Przypominamy zasady, którymi kierujemy się podczas wystawiania ocen, zawarte w regulaminie oceniania zawodników. Pamiętajcie, że jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości lub uwagi związane z artykułem i zamierzacie zadać pytanie w komentarzu, zajrzyjcie uprzednio do działu FAQ – bardzo możliwe, że znajdziecie tam gotową odpowiedź. Życzymy owocnego zapoznawania się z tekstem oraz zachęcamy do pozostawiania komentarzy.
Oceniający: Marcin Włodarczyk (@Peciak)
Ocena trenera: Hansi Flick - 9.0
Plan na mecz z Bayernem nie różnił się zbytnio od planu na poprzednie spotkania w tym sezonie. Kibice i eksperci obawiali się o szybkość i jakość Niemców w ataku, a gra z tak wysoko ustawioną linią obrony i liczenie korzystny wynik miało być szaleństwo. Dobrze, że trener ich nie słuchał. Wysoko ustawiona linia defensywy, mnóstwo skoków pressingowych oraz bieganie, bieganie i jeszcze raz bieganie. To rywale mają się dostosowywać do nas, a nie odwrotnie. Za co można niewątpliwie pochwalić drużynę, to niezachwiana wiara we własne umiejętności przez cały pojedynek. Flick idealnie trafił z Fermínem w podstawowym składzie, który pomimo małego udziału w grze, asystował przy pierwszych dwóch trafieniach. Decyzja o postawieniu na Iñakiego Penę również się obroniła, a Hiszpan utrzymał drużynę na prowadzeniu w momencie, kiedy to goście nieustannie atakowali. Wszystkie nasze celne strzały znalazły drogę do bramki, a wiemy jak ważna jest skuteczność w meczach na najwyższym poziomie. Cień na obraz tego pojedynku rzuca fragment 20 minut tuż po strzelonym szybko golu, gdzie wydawało się, że Barcelona kompletnie nie umie sobie poradzić z grą Bawarczyków. Wówczas w grze pomijano całkowicie linię pomocy, a Pedri do spółki z Casadó nie utrzymywali się dłużej przy piłce. Drużyna potrafiła wycierpieć swoje, będąc konsekwentną i solidną. Zmiany również były trafione i wynikały z chęci utrzymania intensywności w końcówce. Olmo wniósł spokój i kilka znakomitych podań, a Pau Victor nieustannie pressował. To wszystko przy rekordowo niskiej średniej wieku oraz rekordowej liczbie przebiegniętych kilometrach, bez nowych urazów. Skala trudności tego meczu, połączona z niechlubną historią z tym rywalem składa się na bardzo wysoką notę dla trenera i całego sztabu.
Ocena sędziego: Slavko Vinčić - 8.0
Slavko Vinčić i jego asystenci nie kojarzyli się dobrze kibicom Barcelony i obsadzenie tego sędziego w kolejnym trudnym meczu w Lidze Mistrzów budziło obawy. Tym razem jednak Słoweniec zaprezentował się bardzo dobrze. Od początku postawił wyraźne granice w walce w starciach fizycznych i poza gwizdnięciem niezrozumiałego faulu w ataku Koundé na Comanie, trzymał się tych standardów cały mecz. Spotkanie było prowadzone w szalonym tempie, z wieloma długimi podaniami, ale arbiter dobrze wyglądał pod względem kondycyjnym i nie miałem wrażenia, że nie nadąża za zawodnikami. Wręcz przeciwnie, był blisko akcji i był dobrze ustawiony, żeby rozstrzygać wszystkie sporne kwestie samemu. Obie żółte kartki pokazane w tym spotkaniu były podręcznikowe i słuszne, Kimmich otrzymał napomnienie za przerwanie korzystnej akcji, a Goretzka za nierozważny atak w walce o piłkę.
W meczu oczywiście nie zabrakło małych kontrowersji, które postaram się opisać ze swojej
perspektywy byłego sędziego.
1. Potencjalny faul Fermína na Kimie przed drugą bramką. Zdania w tej kwestii są podzielone, widać wyraźny kontakt między przedramieniem Hiszpana, a plecami Koreańczyka, szykującego się do wyskoku do piłki. W takich sytuacjach nawet najmniejsze popchnięcie wytrąca z równowagi i były tutaj podstawy do odgwizdania faulu. Wydaje się jednak, że Fermín nie wykonuje popchnięcia, a jeżeli już, to jest ono minimalne, zdecydowanie zbyt słabe, żeby uznać je za grę niedozwoloną. Takie starcia są częścią normalnej gry. Sytuację dobrze widział asystent sędziego i nie zdecydował się na sygnalizację, a VAR, na którym pracowali polscy sędziowie, słusznie nie zdecydowali się na wezwanie głównego do monitora, gdyż nie był to poważny, rażący błąd. Ciężko byłoby uznać to za faul, kiedy mieliśmy już tej edycji LM taką sytuację, nie zakończoną interwencją VARu, ani gwizdkiem:
2. Potencjalna druga żółta kartka dla Kimmicha. Pod koniec pierwszej połowy miała miejsce ponowna próba przerwania korzystnej akcji przez Niemca poprzez trzymanie Fermína. Hiszpan jednak utrzymał się przy piłce z tym, że musiał zmienić kierunek biegu i utracić całą dynamikę. Sędzia zdecydował się na puszczenie gry z wątpliwą korzyścią dla Barcelony. Gdyby López upadł lub ostentacyjnie się zatrzymał, byłyby solidne podstawy do wykluczenia Joshuy z tego meczu. Przy takim rozwoju tej akcji nie ma jednak mowy o drugim napomnieniu Niemca, a tym samym błędu sędziego.
3. Potencjalny rzut karny po faulu na Yamalu. Mowa o sytuacji z drugiej połowy, kiedy
Hiszpan zastawiając piłkę w rogu pola karnego, zostaje powalony na ziemię. Powtórki pokazały kontakt między nogami obrońcy, a nogami Hiszpana, ale był on na tyle znikomy, że w mojej ocenie nie kwalifikował się do faulu.
Uważam, że wszystkie kontrowersje zostały ocenione prawidłowo i to do tego z boiska,
bez pomocy VARu, co obecnie jest dość rzadko spotykane. Reszta meczu nie obfitowała w trudne do rozstrzygania sytuacje, poza spalonymi. Dwie wysoko ustawione linie z pewnością
stanowiły problem dla asystentów. Poza pierwszym, początkowo uznanym golem Kane’a
(który był na spalonym dosłownie o czubek buta) wszystkie decyzje były poprawne, co nie zdarza się często. Z pomniejszych błędów przychodzi mi do głowy jedynie wspomniany wcześniej niesłusznie gwizdnięty faul w ataku Koundé, oraz przewinienie Casadó na Harrym, po czystym odbiorze. Nie dopatrzyłem się tam faulu. Ogólny obraz sędziowania w
Europie w porównaniu z ligą hiszpańską jest diametralnie różny, stąd też diametralnie różne
oceny ich pracy.
Komentarze (41)