Laportyzm

ElPistolero

10 marca 2010, 12:07

29 komentarzy
Lada tydzień dobiegnie końca okres prezydentury Joana Laporty. Możemy chyba rozpocząć etap wystawiania ocen temu okresowi. Rozpocząć, bo wiem i wierzę, że długo w barcelonismo toczyły się będą dyskusje na temat modelu władzy, jaki sprawował Laporta.

Wiem, bo ma zarówno zwolenników jak i przeciwników, a żadna ze stron nie będzie milczała, wybory to najlepsza pora by forsować swe stanowisko i zostać usłyszanym.

Wierzę, ponieważ moim zdaniem dyskusja - podkreślam, dyskusja - jest najlepszym sposobem poszukiwania rozwiązań zapewniających klubowi postęp. Prawdopodobnie zaprezentowany przez Laportę styl znajdzie wielu zwolenników, ale i przeciwnicy w konstatującym tonie wypowiadać się będą o jego osiągnięciach. Albo raczej, wpadkach, potknięciach, błędnych decyzjach, rzekomym kumoterstwie czy nacjonalizmie. W prasie co rusz odnajdować będziemy wzmianki o rzekomych machlojkach El Presidente przeplatanych peanami na cześć Tego Który Zrealizował Projekt. Cóż, jak mawiał Schopenhauer - "[...] wśród setki ludzi znajdzie się może jeden, z którym warto podyskutować. Reszta niech mówi, co chce, bowiem desipere est juris gentium (ludzie mają prawo być głupimi)".

Racjonalizator

Gdyby przyszło mi ocenić jednym słowem ten okres, to powiedziałbym: racjonalizm..., ale w najlepszym tego słowa znaczeniu. I nie bez kozery nazwałem Laportę -Tym Który Zrealizował Projekt. Na każdym kroku bowiem, widać było podporządkowanie wyższemu celowi. Konsekwentne dążenie, krok po kroku, osiągając kolejne kamienie milowe by zrealizować postawione sobie cele. Jedyna różnica między marzycielem i człowiekiem, który stawia sobie cele, polega na dodaniu do marzenia terminu jego realizacji oraz praktycznego działania. I Laporta zdaje się hołdować tej myśli.
Laporta to rzadkie zjawisko w dzisiejszym futbolu. Jeśli jestem wstanie wskazać co najmniej kilku prezydentów znaczących klubów europejskich wywodzących się z biznesu to nie znalazłbym choćby trzech będących z wykształcenia prawnikami. Potraficie?

A to, że Joan Laporta jest prawnikiem zdeterminowało kilka kolejnych lat w działalności klubu. O ile biznesmeni wnoszą do klubów przedsiębiorczość, fantazję, element niepewności, by nie powiedzieć spekulacji, o tyle on na ich tle wydaje się być ulepionym z innej gliny. Racjonalny, nielubiący niepotrzebnego ryzyka, zdroworozsądkowy. Zupełnie nie przylegał do wizerunku sternika jednego z największych klubów w historii piłki nożnej, symbolu narodu i niezależności. Czy taka osoba potrafiłaby stworzyć coś jeszcze większego? Potrafiła.

Nie kryję. Jestem gorącym zwolennikiem modelu reprezentowanego przez Laportę. Moim zdaniem, pragmatyzm, umiejętność myślenia długofalowego, strategiczne zarządzanie czy otaczanie się zaufanymi ludźmi z potencjałem, to w dzisiejszym sporcie jedyna droga by stworzyć coś na miarę FC Barcelony. Klubu będącego dzisiaj ikoną, synonimem sukcesu.

Niemiej jednak, zdaję sobie sprawę, że prezydenturę tę można oceniać in plus i in minus. Jak do każdego kibica i do mnie docierają niepokojące głosy o wybuchających w Zarządzie aferach, poczynając od "przewrotu Rosella" po rzekomą inwigilację jego Członków. O niepolitycznych wypowiedziach Laporty dotyczących separatystycznych tendencji w Katalonii i o planach politycznych na przyszłość. O zarzutach, że piastowane stanowisko dewaluowane jest dla partykularnych potrzeb Prezydenta i Jego świty i o rzekomym sprzyjaniu zaprzyjaźnionym przedsiębiorcom. Nie rozgrzeszam go, jeśli coś pozostało niejasne to musi zostać wyjaśnione, ale póki co Laporta mówi sprawdzam i ma pokera! Klub przeżywa najlepszy okres w swojej historii, pod każdym względem. Po frustrującej prezydenturze Gasparta, Duma Katalonii jest na szczycie. I sportowo i finansowo, i wizerunkowo i społecznie. Co więcej idea Laporty rozlała się poza piłkę nożną, która jest tylko częścią tego sukcesu. Największą, ale tylko częścią. Nie można zapominać bowiem o innych sekcjach klubowych, w których również odnoszone są sukcesy. Nie można zapominać o roli, jaką pełni klub w katalońskim społeczeństwie, o identyfikacji z potrzebami innych, o podkreślanym na każdym kroku szacunku dla innych, o zaangażowaniu w ważne problemy społeczne.

Znak firmowy

Znakiem firmowym Laporty miały być transfery. Nie spektakularne, a udane. Choć obietnica sprowadzenia Davida Beckhama ocierała się raczej o tę pierwszą kategorię. Na szczęście się nie udało, bo na Camp Nou przybył "El Magico". Znany już szerszemu światu, za sprawą udanego turnieju w Korei i Japonii, grający w PSG, a więc do kupienia za relatywnie niewielkie pieniądze, ale ceniony za swe walory piłkarskie w futbolowych kręgach. Czyż przewrotnie transfer - znanego z trudnego charakteru - Ronaldinho do Barcelony nie okazał się później racjonalnym?

Zarząd dalej podążał ścieżką rozważnych zakupów. Szczególną uwagę skupiano na zawodnikach, o których wszyscy wiedzieli, że są nieprzeciętni, ale brakowało im statusu gwiazdy. Pozwoliło to na mariaż pomiędzy takimi zawodnikami jak Eto'o, Deco, Guily, Larsson, Van Bommel, Van Bronckhorst, Zambrotta a Barçą - klubem, który dawał im szansę na wkroczenie do piłkarskiej elity. Oczywiście, można się kłócić o to czy van Bommel zrealizował się w Barcelonie, czy Zambrotta grał tak jak od niego oczekiwano. Jednak, były to zakupy racjonalne, a klub w sezonie 2005/2006 osiągnął pierwszy szczyt formy. Laporta po raz pierwszy triumfował. Zasłużenie!

O dziwo, transfery te nie były tanie! W zasadzie chyba dwa spośród transferów bardzo udanych opiewały na niewielką kwotę: Piqué i Touré. Na większą nonszalancję przy doborze nazwisk pozwolił sobie Laporta dopiero przy zakupie Henry.

Wiara w projekt czy asekuracja?

W duchu laportyzmu postąpił też Laporta gdy dał Rijkardowi, aż dwa lata na odbudowę zespołu, który pogrążał się w rozkładzie od finału Ligi Mistrzów w Paryżu. Odnotować jednak trzeba, że w podjęciu tej decyzji "pomogła" mu olbrzymia sympatia i szacunek kibiców do Holendra oraz wiara w stabilizację i kontynuację projektu. Na zmianę trenera zdecydował się dopiero, gdy ostatecznie Camp Nou stanęło przeciwko piłkarzom i trenerowi. A może wcześniej bał się to uczynić w obawie przed gniewem socios?

Na giełdzie trenerskiej znajdowały się najróżniejsze nazwiska, z reguły związane z klubem Laudrup, Blanc, Koeman, ale schedę po Rijkardzie przejął Pep Guardiola. Aż trudno uwierzyć, że na pomysł, aby młody, niedoświadczony trener mógł pokierować Barçą wpadł sam Laporta. To się chyba jednak nie mieściło w jego wizji. I tu uwypuklił się kolejny talent Prezydenta. Umiejętność wpasowania swoich planów w oczekiwania barcelonismo. Niepoślednią rolę odegrał wówczas Johan Cruyff. Wszyscy wiemy jaką rolę pełni dzisiaj Boski Johan, który jest sumieniem i głosem barcelonismo. Jeśli nawet Ono czasem się z nim nie zgadzało to liczyło się z jego zdaniem. A Pep Guardiola był ulubieńcem Cruyffa. O taki wybór do Laporty nikt pretensji nie mógł mieć. Decyzja o zatrudnieniu była kwintesencją sposobu myślenia Laporty. Aby Barça stała się niemalże samowystarczalna. Poprzez La Masię dostarczać pierwszemu zespołowi około 60% kadry, a w dalszej przyszłości otoczyć szkółkę osobami, które będą przekazywały ideę Barçy kolejnym pokoleniom. Pierwszy zespół ma być docelowo uzupełniany w 15% znakomitymi piłkarzami, a w 5% crackami. Jakie efekty to przynosi? Chyba nie muszę przypominać.

Laporta zastał Barçę drewnianą...

...a zostawia murowaną, która notuje rok po roku wzrost przychodów. Dochody klubu w ciągu ostatnich 4 lat wzrosły o 75%. Laporta zostawia Barcelonę z przychodem za poprzedni rok w wysokości 366 mln euro, ze zreformowaną strukturą wewnętrzną, ze zracjonalizowanym systemem wynagradzania i z czymś więcej niż pieniądze, z nową filozofią gry opartą na wychowankach i ze stale rosnącą liczbą dumnych kibiców oraz spektakularnymi sukcesami.

Laporta wygenerował synergię w najczystszej postaci. Zadłużony, podupadający klub przy udziale wizji, zracjonalizowaniu i sprofesjonalizowaniu wszelkich aspektów biznesowych, podtrzymaniu tradycji i podsycaniu wiary we własne siły osiągnął to, czego nie udało się do tej pory osiągnąć nikomu innemu. Klub stał się namacalnym dowodem na sukces, sympatię, zachwyt, lojalność i szacunek. "Za Laporty" Barça wprowadziła do piłki nożnej nową jakość. Techniczne piękno gry poparte pracą, wiarą, chęcią...i sukcesami. Oby kolejne prezydentury dały nam tyle radości.

[źródło: własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (29)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy