostw świata w Brazylii. Jeśli doliczyć przegrany z Brazylią Puchar Konfederacji w 2005 r. był to piąty występ Argentyny w finale wielkiej imprezy ale skończył się tak samo jak pozostałe cztery. Twardzi i dobrze zorganizowani gospodarze turnieju mieli poczucie że po 99 latach prób nadszedł w końcu ich czas. Po pół godzinie gry Di Maria złapał kontuzje i Argentyńczycy stracili początkowy rozpęd. W końcówce Messi znów wyglądał na sfrustrowanego i osamotnionego a mimo to ponownie mógł przesądzić o losach meczu. Po jego świetnym podaniu Lavezzi dośrodkował do Higuaina ale grający wówczas w Napoli napastnik trafił w boczną siatke. Podczas serii rzutów karnych można było odnieść wrażenie że z góry wiadomo jak się skończą. Higuain i Banega spudłowali i Chile wygrało Copa America. Kiedy reszta Argentyńczyków próbowała szukać pocieszenia w swoim towarzystwie, Messi stał samotnie pośrodku boiska oddzielony od innych i świadomością własnego talentu i związanych z nim oczekiwań. Jego twarz mogłaby być symbolem smutku. Po zejściu do szatni wybuchnął płaczem i łkał nawet wtedy, gdy wiozący drużynę autobus dojechał już do hotelu. Ogrom krytyki i obelg, któremu musiał stawić czoło w następnych dniach był tyleż przewidywalny co niesprawiedliwy. To prawda, ani w finale mistrzostw świata, ani w finale Copa America nie zagrał wielkiego meczu ale z drugiej strony w obu tych meczach niemal cała energia rywali skupiała się na wyłączeniu go z gry. Czy w takiej sytuacji ktoś inny nie mógł przejąć pałeczki? Gdyby w obu tych meczach dobre okazje wykorzystał Higuain, Argentyna byłaby mistrzem świata i kontynentu, Messi zaś zostałby kluczową postacią drużyny, która odniosła te sukcesy. Z drugiej jednak strony owe minimalne porażki wpisywały się w pewien znany schemat. Przecież mieliśmy tu doczynienia z historią Argentyny w pigułce, światem wielkich nadziei, które niemal nigdy się nie spełniały. Kanadyjski sukces z 2007 r. był zarazem ostatnim etapem pracy Tocallego z argentyńską młodzieżówką. Pekerman rozpoczynał właśnie prace z dorosłą reprezentacją a kiedy działacze federacji zaczeli na niego naciskać by dokonał zmian w sztabie szkoleniowym, Tocalli zrezygnował i wkrótce objął posade trenera Velezu Sarsfield. Później prowadził Colo-Colo i Quilmes, zajmował się młodzieżą w Argentynie a w 2013 roku wyjeżdżał właśnie do Santiago, gdzie przez następne lata pracował z młodzieżową reprezentacją Chile. Po jego odejściu młodzi Argentyńczycy nie zakwalifikowali się do dwóch z trzech mistrzostw świata do lat 20-tu a w 2011 r. odpadli w ćwierćfinale. Co poszło nie tak? ,,Prowadziliśmy reprezentacje przez 14 lat. Im dłużej to robiliśmy tym większe trudności mieliśmy ze znalezieniem odpowiednich zawodników. Wielu ściągnęliśmy bezpośrednio z interioru, jak Zubeldie czy Aimara. Kiedy zacząłem pracować w lidze, nie chciało mi się wierzyć że w Argentynie przestali się rodzić zdolni piłkarze. Myślałem iż może po prostu nie umiemy się nimi zajmować w klubach że zmuszamy ich do przejścia na zawodowstwo w czasie, gdy jeszcze się rozwijają. Kiedy jednak trafiłem do akademii Argentinos, zobaczyłem że odpowiedzialność leży po naszej stronie, tych, którzy zajmują się rozwojem młodych piłkarzy. 10 lat temu w tym kraju było jeszcze mnóstwo ,,potreros”, teraz prawie zniknęły. Obecnie to my musimy uczyć piłkarzy tego wszystkiego, czego tam uczyli się sami. Inna sprawa że takiej pracy naprawdę trzeba się poświęcić.

1

@FCBparasiempre
W Argentinos zaczynałem prace o 7 rano, kończyłem po południu a co drugi tydzień jeździłem po argentyńskiej prowincji żeby obejrzeć tam jakichś 400-tu zawodników. Temu naprawdę trzeba być oddanym. W Primera chodzi po prostu o wybór drużyny, jedenastu piłkarzy. Kiedy któryś gra słabo, zastępujesz go innym. W drużynach młodzieżowych musisz natomiast zawodników rozumieć, wyczuwać ich nastrój, znać ich rodziny, czasami wejść w buty rodzica ale nie rezygnując przy tym z własnych poglądów i nigdy nie rozluźniając dyscypliny. Piłkarze jej potrzebują, nie ważne czy są dobrzy czy źli, jeśli będą się spóźniać na treningi, nie będą grać. Jeśli nie opracujesz jasnych reguł, nie stworzysz też atmosfery szacunku a we wrogiej atmosferze nikt sobie nie poradzi. Dobrzy trenerzy druzyn młodzieżowych wiedzą kiedy użyć marchewki a kiedy kija. Czsamoi potrzeba dwóch marchewek i jednego kija, nigdy jednak nie można się ograniczać tylko do kija albo tylko do marchewki a prawdziwi fachowcy wiedzą kiedy czego użyć”- opowiadał Tocalli. Żaden inny kraj nie odnosił tylu sukcesów w piłce młodzieżowej a od ostatniego triumfu na mistrzostwach świata minęło ponad 20 lat. ,,Nikt nie powie że w Argentynie brakowało zdolnych piłkarzy. Mieliśmy ich za każdym razem, w 2002, 2006, 2010 roku… ale wygranie mundialu nie jest łatwe. Kluczowe jest przygotowanie fizyczne, bo gdy zespół jest zmęczony może popaść w tarapaty. No i oczywiście trzeba mieć szczęście, gdyż na przykład w 2006 r. prowadziliśmy z Niemcami 1:0 i musieliśmy dokonać dwóch wymuszonych zmian, po czym rywale przejeli inicjatywę a kiedy wyrównali, Messi, Saviola i Aimar przyglądali się temu z ławki”- mówił Tocalli. Być może Argentyńczycy uznali że ich zasoby talentów są nieskończone. Być może zgubiło ich samozadowolenie. Tocalli rzecz jasna winą za kryzys w piłce młodzieżowej obciążał władze federacji. ,,Jestem fanem myślenia w długiej perspektywie – deklarował. – Widać że przynosi ono efekty w Hiszpanii, gdzie wszystko zaczęło się od zmian w piłce młodzieżowej… W reprezentacji Niemiec też panuje ciągłość. Najpierw był Klinsmann, potem jego asystent Löw a w Argentynie wszystko jest postawione na głowie, miotamy się od ściany do ściany bez żadnej stabilizacji”. Trudno było nie odnieść wrażenia iż Tocalli opisuje walkę z czasem. Copa America Centenario z 2016 roku wyglądało jak jeszcze więcej tego samego. Teoretycznie turniej miał być okazją do uczczenia setnej rocznicy rozegrania pierwszych meczów o ten puchar i choć była w tym jawna próba pozyskania dodatkowych funduszy przez coraz bardziej ubożejącą konfederacje, format rozgrywek był dużo bardziej sensowny niż w przypadku tradycyjnej Copa America. Ze strefy Concacaf zaproszono 6 ekip, w tym będące gospodarzem USA, co oznaczało że uczestników można podzielić na cztery grupy złożone z 4 drużyn. Argentyna bez żadnych problemów przeszła nie tylko przez pierwszą faze. Wygrała wszystkie 3 mecze a Messi podczas spotkania z Panamą zdobył hattricka. W ćwierćfinale z Wenezuelą i półfinale z USA strzelała po 4 gole. W finale czekało na nią Chile, które pokonała już 2:1 w grupie. Tym razem nie zdołała jednak złamać oporu rywali. O zwycięstwie miały zadecydować rzuty karne a Messi znalazł się w gronie tych którzy spudłowali. W szatni ponownie płakał, później zaś, dwa dni po swoich 29 urodzinach ogłosił że rezygnuje z dalszych występów w drużynie narodowej. ,,W tej chwili myślę że skończyłem z reprezentacją. Starałem się jak mogłem. To już mój czwarty finał ale żadnego nie wygraliśmy. Naprawde chwytałem się wszelkich możliwych sposobów. Rani mnie to jak nic na świecie ale to ewidentnie nie dla mnie”- mówił ze spuszczoną głową i unikając kontaktu wzrokowego z otaczającymi go dziennikarzami. Działaczom AFA zaś powiedział że poprzedni tydzień był katastrofą. Wyglądało na to jakby myślał że ciąży na nim klątwa. Jakim cudem drużyna, która wygrywała mistrzostwa świata do lat 20-tu w 2005 i 2007 roku a w 2008 sięgneła jeszcze po olimpijskie złoto nie była w stanie wygrać czegokolwiek na poziomie seniorskim? Z pewnością czuł się też rozczarowany funkcjonowaniem federacji i nieustanną krytyką ze strony fanów, choć przecież nie z jego winy AFA była tak sklerotyczna a Higuain marnował wyśmienite okazje w ważnych meczach. I to właśnie wtedy, w jednej chwili podejście argentyńskich fanów do Leo Messiego się zmieniło.

Nie był to już seryjny zwycięzca z Barcelony, który z jakichś powodów obniżał loty zakładając reprezentacyjną koszulke. Zobaczono w nim człowieka, nie maszyne do wygrywania. Nikt nie mógł mieć wątpliwości ze naprawdę mu zależy. Nikt nie wątpił że zwyczajnie nie zasłużył na wszystko co go dotąd spotkało i czemu postanowił położyć kres schodząc ze sztucznej nawierzchni MetLife Stadium w East Rutherford. W końcu okazał jakąś słabość, więc jedyne co trzeba było teraz zrobić to pomóc mu wyjść z dołka. W Argentynie rozpoczęła się kampania mająca wpłynąć na zmianę jego decyzji. O rezygnacji Messiego dyskutowano nawet w politycznych programach argentyńskiej telewizji. Na elektronicznych rozkładach jazdy metra w Buenos Aires wyświetlano napisy ,,No te vayas, Lio”(leo nie odchodź). Martino podał się do dymisji i nowym selekcjonerem został Edgardo Bauza, który doprowadził San Lorenzo do zwycięstwa w Copa Libertadores. Wiedziano że ma świetne relacje z Messim i faktycznie zdołał namówić gwiazde Blaugrany do powrotu. Jednak zarówno wyniki, jak i gra reprezentacji pod Bauzą były fatalne. Nowy selekcjoner został zwolniony już po 9 miesiącach, kiedy wyglądało na to że Argentyna nie zdoła zakwalifikować się na mundial w 2018 r. Zdesperowana AFA zwróciła się do Jorge Sampaoliego, ucznia Bielsy, który odnosił wielkie sukcesy z Universidad de Chile a następnie doprowadził reprezentacje tego kraju do dwóch wygranych w Copa America. Seria trzech remisów sprawiła że w ostatniej kolejce eliminacji Albicelestes musieli pokonać na wyjeździe Ekwador. Zrobili to oczywiście dzięki hattrickowi Messiego w wygranym 3:1 meczu. Zasadnicze problemy, przed którymi stała reprezentacja jednak nie zniknęły. W Chile Sampaoli był w stanie sprawić że drużyna grała intensywnym pressingiem, gdyż miał do dyspozycji grupe zawodników chętnych do współpracy i przyzwyczajonych już do tego stylu przez Bielse. W przypadku kadry Argentyny nie dość że brakowało mu czasu na wprowadzenie swoich metod, to jeszcze odziedziczył grupę niezdarnych defensorów, którzy nie byli przyzwyczajeni do bronienia wysoką linią z dala od własnej bramki. Nie mówiąc już o tym że wielu ważnych zawodników(z Messim na czele) albo nie potrafiło, albo nie chciało podporządkować się wymaganiom stylu bazującego na pressingu i naciskaniu rywali. Po remisie 1:1 z Islandią w pierwszym swoim meczu mundialu w Rosji Argentyńczycy mieli zmierzyć się z Chorwatami. W trakcie hymnów Messi nerwowo pocierał twarz. Wcześniej nie wziął udziału w zorganizowanym z okazji Dnia Ojca ,,asado” w bazie reprezentacji. Spędził tamten wieczór samotnie, nie kryjąc niepokoju. Do przerwy było 0:0 ale Argentyńczycy grali słabo. Siedzący na ławce Sampaoli wyglądał wręcz na chorego, jego poszarzała twarz błyszczała od potu. Trudno było nie mieć wrażenia że zdaje sobie sprawę iż jego drużyna znalazła się na krawędzi. W końcu ściągnął marynarke i zaczął bezsilnie wymachiwać wytatuowanymi rękami, niezdolny do powstrzymania fali anarchii jaka pozbawiała właśnie Argentyne szans na sukces w tym meczu. Chorwacja wygrała 3:0 a łatwość z jaką Rakitič zdobył trzeciego gola wywoływała sarkastyczne uśmiechy. Sampaoli wpadł w pułapke, niezdolny do narzucenia piłkarzom własnej wizji futbolu ale niechętny również czemuś, co próbowali zrobić dwaj jego poprzednicy- zbudowaniu drużyny wokół Messiego. Efektem był chaos i brak dyscypliny, w którym zbyt wielu piłkarzy próbowało zrobić zbyt wiele na własną rękę. Biegali po murawie jak wariaci, za często faulowali podczas desperackich prób odzyskania piłki, za mało myśleli i choć trudno winić Messiego za bałagan w defensywie to jego udział w grze ofensywnej był znikomy. W całym meczu miał tylko 49 kontaktów z piłką, z czego w ciągu ostatniego kwadransa zaledwie sześć. Zniknął akurat wtedy kiedy ojczyzna znalazła się w potrzebie. Trudno nie widzieć absurdu ukrytego w tym ostatnim zdaniu. Dlaczego wszystko miało znów zależeć wyłącznie od niego? Jak to możliwe ze w kraju tej skali nie mógł liczyć na wsparcie żadnego z partnerów? Czy ktokolwiek byłby w stanie udźwignąć tak ogromną presje? Z jakim ciężarem musi wiązać się świadomość iż błysk geniuszu uważany jest za standard a jakikolwiek słabszy występ oznacza potępienie? W ostatnim meczu fazy grupowej Argentyna musiała pokonać Nigerie i liczyć na to że Islandia nie zdoła wygrać z Chorwacją. Messi kolejny raz stanął na wysokości nakładanego nań przez naród zadania i zdobył pięknego gola na 1:0. Awans został jednak przypieczętowany dopiero w samej końcówce przez najmniej spodziewanego strzelca- Marcosa Rojo, który trafił z woleja swoją słabszą nogą. Z turniejem drużyna pożegnała się wprawdzie po epickim boju z idącymi wtedy po złoto Francuzami ale choć porażka 3:4 nikomu ujmy nie przyniosła, była to wciąż porażka i trudno było nie myśleć że gdyby Argentyńczycy zajeli pierwsze miejsce w grupie nie musieliby mierzyć się z faworytami turnieju tylko podążać ścieżką, która przez mecze z Danią, Rosją i Anglią doprowadziła Chorwacje aż do finału.

Jak już wspomnieliśmy, Conmebol wciąż zagęszczał kalendarz rozgrywek Copa America szukając sposobów na finansowe wsparcie pogrążonych w tarapatach federacji. Dla Argentyny i Messiego oznaczało to więc kolejne szanse na zakończenie przedłużającego się okresu czekania na trofeum. Turniej rozgrywany w Brazylii w 2019 r. odbywał się przynajmniej zgodnie z kalendarzem ale Argentynie ponownie się nie udało. Przegrała pierwszy mecz z Kolumbią, później odniosła niezbyt przekonywujące zwycięstwo 2:0 z Katarem, co dało jej awans do dalszych gier, lecz w półfinale gospodarze pokonali ją 2:0. Federacja podziękowała za pracę Sampaolemu i zatrudniła na jego miejsce Lionela Scaloniego, którego główną zaletą było to że jako członek sztabu szkoleniowego poprzedniego selekcjonera znajdował się akurat pod ręką i wiele nie kosztował. Z upływem czasu okazało się iż nie był to tylko wybór na przeczekanie. Choć działacze AFA zatrudnili go niemal przez pomyłke, dawny boczny obrońca Deportivo La Coruña, West Hamu i Lazio krok po kroku budował drużynę, która znów pozwoliła Messiemu zabłysnąć. Być może gdyby Copa America 2020 odbywała się zgodnie z kalendarzem na sukces byłoby jeszcze za wcześnie ale pandemia koronawirusa doprowadziła do zmiany planów i przesunięcia turnieju o rok. Chaos organizacyjny wydawał się tym razem zrozumiały. Początkowo impreza miała się odbyć w Kolumbii i Argentynie ale Kolumbijczycy wycofali się ze względu na trwające w kraju zamieszki a pandemiczne obostrzenia uniemożliwiły także zaproszenie uczestników Copa America do Argentyny. Będący koronasceptykiem prezydent Brazylii Jair Bolsonaro z radością skorzystał z okazji, choć nawet w jego kraju większość meczów odbyła się bez udziału publiczności. W nowym formacie rozgrywek planowano początkowo podzielić uczestników na dwie 6-drużynowe grupy ale po tym jak z powodu pandemii wycofali się goście z innych kontynentów(Australia i Katar) ostatecznie w każdej z grup zagrało 5 ekip. Ażeby wyeliminować 2 najsłabsze i tym samym wyłonić ćwierćfinalistów trzeba było rozegrać aż 20 spotkań. Argentynie ten długi rozbieg przed decydującą rozgrywką ewidentnie przypadł do gustu. W fazie grupowej wreszcie imponowała solidnością w defensywie. Trzykrotnie wygrała, raz zremisowała i straciła tylko 2 gole. W ćwierćfinale wygrała 3:0 z Ekwadorem. Asertywna postawa bramkarza Emiliano Martineza okazała się decydująca w półfinałowej serii rzutów karnych kończących mecz z Kolumbią a o wygranej w całym turnieju miał rozstrzygnąć mecz z Brazylią na Maracanie. Okoliczności były osobliwe. Z jednej strony trudno było nie myśleć o tym, co mogło się wydarzyć 7 lat wcześniej podczas mundialu. Z drugiej, na widowni zasiadło tylko 5 tysięcy widzów. Cały turniej był dziwny i do tego stopnia nie usatysfakcjonował kibiców że można się było zastanawiać czy w ogóle powinien zostać rozegrany ale w 22 minucie jego ostatniego meczu Renan Lodi źle ocenił tor prostopadłego podania Dodrigo de Paula do Angela Di Marii, który skorzystał z okazji i przerzucił piłke nad Edersonem. Podobnie jak podczas igrzysk w 2008 roku, gol Di Marii był jedynym trafieniem finału. Długie lata oczekiwania na sukces wreszcie dobiegły końca. Wszystko wokół wydawało się dziwnie sztuczne ale Argentyńczyków to nie obchodziło. ,,Radość jest ogromna. Marzyłem o tym wiele razy i bardzo tego potrzebowałem. Świadomość że z drużyną narodową niczego dotąd nie osiągnąłem, tkwiła we mnie jak cierń”…

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?