Przypominamy zasady, którymi kierujemy się podczas wystawiania ocen, zawarte w regulaminie oceniania zawodników. Pamiętajcie, że jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości lub uwagi związane z artykułem i zamierzacie zadać pytanie w komentarzu, zajrzyjcie uprzednio do działu FAQ – bardzo możliwe, że znajdziecie tam gotową odpowiedź. Życzymy owocnego zapoznawania się z tekstem oraz zachęcamy do pozostawiania komentarzy.
Oceniający: Marcin Włodarczyk (@Peciak)
Ocena trenera: Hansi Flick - 6.0
Spadek jakości gry obronnej jest widoczny od dawna, a remedium brak. Nie pomagają rotacje bramkarzami, nie pomógł powrót do składu Ronalda Araujo, nie pomaga dobra forma ofensywna Koundé i Balde. Barcelona gra bardzo nieregularnie, dalej nie wykorzystuje wielu klarownych okazji, a za to traci bardzo łatwe bramki. Skład na papierze najmocniejszy, ale nie przełożyło się to na rozegranie kompletnego, spokojnego meczu. Liczne błędy indywidualne nie są w pełni odpowiedzialnością trenera, ale kiedy jest to powtarzalne, a poprawy nie widać może nam się zapalić lampka ostrzegawcza. Flickowi i drużynie pomogły zmiany, kluczową bramkę strzelił Eric, a ostatnią asystę zaliczył Ferran, dlatego tutaj plus dla szkoleniowca. Debata nad bramkarzami powinna zostać rozstrzygnięta, bo nie służy to stabilizacji drużyny, a sam Niemiec i jego asystenci swoim niezdecydowaniem wpływają na postawę obu, a co za tym idzie całej drużyny. Ostatecznie udało się w niesamowitych okolicznościach dopisać kolejne 3 pkt, zapewnić awans do ⅛ finału oraz zasilić pustą klubową kasę (mam nadzieję, że Laporta nie przeprowadzi ze mną rozmowy dyscyplinarnej po tych słowach).
Ocena sędziego: Danny Makkelie: 6.0
Arbiter dobrze znany wszystkim sympatykom futbolu miał ciężki i niewdzięczny mecz do prowadzenia. Wydarzeniami trudnymi do oceny można by obdzielić zapewne kilka spotkań, tymczasem Holender musiał się z nimi wszystkimi mierzyć w ciągu raptem 90 minut meczu i radził sobie ze zmiennym szczęściem. Nie był zbyt skory do napominania uczestników zawodów żółtymi kartkami, a w mojej ocenie powinien to zrobić w co najmniej dwóch, a może i więcej sytuacjach. Chodzi o ostre i niebezpieczne stemple na stopach zawodników Barcelony, jak chociażby to przy pierwszym rzucie karnym dla Barcelony. Dobrze rozpoznawał grę niedozwoloną oraz zbyt ostrą Casadó czy Otamendiego. Rozróżniał czyste ataki na piłkę od tych przez nogi i był zawsze bardzo dobrze ustawiony, co miało kluczowe znaczenie w końcówce spotkania. Komunikacja z VARem tym razem działała i sędziowie słusznie przyznali Barcelonie pierwszy rzut karny. Takie szybkie sytuacje są trudne do wychwycenia w trakcie meczu.
Pierwsza kontrowersja pojawiła się dość szybko, spóźniony Szczęsny nie zagrywa piłki, a przeskakujący nad nim napastnik nie zdołał uniknąć kontaktu. Sędzia nie ma wątpliwości w przeciwieństwie do wielu kibiców. Ostatecznie była to bardzo dobra decyzja, której zasadność trudno było dostrzec bez kilku powtórek, tym bardziej brawa dla sędziego, że gwizdnął to w pierwsze tempo. Kolejnym wydarzeniem wartym odnotowania był drugi rzut karny dla Barcelony. Sędzia był ustawiony perfekcyjnie i zdecydował się ponownie na szybki gwizdek, a zawodnicy gospodarzy przesadnie nie protestowali. Sam winowajca zdawał sobie sprawę z pociągnięcia Yamala za ramię, ale czy w dobie fizycznego futbolu możemy uznawać, że takie kontakty powinny skutkować rzutami karnymi? Była to bardzo miękka jedenastka i większość sędziów nakazałaby grać dalej i mi również zdecydowanie bliżej do takiej decyzji. Nie można jednak mówić, że był to karny z niczego lub bez podstaw. Ostatni spór kibicowski dotyczył wydarzeń z końcówki, kiedy w polu karnym Barcelony Fermín zdawał się popychać rywala. Sędzia swoim perfekcyjnym (podkreślam to po raz kolejny) ustawieniem pozwolił sobie na samodzielną ocenę tego starcia. Uznał, że kontakt był niewystarczający do podyktowania rzutu karnego, a ręce na plecach zawodnika Benfiki nie powodują jego upadku. W dynamicznym ujęciu kontakt ten jest widoczny, ale również przesadzony, a napastnik zastawiając piłkę przyjął niestabilną pozycję przy równoczesnym nadepnięciu Fermína. VAR ma korygować sytuacje ewidentne lub takie, których sędzia sam nie był w stanie dostrzec. Tutaj Danny Makkeile nie miał specjalnych wątpliwości i w mojej ocenie prawidłowo ocenił tę sytuację. Biorąc jednak pod uwagę kryteria intensywności przewinienia na Yamalu można było oczekiwać, że i ta sytuacja zostanie rozstrzygnięta rzutem karnym. Ostatecznie można wytknąć sędziemu pewną niekonsekwencję, za co spory minus. Mi bliżej jest do decyzji o braku obu rzutów karnych, które jednak w obu przypadkach mogły zostać podyktowane przy innym, bardziej “miękkim” arbitrze. Nie można jednak mówić tutaj o wyraźnym błędzie, dlatego do obu sytuacji ostatecznie VAR się nie wtrącał. Końcówka to małe zamieszanie na ławce gospodarzy, którą sędzia rozwiązał czerwoną kartką po czym zakończył ten szalony mecz.
Ostatecznie pomimo kilku “szarych” sytuacji z rozstrzygnięciem większości się zgadzam. Brakuje jednak ujednolicenia i jasnych wytycznych, przez to przy różnych sędziach możemy mieć skrajnie różne decyzje i kibice mają prawo mieć inne zdanie, które niekoniecznie musi być złe. W Lidze Mistrzów poziom sędziowania jest i tak o niebo lepszy od La Ligi.
Komentarze (82)