Rzymskie demony wróciły, finał nie dla Barcelony!

Makaj

7 maja 2019, 19:37

1258 komentarzy

Liverpool FC

LIV

Herb Liverpool FC

4:0

Herb Liverpool FC

FC Barcelona

FCB

  • Divock Origi 7', 79'
  • Georginio Wijnaldum 54', 56'
  • Wtorek, 7 maja 21:00
  • Anfield
  • Polsat Sport Premium 1

Barcelona w katastrofalnym stylu przegrała 0:4 z Liverpoolem i mimo potężnej przewagi z pierwszego meczu odpadła z Ligi Mistrzów.

Gospodarze od pierwszych sekund spotkania rzucili się do ataku, chcąc jak najszybciej zacząć strzelanie bramek i odrabianie strat. Ta sztuka udała się już w 7. minucie, gdy wielki błąd popełnił Jordi Alba, posyłąjąc piłkę głową wprost pod nogi Mane. Senegalczyk odegrał do Hendersona, uderzenie Anglika obronił co prawda ter Stegen, ale wobec dobitki Origiego z najbliższej odległości Niemiec był już bezradny.

Strzelony gol jeszcze bardziej uskrzydlił gospodarzy. Barcelona została całkowicie zepchnięta do obrony, a pressing Liverpoolu sięgał pola karnego ter Stegena. Kilkadziesiąt sekund po bramce w kontrowersyjnym starciu z Sergim Roberto upadł Mane, ale Cüneyt Çakır nie zdecydował się wskazać na wapno.

Barça śmielej zaatakowała dopiero po kwadransie gry, kiedy po raz pierwszy pokazał się Leo Messi, ale jego strzał obronił Alisson. Po chwili Argentyńczyk znalazł się w stuprocentowej sytuacji, ale zamiast strzelać zdecydował się na drybling i stracił piłkę, będąc już w polu karnym gospodarzy. Kolejne okazje mieli Coutinho i Messi, ale w ich strzałach brakowało dokładności. Odpowiedź Liverpoolu przyszła szybko za sprawą potężnego uderzenia Hendersona, które w wielkim stylu obronił ter Stegen.

Po natarciu Liverpoolu i kilku odpowiedziach Barcelony mecz się uspokoił. Goście byli częściej przy piłce, ale nie stwarzali zagrożenia pod bramką Alissona. Messi i spółka nie podkręcali tempa, mając wciąż w garści korzystny rezultat. Kilkanaście sekund przed przerwą niezłą okazję miał Jordi Alba, ale wyjście Alissona zażegnało niebezpieczeństwo.

Druga połowa zaczęła się identycznie jak pierwsza, czyli od huraganowych ataków Liverpoolu. Kilka chwil po przerwie niesamowity ter Stegen w instynktowny sposób obronił uderzenie van Dijka. Odpowiedź Barçy przyszła bardzo szybko za sprawą Luisa Suáreza, ale Urugwajczyk  uderzył zbyt lekko dla Alissona.

Anfield Road eksplodowało po raz drugi w 54. minucie, gdy po dośrodkowaniu z prawej strony Wijnaldum mocnym strzałem podwyższył wynik spotkania. Dwie minuty później kompletnie niepilnowany Holender strzałem głową odrobił straty z Camp Nou.

Dopiero po trzecim straconym golu zareagował Valverde, wpuszczając na plac gry Semedo w miejsce kompletnie niewidocznego Coutinho. Nie miało to jednak wpływu na przebieg gry: Barça nie wychodziła z własnej połowy, a gospodarze dążyli do zdobycia czwartej bramki. Kolejną zmianą było wejście Arthura za Vidala.

To, co wydawało się nieprawdopodobne, wydarzyło się w 79. minucie. Rzut rożny w sprytny sposób wykonał Alexander-Arnold, wykorzystując gapiostwo obrońców i zagrywając niespodziewanie do Origiego, a niepilnowany Belg z pięciu metrów wpakował piłkę do siatki. Aktem rozpaczy Valverde i ostatnią możliwą reakcją było wpuszczenie na plac gry Malcoma.

Liverpool utrzymał czterobramkowe prowadzenie i w pełni zasłużenie awansował do finału Ligi Mistrzów. Czego zabrakło Barcelonie? Gola Dembélé z pierwszego meczu? Skuteczności w rewanżu? Odwagi? Nie. Barcelonie znowu ZABRAKŁO JAJ, o które przez całą swoją karierę apelował śp. Tito Vilanova. Zespół z Camp Nou jednym fatalnym meczem zaprzepaścił szansę na wspaniały sezon i dzisiaj mało kto będzie mówił o wygranej w lidze wobec tak wielkiej klęski w europejskich pucharach.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Komentarze (1258)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

No tak, bo Messi nie wygrał nam meczu.. Real deklasował wszystkich po kolei i nie dawał się objeżdżać jak dzieci na orliku, więc i Ronaldo miał możliwość by się wykazać. Messi nie jest uważany za najlepszego, bo czasem coś mu wyjdzie. Mi jest go żal osobiście, bo szczerze mówiąc to on się marnuje w tej Barcelonie już, nigdy nie chciałbym go oglądać w innej koszulce, ale aż żal patrzeć kiedy wokół niego biega banda partaczy. Chciałbym powrotu Neymara, nie obchodzi mnie w jakim stylu opuścił to miejsce, bo Barcelona pokazała, że nie jest już potęgą, która może sobie pozwalać na unoszenie się dumą, brakuje tu Brazylijczyka, bo Dembele nigdy nie osiągnie jego poziomu z czasów Barcy. I może pora zatrudnić tu kogoś, kto prowadził coś więcej niż jakieś Bilbao. Przeraża mnie widok tego wyniku, ta drużyna stała się europejskim pośmiewiskiem..Od tej pory Barca będzie coraz częściej postrzegana jako średniak, drużyna do ogrania przez każdego, bo z każdym mogą odpaść. W Amsterdamie kopią dzieciaki i umieją pokonać Real, Juve, czy Tottenham, a Barcelona z zapasem 3 bramek nie umie wejść do finału tylko daje się gwałcić bez opamiętania. I w mojej opinii zwalanie wszystkiego na Valverde to głupota, bo tu grają takie nazwiska, za takie pieniądze, że nawet gdyby ten gość wysłał im smsa z ustawieniem na mecz to powinno być ich stać chociaż na utrzymanie tego 1:0 z pierwszej połowy i awans, albo przynajmniej na bramkę, chociaż jedną. Ciężko uwierzyć, że TO jest FC Barcelona.. wstyd i żenada..

@victor_dziedzic: Jestem tego samgo zdania

@victor_dziedzic: Tak sobie teraz myślę, kiedy to wymknęło się spod kontroli. Kiedy tutaj pojawiło się wybielanie przeciętnej postawy drużyny. Transfery za grube pieniądze, które są kompletną PORAŻKĄ. Trenerzy, którzy chyba wygrali posadę na loterii. Co tu się odjaniepawliło?

Była generacja piłkarzy, która rządziła piłkarskim światem i zabrakło pomysłu jak to pociągnąć dalej. Oddano wszystko w ręce Messiego i tak się wszystkim wygodnie zrobiło, że przestali o cokolwiek dbać

@Losiex: Myślę, że to po części efekt tego, że ci piłkarze raz wyrobili sobie nazwiska i teraz grają, bo kiedyś grali świetnie. Alba, czy Pique to owszem wielcy zawodnicy, ale kiedyś, a tego dnia pokazali poziom Ekstraklasy, albo gorzej, tu nie ma konkurencji, a co za tym idzie motywacji. Mentalnie też ci piłkarze wygrywają mecz w głowach już w szatni, a potem na boisku stoją i się zastanawiają co się dzieje. Trenerzy zresztą też nie wiem jak są wybierani..od samej ery Rijkaarda wszyscy po kolei to wuefiści - Martino, Enrique, Vilanova, Guardiola też, tu mieliśmy farta, bo Barcelona sama zrobiła z niego trenera. Najbardziej boję się, że gdy Messi już odpuści i zawiesi korki, to będziemy walczyć z Villarrealem o Ligę Europy...
« Powrót do wszystkich komentarzy