Kilka dni temu na łamach FCBarca.com opublikowaliśmy bardzo ciekawy tekst analizujący finansowe, instytucjonalne i sportowe dokonania Bartomeu na czele Barcelony [część 1, część 2]. Skontaktowałam się z jego autorem Markiem Menchenem, założycielem portalu Palco23, który zajmuje się ekonomiczną i biznesową stroną sportu. Rozmawialiśmy o finansowej sytuacji Barcelony oraz o tym, jakie zmiany zachodzą w piłce nożnej w związku z koronawirusem.
Julia Cicha: Dziękuję, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać. Na początek chciałabym zapytać cię o kibiców Barcelony, którzy często uważają, że kondycja finansowa klubu jest dobra, ponieważ widzą zysk netto na koniec sezonu. W rzeczywistości dług powiększa się jednak znacznie bardziej niż zyski. W jaki sposób wyjaśniłbyś to fanom, którzy nie posiadają szerokiej wiedzy z dziedziny ekonomii?
Marc Menchén: Uważam, że sytuacja ekonomiczna nie była zła pod względem stabilności finansowej. W normalnej sytuacji nie było niczym złym, że klub miał niski zysk netto. Teraz, w trakcie kryzysu, widać jednak potrzebę notowania dużych zysków i to nie w celu zarabiania, a w celu zbudowania poduszki ochronnej. Tak jak rodziny oszczędzają na nieprzewidziane wydatki i przyszłe projekty, tak samo powinien robić to klub. Szczególnie mając przed sobą wielki projekt Espai Barca. Barcelona nie była w złej sytuacji, ale kryzys sprawił, że jest w skomplikowanej sytuacji w porównaniu do innych klubów.
Uważasz, że Espai Barça jest zagrożone? Będzie możliwe dokończenie prac na czas oraz uzyskanie odpowiedniego kredytu? Mówi się, że koszty wzrosły do ponad 800 milionów euro.
Prace się opóźnią, ponieważ ograniczenia nałożone przez rząd sprawią, że wszystko będzie przebiegało wolniej. Do tego dochodzi kwestia finansowania, o której wspomniałaś. Teraz będzie o wiele trudniej niż kilka miesięcy temu uzyskać środki. Nie tylko ze względu na ryzyko finansowe, ale też na przyszłe przychody, które przewidywano w związku ze stadionem. Nie wiemy, jak zmienią się zasady na stadionach, jaka odległość między kibicami będzie wymagana, kiedy fani będą mogli spokojnie pójść na stadion bez ryzyka zarażenia się. To wszystko wpływa na przewidywane przychody, a więc i na to, w jaki sposób zostanie spłacony kredyt [Barça planowała spłacać kredyt właśnie z przychodów z Espai Barca, przede wszystkim z nowego Camp Nou – przyp. red.].
W tym sezonie wydaje się, że wszystkie kluby zanotują straty. Jak będzie jednak w przyszłości? Uważasz, że za rok, dwa kibice dalej będą wydawać na piłkę nożną tyle ile wcześniej? Nawyki ulegną zmianie z powodu kryzysu, a przychody klubów spadną?
Mam nadzieję, że nie. Kolejne kilka miesięcy będzie naznaczone strachem i wątpliwościami, czy już można bezpiecznie pójść na mecz, czy nie. Kiedy zostanie opracowana szczepionka, a mówi się, że nastąpi to najpóźniej za 18 miesięcy, oraz powstaną specjalne środki bezpieczeństwa, ludzie nie zrezygnują z chodzenia na spotkania i robienia tego, co robili wcześniej.
Przeczytałam na twoim portalu Palco23, że Movistar prawdopodobnie wygrał walkę o prawa do transmisji Ligi Mistrzów w kolejnych sezonach, ale zapłaci tyle samo ile za poprzedni kontrakt lub nawet nieco mniej. Może być to jedną z pierwszych konsekwencji kryzysu czy jest czymś naturalnym, że kontrakty telewizyjne nie rosną już tak jak w poprzednich latach?
W ostatnich latach konkurencja była duża, ale operatorzy uważają, że osiągnęli już maksimum inwestycji, z niewielkimi możliwymi podwyżkami, by później włożone pieniądze mogły im się zwrócić. Niektóre klauzule, których nie zawierano wcześniej w kontraktach, teraz okazują się ważne i są wprowadzane, np. w przypadku anulowania sezonów. Każdy mecz ma określoną wartość i jeśli ostatecznie zostanie rozegranych 30 a nie 38 kolejek, faktury telewizyjne zostaną zmniejszone o określony procent, by zrekompensować straty. Obecnie kryzys połączył się więc z osiągnięciem przez operatorów maksimum tego, co mogą zapłacić. Nie sądzę jednak, by wartość kontraktów zaczęła spadać, szczególnie kiedy kibice nie mogą wchodzić na stadiony. Ludzie muszą oglądać spotkania w telewizji, więc ten produkt wciąż będzie jednym z kluczowych w ofercie operatorów telewizyjnych.
Jakie będzie według ciebie najbliższe okienko transferowe w Barcelonie? Klub spróbuje sprowadzić gwiazdy w celu uratowania wizerunku zarządu czy może postanowi zaoszczędzić, by polepszyć kondycję finansową?
W tym roku myślę, że konieczne będą wymiany, które bardzo zmniejszą wartość piłkarzy. Barcelona w ciągu ostatnich 3-4 lat wydawała na piłkarzy po około sto milionów euro. Ten model nie może utrzymać się w czasie, jeśli jednocześnie nie sprzedaje się zawodników. Moim zdaniem teraz Barça nie jest w stanie zapłacić sto milionów „w gotówce” za jakiegoś gracza, jeśli wcześniej nie sprzeda 2, 3 czy 4 innych piłkarzy, Chodzi nie tylko o kwotę transferu, ale też o wydatki na pensje oraz na długi związane z poprzednimi transferami.
Ludzie mogą myśleć, że jeśli sprzedamy Dembélé za 80, a Coutinho za 100 milionów, mamy 180 milionów do wydania. To nie jest jednak takie proste.
Nie, ponieważ trzeba wziąć pod uwagę, ile zostało do zamortyzowania transferu każdego z nich. Powiedzmy, że za każdego z nich jest to 40 milionów euro, więc jeśli sprzedasz jednego z nich za 100 milionów, z księgowego punktu widzenia zysk nie będzie wcale aż taki duży [o amortyzacji więcej pisaliśmy tutaj - przyp. red.].
Wydaje się, że Real umie i wie, jak przekonać piłkarzy do transferu, oferując mniej pieniędzy niż Barcelona. Dlaczego tak jest?
To zależy nieco od aspiracji. Real mówi: „jeśli chcesz grać dla nas, to na takich warunkach. A są one takie, ponieważ nasz najlepszy piłkarz zaakceptował, że wydatki klubu są określone w celu utrzymania określonej sytuacji ekonomicznej. Jeśli ci to nie odpowiada, to nie przychodź". Zauważ jednak, że ostatnio największe gwiazdy nie przychodziły do Realu. Hazard jest gwiazdą, ale nie taką jak Cristiano Ronaldo, gdy przechodził do Realu, albo Luis Suárez, gdy trafił do Barçy. To nie ta skala. Ważna jest jednak ta dyscyplina, o której wspomniałem. Jeśli chcesz grać dla Realu, dostosowujesz się, a jeśli nie, możesz szukać sobie innego miejsca. Być może Real nie jest tak konkurencyjny pod względem zarobków, ale zawsze będzie w stanie zapłacić nieco więcej niż United, City, Chelsea czy Liverpool.
Pozostaje jeszcze kwestia obniżenia zarobków przez piłkarzy. Barcelona zgodziła się na 70% obniżki podczas trwania stanu alarmowego, czyli do 9 maja. Mówi się, że dzięki temu klub zaoszczędzi około 30 milionów euro. Uważasz, że to wystarczy? A może klub powinien poprosić zawodników o więcej lub też powinien był to zrobić już wcześniej?
To zależy nieco od każdego prezydenta i klubu. Real uzgodnił obniżkę o 10% w skali roku, czyli właściwie tyle samo ile Barcelona, jeśli stan alarmowy potrwa dwa miesiące. Różnica polega na sposobie, w jaki to zrobiono. Real dokonał tego bez szumu, opublikował komunikat i jasno podał, że zawodnicy zrzekli się zarobków dobrowolnie. W Barcelonie doszło do wycieku do prasy, mówiono, że piłkarze zgodzili się na zbyt mało, itd. Dla Realu te 10% zapewne wystarczy, w ten sposób zapewnia sobie, że wszystko będzie dobrze. Barça być może, tak jak mówił Emili Rousaud, gdy podał się do dymisji, potrzebowała większego cięcia płac, by zagwarantować sobie stabilność interesów.
A co sądzisz o Barcagate, skandalu związanym z mediami społecznościowymi? Wiem, że nie pracujesz dla klubu, ale na pewno masz jakąś opinię.
Moja opinia bazuje się na tym, co słyszałem, ale jasne jest, że doszło do zaniedbania ze strony części osób zarządzających klubem. Niedługo dowiemy się, kto o tym wiedział, a więc też kto powinien odejść. Może być tak, że odeszło kilka osób, a odpowiedzialny będzie ostatecznie prezydent. Błąd popełniło wiele osób, które nie zrozumiały, że najlepszym sposobem na poprawę reputacji klubu nie było tworzenie botów, a podejmowanie innych decyzji w ramach klubu. Może wydarzyć się wiele rzeczy: wcześniejsze wybory, dymisje. Sytuacja nie jest łatwa. Na pewno będzie to dużym ciosem dla zarządu. Zawieszono już pensję jednego z pracowników, nawet nie posiadając dokładnych danych, więc oczywiste, że coś jest na rzeczy [mowa o Jaume Masferrerze – przyp. red.]. Dla kogoś na pewno zakończy się to źle.
Komentarze (14)