Przy Canaletes mówią. Urodzony na Camp Nou

Redakcja

12 maja 2014, 18:23

33 komentarze

21 maja, nakładem wydawnictwa Sine Qua Non, na półkach księgarń w całej Polsce zadebiutuje książka pt. „Gerard Piqué. Urodzony na Camp Nou". Jej autorem jest komentator piłkarski telewizji Sportklub Polska i autor felietonów na FCBarca.com z cyklu „Przy Canaletes mówią", Mateusz Bystrzycki. W specjalnym wydaniu jego rubryki publikujemy fragmenty biografii stopera FC Barcelony. Jeszcze w tym tygodniu serwis FCBarca.com rozpocznie przedsprzedaż tej książki!

2 lutego 1987 roku świat skupił swoją uwagę na referendum na Filipinach, w którym znaczna większość mieszkańców poparła nową, demokratyczną konstytucję i prezydenturę Corazon Aquino. Dążący do suwerenności Katalonii mieszkańcy regionu ciągle świętowali wyborcze zwycięstwo partii Jordiego Pujola, Convergència i Unió. Powoli też oswajali się z myślą o możliwości zorganizowania igrzysk olimpijskich w 1992 roku. Z kolei na Camp Nou dokonywano zmian. Ustępujący z ławki trenerskiej Terry Venables wspiął się z Barceloną na drugie miejsce w tabeli, co uznano za porażkę. Nowym trenerem został dobrze znany w Hiszpanii Luis Aragonés. Chwilę wcześniej, w jednym z barcelońskich szpitali, na świat przyszedł Gerard Piqué Bernabéu.

(...)

Minęło niewiele czasu, a po klubowych korytarzach i boiskach zaczął snuć się starszy wnuk Amadora, Gerard, pierwszy syn jego córki Montserrat. W sielankowej atmosferze ekskluzywnej dzielnicy Pedralbes, umiejscowionej tuż obok Camp Nou, otrzymał on mnóstwo miłości i czułości. Monserrat - elegancka i subtelna - pełniła funkcję kierownika oddziału urazów głowy w Instytucie Guttmana. To nie była łatwa praca. Kobieta codziennie stykała się z poważnymi chorobami i dramatami ludzkimi. Z pewnością wyrobiło to w niej naturalny odruch troski i współczucia. Na poważną próbę jej cierpliwość i nerwy zostały wystawione 2 sierpnia 1988 roku. Siedemnastomiesięczny wówczas Gerard przebywał w letnim domku dziadków w niewielkiej miejscowości Sant Guim de Freixenet, gdzie zresztą spędził lwią część dzieciństwa. Oprócz popisów miejscowej drużyny piłkarskiej, w której na pozycji napastnika występował niegdyś ojciec Gerarda, Joan, brak w tym spokojnym, wyciszonym miejscu ekscytujących rozrywek. Nic w tym dziwnego, zważywszy na fakt, że po okresie wyniszczającej dyktatury generała Franco jedyną atrakcją okolicznych mieszkańców jest stacja kolejowa na trasie Lleida - Manresa. Przyjemne, pokryte zielenią tereny dystryktu Segarra stały się scenerią rzeczonego dramatycznego wydarzenia z udziałem młodego Gerarda. Dom rodziców Montserrat był akurat w remoncie, wskutek czego balkon pozbawiony był barierki ochronnej. Niesforny malec odbijał piłkę o ścianę. W pewnej chwili futbolówka nierówno wzbiła się na progu, po czym wyleciała przez drzwi balkonowe. Gerard rzucił się w pogoń, zakończoną głośnym upadkiem z wysokości trzech metrów! Babcia Gerarda, która w tym czasie przygotowywała obiad, odkryła, co się stało, dopiero w chwili, gdy chłopiec nie reagował na głośne nawoływania. Karetka natychmiast zabrała nieprzytomnego chłopca do szpitala, ale z racji braku przyrządów do tomografii mózgu konieczny był transport poszkodowanego do barcelońskiego Vall d'Hebron, gdzie dyżur pełniła ... Montserrat. Prześwietlenie wykazało, że chłopak ma pękniętą czaszkę. Przez kilka godzin był w śpiączce, a szpital opuścił dopiero po ośmiu dniach. Lekarze starannie opiekowali się młodym „Gerim", który błyskawicznie podbił serca pielęgniarek. Dramatyczna historia z udziałem przyszłego stopera „Blaugrany" zakończyła się happy endem, choć nie pozostała bez echa - zwłaszcza w sercach i umysłach babci i matki Gerarda.

(...)

Przed Gran Derbi w Madrycie Pep zebrał wszystkich swoich żołnierzy i powiedział: „Przestańcie myśleć, że bez względu na wynik i tak będziemy liderem. Zapomnijcie o tym. Do stolicy jedziemy po zwycięstwo. Tylko po zwycięstwo". Piłkarze poczuli się podbudowani i zmotywowani. I choć batalia na Bernabéu rozpoczęła się od gola Gonzalo Higuaína, to w późniejszych fragmentach meczu jego warunki dyktowali goście z Katalonii. FC Barcelona zagrała niemal bezbłędnie, prezentując ofensywny i skuteczny futbol. Real został upokorzony i zdeptany przez prawdziwą drużynę, która walczyła do utraty tchu. To był istny popis kolektywnego ducha Katalończyków, ich żądzy zwycięstwa oraz psychologicznych talentów coacha z Santpedor. „Geri" spisał się w tym meczu doskonale. Nie dość, że całkowicie wyłączył z gry Raúla, Marcelo czy Arjena Robbena, to jeszcze sam wpisał się na listę strzelców. Jego euforyczna radość była kwintesencją święta całego barcelonismo. Co ciekawe Piqué nie zapamiętał tego, co stało się po zdobyciu gola: zanim rozradowani koledzy dopadli do Gerarda, ten wykonał gest, będący sygnałem dla jego kuzynki. Montserrat poprosiła go przed meczem o zdobycie gola i specjalną „wiadomość" dla niej. Udało się. Barça wbiła odwiecznemu rywalowi sześć bramek, zgarnęła trzy punkty i do domu wracała ze świadomością, że mistrzowski tytuł jest już na wyciągnięcie ręki. Następnego dnia dziennikarze obwołali Gerarda „Piquénbauerem", co początkowo nieszczególnie mu się spodobało. Po chwili zastanowienia zaakceptował jednak nową ksywkę, uznając ją za komplement.

Świętowanie nie mogło jednak zakłócić przygotowań do rewanżowego spotkania z The Blues. Mecz w stolicy Anglii rozpoczął się dla podopiecznych Guusa Hiddinka niemal idealnie, bowiem już w 9. minucie podanie Franka Lamparda wykorzystał Michael Essien. Barça rzuciła się do odrabiania strat, ale jej ataki przypominały waleniem głową w mur. Ballack i Essien zabezpieczyli środek boiska, natomiast Bosingwa i Cole kurczowo trzymali się własnego pola karnego. W sumie dostępu do bramki Čecha broniło aż siedmiu zawodników. Jakby tego było mało, w 66. minucie Éric Abidal dopuścił się brzydkiego faulu taktycznego, za co otrzymał czerwoną kartkę. Pep nie dokonywał zmian, wobec czego w obronie pozostali tylko Piqué, Touré i Alves, a cała reszta warowała pod bramką Chelsea. W 93. minucie, kiedy barcelonismo opuszczały resztki nadziei, Piqué czekał na cud w „szesnastce" Čecha. Messi podał do Iniesty, a ten strzałem pod poprzeczkę zapisał się w historii futbolu, powstrzymując nieubłagane tryby losu. FC Barcelona zdołała doprowadzić do wyrównania, co oznaczało upragniony awans do finału Champions League i początek wspaniałej ery w historii piłkarskiej Katalonii. Po emocjonującym, pełnym kontrowersji meczu do szatni Barcelony wkroczył John Terry. Świętujący piłkarze zamarli w bezruchu, spodziewając się najgorszego. Tymczasem angielski stoper pogratulował gościom awansu i szybko zniknął w korytarzu. 1:1, piękny gol Iniesty, łzy sztabu szkoleniowego i jeden bilet. Dla całej drużyny. Do Rzymu, na finał Ligi Mistrzów.

(...)

22 stycznia 2013 roku o godzinie 18.30 Gerard i Shakira przybyli do kliniki Teknon. Białe, sportowe audi, którym dotarli do szpitala, prowadził brat Kolumbijki, Tonino. Dziennikarze czekali na ten moment już od rana. „Chcę prosić, abyście towarzyszyli nam w swoich modlitwach. To najważniejszy dzień w moim życiu", napisała na Twitterze Shakira. Trzy godziny później, po 23.00, na świat przyszedł syn Gerarda i „Shaki", Milan. Poród został przeprowadzony metodą cesarskiego cięcia, a dziecko odebrała doktor Carlote García Valdecasas, córka ginekologa, który towarzyszył przy narodzinach czterech córek infanty Cristiny, córki Króla Carlosa. Chłopiec ważył 2,9 kilograma. Milan Piqué Mebarak, za sprawą swego pradziadka Amadora Bernabéu, automatycznie stał się socio Barcelony. „Nie widziałem go jeszcze, ale moja córka powiedziała mi, że ma śniadą karnację i czarne włosy. O 12.00 pójdę do klubu podpisać dokumenty, wszystko mam gotowe. Wtedy będę mógł powiedzieć, jaki numer socio został mu nadany. Gerard jest podekscytowany. Wyznał, że bycie ojcem to spełnienie jego marzeń", powiedział w programie RAC-1 szczęśliwy Bernabéu. Kilka dni później, w towarzystwie wiceprezydenta Jordiego Cardonera, dziadek Piqué dopełnił formalności. „W dniu, w którym Gerard otrzymał insygnia za 25 lat członkostwa, obiecałem, że zapiszę również jego syna. Wydawało mi się, że powinna to być kontynuacja tego, co zrobiłem po jego narodzinach i dlatego jego dziecko powinno dostąpić zaszczytu bycia culé od urodzenia", powiedział Bernabéu. Cardoner pogratulował rodzinie i powitał socio numer 171 751. Pierwsza wizyta Milana na Camp Nou miała miejsce 19 dni po jego narodzinach, gdy dumny „Geri" strzelił bramkę w ligowym meczu przeciwko Getafe. Nietrudno zrozumieć, co oznaczały skrzyżowane ze sobą palce - gest, który Katalończyk wykonał po zdobyciu gola. Symbolizował on liczbę 22 - Milan przyszedł na świat 22 stycznia, zsumowanie liczb z jego karty socio daje ten sam wynik, zaś oboje rodziców urodzili się 2 lutego.

(...)

Mamy nadzieję, że przytoczone fragmenty zachęciły Was do zakupu książki „Gerard Piqué. Urodzony na Camp Nou". Jeśli tak, uważnie czytajcie FCBarca.com, gdyż jeszcze w tym tygodniu rozpoczniemy jej przedsprzedaż. Na sklepowe półki biografia Piqué trafi 21 maja.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (33)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze