O sobie

  • Zainteresowania Brak informacji
  • Ulubiony zawodnik Brak informacji
  • Ulubione zespoły Brak informacji
  • Barcelonie kibicuję od Brak informacji

Statystyki

  • Dni w serwisie 3211
  • Liczba komentarzy 5654
  • Polecenia 31802

Komentarze

13

Puig w ostatnich trzech meczach rozegrał około 210 minut (Athletic '34, Celta '86, Atletico '90). Przedtem przez długi czas należał do głębokiej rezerwy. Istnieje prawdopodobieństwo, że sztab nie chce ryzykować przeciążenia mięśniowego. Trzeba rozsądnie gospodarować jego występami, bo jest w formie i ważne, aby był zdrowy na Ligę Mistrzów. Myślę, że powinien wejść na 20-30 ostatnich minut. Jeśli do tej pory drużyna będzie wyglądała bez pomysłu, jak znalazł może rozruszać grę.

0

@MrRipley Za czasów Valverde główną rolę w zabezpieczaniu stref Messiego odgrywał Rakitić. Teraz Setien próbuje w te same buty wstawić Vidala.

1

Jestem ciekaw, jakie zadania na boisku otrzyma dzisiaj Vidal. W ostatnim spotkaniu jego heatmapa niemal pokrywała się z tą Messiego - giermkował mu, ubezpieczał tyły, pressował, tak aby Leo miał więcej swobody w grze ofensywnej. Dzisiaj od pierwszych minut wybiegnie Roberto i całkiem możliwe, że to on bliżej prawej strony będzie współpracował z Messim.

24

Sam mecz nie był zły. Tempo należało do tych z gatunku wysokich, zawodnicy walczyli do końca. Zamiast nudnego do bólu klepania można było zauważyć kilka fajnych, składnych akcji. Puig wniósł nadludzkie siły i ożywienie do zespołu, Busquets dobrze regulował grę, Messi dawał z siebie wszystko itp. Na pewno widziałem gorsze mecze pod batutą Setiena. Był progres, szkoda wyniku, szkoda też zbyt późnych zmian. Jak już pisałem wcześniej - Kike nie ma planu B.

43

Wyleciał Valverde. Do wylotu rychtuje się Setien. A potem przyleci i wyleci Pimienta? Zarząd po kolei ścina głowy jeleniom, żeby przykryć własną nieudolność i odpowiedzialność za ten burdel na kółkach.

Zobacz wszystkie

220

Tylko dla wyrozumiałych.

Nie lubuję się w grze Andre Gomesa, urodzonego 30 lipca 1993 roku w Grijó, mierzącego 188 cm i ważącego 84 kg, a w Barcelonie występującego z numerem 21. Przed jego transferem do Dumy Katalonii zbyt dużo o nim nie wiedziałem. To prawda, kosztował całkiem sporo, lecz jak niemal wszyscy wówczas, tak i ja, byłem wobec takiej kwoty wyrozumiały, gdyż wpisywał się w projekt przyszłościowych transferów z rocznika ’93 – podobnie jak Digne, Alcacer, Semedo, Umtiti. Zaczynał, będąc nadzieją na wypełnienie luki po Xavim. I wszyscy mocno ściskali za niego kciuki. A potem w miarę postępującego sezonu, Portugalczyk systematycznie tracił zaufanie kibiców, bo zawodził, bo się nie rozwijał, bo grał asekuracyjnie, bo nie integrował się z systemem Barcelony. Pierwsza kampania dobiegła końca i Andre Gomes wskoczył na czarną listę. Z początkiem kolejnej, machina drwin i szyderstw coraz szybciej nabierała tempa. A zawodnik ewidentnie zablokował się psychicznie. Nie zapomniał, jak się gra w piłkę nożną. Jego technika drastycznie nie spadła. Nie uległ kontuzji. Nie przybyło mu kilogramów, ani nie stracił żadnych walorów fizycznych. Nie przeżył dramatów w życiu osobistym, poważnie nie zachorował. Chyba każdy logicznie rozumujący człowiek, jest w stanie wywnioskować, że skoro został sprowadzony do klubu, to już posiada odpowiedni poziom, aby nie mówić o nim jako o „drewnie” czy „oczywistym niewypale”. Inne wyjście: kwestionujemy na podstawie naszej wiedzy internetowej, poziom wiedzy scoutingu w jednym z najlepszych klubów na świecie. Troszkę pyszałkowate – odpada. Zatem wszystko, ale to niemal wszystko, przemawia za problemami z psychiką. O tyle temat został rozjaśniony, że sam piłkarz w ostatnim wywiadzie przyznał, iż w jego świadomości, w związku z narastającą presją, rozpętało się piekiełko, z którym nie może sobie poradzić. Okej. To teraz takie testowe pytanie: czy, i ewentualnie jak, kibice mogą pomóc swojemu zawodnikowi w walce z samym sobą? Gwizdami? Wsparciem? Dajmy na to, że ktoś wykonuje jakąś czynność pod presją, na jego ruchy zwrócone są tysiące par oczu, i mu to nie wychodzi, gubi się, myli, cała czynność przypomina groteskę. Rozumiem, że w takiej chwili gwizdy dopomogą w koncentracji i przełamaniu impasu (Pique może być zmobilizowany gwizdami ze strony kibiców Królewskich, ale czy równie lekko przyjąłby chłostę, przeradzającą się w tortury, ze strony socios?). Czy bardziej wyciągnięta ręka? Po prostu zrozumienie słabości drugiej osoby, w chwili kiedy nie idzie, tym bardziej okazanie mu zaufania i wsparcia, właśnie po to, żeby pomóc psychicznie się mu przełamać. Bo, że problem ma podłoże typowo psychiczne, to już chyba udało się nam ustalić? Rozumiem jak pięknie i widowiskowo kibicuje się Messiemu, ze zrozumieniem i podziwem kiwa się głową na wyczyny Busquesta, chwali się popisy ter Stegena, niezachwianą postawę Umititego. I tutaj każdy jest kibicem, każdy jest piewcą futbolu rodem z Katalonii. Tymczasem przychodzi wątek Andre Gomesa. Taki test, sprawdzian. I wylewa się strumieniami, niczym ze średniowiecznych kamienic, zawartość wiader z pomyjami. Leci na katalońskie ulice i katalońskie chodniki. A potem ludzie w tym chodzą, to ich wciąga, sami się w tym ubabrają i już nie mają pretensji do tych, co te świństwa wylali, tylko do obiektu, z powodu którego nieczystości zostały wylane. Bardzo jest mi szkoda naszego piłkarza. On się zapętlił. Nie może znaleźć wyjścia z tej sytuacji. Wybaczcie, ale jeśli czuje wstyd z powodu własnej postawy, i to taki, że nie pozwala mu on wyjść na ulicę, że doprowadza do jakiejś klaustrofobicznej alienacji, to nie jest bagatela. To jest coś poważnego. Mam przyjaciela, który jest wiernym fanem Lazio. Od dawna. I nie raz mi mówił, że musi mi być łatwo w tych czasach kibicować Barcelonie. On niejednokrotnie już załamywał ręce, ale wciąż coś go ciągnęło do tej drużyny, do oglądania ich meczów, do ściskania kciuków nawet wtedy, gdy było to beznadziejne. Otóż, mamy w Barcelonie mikrośrodowisko ówczesnego Lazio Rzym. Może trochę papierek lakmusowy naszej wierności i przywiązania do barw. Bo jeśli bycie z wybraną przez siebie drużyną, ma polegać tylko na skakaniu z radości w momentach tryumfu, a oklaskiwanie jest zarezerwowane jedynie dla nielicznych, to nie należy mylić kibicowania ze zblazowanym obserwowaniem. Piłka nożna i emocje z nią związane to jednak coś więcej niż zwykła transakcja handlowa. A drużyna piłkarska jest ze sobą o wiele bardziej zżyta nich pracownicy jakiejkolwiek firmy komercyjnej. Tutaj dochodzi magia sportu, cała ta czasami niemal baśniowa otoczka. Stąd też nie podchodzę do Andre Gomesa jako pracownika, który nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, a który zasługuje z tego powodu na naganę, wyrzucenie z pracy, wyśmianie, dyscyplinarkę i na koniec kopa w dupę. Do końca będę w tego chłopaka wierzył. I mam marzenie, że Valverde wreszcie wykrzesze z tego chłopaka to, co najlepszego. Wielu już było takich piłkarzy, co się bardzo długo nie asymilowali z systemem Barcelony. Nawet wychowankowie. A warto było na nich poczekać, by później stworzyli historię. Od Portugalczyka nie wymagam żeby stał się legendą, ale jeszcze wierzę w to, że Ernesto, oprócz swoich podstawowych zadań jak wygrana ligi hiszpańskiej czy walka w Lidze Mistrzów, „wyczaruje” nam również Andre Gomesa. Znajdzie dla niego odpowiednią rolę na boisku i pomoże przełamać psychiczny dyskomfort. To jest taki rodzaj trenera, któremu może się to udać. Futbol był świadkiem licznych niespodziewanych sytuacji czy absurdalnych wydarzeń. Dlaczego tym razem nie mogłoby być podobnie? Na końcówkę sezonu jedno hasło: wiara!

179

Odzyskanie Mistrzostwa Hiszpanii, zdobycie Pucharu Króla, Złoty But Messiego, piękne pożegnanie Iniesty, zwycięstwo na Santiago Bernabeu, świetny transfer Coutinho, bardzo dobry sezon Rakitica i ter Stegena - to garść pozytywów wydłubana z pamięci na szybko. Jak "Wy" możecie siebie nazywać kibicami Barcelony???

171

Jestem kibicem Barcelony, a nie Messiego i dla mnie najważniejszy jest klub. Choćby i Leoś był Bogiem tej drużyny, to jeśli się zachowa źle, będę go krytykował i koniec. Nie mam nic do tego, że nie strzelił bramki, że strzały były blokowane, że bramkarz wyjął. Zdarza się, bywa - trudno. Wpienił mnie zlewaniem zawodnika, który poprzez kontuzję Suareza może się okazać kluczowy w decydującej fazie sezonu. Nie ma co budować kwadratury koła i go usprawiedliwiać magią taktyki. Masz kolegę wychodzącego na pozycję, który jest w stanie strzelić bramkę - podajesz. Ok, raz, drugi możesz nie podać, bo jesteś geniuszem dryblingu i próbujesz rajdu, ale nie permanentnie. Tak nie postępuje kapitan i kropka.

141

Mnie kibicowanie Barcelonie nauczyło wielu rzeczy. Dydaktycznie przekazał mi wiarę Rivaldo, strzelając hat-tricka, w tym ostatnią bramkę z przewrotki, przywracającą marzenia o Lidze Mistrzów w kolejnym sezonie. Eto'o i napoczęte dzięki niemu zmartwychwstanie w finale Ligi Mistrzów. Niejednokrotnie Messi, który eksplodował i dawał śmiertelne pchnięcie rywalowi (Man Utd, Athletic, Milan, Real Madryt, Arsenal, Bayern). Ronaldinho, motor napędowy całej drużyny, jakiego był sprawcą. Koeman, Romario. Obejrzałem czego w naszych barwach dokonywał Maradona, Cruyff, Lineker. W 1960 Luis Suarez. Byli Stoiczkow, Deco, Hagi, Laudrup, Schuster, Kubala. Heh. Ja mam zwątpić w ten klub? W ten klub, który kocham? Który dał mi tyle emocji? Na którym się wychowałem? Dzięki niemu mam tyle fenomenalnych piłkarskich przeżyć. Zapamiętam je do końca życia. I ostatnio. Sergi Roberto z Neymarem dołączają do annałów. Wpisują się do Złotej Księgi. Kolejny niebywały, niespotykany na całym globie rezultat zostaje dodany do kronik klubowych. I ja mam na nich psioczyć? Bo tracą kilka punktów do lidera, a wciąż tyle kolejek do końca? Hehe. Wybaczcie. Niemożliwe. Nie. Uczyłem się od dawien dawna Dumy Katalonii. Czasami wątpiłem. Później byłem na siebie za to wkurwiony. Ale w pewnym momencie powiedziałem: basta! I tego się trzymam. I będę. Wierzę w nich. Ilość sublimowanych wrażeń, jakie przelałem na ten Klub, nie pozwala mi utyskiwać na chłopaków. Zaprzeczyłbym całej swojej kibicowskiej przeszłości. Dla kogoś mogę być zwykłym ślepo wierzącym baranem prowadzonym na rzeż, ale ja wiem - otóż nie jestem. To jest moje zaangażowanie w historię FC Barcelony. I wiem, że piłkarze, mi, Wam, i wszystkim kibicom, odpłacą. Dlaczego? Bo ich, tak jak nas, łączy ta sama HISTORIA!!!

136

Jak Real czy Niemcy wygrywają rzutem na taśmę, to są wielcy, zdeterminowani i mają w sobie gen mistrzów. Jak Argentyna, nagle niby tylko szczęście, fart i sędziowie? Biali wędrowcy, przestańcie szczekać!!! Argentyna jedzie dalej!

Media

Liga typerów

1 lefreux 96 pkt
2 maciek2164 96 pkt
3 norbi77 89 pkt
4 KingLeonidas 88 pkt
5 maryjan240282 87 pkt
Zobacz tabelę

Sonda

Czy Eric Abidal powinien zostać na stanowisku dyrektora sportowego FC Barcelony?