W ciszy stadionu. Co z tym Pedro?

Karol Chowański 'Challenger'

2 lipca 2013, 12:14

321 komentarzy

11 miesięcy tego sezonu tu a tu. 10 goli w 45 meczach dla Blaugrany. 11 goli w 11 meczach u del Bosque. Przypadek?

Nie sądzę. Prolog już był. Zapraszam na przechadzkę labiryntem faktów, przypuszczeń, wniosków i refleksji. Zza przepastnej pazuchy odźwierny wyciąga już do bramy klucz.

Miejsce w szeregu

Po pierwsze i ostatnie, Pedro nie jest i nigdy nie był od zbawiania FC Barcelony. Tłumne obwinianie go o jej kłopoty w zeszłych i dalsze niepowodzenia w ostatnich rozgrywkach, zasługują w skromnej mej opinii na miano koktajlu. Koktajlu z farsy i ignorancji.

Ta drużyna ma konkretne grono swoich liderów i w pierwszej kolejności to do nich (bo było za co) powinny być kierowane pretensje culés za sezon 2012/2013 - z racji umiejętności, stażu w klubie, przekroju doświadczeń i pozycji w zespole. Nie do Pedro. Jak można obwiniać o parszywe wykonanie robotnika, gdy coś gdzieś bezsprzecznie spieprzył inżynier?

Poplątanie podstawowych faktów skutkuje wnioskami błędnymi lub co najmniej nieprecyzyjnymi. Pedro jest na Camp Nou kwiatkiem do kożucha czy innej butonierki - dodaje stylu i przyciąga oko dam, ale gdy na marynarce wykwitnie plama wielkości Jeziora Wiktorii to akcesoria nie pomogą. Mówimy o najsilniejszym kadrowo klubie świata. Fundament drużyny tworzyli w nim, tworzą i będą tworzyć inni. Obok trenera, to Puyol, Xavi, Piqué, Iniesta (najmniej "winny" w 12/13), Alves, Busquets, Villa, Masche, do tego Valdés, Fàbregas i Eto'oHenryIbroVilloNeymar. Pedro nie jest dla tego zespołu postacią porównywalnej „wagi", rangi. Odstaje od nich wszystkich pod licznymi względami: talentem, jakością ogólną, efektywnością, wysokością kontraktu.

Polowanie na czarownicę

Jeśli drużyna przegrywa, to główny ciężar odpowiedzialności spoczywa na barkach graczy najważniejszych, najlepszych i - to naprawdę nie przypadek - najwyżej opłacanych. Tak jest (przeważnie) w przypadku jej największych triumfów, czemu inaczej ma być po powrocie „na tarczy"? 25-letni skrzydłowy ma inną charakterystykę piłkarską, pełni mniej eksponowaną rolę, wartością dodaną umie być i bywa, jednak wszelkie zasługi i przewiny powinniśmy liczyć mu miarą osobną.

Pedro to nie Messi, Pedro to nie Iniesta. Takiego gracza jak Kanaryjczyk trzeba winić, jeśli coś ewidentnie spartolił - lecz tylko do pewnego stopnia i ani metr dalej. Winienie go za całe zło danego sezonu, doprawianie mu rogów ofiarnego kozła - rozumiem to, bo każdemu niepowodzeniu, rozczarowaniu masy muszą nadać dziś czyjąś twarz. Głośno szuka się czarownic i tłumnie kamienuje je słowem - takie czasy, więc potrzeba „winnych" z imienia i nazwiska. Mają tak całe społeczeństwa, mają i kibice. Rozumiem to wszystko, lecz w przypadku polowania na sprawców trwającej drugi rok zadyszki Blaugrany, „kandydatura" Pedro Rodrígueza wydaje mi się po prostu niewłaściwym adresem.

Różnice robią różnicę

Wdowy. Dzielą się na takie, którym cały świat pozwala cierpieć w samotności, i takie, do których każdy mężczyzna spieszyłby natychmiast z pocieszeniem. Piłkarze też nie są identyczni.

Numer 17 wchodził do Barçy i funkcjonuje w niej do dziś jako ten, których w NBA określa się jako „other players" (pol. „inni gracze"). W odróżnieniu od tzw. zadaniowców (w konkretnych sytuacjach Pedro też potrafi nim być) to figury, które na piłkarskiej szachownicy nie pełnią konkretnych funkcji, lecz funkcjonują w drużynie trwale jako nieodłączny element całości. „Other players" dopełniają pierwszy skład, korzystają z przestrzeni zwalnianych przez kolegów z reguły pozostając w cieniu graczy pierwszoplanowych. „Grają" determinacją, wejdą z ławki dodając nowych sił, grają bardziej dla zespołu niż samych siebie. To niektóre z czynników, dla których Pedro stanowi w Barçy tak częsty element wyjściowej 11-ki.

Taki gość nie przyda się zespołowi zawsze i wszędzie. Kiedy ma grać - od tego jest trener. Guardiola znacznie lepiej szafował minutami Pedro niż Tito, tak sądzę. Przyjście Neymara otwiera nowe możliwości.

W NBA "other players" mają swoją nagrodę, ale występują też w futbolu. Di María w reprezentacji Argentyny, Müller w Bayernie, Paul Scholes, Kuyt przy Torresie w Liverpoolu, Pedro i inni - Kukoče piłki nożnej. Skupieni najbardziej na własnej robocie i kreowaniu innych, lecz gdy mają swój dzień i warunki, stają się skutecznymi jak Ghost Dog zabójcami z krainy ciszy i mroku. Potrafiący wyjść z cienia meczu w trymiga i skraść show kolegom. Wszystkim razem i każdemu z osobna. To te „warunki" stanowią klucz do zrozumienia tak zróżnicowanej ostatnio skuteczności wychowanka La Masíi w klubie i kadrze.

„Team leaders" oraz „team players"

Pozwólcie, że odłożę jeszcze przejście do sedna o parę akapitów. Na przykładzie innych drużyn wiemy aż za dobrze, że wypchanie jedenastki samymi gwiazdami prowadzi donikąd. Wielkie ekipy potrzebują balansu, różnych rozwiązań na różne okazje, koszykarskiej „głębi" składu. Pedro Rodríguez jest antygwiazdą współczesnej FC Barcelony. Jej pracusiem i zszytym na miarę wsparciem dla Messiego, Xaviego i innych. Pedrito tym jednak różni się od wielu innych pomocników wielkim, że w określonych okolicznościach sam potrafi przyćmić każdego - jak średniowieczny giermek ratujący w ogniu bitwy życie swemu chlebodawcy.

Pośród licznych kategorii rozróżnienia największych futbolistów (ktoś piśnie tu z zaskoczenia, a Pedro na swój sposób też się do nich zalicza) szczególną jest wzięcie na wzgląd ich zachowania w grupie. Są tacy, którzy do generowania maksymalnych korzyści ze swojej gry potrzebują tylko piłki, sekundy nieuwagi rywala i spłachetka wolnej przestrzeni. Doskonali specjaliści (niekiedy w wąskiej dziedzinie), wszechstronni soliści czy wielcy przywódcy - piłkarze różni, ale łączący w sobie zdolność „samemu wygrywania meczów".

Orkiestra może ich w ten czy inny sposób wspierać, ale do stworzenia arcydzieła zupełnie nie jest im potrzebna. Ani do wydajnej gry, ani wykreowania wyniku, ani do porwania widowni. Tacy gracze z galerii dziejów to choćby Rivaldo, Bergkamp, Buffon, Romario, Makelele, Maldini, Henry, Roberto Carlos, Inzaghi, Zidane, Totti, Vieira, RvN i RvP, Ferdinand, Nedved, Eto'o, Giggs, Messi czy CR7. Każdy ma tu własne przykłady, ale przekaz jest prosty: choćby walił się świat, a cała reszta kolegów przeżywała naraz kryzys piłkarskiej tożsamości - oni konsekwentnie robili/robią swoje. Efektywność ich boiskowych poczynań zupełnie niezależną od dyspozycji pozostałej „10-tki". To gracze wybitni. Obojętni na klasę rywala, niewzruszeni na pogodę i wszystko inne. Dla swych drużyn - najcenniejsi z cennych.

Jest i drugi typ piłkarzy - wybitności poniekąd antyteza - którego miano z braku innych sensownych opcji zaczerpnę sobie z teorii zarządzania. „Team player", co tłumaczy się na piłkarski jako: „zależny od drużyny". Tacy zawodnicy grają najlepiej, w pełni korzystają ze swego potencjału tylko i wyłącznie wówczas, gdy „dobrze" gra drużyna*. Wydaje mi się, że dokładnie takim typem piłkarza jest Pedro Rodríguez**.

Zespół niezbędny Pedro, Pedro potrzebny zespołowi

Uwypuklając zależność wydajności jego gry od kolegów, nie róbmy z Ledesmy niedołęgi i stąd kogoś Barçy zbędnego. Nie o to chodzi, bo na dłuższą metę jest wręcz odwrotnie. Przy świadomości jego ograniczeń, zarysowanego powyżej „miejsca w szeregu", należy pamiętać, że Pedro wszystkim liderom zespołu dorównuje - niektórych wręcz przewyższa - świadomością taktyczną, boiskową inteligencją i pracowitością. Samochód daleko nie pojedzie bez czwartego koła, a Barça - bez kogoś takiego jak Pedrito. Jej ostatnie 4 lata dają aż nadto materiału dowodowego.

Ten „inny"

Nie, Pedro Rodríguezy nie wygrywają nagród MVP sezonu czy Złotych Piłek. Jeśli ktoś w jednym z nich zobaczy bohatera roku - to cichego, nieoczywistego. Bywają natomiast herosami finałów, pojedynczych meczów. Żadnemu culé nie trzeba przypominać autentycznie imponującego „dorobku" Pedro w tym zakresie. I w klubie, i w kadrze. Takich graczy spotyka się rzadko, ale są bezcenni. Potrzebni każdej drużynie walczącej o najwyższe możliwe cele, jak pianino Paderewskiemu, deskorolka skejtowi, a lustro Kindze Rusin.

Charakterystyka „other playera" doskonale odpowiada bohaterowi tego artykułu. Dla takich jak on graczy została przecież stworzona. Dla zawodników przynoszących najwięcej korzyści z zaskoczenia, z cienia, z „drugiej linii ataku". Niestety, rzeczone „warunki" do strefy cienia opuszczenia - zyskują oni od losu tylko wtedy, gdy doskonale współgrają wszystkie, bez wyjątku, pozostałe elementy. Cały zespół, cała orkiestra.

Pedro, czyli kto?

To, że Pedro miał pod każdym praktycznie względem sezon zły, jest oczywistą oczywistością; w sumie to nawet dwa. Ale to jeszcze nie powód, aby grubiańskimi słowy odsyłać go z klubu z biletem w jedną stronę.

Wszyscy zarzucali mu przez cały ten czas, że na boisku nie daje nic oprócz tzw. robienia wiatru. Jakby wszyscy nagle zapomnieli, że Rodríguez to żaden Messi, Xavi, Iniesta, Alves, Villa, Puyol, Piqué, Valdés, Fàbregas. Wkładanie go w ich buty jest pomyłką. To nie jest gość od uzdrawiania piłkarskiego gwiazdozbioru. Zaangażowanie go do takiej roli „na pełen etat" przez fanów i kolegów prowadzi do sytuacji, w której traci główne atuty swojej piłkarskiej tożsamości np. poprzez multiplikujących krycie rywali. Pedro jest w tej drużynie w pierwszej kolejności właśnie od robienia wiatru! Wszystko, co zrobi ponad to - jest konsekwencją wydajności całej machiny blaugrana, wartością dodaną jej i jego gry.

Zbieganie z lewa na prawo, ciągając za sobą obrońcę jak Cadillac z nowożeńcami brzęczące puszki; „zabieganie" rywala; „2P": pressing i przechwyt; partnerowanie w grze wzajemnej Alvesowi czy Montoi; tworzenie przestrzeni Messiemu, Inieście i innym atakującym; 360-stopniowa orientacja na murawie i „czytanie gry"; okazjonalny strzał z dystansu - to zadania Pedro w tym teamie. Od jego zbawiania są inni; co pod żadnym pozorem nie (!) oznacza, że Kanaryjczyk nie może i nie potrafi tego robić. Widzieliśmy to w jego karierze wystarczająco często. Potrzebował do tego tylko - czyli w tym przypadku „aż" - określonych warunków.

„Pedro" znaczy „wielozadaniowy"

O jego skuteczności pod bramką z sezonów 2009/2010 i 2010/2011 nikt nie zapomina, tylko że już drugi rok szukamy po niej śladów. Wypadało wybrać się na takie małe poszukiwania.

Po pierwsze, to piłkarz korzystający z wielu różnych cech, które skumulowane w jednym ciele pozwoliły mu zawodowo znaleźć się tam, gdzie jest dzisiaj. Nie jest piłkarzem jednego formatu; jednej, zdecydowanie dominującej wszystkie pozostałe, cechy, jak „Superpippo", Peter Crouch, Marc Overmars, „Rino" Gattuso, Martín Keown czy Joey Barton. Jest jak stworzona od podstaw postać „Warcrafta", która po żmudnym procesie doskonalenia przez gracza dysponuje wieloma „skillami" podciągniętymi w pobliże maksimum. I żadnym na 100%.

Zajęło mi chwilę znalezienie właściwego słowa. „Wszędobylski" - nie, nieprecyzyjne, pasuje lepiej do Daniego Alvesa. „Wszechstronny" - nie do końca, to prędzej gość typu Yaya Touré czy David Luiz. „Uniwersalny" - też nie; uniwersalny to jest Land Rover jeśli kupić mu wyciągarkę. „Kompletny" - pasuje do nielicznych. „Wielozadaniowy" - OK, być może; ale tylko w znaczeniu: „wykonujący wiele czynności na wysokim poziomie, z ponadczasową powtarzalnością i konkretnymi korzyściami".

Scyzoryk Víctorinox, nie tani blender z hipermarketu.

Nic nie trwa wiecznie

Skoro efekty obecności Pedro na boisku są bardzo różnorakie, zastanawiając się nad przyczyną jego znacząco ograniczonej ostatnio wydajności w Barçy, boiskowej niewidzialności i bezproduktywności - wypada zgodnie z tą samą logiką wskazać więcej niż jedną przyczynę zaistniałego stanu rzeczy.

Bardziej obciążony organizm, urazy mięśniowe, przeciążeniowe - to raz. Granie 14 meczów w sezonie (08/09), a 60 już w rok później to inna rozmowa. Poza tym, wchodząc „na świeżości" ma się też „fory" od otoczenia. Żadna formacja obrony nie może kryć naraz wszystkich atakujących wroga. Trzeba umieć to wykorzystać - pewnie - co nie zmienia faktu, że bagatelizowanie jego osoby przez rywali, słabsze krycie, kilometry przestrzeni były wielkimi sojusznikami tego chłopaka w sezonie 2009/2010. Na tym poziomie był postacią świeżą dla wielu skautów. Co dopiero dla boiskowych rywali.

Od dłuższego czasu jest inaczej. Mniej miejsca do rozpędzenia się, mniej miejsca na strzał - w takich okolicznościach Pedro też umie funkcjonować. Ale nie wtedy, gdy to on zostaje przez jałowość kolegów mianowany kołem zamachowym zespołu, głównym dryblerem drużyny, nadzieją na pozytywny wynik. Do takiej roli Pedro nie pasuje i nie sprawdzi się w niej nigdy.

Ile wart?

Prawdziwa wartość Pedro jako piłkarza jest moim zdaniem gdzieś pomiędzy statystykami z sezonów 10/11 (22 gole/12 asyst) i 11/12 (13/8). Wyciągnijmy średnią i na końcu równania mamy cennego członka zespołu. Może być nim i dziś, kiedy nie jest już ani wchodzącym do wielkiej piłki świeżakiem, którego obecność na boisku można sobie „olać" a krycie odpuścić mając naprzeciwko jeszcze Messiego, Xaviego, Iniestę, Alvesa czy Ibrę/Villę, ani totalnym beztalenciem jak wskazywałoby na to multum meczów sezonu, który w pamięci mamy najpłycej. Gdzie sedno?

"Other player" + "team player" = piłkarz „wrażliwy"

Świadomość specyficznej tożsamości piłkarska Pedro Rodrígueza zachęca do pytania, kiedy może on swoją optymalną wartość, jakość zaprezentować trybunom i kolegom? Co uwalnia tego Krakena? To punkt, w którym przechodzimy do sedna tego artykułu. Myślę, że nie moglibyśmy się tu znaleźć - a jeśli już, to ze stratą dla aspektu merytorycznego - z odpowiednio dobranym i uporządkowanym chronologicznie kontekstem zjawisk przyczynowo-skutkowych. Mogę tylko mieć nadzieję, że pozostały fragment wynagrodzi czytelnikowi z nawiązką ewentualne dłużyzno-mielizny dotychczasowej argumentacji.

W największym uproszczeniu: Pedro gra tak, jak drużyna. Jeśli kolektyw „

sprawnie", on również. Jeśli orkiestra fałszuje, i on szuka rytmu - szukając zupełnie bez powodzenia. Gdy w bezsilności miota się zespół, Pedro też nie wymyśli prochu. Nie zawsze gdy lśni drużyna - lśni i Pedro. Nie musi. Jednakże Pedro najjaśniej lśni tylko wtedy, gdy, jeśli drużyna... może niekoniecznie lśni, ale przynajmniej „gra swoje".

Pedro - ten, który z drużyną rośnie wzwyż... I tonie razem z nią.

Świetnym materiałem poglądowym jest tu wspomniana już jego wydajność w kadrze. Jak radzą sobie ostatnio oba zespoły? Idzie o to, że różnie. Nie powinno być wątpliwości, że z dwóch ekip, w jakich występuje 25-letni skrzydłowy, na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy od Barçy znacznie lepiej (i skuteczniej!) funkcjonuje narodowa kadra. Nie mówię o ostatnim turnieju w Brazylii, ale ostatnich dwu praktycznie latach i wydaje mi się, że ta powszechnie pomijana przez fanów i media różnica stanowi fundamentalną przyczynę tak kolosalnej dysproporcji jakościowej i statystycznej w grze Pedro to tu, to tam. Nic nie wynika z przypadku. A już na pewno nie na tym poziomie sportowym.

Absolutnie nie mówię tu o piłkarzu, którego „wielkość" polega na zdobywaniu ósmej bramki, gdy jego ekipa prowadzi już 7:0. Mówimy o piłkarzu, który drużynie nawiedzającej pola karne rywala ze swą zwyczajową regularnością potrafi dać bramkę decydującą o zwycięstwie lub tytule, gdy wszystkie pozostałe strzelby są akurat zacięte. Oto, kim jest „the 6th man"! Messi, Iniesta, Alves, Villa partolą sytuacje jedna po drugą? Trudno. Pedro dostanie jedno podanie przez 90 minut, wykorzysta je i „wygra" mecz. Brzmi znajomo? Być może, ale dla sympatyków Barçy przede wszystkim odlegle, bo z ostatnich dwóch lat takie sytuacje przypominamy sobie z pewnym oporem. Jeśli przypomnimy je sobie w ogóle, ich rzadkość (jak na 93 spotkania***!) uderza fana prosto w potylicę.

Nie bez przypadku, tacy gracze przebijają się na front spektaklu wówczas, gdy grających pierwsze skrzypce rywale odcinają od podań. Kopią po kostkach, nie odstępują na krok czy kryją trójkami. Obrona rywali nagle się nie rozmnoży. Jeśli mniej niż zwykle ludzi musi się opiekować Fàbregasem, Alvesem, Villą, Iniestą czy grającym na 40. metrze od bramki Messim - z braku innych zajęć zajmą się dokładnie i tym wąsatym chudzielcem. Proste.

Pedro w każdej innej konfiguracji personalnej byłby „tylko" jednym z wielu skrzydłowych w składzie, ale jego wyjątkowy talent do decydujących goli, śmiercionośna przy takich okazjach skuteczność - dały niejedną chwilę chwały kibicom Barçy i „La Roja". Dzięki tej wyjątkowej zdolności mógł stać się w Barcelonie pełnoprawnym członkiem MVP obok legend za życia światowego futbolu, które bezsprzecznie przewyższają go talentem, umiejętnościami i doświadczeniem. Dla takich ikon nadal potrafi stanowić doskonałe uzupełnienie i pomoc. Tak w obrazie, płynności gry, jak i statystyce. Ile tam było, 11/11?!

Owszem, sądzę, że potrafi nadal i w klubie. Tylko, że od dwóch blisko lat Barça fałszuje. Nie ma drugiego piłkarza, który byłby tak wrażliwy na wahania formy drużyny jako całości, jak właśnie Pedro Eliezer Rodríguez.

Pedro uwolniony, gdy zajęci są inni

Dopiero gdy każdy z drużyny gra swoje, on może rozwinąć skrzydła. Gdy szwankuje zespół, a jego liderzy miotają się na boisku, nasza „17-ka" też nie jest sobą, będąc w konsekwencji postacią dramatycznie nieefektywną. To piłkarz zdolny do bramki sam z siebie (PSG), nie wykreowanej, przysłowiowego „gwoździa" z dystansu, ale takie przypadki należą u niego do rzadkości. Umie zdobyć wiele goli w sezonie, ale nie można na takich scenariuszach polegać z bezwarunkową pewnością. Na większą częstotliwość trafień takich jak z PSG - z daleka, "z niczego" - nie liczmy u niego za często. Takie „oczekiwania" tylko zabijają prawdziwą wartość tego piłkarza w oczach mniej dojrzałych kibiców.

Właściwie funkcjonujące pozostałe trybiki „uwalniają" go na boisku. To typ gracza - dość rzadki w dzisiejszej piłce na tym poziomie - który żyje na murawie z tego, jak kompetentnie ze swych obowiązków wywiązują się wszyscy pozostali gracze. Od obrony i defensywnego pomocnika, przez kreatywnych pomocników aż po partnerów z linii ataku. Efekt synergii w formie czystej.

Dobra postawa reszty zespołu to Pedro najlepszy, bo tylko wtedy otrzymuje on na boisku przestrzenie, którymi dysponuje dowolnie, swobodnie i dzięki ogromnej inteligencji piłkarskiej, antycypacji boiskowych wydarzeń, może wykorzystać je bez litości swoją techniką, szybkością i kreatywnością.

Gdy obrońcy dają sobie strzelać gola za golem, swojego w meczu nie robią pomocnicy albo robią to źle, skuteczności brakuje na drugim skrzydle, albo w środku ataku - Pedro jest jak Willy wyrzucony na plażę. Bezsilny, bez tchu i niezdolny do wykonania żadnego skutecznego manewru. Przydatny drużynie jak piąte koło u wozu. Obrońcy rywala mają czas i możliwość, by zaopiekować się nim z większą troskliwością niż León przygarniający młodziutką Natalie.

Kontrast

Denna obrona, kontuzjowany albo bezproduktywny Xavi, nieobecny Alves, błędny Busi, zamotany w walkę z samym sobą Fàbregas, bezradny Villa, nieskuteczny Sánchez i... w dziesiątkach meczów Barçy w obu ostatnich kampaniach trzeba było Pedro szukać po boisku z lupą. Czy odbiera mu to całą piłkarską jakość i dotychczasowe dokonania? Nonsens. I w tym cały problem. Zamiast wyciąć tę cystę z rzekomo „zdrowego" organizmu, trzeba wpierw uzdrowić organizm i nagle się okazuje, że to, co na rentgenie przypominało ciało obce, było tylko prześwietleniem zdjęcia.

Tak to już z tym Pedro jest, że potrzeba mu na boisku szczególnych uwarunkowań, aby drużyna miała z niego 100% pożytku. Bez nich może mieć przez 90 minut i procent 55, i 30, albo i pękate zero, ale właśnie dlatego od roku-dwóch jest on tak skuteczny w kadrze. Gdzie odpowiedzialność za grę ofensywną rozkłada się na większą liczbę zawodników, a drużyna jako całość - mając do dyspozycji takie nazwiska jak odrodzony ostatnio Torres plus Mata, Silva, Cazorla, Fabs czy Navas - może sobie dowolnie złożyć atakującą trójkę z tych, którzy w danym momencie są w najwyższej formie.

Tymczasem uzależniona ofensywnie od skromniejszej galerii nazwisk Barça - Iniesty, Messiego, Xaviego, kiepskiego na przestrzeni ostatnich miesięcy Thiago, Sáncheza, Tello i zachodzącego słońca Davida Villi - takiej regularności z przodu aktualnie niestety nie posiada.

Harmonijne, pewne, skuteczne funkcjonowanie La Roja jako całości na przestrzeni ostatnich -nastu miesięcy a zmagająca się w dokładnie tym samym okresie z tysiącem problemów kadrowych, indywidualnych, taktycznych i ludzkich Barcelona - trudno zignorować kontrast. To z niego wynika obecna różnica w konkurencyjności, płynności i poprawności funkcjonowania trybików obu machin. Klucz do odpowiedzi na pytanie, czemu Pedro w kadrze, a Pedro od 1,5-2 lat w klubie to dwóch tak różnych gości.

Sezon 2013/2014 „meczem" Pedro o przyszłość w Barcelonie

Przyjście Neymara daje Barcelonie Neymara. Być może przyjście Neymara „da" też Barcelonie inną korzyść i przyczyni się do odzyskania na nowo klubowi z Camp Nou Pedro Rodrígueza?

Taką mam nadzieję, a przytoczone tu argumenty sugerują chyba, że nie jest ona bezpodstawną. Vamos Barça i vamos Pedro!

... Aaaaaa... jeśli nie? Nie wykluczam i takiego scenariusza. Nie można. Wypalenie może dotknąć każdego sportowca - i gwiazdy, i dopełniającej liderów z boku „antygwiazdy". Jeśli tak, to z punktu widzenia FC Barcelony - nie szkodzi. Przyszły sezon będzie rokiem prawdy nie tylko dla Vilanovy, ale i dla Rodrígueza. Jeśli Pedro z jego najlepszych lat okaże się dla Barçy nie do odzyskania i zawiedzie ponownie - będzie musiał opuścić Camp Nou.

Wydaje mi się, że klub już od jakiegoś czasu bierze taki scenariusz pod uwagę. Kupił i trzyma jego naturalnego następcę. Pomimo sceptycyzmu wielu fanów regularnie zapewnia o poparciu dla niego „z góry". To ktoś pod wieloma względami będący kopią Pedro, aczkolwiek lepiej uzdolniony technicznie, wszechstronniejszy w polu karnym, o dużo szerszym wachlarzu dryblingu, z co najmniej porównywalnymi walorami wydolnościowo-szybkościowo-biegowymi. Delikatnie młodszy. Mogą grać razem, na przeciwległych skrzydłach, ale przy dalszym regresie wydajności Rodrígueza w klubie - nie muszą. Temu drugiemu na nazwisko Alexis Sánchez.


* Naturalnie, takie rozróżnienie można harmonijnie przeciągnąć na wszystkie inne dyscypliny zespołowe, od koszykówki poczynając, a także dowolne inne sfery życia, jak choćby zawodowa.
** Może też V. Valdés? Temat na inną okazję.
*** Sezony 2011/12 i 2012/13 w klubie.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (321)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze