- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1982 Culés
Gorące dyskusje
Fog_W_1899
3
Ale ten sezon będzie dla nas ciężki. W sumie to myślę, że możemy już odpuścić i za bardzo... » Czytaj dalej
48 odpowiedzi
lajcior
2
Czy według Was 20/26 dni urlopu na cały rok to jest odpowiednia ilość?
30 odpowiedzi
Cochise
19
https://x.com/i/status/2071906050056323417Dzien, w ktorym zostana tam pochowani Roman Szuchewycz i... » Czytaj dalej
25 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1982 Culés
10
Spektakularny debiut:
Zaledwie kilka godzin przed El Clásico na Bernabéu, FC Barcelona zatrzymała się w hotelu Barajas w stolicy Hiszpanii. Na łóżku, oglądając mszę świętą, siedzieli bramkarze FC Barcelony, Salvador Sadurní(pierwszy zawodnik) i Pere Mora(rezerwowy), ponieważ był niedzielny poranek i nie było wielu innych opcji. Nagle drzwi do pokoju się otworzyły i wszedł holenderski trener, Rinus Michels, wraz z dwoma trenerami przygotowania fizycznego. Michels zapytał: „Sadurní, jak się czuje twój łokieć?”. Bramkarz pokręcił głową; wiedział, że nie będzie mógł zagrać w tym meczu. Trener Barçy zakończył rozmowę bez słowa: „ No cóż, Mora, zagrasz ”, słowa, które utkwiły w pamięci Valentíego Mory, gdy ze wzruszeniem wspominał mecz, w którym zadebiutował w pierwszej drużynie FC Barcelony. Bramkarz w zabawny i anegdotyczny sposób wyjaśnia, że nawet nie wiedział, że Sadurní, z którym spędził cały dzień, jest kontuzjowany: „Cholera, człowieku, mogłeś mi powiedzieć, że boli cię łokieć, wtedy mógłbym się przygotować a ty teraz zrzucasz winę na mnie...”. Mora długo toczył wewnętrzną walkę, by przekonać samego siebie, że jest fizycznie i technicznie przygotowany do gry w tym meczu. Jego jedynym wyzwaniem był on sam; musiał czuć pewność siebie co do swojego talentu: „Doszedłem do wniosku, że nie powinienem rozpamiętywać tego, co może pójść nie tak, ale skupić się na pozytywach. Ta filozofia dała mi pewność siebie, by stawić czoła takiemu wyzwaniu”. Ale jednocześnie dla bramkarza był to wyścig z czasem. Ten mecz był szansą, na którą czekał przez tyle lat; to był moment, by udowodnić, że jest godzien tej pozycji. „Miałem ogromną odpowiedzialność do udźwignięcia, ponieważ musiałem też dobrze zagrać; nie mogłem sobie pozwolić na porażkę tego dnia. Jeśli ja zawiodę, lub jeśli zawiedzie drużyna, cała wina spadnie na mnie i to będzie koniec mojej kariery”. Urodzony w Tarragonie bramkarz nie chciał nic powiedzieć swojej rodzinie; Chciał zabrać go sam, żeby mógł skupić się na meczu: „Dowiedzieli się, kiedy włączyli telewizor i zobaczyli, jak wychodzę. Nic im nie powiedziałem, bo myślałem, że ich to zdenerwuje i nie chciałem z nikim rozmawiać; chciałem zabrać go sam, więc nie powiedziałem ani słowa”. Chociaż pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:2, Mora martwił się, że Real Madryt ma jeszcze szansę na odrobienie strat; jednak druga połowa zamieniła się w festiwal goli dla katalońskiego klubu. 17 lutego 1974 roku na Bernabéu można było zobaczyć ikoniczną postać Holendra Johana Cruyffa w barwach FC Barcelony, który niedawno przeszedł do hiszpańskiej ligi z Ajaxu. Obecność Cruyffa można było podsumować jednym słowem: „szacunek”. „Ludzie czuli do niego ogromny szacunek. Każdy stadion, na którym graliśmy, był pełen; ludzie marzyli o tym, żeby zobaczyć na żywo spektakularną grę Cruyffa ”. Dzięki cierpliwości i poświęceniu Mory, który od dzieciństwa dążył do gry w klubie swoich marzeń, bramkarz zadebiutował w niezwykłym meczu, o którym mówi się do dziś, ponad 50 lat później. Zwycięstwo 5:0 na Bernabéu było w tamtych latach nie do pomyślenia, ponieważ Duma Katalonii przez czternaście lat czekała na pokonanie Realu Madryt, niekwestionowanego lidera hiszpańskiej piłki nożnej. Kibice Realu Madryt uznali wyższość Blaugrany, wstając z miejsc i bijąc im brawo. W tym samym roku Valentí Mora spełnił jednocześnie dwa marzenia: grę w pierwszym zespole Barçy i zdobycie mistrzostwa ligi.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Szalik
@1LY0