"W Barcelonie pieniądze są ważniejsze niż zaufanie do młodych" - dlaczego Marc Cucurella nie zaistniał na Camp Nou?

Mateusz Doniec

25 listopada 2025, 11:00

55 komentarzy

Fot. Getty Images

Mecz Chelsea – Barcelona na Stamford Bridge (wtorek, 21:00) będzie dla Marca Cucurelli spotkaniem o szczególnym znaczeniu. Po raz siódmy zagra przeciwko klubowi, w którym spędził sześć lat szkolenia, przeszedł wszystkie szczeble i spełnił marzenie o debiucie w pierwszej drużynie. Mimo tego jego historia na Camp Nou nigdy nie rozwinęła się dalej, choć nie wynikało to ani z braku poziomu sportowego, ani z niewystarczającego charakteru. W momencie, gdy był gotowy do wejścia na najwyższy etap, pozycję lewego obrońcy w pełni zdominował Jordi Alba, będący wtedy w najlepszym okresie kariery i kluczowy dla funkcjonowania zespołu.

Cucurella trafił do La Masii latem 2012 roku z Espanyolu jako 14-latek. Rozpoczął od zespołu cadete B, z którym zdobył mistrzostwo, a następnie powtórzył ten sukces w kategorii cadete A. W kolejnych sezonach przechodził przez juvenil B i juvenil A, regularnie występował w młodzieżowych reprezentacjach Hiszpanii, a w kampanii 2016/17 zadebiutował w Barcelonie B w meczu z Hospitalet, szybko stając się podstawowym lewym obrońcą drużyny Gerarda Lópeza.

Latem 2017 roku klub nagrodził jego rozwój nowym kontraktem obowiązującym przez dwa sezony z opcją przedłużenia o kolejne dwa lata, a jego klauzula odstępnego wynosiła 12 milionów euro, później rosnąc do 30 milionów. 24 października 2017 roku Marc spełnił dziecięce marzenie i zadebiutował w pierwszej drużynie, pojawiając się w 83. minucie meczu Pucharu Króla przeciwko Realowi Murcia. Pisano wówczas: "Cucurella przykładem dla całej cantery". Był to jednak jego jedyny występ w barwach pierwszego zespołu Barcelony, ponieważ Ernesto Valverde nigdy nie włączył go do rotacji ani w lidze, ani w kolejnych rundach krajowego pucharu.

Zablokowana ścieżka i trudna decyzja

Sezon 2017/18 był pierwszym sygnałem, że Cucurella nie znajdzie w Barcelonie miejsca, mimo pozycji w rezerwach i wysokiej oceny trenerów młodzieżowych. Valverde traktował sprowadzonego rok wcześniej za 16,5 mln euro Lucasa Digne’a jako jedyne zabezpieczenie dla Jordiego Alby, a w momentach kryzysowych wolał przesuwać Sergiego Roberto na lewą stronę niż sięgnąć po zawodnika Barcelony B. Dla Cucurelli oznaczało to rok bez rozwoju w hierarchii pierwszego zespołu.

Kolejny sezon przyniósł jeszcze większe komplikacje, ponieważ Barcelona B spadła z Segunda División, a klub zdecydował, że w rezerwach w podstawowym składzie będzie grał Juan Miranda. Cucurella, który miał za sobą 36 meczów na poziomie drugiej ligi, regularne minuty oraz dobre statystyki, stanął przed realną groźbą zatrzymania kariery w miejscu.

Latem 2018 roku otrzymał interesujące propozycje z kilku zagranicznych klubów, ale wciąż pozostawał w zawieszeniu, czekając na decyzję dotycząca przyszłości Lucasa Digne’a. Gdy Francuz został sprzedany do Evertonu za około 20 milionów euro, wydawało się, że otwiera to dla wychowanka naturalną drogę do pierwszej drużyny, jednak Valverde nie zmienił podejścia. Cucurella brał udział w presezonie i tournée w Stanach Zjednoczonych, ale po niezbyt przekonujących występach pozostał formalnie zawodnikiem rezerw, bez jasnej gwarancji miejsca w kadrze ani perspektywy gry na poziomie LaLigi. Jeszcze w USA mówił:

Pozostaję spokojny. Jestem zawodnikiem Barcelony B i znalazłem się w pierwszej drużynie, aby zrobić co tylko w mojej mocy i pomóc kolegom. Będę grać jak tylko najlepiej potrafię i mam nadzieję, że wykorzystam tę szansę.

Niestety bez powodzenia.

Eibar - pierwszy krok poza domem

1 września 2018 roku Barcelona wypożyczyła Cucurellę do SD Eibar. Klub z Kraju Basków zapewnił sobie możliwość wykupu zawodnika za 2 miliony euro po zakończeniu sezonu. Z kolei na Camp Nou monopol na lewej stronie defensywy miał Jordi Alba, a jedyną naturalną alternatywą był Juan Miranda, który rozegrał w tamtym sezonie tylko cztery mecze w pierwszym zespole.

Cucurella przyznał później, że decyzję o odejściu podjął świadomie, widząc brak miejsca dla siebie w Barcelonie:

Byłem z pierwszym zespołem na tournée w Stanach Zjednoczonych, ale czułem, że nie będę miał szans na grę. Od początku lata mówiono mi o zainteresowaniu Eibaru i zawsze miałem je na uwadze. To była dobra opcja, żeby wciąż się rozwijać ze względu na sposób gry, idealnie pasujący do moich cech.

W Eibarze Cucurella stał się jednym z kluczowych graczy w systemie José Luisa Mendilibara, który wykorzystywał jego intensywność zarówno na lewej obronie, jak i wyżej, w roli skrzydłowego pracującego w pressingu. W listopadzie 2018 roku zanotował znakomity występ w meczu z Realem Madryt. Los Armeros sprawili ogromną sensację, pokonując Królewskich 3:0 po koncertowym występie. Trener José Luis Mendilibar zdecydował się wystawić Cucurellę na lewym skrzydle, a 20-latek odwdzięczył się za zaufanie, notując asystę przy golu Sergiego Enricha na 2:0 i pokazując, że może dobrze prezentować się także w bardziej ofensywnej roli.

Z kolei w ostatniej kolejce zagrał na Ipurua przeciwko swojemu macierzystemu klubowi, który już od kilku kolejek świętował mistrzostwo Hiszpanii. "Cucu" uczcił ten wyjątkowy dla siebie mecz golem na 1:0 w 20. minucie spotkania. Celebracja również była szczególna - kilka tygodni wcześniej dowiedział się, że zostanie ojcem.

W kampanii 2018/19 rozegrał 31 meczów w Primera División i był jednym z najważniejszych elementów zespołu. Po sezonie Eibar wykupił go zgodnie z klauzulą, ale Barcelona po zaledwie kilkunastu dniach skorzystała z opcji odkupu za 4 miliony euro. Nie towarzyszył temu jednak zamiar włączenia go do kadry pierwszej drużyny - już w lipcu 2019 roku klub rozpoczął rozmowy nad kolejnym wypożyczeniem.

Rozwój w Getafe

18 lipca 2019 roku Barcelona wypożyczyła Cucurellę do Getafe, zapewniając klubowi z Madrytu opcję wykupu za 6 milionów euro oraz zachowując 40% udziału w przyszłym transferze. W lutym 2020 roku, przed meczem na Camp Nou, Cucurella jasno mówił o swojej ocenie sposobu, w jaki Barcelona traktowała wychowanków:

Myślę, że w Barcelonie, która jest wielkim klubem, najważniejsze jest wygrywanie. Nadal nie ma się tam takiej cierpliwości, jaką się miało wcześniej. Wychowankom, do których należę, nie dają szans, na które zasłużyli. Jest mi przykro, ponieważ spodziewałem się, że będzie większa wiara w canterę.

W sezonie 2019/20 Cucurella rozegrał 46 spotkań w drużynie José Bordalása, notując sześć asyst. Po zakończeniu wypożyczenia Getafe chciało skorzystać z opcji wykupu, lecz ostatecznie warunki transakcji zmieniono - 30 czerwca 2020 roku klub zapłacił Barcelonie 10 milionów euro, a udział Blaugrany w przyszłej sprzedaży spadł do 10%. W październiku udzielił wywiadu, w którym padly mocne słowa:

Uważam, że przyczyną [mojego odejścia] były przede wszystkim pieniądze, które są ważniejsze niż zaufanie do młodych. Wszystko robi się z potrzeby, z powodu wydatków i strat, które ma klub.

W sezonie 2020/21 Cucurella rozegrał 39 meczów dla Getafe, strzelając trzy gole i notując dwie asysty. 8 czerwca 2021 roku 22-letni Marc zadebiutował dorosłej reprezentacji Hiszpanii w towarzyskim meczu z Litwą (4:0) w bezprecedensowych okolicznościach. Kilka dni wcześniej u Sergio Busquetsa wykryto koronawirusa, a zgodnie z obowiązującymi wtedy protokołami cała przygotowująca się do mistrzostw Europy pierwsza kadra musiała przejść izolację i nie mogła pojawić się na boisku. Hiszpańska federacja zdecydowała jednak, że nie odwoła meczu, tylko wystawi reprezentację do lat 21, którą prowadził Luis de la Fuente. Mecz został zgłoszony do FIFA jako oficjalne spotkanie seniorskie, dlatego wszyscy zawodnicy obecni na murawie otrzymali pełnoprawne debiuty w pierwszej reprezentacji, w tym również Jorge Cuenca, Óscar Mingueza czy Juan Miranda, który strzelił nawet wtedy gola. Na ławce pozostał Iñaki Peña.

Cucurella wyszedł w podstawowym składzie i pełnił funkcję kapitana, co wynikało z hierarchii w drużynie młodzieżowej oraz zaufania selekcjonera U-21. Na kolejny mecz w kadrze musiał czekać jednak aż do marca 2024 roku, gdy La Roja zagrała na Bernabéu towarzysko z Brazylią (3:3). Od tamtej pory gra już niemal wszystko u Luisa De la Fuente, stając się mistrzem Europy.

Eksplozja kariery w Anglii

31 sierpnia 2021 roku Cucurella trafił do Brighton za 18 milionów euro. Zgodnie ze wspomnianą wcześniej zmianą w umowie sprzedaży do Getafe, Barcelonie należało się jedynie 1,8 mln euro w ramach kolejnej sprzedaży, a nie  7,2 mln. W Premier League "Cucu" występował zarówno na lewej obronie, jak i jako wahadłowy oraz półlewy stoper w systemie trójki defensorów, co znacząco podniosło jego wartość.

Po zaledwie jednym sezonie, 5 sierpnia 2022 roku, został sprzedany do Chelsea za 65,3 miliona euro, co uczyniło go jednym z najdroższych lewych obrońców w historii - droższy był tylko Lucas Hernández, którego w 2019 roku wykupił z PSG za 80 mln euro Bayern Monachium. Chichot losu: To właśnie jego przybycie na Stamford Bridge "odblokowało" przejście... Marcosa Alonso do Barcelony.

Cucurella rozegrał dla londyńskiego klubu 130 spotkań, strzelił 8 goli, zanotował 11 asyst, wygrał Ligę Konferencji (2024/25) i Klubowe Mistrzostwo Świata (2025). W czerwcu 2024 roku, pytany o ewentualny powrót do Barcelony, odpowiedział:

W tej chwili nawet o tym nie myślę, nie przychodzi mi to nawet do głowy. Myślę, że to już minęło. Jestem szczęśliwy i moja rodzina jest bardzo szczęśliwa. Skupiam się bardziej na drużynie narodowej i cieszeniu się chwilą.

Cucurella podkreślał więc, że etap barceloński jest dla niego zamknięty, a dalszy rozwój znalazł poza Camp Nou. Jego droga pokazuje też, jak bardzo zmieniła się percepcja zawodnika, który w Barcelonie miał na koncie tylko jeden oficjalny występ, a kilka lat później stał się etatowym reprezentantem Hiszpanii i jednym z najdroższych obrońców w Europie. Dla samego piłkarza najważniejsze okazały się minuty i zaufanie, które otrzymał dopiero poza klubem, w którym się wychował - i które pozwoliły mu wejść na poziom, jakiego w Katalonii nigdy nie mógłby osiągnąć.

Czy Cucurella został niesprawiedliwie potraktowany przez Barcelonę?

Kariera Marca Cucurelli w Barcelonie pokazuje coś bardziej złożonego niż prostą historię niewykorzystanego talentu. Gdy wychowanek La Masii był gotowy, by wejść do pierwszego zespołu, pozycję lewego obrońcy w pełni zmonopolizował Jordi Alba – w tamtym okresie nie tylko pewniak do gry, ale jeden z najlepszych bocznych defensorów na świecie i zapewne najlepszy w historii Barcelony na tej pozycji. W latach 2017-2019 rozkwitała jego współpraca z Leo Messim, która była jednym z najgroźniejszych elementów gry drużyny. W praktyce oznaczało to, że realna przestrzeń dla zmiennika była minimalna, a szansa na przebicie się młodego obrońcy – bliska zeru. W tym sensie Cucurella miał po prostu pecha pokoleniowego, trafiając na moment, w którym Barça nie tylko nie rotowała na lewej stronie, ale wręcz nie mogła sobie pozwolić na żadne eksperymenty.

Nie przekreśla to jego słów o braku zaufania do młodych, ponieważ w tym samym czasie inni wychowankowie – jak Sergi Palencia, Juan Miranda czy Monchu – również odchodzili bez realnej szansy, podczas gdy klub sprowadzał wynalazki pokroju Matheusa Fernándeza, Moussy Wagué, Martína Braithwaite'a, Kevina Prince'a-Boatenga czy Juniora Firpo. Problem był systemowy, choć w jego przypadku decyzje klubu nakładały się na obiektywny kontekst sportowy. Trudno też założyć, że Cucurella zgodziłby się na wieloletnie wypożyczenia aż do momentu, gdy Alba zaczął schodzić ze sceny. Pojawia się też pytanie czysto hipotetyczne: co stałoby się z Alejandro Balde, gdyby to Cucurella został w klubie? Czy młodszy z nich otrzymałby szansę, którą dziś wykorzystuje? Czy rywalizacja zakończyłaby się inaczej? Na te kwestie nie ma odpowiedzi, a same rozważania pokazują, jak bardzo zależne od czasu i okoliczności bywa wejście wychowanka na najwyższy poziom.

Finalnie historia potoczyła się korzystnie dla wszystkich stron. Barcelona wycisnęła maksimum z najlepszych lat Jordiego Alby i ma dziś naturalnego następcę w postaci Balde, który rozwija się bez presji porównań i z jasno wyznaczoną ścieżką. Cucurella natomiast zbudował karierę poza Camp Nou, grając regularnie w Eibarze, Getafe, Brighton i Chelsea, został mistrzem Europy oraz Klubowym Mistrzem Świata, a w Barcelonie pozostał wspomnieniem niespełnionego projektu, który w innych warunkach mógłby wyglądać inaczej. To jedna z tych historii, w których nikt nie przegrał, choć pewna zadra pozostaje.

Nowy kontekst

Choć Cucurella zagrał przeciwko Barcelonie już sześć razy - z bilansem jednej wygranej, jednego remisu i czterech porażek - były to spotkania w barwach Eibaru i Getafe, rozegrane gdzieś na marginesie wielkich historii. Teraz po raz pierwszy stanie naprzeciw niej w hitowym starciu Ligi Mistrzów jako ważny zawodnik Chelsea i reprezentant Hiszpanii z ustaloną pozycją. To zupełnie inny kontekst niż wtedy, gdy wbiegał na Ipurua czy Coliseum, a Barcelona była tylko pępowiną, którą musiał przeciąć. We wtorek nie chodzi więc o statystyki ani bilans - bardziej o moment, w którym obie strony zobaczą się w rolach, których kiedyś nikt nie przewidywał.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (55)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy