Ostatnie godziny w Barcelonie to nagły zwrot akcji w sprawie przyszłości Xaviego Hernándeza, który relacjonujemy na bieżąco tutaj. Wszystkie media zgodnie donoszą, że Joan Laporta miał bardzo zdenerwować się słowami trenera na konferencji prasowej przed meczem z Almeríą. Choć na pozór wydaje się to błahy powód do zwolnienia szkoleniowca, to jednak moim zdaniem wcale nie jest on tak bezsensowny, jak na pierwszy rzut oka mógłby się wydawać.
Nim przejdę do tego, o czym ten tekst jest… chciałem uprzedzić, o czym nie jest:
- nie jest on o tym, czy Xavi, mówiąc o skomplikowanej sytuacji finansowej klubu i wiążących się z tym trudnościami, trafnie ocenił sytuację – bo moim zdaniem po części tak,
- nie jest on o tym, czy Xavi powinien zakończyć swoją pracę dla Barcelony już wcześniej i to nie za słowa na konferencji prasowej, tylko za kwestie czysto sportowe – bo moim zdaniem zdecydowanie tak (ba, napisałem zresztą na ten temat tekst),
- nie jest on wreszcie o tym, czy Joan Laporta ma jakikolwiek konkretny plan działania i czy takiej instytucji jak FC Barcelona przystoi permanentny chaos, brak jakiejkolwiek stabilności i medialna błazenada - bo moim zdaniem nie (na ten temat szerzej pisał dziś Przemek Walczak.
Wybaczcie ten przydługi wstęp, ale zdaję sobie sprawę, że większość kontargumentów koncentrować się będzie właśnie wokół powyższych wątków – nie ma takiej potrzeby. Skoro zaś mamy to już ustalone, to przejdźmy do właściwego tematu.
Ilusión
Jednym ze słówek, których sprawne przetłumaczenie wzbudza największy problem jest ilusión. Ilusión to czekanie z niecierpliwością na jakieś wydarzenie, przepełnienie nadzieją i pozytywnym podejściem. Najbliższym odpowiednikiem w języku polskim jest chyba podekscytowanie czy ekscytacja, choć nie w pełni oddaje to znaczenie hiszpańskiego oryginału.
W każdym razie, ilusión była motywem przewodnim konferencji prasowej, na której ogłoszono pozostanie Xaviego na stanowisku. Sam trener mówił, że do zmiany decyzji przekonała go ilusión, którą zauważał u kibiców. Zarówno on, jak i presidente prześcigali się w mówieniu jak dużą ilusión odczuwają w związku z kontynuowaniem tego projektu przez kolejny sezon.
Bo, nie oszukujmy się – ilusión jest potrzebna. Jest potrzebna kibicom, żeby tłumnie ruszyli na Montjuïc w pierwszej połowie kolejnego sezonu. Jest potrzebna sztabowi, żeby przekonać piłkarzy do wiary we własne możliwości. Jest potrzebna potencjalnym celom transferowym, aby wyraziły chęć dołączenia do zespołu. Jest potrzebna sponsorom, żeby chcieli sięgnąć głębiej do kieszeni i wspomóc projekt.
Sprzedawcy marzeń
Dlatego też, nawet jeżeli Xavi Hernández miał rację i trzeźwo ocenił sytuację… to nie taka zapewne była umowa. Ludzie nie chcą, aby przypominać im, jak źle wygląda sytuacja. Sport to jednak w sporej mierze ucieczka od codzienności i mało kto chce uciekać z życiowych problemów indywidualnych w problemy kolektywne.
A przy tym piłka nożna jest dyscypliną, w której Dawid nad wyraz często może wygrać z Goliatem. Może nie na przestrzeni długiego, ligowego sezonu… ale wystarczy zerknąć na losy Borussi Dortmund w tegorocznej Lidze Mistrzów. Przypomnijcie sobie zresztą swoje nastawienie po losowaniu ćwierćfinałów Champions League i zobaczeniu potencjalnej drabinki. Przyznajcie – nie zaczęła wam kiełkować w głowie myśl o autostradzie na Wembley? Nie? A po zwycięstwie na Parc des Princes?
Ba, sięgnijcie pamięcią nieco dalej, do startu obecnego sezonu. Postarajcie się na chwilę odrzucić frustrację i cofnijcie się myślami w czasie - z jakim nastawieniem do niego podchodziliście? A z jakim podeszlibyście do kolejnego, jeżeli sprawy się nie zmienią?
Wypalenie zawodowe
Spójrzmy też na to, w jakich okolicznościach Xavi Hernández do FC Barcelony trafiał. Hiszpan przejmował drużynę zdewastowaną przez Ronalda Koemana, z piłkarzami pozbawionymi wiary we własne umiejętności, tułającymi się gdzieś w środku tabeli. Na chłodno, sytuacja była dużo trudniejsza niż obecnie. Jakie było wtedy jego przesłanie?
„Wiemy, że jesteśmy w Barcelonie, a tu trzeba od siebie wymagać. Mnie uczono, że nie można remisować lub przegrywać. Nie może być tak, że przegrywasz lub remisujesz i nic się nie dzieje. Musimy wiedzieć, w którym miejscu jesteśmy, ale też ciężko pracować, wiedząc, że kadra jest dobra”. Tak Xavi podbudowywał barcelonismo na powitalnej konferencji prasowej. Zaraz po tym, gdy jego przybycie wywołało ilusión i rzesze kibiców przyszło na Camp Nou go powitać.
Jak zaś jest dziś? Gdy patrzę na Xaviego Hernándeza, widzę człowieka sfrustrowanego i zrezygnowanego. Brak radzenia sobie z emocjami i wieczne widzenie wszystkiego w czarnych barwach jest dla mnie oznaką wypalenia zawodowego. To zaś bezpośrednio przenosi się na piłkarzy, którzy grają sporo poniżej swoich możliwości. Tak, jak grali pod Ronaldem Koemanem… i co – o ironio - poprawił sam Xavi.
Caso Schuster
Ktoś powie: to przesada, Xavi nie powiedział nic takiego strasznego. Jasne, mogę się nawet z tym zgodzić. Ale powiedzenie o kropli, która przepełnia czarę goryczy nie wzięło się przecież znikąd. Może w tym przypadku – jak to bywa w dysfunkcyjnych relacjach – wystarczy pozornie niegroźna iskra, żeby podjąć decyzję o zakończeniu związku?
W sezonie 2008/09 trenerem Realu Madryt był Bernd Schuster. Na kilka dni przed grudniowym El Clásico, tak ocenił szanse swojego zespołu: „Spotkanie z Barçą martwi mnie mniej niż jakikolwiek inny pojedynek. Zwycięstwo z nią nie jest możliwe, bowiem zespół ten niszczy każdego przeciwnika i sądzę, że to będzie ich sezon. Moja drużyna może wykonać na Camp Nou dobrą pracę, nie możemy mówić jednak o niczym więcej”.
Z perspektywy czasu, Niemcowi można tylko pogratulować trzeźwej oceny sytuacji. Te słowa kosztowały go jednak posadę. Takich rzeczy się nie mówi, nawet jeżeli je myślisz. I nawet jeżeli masz rację.
Być może tę lekcję odbierze teraz Xavi Hernández. A odpoczywając po trudach prowadzenia FC Barcelony mógłby się zapoznać z klasykiem polskiej kinematografii.
P.S. A zauważyliście, że kwestia niewyjaśnionej "pożyczki" dla zarządu od jednego z usługodawców klubu... nagle przestała być interesująca? Pojęcie "tematów zastępczych" znamy przecież nie tylko z polityki.
Komentarze (35)