Od tygodni było wiadomo, że derby rozgrywane na stadionie Espanyolu będą meczem podwyższonego ryzyka. Kibice Papużek chcieli rzucać w Joana Garcíę szczurami, a przed samym meczem kierowali groźby w stronę bramkarza. Kiedy wszystko obróciło się przeciwko nim, części z nich puściły nerwy.
Joan García był naocznym świadkiem wydarzeń boiskowych z ubiegłego sezonu, kiedy piłkarze Hansiego Flicka zdobyli mistrzostwo na stadionie Los Pericos, w reakcji na co część ze zgromadzonej publiczności wbiegła na boisko chcąc pobić świętujących zawodników, co już wtedy kazało martwić się o stan ich psychiki.
Kiedy bramkarz przeszedł do Barçy stał się wielkim wrogiem fanatyków Espanyolu. Klub przed meczem musiał rozwieszać siatki za bramkami obawiając się, że któryś z ciśniętych przedmiotów zrobi mu krzywdę. Joan García udowodnił, że posiada nerwy z tytanu i został najlepszym piłkarzem spotkania kilka razy ratując Barcelonę. Na domiar złego (dla kibiców Papużek) w samej końcówce stracili dwie bramki i zostali z pustami rękami.
Kiedy Robert Lewandowski zamknął mecz strzelając drugiego gola podbiegł do trybun, z których natychmiat w jego stronę poleciały butelki. Zgromadzeni na stadionie fani nie poradzili sobie z tym, że ich ulubiony klub pomimo postawienia twardych warunków ponownie uległ przed odwiecznym rywalem, a bohaterem spotkania został znienawidzony przez nich "zdrajca". Tym słodsze jest to zwycięstwo dla sympatyków Barçy.
Komentarze (13)