Na tym świecie pewne są tylko śmierć, podatki i kolejna kontuzja Frenkiego de Jonga - można powiedzieć parafrazując Benjamina Franklina. Holender na tyle przyzwyczaił nas do swoich ciągłych nieobecności, że doskonale wiemy już jak wygląda drużyna bez niego. Sztab szkoleniowy ma już utarte rozwiązania i uważa, że nie potrzebuje nikogo na miejsce 29-latka.
Wielu fanów Barçy (w tym autor tego artykułu) najchętniej sprzedałoby Frenkiego do jednego z klubów Premier League, które od czasu do czasu wysyłają swoje zapytania. Niestety wielomiesięczna pauza spowodowana zerwaniem więzadeł krzyżowych absolutnie wyklucza jego odejście i należy po prostu pogodzić się z tym, że Holendra czeka w Barcelonie wielomiesięczne zwolnienie lekarskie.
Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że kontuzje De Jonga są czymś potwarzalnym i Hansi Flick zdążył już znaleźć odpowiednie rozwiązania taktyczne. Frenkie nie był przecież dostępny kiedy Niemiec obejmował fotel trenera Barcelony i dzięki temu doszło do eksplozji talentu Marca Bernala i Marca Casadó.
Oprócz wspomnianych młodzików (starszy z nich może opuścić wkrótce Barçę), klub ma do dyspozycji jeszcze Gaviego, Xaviego Esparta, Erica Garcíę i Christensena. Hansi Flick mógłby też cofnąć Fermína Lópeza lub Daniego Olmo, którzy zazwyczaj grają bardziej ofensywnie, pozostają jednak opcją awaryjną jako partnerzy dla Pedriego, którego miejsce w drużynie jest niepodważalne.
Najwyższym priorytetem pozostaje sprowadzenie nowej "9". Klub szuka również na rynku transferowym okazji na pozycji środkowego obrońcy. Linia pomocy jest najsilniej obsadzoną pozycją w klubie i na ten moment nie ma ani potrzeby ani wolnych środków, żeby dodatkowo ją wzmacniać.
Komentarze (25)