Pep Guardiola: Poczuj to!
Przedstawiamy artykuł autorstwa Pepa Guadrioli, który ukazał się w marcu 2007 roku w gazecie El País. Artykuł został wspomniany w naszym środowym news'ie, natomiast dzisiaj można zapoznać się z treścią oryginału. Mister wyjaśnia swój pogląd w kwestii ustawienia 3-4-3. Oryginalny artykuł można zaś znaleźć tutaj.
Pep Guardiola, "Poczuj to!"
Wczoraj w jednym z artykułów w La Vanguardia, aktorka Norma Aleandro napisała, iż wielu ludzi jest szczęściarzami, choć nie są tego świadomi. Ci z nas, którzy kochają Barçę (a jest nas dużo) i futbol (dużo więcej) są szczęściarzami. Najlepsze jednak w tym wszystkim jest to, że my jesteśmy tego świadomi dzięki pewnemu Holendrowi i Katalończykowi.
Normo, przepraszam.
Zgadza się, że Dream Team wczoraj powrócił, ale tak na prawdę nigdy nie przestał istnieć.
"Zwycięstwo mnie pociąga i zdaję sobie sprawę, że drogą, która może do niego zbliżyć, to aktywny udział w grze. Nie potrafię wyobrazić sobie meczu bez gry na połowie rywala". Piękne słowa Marcelo Bielsy, według których Barcelona gra od od ponad dekady. Tutaj wiemy, że możemy wygrać na tysiąc różnych sposobów, z których każdy jest dobry. Ale tutaj wiemy też, że nigdy nie można wygrać i powtórzyć zwycięstwa w sposób, którego się nie czuje. Sposób, którego nie czują działacze, trenerzy, piłkarze, dziennikarze i ludzie, którzy co tydzień wierni przychodzą na stadion.
Sądzę, że obecni piłkarze Barcelony mają to w sobie. Pamiętają kim byli ich poprzednicy. Dzięki temu mają w sobie wiarę w zwycięstwo i gdy wygrywają grając w pewien sposób, w następnym meczu potrafią zagrać podobnie i wygrać. Dlatego ciężko jest grać czterema ludźmi w obronie, a nagle zagrać trzema i zagrać dobrze. I wygrać. I awansować do półfinału Copa del Rey.
Myślę, chociaż może się mylę, że ci piłkarze lubią porządkować swoje ustawienie na boisku z piłką w centrum, że atakują i bronią z piłką przy nodze. Rozumieją, że nie może być tak, że piłka jest gdzieś tam, a my tutaj. Czują, że zamiast biegać za piłką, można poczekać aż ta piłka trafi do nich. Czują, że żeby napastnicy strzelali spektakularne gole i pojawiali się na okładkach dzienników, potrzebują dobrych podań od pomocników, a ci z kolei potrzebują dobrych piłek od obrońców. Ja podaję tobie, a ty im. Ronaldinho wie, że jest z lepszy z Eto'o, tak jak Eto'o wie, że jest lepszym piłkarzem, kiedy gra z Ronaldinho. Mają swoje cechy charakterystyczne, ale grając razem są lepsi. W każdym momencie szukają wolnego kolegi i wiedzą, że lepiej, aby tym wolnym kolegą był Iniesta, a nie boczny obrońca. Wiedzą, że Xavi i Iniesta mogą grać razem. Bo czemu, do cholery, mieliby nie móc? Rozumieją, że tak jak w każdej dobrej grze drużynowej, rozpoczynając akcję na prawej flance, lepiej zakończyć ją na lewej stronie, a zagranie piłki do tyłu nie świadczy o strachu, a stanowi rozpoczęcie innej, lepszej akcji. Czują, że okazja do strzelenia bramki nadejdzie, a posiadanie piłki samo w sobie o niczym nie świadczy. Jest środkiem, w dążeniu do bramki. Czują, że lepiej jak do bocznych napastników piłka dociera ze środka pomocy, a nie z bocznych sektorów, i że kiedy gra trzech maluchów (Deco-Xavi-Iniesta), tak jak w Saragossie, wychowankowie muszą zająć się kontrolą gry, a Deco wykończeniem akcji. Czują, że jeśli muszą zagrać trójką w pomocy, to zagrają, ale muszą mieć wsparcie Oleguera i Puyola. Wiedzą też, że mają najlepszego piłkarza świata, albo prawie najlepszego, oraz najlepszego napastnika świata, albo prawie najlepszego. Wiedzą, że jeśli mówimy o tych najlepiej grających w piłkę - nie tych, którzy rozstrzygają losy meczu - powtarzam, tych, którzy potrafią grać w futbol, to mamy dwóch najlepszych pomocników świata. Ale wiedzą też, że tym wszystkim najlepszym albo prawie najlepszym, w innym otoczeniu ciężko byłoby się wybić. Oni to po prostu wiedzą. Albo tak czują.
Tak przynajmniej mi się wydaje.
Mimo tego, nawet oni czasami przegrywają. Przegrywają przez brak chęci, przez to, że nie dali z siebie wszystkiego albo dlatego, że ważniejsze są dla nich pieniądze. Może się także zdarzyć, że ostatnio dobrze i obficie sobie pojedli i już tacy głodni zwycięstw nie są. Tak, przegrywają także z tych powodów, tak jak wszystkie drużyny z całego świata. Jednak przegrywają też czasami dlatego, że Xavi czy Deco albo Iniesta zabierają piłkę obrońcom, chociaż może nie powinni byli tego robić. Albo dlatego, że akcja rozpoczęta na prawej flance, na prawej flance się kończy. Albo tego trzeciego w środku pomocy rzadko się wykorzystuje. Albo dlatego, że Ronaldinho musi przyjmować więcej piłek od Márqueza, a mniej od Sylvinho. Albo dlatego, że przejście z ataku do obrony jest teraz wolniejsze. Albo brakuje Eto'o. Nie znam więcej powodów dlaczego przegrywają! Ale zdarza się, że przegrywają. Nie tylko dlatego, że nie dają z siebie wszystkiego. Przegrywają z wielu innych powodów, o których wiedzą.
Jutro Barça przegra. Albo pojutrze Barça przegra. Każdy o tym wie. Każdy jednak wie również, że Barcelona od dłuższego czasu jest drużyną o rozpoznawalnym stylu gry. Drużyną unikalną.
Nawet nie wiecie jak mi się to podoba.
Kilka godzin przed meczem z Saragossą, Iniesta wysłał sms'a do mojego brata. Brat pokazał mi go. Andrés napisał: "Dream Team powraca. Gram!" Oni tak świetnie wykonują ten wspaniały zawód, ponieważ czują i wierzą w to co robią.
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości jak zagrają z Beatlesami*?
Awansują? Czy wrócą do domu z niczym? Pamiętajcie o słowach Bielsy.
* - Beatlesi to określenie FC Liverpoolu, ponieważ ten popularny w latach 60. zespół pochodzi z tego samego angielskiego miasta co klub.
[źródło: TotalBarca]
Pep Guardiola, "Poczuj to!"
Wczoraj w jednym z artykułów w La Vanguardia, aktorka Norma Aleandro napisała, iż wielu ludzi jest szczęściarzami, choć nie są tego świadomi. Ci z nas, którzy kochają Barçę (a jest nas dużo) i futbol (dużo więcej) są szczęściarzami. Najlepsze jednak w tym wszystkim jest to, że my jesteśmy tego świadomi dzięki pewnemu Holendrowi i Katalończykowi.
Normo, przepraszam.
Zgadza się, że Dream Team wczoraj powrócił, ale tak na prawdę nigdy nie przestał istnieć.
"Zwycięstwo mnie pociąga i zdaję sobie sprawę, że drogą, która może do niego zbliżyć, to aktywny udział w grze. Nie potrafię wyobrazić sobie meczu bez gry na połowie rywala". Piękne słowa Marcelo Bielsy, według których Barcelona gra od od ponad dekady. Tutaj wiemy, że możemy wygrać na tysiąc różnych sposobów, z których każdy jest dobry. Ale tutaj wiemy też, że nigdy nie można wygrać i powtórzyć zwycięstwa w sposób, którego się nie czuje. Sposób, którego nie czują działacze, trenerzy, piłkarze, dziennikarze i ludzie, którzy co tydzień wierni przychodzą na stadion.
Sądzę, że obecni piłkarze Barcelony mają to w sobie. Pamiętają kim byli ich poprzednicy. Dzięki temu mają w sobie wiarę w zwycięstwo i gdy wygrywają grając w pewien sposób, w następnym meczu potrafią zagrać podobnie i wygrać. Dlatego ciężko jest grać czterema ludźmi w obronie, a nagle zagrać trzema i zagrać dobrze. I wygrać. I awansować do półfinału Copa del Rey.
Myślę, chociaż może się mylę, że ci piłkarze lubią porządkować swoje ustawienie na boisku z piłką w centrum, że atakują i bronią z piłką przy nodze. Rozumieją, że nie może być tak, że piłka jest gdzieś tam, a my tutaj. Czują, że zamiast biegać za piłką, można poczekać aż ta piłka trafi do nich. Czują, że żeby napastnicy strzelali spektakularne gole i pojawiali się na okładkach dzienników, potrzebują dobrych podań od pomocników, a ci z kolei potrzebują dobrych piłek od obrońców. Ja podaję tobie, a ty im. Ronaldinho wie, że jest z lepszy z Eto'o, tak jak Eto'o wie, że jest lepszym piłkarzem, kiedy gra z Ronaldinho. Mają swoje cechy charakterystyczne, ale grając razem są lepsi. W każdym momencie szukają wolnego kolegi i wiedzą, że lepiej, aby tym wolnym kolegą był Iniesta, a nie boczny obrońca. Wiedzą, że Xavi i Iniesta mogą grać razem. Bo czemu, do cholery, mieliby nie móc? Rozumieją, że tak jak w każdej dobrej grze drużynowej, rozpoczynając akcję na prawej flance, lepiej zakończyć ją na lewej stronie, a zagranie piłki do tyłu nie świadczy o strachu, a stanowi rozpoczęcie innej, lepszej akcji. Czują, że okazja do strzelenia bramki nadejdzie, a posiadanie piłki samo w sobie o niczym nie świadczy. Jest środkiem, w dążeniu do bramki. Czują, że lepiej jak do bocznych napastników piłka dociera ze środka pomocy, a nie z bocznych sektorów, i że kiedy gra trzech maluchów (Deco-Xavi-Iniesta), tak jak w Saragossie, wychowankowie muszą zająć się kontrolą gry, a Deco wykończeniem akcji. Czują, że jeśli muszą zagrać trójką w pomocy, to zagrają, ale muszą mieć wsparcie Oleguera i Puyola. Wiedzą też, że mają najlepszego piłkarza świata, albo prawie najlepszego, oraz najlepszego napastnika świata, albo prawie najlepszego. Wiedzą, że jeśli mówimy o tych najlepiej grających w piłkę - nie tych, którzy rozstrzygają losy meczu - powtarzam, tych, którzy potrafią grać w futbol, to mamy dwóch najlepszych pomocników świata. Ale wiedzą też, że tym wszystkim najlepszym albo prawie najlepszym, w innym otoczeniu ciężko byłoby się wybić. Oni to po prostu wiedzą. Albo tak czują.
Tak przynajmniej mi się wydaje.
Mimo tego, nawet oni czasami przegrywają. Przegrywają przez brak chęci, przez to, że nie dali z siebie wszystkiego albo dlatego, że ważniejsze są dla nich pieniądze. Może się także zdarzyć, że ostatnio dobrze i obficie sobie pojedli i już tacy głodni zwycięstw nie są. Tak, przegrywają także z tych powodów, tak jak wszystkie drużyny z całego świata. Jednak przegrywają też czasami dlatego, że Xavi czy Deco albo Iniesta zabierają piłkę obrońcom, chociaż może nie powinni byli tego robić. Albo dlatego, że akcja rozpoczęta na prawej flance, na prawej flance się kończy. Albo tego trzeciego w środku pomocy rzadko się wykorzystuje. Albo dlatego, że Ronaldinho musi przyjmować więcej piłek od Márqueza, a mniej od Sylvinho. Albo dlatego, że przejście z ataku do obrony jest teraz wolniejsze. Albo brakuje Eto'o. Nie znam więcej powodów dlaczego przegrywają! Ale zdarza się, że przegrywają. Nie tylko dlatego, że nie dają z siebie wszystkiego. Przegrywają z wielu innych powodów, o których wiedzą.
Jutro Barça przegra. Albo pojutrze Barça przegra. Każdy o tym wie. Każdy jednak wie również, że Barcelona od dłuższego czasu jest drużyną o rozpoznawalnym stylu gry. Drużyną unikalną.
Nawet nie wiecie jak mi się to podoba.
Kilka godzin przed meczem z Saragossą, Iniesta wysłał sms'a do mojego brata. Brat pokazał mi go. Andrés napisał: "Dream Team powraca. Gram!" Oni tak świetnie wykonują ten wspaniały zawód, ponieważ czują i wierzą w to co robią.
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości jak zagrają z Beatlesami*?
Awansują? Czy wrócą do domu z niczym? Pamiętajcie o słowach Bielsy.
* - Beatlesi to określenie FC Liverpoolu, ponieważ ten popularny w latach 60. zespół pochodzi z tego samego angielskiego miasta co klub.
[źródło: TotalBarca]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (21)