Barcelona nie potrzebuje rewolucji, bo z Hansim Flickiem wróciła na najwyższy poziom, ale czy to oznacza, że powinna rezygnować z Nico Williamsa? Nawet w świetnie funkcjonującym zespole warto szukać dodatkowej jakości, a dynamiczny skrzydłowy z pewnością by ją zapewnił. Szybkość, drybling, gra jeden na jeden – to atuty, które mogłyby dać drużynie dodatkowy impuls, zwłaszcza w najtrudniejszych momentach sezonu. Transfer Williamsa nie jest koniecznością, bo na jego pozycji gra już główny kandydat do Złotej Piłki, ale byłby ruchem świadczącym o ambicjach klubu. Moim zdaniem Barcelona nadal powinna go sprowadzić, bo takich piłkarzy za taką cenę po prostu się nie odpuszcza.
Reprezentacja Hiszpanii zremisowała wczoraj w Rotterdamie z Holandią 2:2 i przy obu trafieniach La Rojy spory udział miał Nico Williams. Zawodnik Athleticu najpierw w 9. minucie wyprowadził Hiszpanię na prowadzenie, a w doliczonym czasie gry to po jego strzale Mikel Merino dobił piłkę do bramki. Szczgólna była ta pierwsza bramka, ponieważ padła po odbiorze piłki przez Lamine Yamala i asyście Pedriego. Nico w towarzystwie zawodników Barcelony to stały obrazek powtarzający się przy okazji każdego zgrupowania reprezentacji Hiszpanii. Wydawało się, że będziemy go widzieć dużo częściej w stolicy Katalonii, ale być może nie wszystko stracone. Szkoda nie wykorzystać takiej więzi świetnych piłkarzy, zarówno na boisku, jak i poza nim.
Na czym stanęło?
Przypomnijmy, jak zakończyła się saga związana z transferem Nico Williamsa do Barcelony. Wszelkie doniesienia o przybyciu Nico do stolicy Katalonii zaczęły się już dużo wcześniej, gdy mowa była jeszcze o dołączeniu skrzydłowego do Blaugrany za darmo po wygaśnięciu umowy latem 2025 roku. Bask przedłużył jednak kontrakt do 2027 roku, ale zawarł w nim klauzulę wykupu, która wynosi około 60 milionów euro. Po finale EURO 2024 wydawało się, że z każdym dniem Nico zbliżał się do Barçy, a kluczowym momentem miało być spotkanie Deco z agentem zawodnika w Saragossie. Potem jednak rozpoczęło się trwające całą wieczność oczekiwanie na decyzję Nico. Według Relevo skrzydłowy początkowo miał powiedzieć "tak" Barcelonie, ale problemy z zapewnieniem przez klub rejestracji sprawiło, że Nico zmienił odpowiedź na "nie". Blaugrana postanowiła zatem pozyskać Daniego Olmo.
Nico ostatecznie został w Athleticu, który miał nadzieję na przedłużenie umowy ze swoim zawodnikiem z jednoczesnym podniesieniem klauzuli wykupu. Mamy już jednak marzec, a o nowym kontrakcie nie ma żadnych wieści. Są za to informacje na temat tego, że Nico miałby czuć teraz większe pragnienie przejścia do Barcelony niż kilka miesięcy temu, a Blaugrana zamierza wrócić do pierwotnego planu sprowadzenia skrzydłowego latem 2025 roku. Z drugiej strony The Athletic twierdzi, że 22-latek jednak oddalił się od Barçy, a niemieckie media donosiły o zainteresowaniu ze strony Bayernu Monachium.
"Athletic jest moją rodziną. Więź, jaką mamy w klubie, jest niesamowita. Nie sądzę, żebym znalazł taką atmosferę w jakimkolwiek innym miejscu. W tamtym momencie podjąłem decyzję, która wydawała mi się właściwa, i jestem z niej bardzo zadowolony" - przyznał kilka tygodni temu Nico Williams, którego głównym celem jest teraz wygranie z Athletikiem Ligi Europy w finale na San Mamés. Na drodze Basków stoją w ćwierćfinale Rangersi, a w potencjalnym półfinale Manchester United bądź Lyon.
Forma w tym sezonie
Nico rozpoczął sezon bardzo niemrawo. Po świetnym EURO 2024 do końca roku zgromadził w barwach Athleticu tylko dwa 2 gole i 4 asysty. 2025 rok, a szczególnie ostatnie tygodnie są już dużo lepsze dla Nico: łącznie 7 goli i 2 asysty. Dobrą formę pokazał także w pierwszym w tym roku meczu reprezentacji Hiszpanii przeciwko Holandii, w którym został najwyżej ocenionym piłkarzem według Sofascore (7,9). Wykres DataMB pokazuje, że Nico prezentuje bardzo podobny poziom, co w świetnym poprzednim sezonie, ustępując młodszemu sobie tylko pod względem asyst.

Strona fbref.com daje nieco bardziej szczegółowe porównanie Nico z sezonu 2023/24 do Nico z bieżącej kampanii. "Obecny" Nico Williams strzela nieco więcej goli, ale mniej asystuje. Już teraz ma więcej bramek na koncie (9) niż w całym poprzednim sezonie klubowym (8). Oddaje więcej strzałów (w tym celnych) i tworzy więcej okazji strzeleckich. Częściej wchodzi w pojedynki z obrońcami, ale rzadziej je wygrywa niż sezon temu.
Czy Barcelona go potrzebuje?
Przejdźmy zatem do tytułowego pytania. Gdy Nico był bliski przejścia do Barcelony, miał z miejsca zająć miejsce na lewym skrzydle, gdzie oprócz Ansu Fatiego nie było żadnego naturalnego kandydata na to miejsce. Tymczasem ta pozycja jest teraz zajęta przez głównego kandydata do Złotej Piłki - Raphinhę. Nota bene - kto wie, czy do genialnej formy "Raphy" nie przyczyniła się słynna koszulka Barçy z jego numerem, ale nazwiskiem Nico... Brazylijczyk kończył już na pozycji lewego skrzydłowego ostatni sezon i był to bardzo udany eksperyment Xaviego. Mało kto jednak spodziewał się, że 28-latek pozostanie na tej pozycji w nowym sezonie. Klub chciał odwzorować mistrzowski układ ofensywny Hiszpanii z Lamine Yamalem i Nico na skrzydłach, a także Danim Olmo na pozycji nr "10". Ostatecznie jednak Williams został w Bilbao, a Raphinha rozgrywa jeden z najlepszych indywidualnych sezonów w najnowszej historii Barcelony. Nic zatem dziwnego, że coraz częściej nasuwa się pytanie, czy Barça w ogóle potrzebuje teraz Nico Williamsa. Moja odpowiedź to: tak, ale wszystko zależy od okoliczności i priorytetów.
Przede wszystkim obowiązkiem Deco w letnim okienku transferowym jest wzmocnienie siły ognia w ataku. Obecnie tylko Ferran Torres jest realną opcją do odmienienia losów meczu spośród napastników i to na wszystkie trzy pozycje w ataku. Pau Victor został zapomniany po świetnym presezonie i całkiem obiecującym początku sezonu, o Ansu Fatim również mało kto już pamięta. Natomiast opcji ustawienia na lewym skrzydle Daniego Olmo czy Fermína Lópeza raczej nie bierzemy już pod uwagę.
Przybycie Nico Williamsa zdecydowanie zwiększyłoby potencjał ofensywny Barcelony. Należy jednak zadać pytanie, czy on sam chciałby tu przybyć, wiedząc, że tym razem nie będzie miał od razu pewnego miejsca w jedenastce, bo nie posadzi na ławce ani Raphinhi w takiej formie, ani Lamine Yamala. Jednak z perspektywy Hansiego Flicka możliwość rotowania tak znakomitymi zawodnikami byłaby cudowną wiadomością. A kto wie, czy pod koniec kolejnego sezonu to właśnie Nico nie byłby bezsprzecznie podstawowym graczem Blaugrany.
Należy też wziąć pod uwagę, że być może Raphinha osiągnął właśnie swój peak i całkiem możliwe, że kolejne sezony nie będą już tak genialne w wykonaniu Brazylijczyka jak ten, co wcale nie oznacza, że będą słabe. Trzeba jednak założyć, że taka forma 28-latka nie będzie trwała wiecznie, tym bardziej że znamy już jego gorszą wersję z dwóch pierwszych sezonów w Barcelonie, w których często był nierówny. To dość negatywny scenariusz, lecz również na taki (a może przede wszystkim na taki) klub musi być przygotowany. Zespół na kolejny sezon musi być jeszcze lepszy.
Oprócz tego trzeba mieć na względzie zdrowie Daniego Olmo. Jeśli znów dozna kontuzji, która wykluczy go z gry na wiele tygodni, dobrą opcją może być ustawienie Raphinhi na pozycji numer "10" oraz ustawienie na lewym skrzydle Nico. Tak zresztą "Rapha" zagrał w ostatnim meczu Brazylii z Kolumbią, mając po lewej stronie Viníciusa, a po prawej Rodrygo. Do tej pory brak Olmo był rekompensowany ustawianiem na lewym skrzydle Ferrana Torresa, który jest jednak większą wartością dla drużyny jako dżoker, a także ustawianiem Gaviego na pozycji numer "10". Sam Flick powiedział jednak, że zdaje sobie sprawę z tego, że 20-latek woli grać nieco niżej. Być może po kontuzji Marca Casadó zobaczymy w najbliższych tygodniach tego próbkę.
Nie zapominajmy też, że Nico Williams często grywał także na pozycji prawego skrzydłowego. Choć ostatnio głównie ustawiany jest na lewej flance, to biorąc pod uwagę całą karierę, ma niemal tyle samo rozegranych meczów na pozycji lewego skrzydłowego (78), co na pozycji prawego skrzydłowego (76). Oznacza to, że mógłby z powodzeniem odciążać także Lamine Yamala, który akutalnie nie ma zmiennika, albo jest nim... Raphinha, który w trakcie meczu zmieni stronę. Na początku sezonu Lamine'a zmieniał często Pau Victor, lecz wygląda na to, że Hansi Flick przestał mu ufać. Z kolei Ferran Torres wygląda na prawej flance najgorzej ze wszystkich trzech pozycji w ataku.
Co nowego wniósłby do zespołu Nico?
Z całą pewnością można stwierdzić, że Nico Williams byłby nowym profilem piłkarza w drużynie. 22-latek byłby odbiciem Lamine Yamala na drugim skrzydle, czyli zawodnikiem schodzący ze skrzydła do środka na swoją lepszą nogę, bazującym na szybkości i dryblingu, a także potrafiącym groźnie uderzyć.
Obecnie, nie licząc Ansu Fatiego, którego dni w Barcelonie są już policzone, nie ma w zespole takiego zawodnika. Raphinha jest lewonożny i operuje znacznie częściej bliżej środka i ma zdecydowanie większą wolność w poruszaniu się, a Alejandro Balde, który z tego względu odgrywa rolę przyklejonego do linii skrzydłowego, także jest lewonożny i bazuje najczęściej na sprintach do linii końcowej.

Na powyższej grafice od DataMB, porównującej Raphinhę do Nico Williamsa, widzimy, że podczas gdy Brazylijczyk zdecydowanie góruje nad Hiszpanem pod względem statystyk goli, asyst, xG, xA i kluczowych podań, Nico zdecydowanie bardziej imponuje dryblingami i prowadzeniem piłki do niebezpiecznych stref. Według Sofascore Hiszpan zajmuje 4. pozycję w LaLidze pod względem liczby udanych dryblingów na 90 minut (2,98), ustępując miejsca Lamine Yamalowi (4,61), Chiderze Ejuke (4,39) oraz Viníciusowi (3,3). [Tylko zawodnicy z min. 15 występami]. Dla porównania Raphinha notuje średnio 1,66 udanego dryblingu na mecz, a Alejandro Balde 1,91 (2. miejsce wśród obrońców). Oznacza to zatem, że Nico zrobiłby sporą różnicę pod względem wygrywanych pojedynków na lewej flance.
Spora inwestycja a inne cele
Głównym problemem jak zwykle będą finanse Barcelony. Sytuacja w kasach już i tak jest dużo lepsza niż latem, bo klub wrócił już do zasady 1:1, limit wynagrodzeń nieco się zwiększył, a w międzyczasie udało się zarobić na sprzedaży Vitora Roque czy transferze Nico Gonzáleza do Manchesteru City. Trudno jednak określić, czy wydatek w wysokości ok. 60 milionów euro jest już w zasięgu Barcelony. Co więcej, nie wiemy, jakie priorytety ma w kwestii wzmocnień dyrekcja sportowa.
Pewne jest, że najpóźniej za rok Blaugrana będzie musiała pozyskać nową "dziewiątkę". Ostatnio Toni Juanmarti ze Sportu stwierdził, że Deco rezygnuje z pozyskania nowego środkowego napastnika w obliczu dobrej formy Roberta Lewandowskiego i Ferrana Torresa. Wygląda zatem na to, że spora inwestycja w nowego snajpera może nastąpić dopiero latem 2026 roku, a nazwiska, jakie się przewijają, to m.in. Alexander Isak, Viktor Gyökeres czy Benjamin Šeško. Jeśli klub nie zdecyduje się na taki transfer teraz, ale będzie miał fundusze, może postaewić się właśnie na Nico.
Wydaje się, że konieczne będzie też wzmocnienie boków obrony, lecz w tym przypadku nie będzie mowy o dużych inwestycjach, ponieważ Jules Koundé i Alejandro Balde są "pewniakami" do wyjściowej jedenastki i mowa tylko o kimś, kto nieco zwiększyłby rywalizację na tych pozycjach. Gerard Martín mocno się rozwinął względem początku sezonu i być może pozostanie zmiennikiem Balde, ale pod drugiej stronie Hansi Flick ewidentnie nie ufa Hectorowi Fortowi i nic dziwnego, że padają w mediach nazwiska takie jak Vanderson, Andrei Ratiu, Wesley czy Givairo Read.
60 milionów euro za Nico Williamsa to kwota, która budzi wątpliwości, biorąc pod uwagę obecną sytuację finansową Barcelony, ale to przede wszystkim przyszłościowa inwestycja w 22-latka, który już teraz prezentuje się jako jeden z najbardziej ekscytujących skrzydłowych w Europie, a za dwa sezony może być uznawany za najlepszego na swojej pozycji na świecie. Gdyby nie klauzula zapisana w kontrakcie, z pewnością nikt by się nie zdziwił, gdyby kluby z Premier League oferowały za niego 100 milionów euro. Blaugrana musi jednak rozważyć, czy jest w stanie pozwolić sobie na taki wydatek, zwłaszcza że Williams nie miałby od razu zapewnionego miejsca w wyjściowym składzie.
Inne opcje?
Jakie inne nazwiska przewijają się w kontekście wzmocnienia lewego skrzydła FC Barcelony? Najwięcej, oprócz Nico, mówi się Luisie Díazie, który ma być ulubieńcem Deco. Dyrektor sportowy Barcelony ma opracowywać już plan działania mający na celu pozyskanie Kolumbijczyka. Operacja opiewałaby na nie mniej niż 70-75 milionów euro, a zatem nieco więcej, niż trzeba by było zapłacić za o sześć lat młodszego Williamsa.
Często pada także nazwisko Rafaela Leão. Według włoskich mediów Milan byłby gotowy sprzedać swoją gwiazdę za mniej niż wynosi klauzula wykupu Portugalczyka (175 milionów euro). Barça lubi Portugalczyka, ale wygląda na to, że preferuje inne opcje.
Nieco inny profil, zbliżony bardziej do Daniego Olmo czy Fermína, gdy ci są ustawiani na lewym skrzydle, prezentuje Alex Baena z Villarrealu. Za niego również trzeba by było zapłacić około 60 milionów euro i on sam przyznawał, że gra dla Barcelony byłaby jego jednym z największych marzeń.
Patrząc na portal Transfermarkt, można jeszcze wymienić takie nazwiska jak Jérémy Doku, Gabriel Martinelli, Marcus Rashford, którego Barcelona chciała sprowadzić zimą, młody Kenan Yıldız, którego Juve może chcieć sprzedać, jeśli nie awansuje do Ligi Mistrzów czy Kingsley Coman, którego temat już się przewijał ubiegłego lata ze względu na znajomość z Hansim Flickiem.
Werdykt?
Podsumowując, twierdzę, że Barcelona nadal potrzebuje Nico Williamsa i jeśli będzie miała na to fundusze, powinna go pozyskać. Moje wątpliwości budzi jednak pozycja numer "dziewięć". Jeśli Deco zmieni zdanie i będzie chciał latem znaleźć nowego klasowego snajpera, ta pozycja będzie miała moim zdaniem priorytet. Jeśli jednak transfer środkowego napastnika rzeczywiście będzie zaplanowany na 2026 rok, teraz będzie moment na pozyskanie Nico Williamsa, który byłby nie tylko nową opcją dla Hansiego Flicka, ale także wielką inwestycją w przyszłość.
Komentarze (94)