Czy z Tygryska będzie tygrys?

Michał Gajdek

13 maja 2024, 14:43

59 komentarzy

Fot. Getty Images

Wczorajszy hat-trick Roberta Lewandowskiego oznacza włączenie się przez niego do walki o tytuł pichichi LaLigi. To zaś najpewniej spowoduje, że nawet jeżeli drużynie uda się zapewnić wicemistrzostwo Hiszpanii, to aż do końca sezonu na boisku będziemy oglądać właśnie doświadczonego Polaka, a nie sprowadzonego w zimę Vitora Roque. Dodając do tego fakt pozostania Xaviego na ławce trenerskiej, trudno nie odnieść wrażenia, że najbliższa przyszłość Brazylijczyka jest niepewna, czego dowodzą pojawiające się informacje o możliwym wypożyczeniu.

Na wstępie chciałbym podkreślić jedną rzecz – ten artykuł nie jest krytyką Vitora Roque. Uważam, że 310 minut, podczas których zobaczyliśmy Tigrinho na boisku to zdecydowanie zbyt mała próba, żeby ocenić jego rzeczywisty potencjał i przydatność dla drużyny, zwłaszcza, że w sporej mierze nie grał on jako środkowy napastnik.

Tym niemniej, w zarządzaniu jego transferem, a później podejściem do jego pierwszych miesięcy w klubie, ogniskują się niemal wszystkie problemy trapiące obecnie FC Barcelonę. Rozbierzmy zatem tę operację na czynniki pierwsze.

Grzech pierwszy - działanie pod wpływem impulsu 

Warto przypomnieć, że świeżo upieczony dyrektor sportowy Barcelony, Deco, zeszłego lata pilotował dwa transfery wonderkidów – właśnie Roque oraz Ardy Gülera. Ostatecznie Brazylijczyk trafił do Barçy, gdy tylko okazało się, że Turek po emocjonującej sadze wylądował w Madrycie. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że operacja sprowadzenia Roque została przyspieszona, by „wyjść z twarzą” i pokazać skuteczność na rynku transferowym. Swoją rolę odegrała pewnie także chęć próby otwarcia kolejnego frontu medialnej walki barcelońsko-madryckiej i zapewnienie przeciwwagi dla sprowadzonego przez Real Endricka. 

Rzecz jasna, to tylko domysły, ale trudno mi inaczej wytłumaczyć transfer Roque właśnie w tym momencie. Wbrew bowiem temu, co mogliśmy zaobserwować podczas jego nielicznych występów w barwach Blaugrany, Brazylijczyk posiada jedną naturalną pozycję na boisku – to typowa dziewiątka. Powstaje zatem pytanie, czy wzmocnienie właśnie tej pozycji było kluczowe w aktualnej sytuacji finansowej FC Barcelony, która podczas zeszłego okienka transferowego wydała zaledwie 3.4 mln euro? Warto pamiętać, że Brazylijczyk został kupiony, gdy Robert Lewandowski dopiero co zdobywał tytuł króla strzelców LaLigi i miał jeszcze dwa lata kontraktu z klubem (z opcją przedłużenia na kolejny rok), a do roli jego zmiennika był już szykowany Ferran Torres. Ba, nim jeszcze Roque postawił stopę w Europie, okazało się, że Barça dysponuje również młodą dziewiątką made in La Masia w osobie Marca Guiu. 

Sami sobie zresztą szczerze odpowiedzcie na pytanie: czy rok temu uważaliście, że najbardziej palącą potrzebą FC Barcelony jest sprowadzenie rezerwowej 9-tki?

Grzech drugi - niejasne motywacje 

Powyższe bezpośrednio łączy się z kolejnym wątkiem: nikt nie wie, ile tak naprawdę będzie kosztował FC Barcelonę Vitor Roque. Wiemy jedynie tyle, że znaczna część kwoty transferowej ma trafić do Athletico Paranaense dopiero wskutek zaistnienia określonych wydarzeń, które aktywują kolejne zmienne. Nie mamy jednak pojęcia, jakie to wydarzenia, a w związku z tym, nie możemy ocenić, na ile są one prawdopodobne. Do tego należy dopisać klasyczne dla transferów z Brazylii kwestie poboczne, takie jak podatki czy wynagrodzenie agentów.

No właśnie, agenci. Nie ulega wątpliwości, że nawet stała kwota odstępnego za transfer Roque (30 milionów euro) jest obecnie bardzo znacząca dla oglądającej każdy grosz FC Barcelony. Wybaczcie podejrzliwość, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że spore znaczenie w tej operacji odegrał jego reprezentant. Andre Cury, bo to on pełni funkcję agenta Roque, jest w biurach Barcelony doskonale znany – i owszem, może kojarzyć się z dwoma geniuszami, ale jego przeważająca działalność na przestrzeni lat to sprowadzanie do stolicy Katalonii tabunów przeciętniaków, którzy trafiali do Barcelony najpewniej z powodów innych niż sportowe. 

Cury w pewnym momencie był nawet etatowym pracownikiem klubu, pełniącym rolę skauta na rynek brazylijski. Ostatecznie wyleciał z posady z hukiem, by jednak zeszłego roku triumfalnie powrócić frontowymi drzwiami wraz ze swoim najnowszym klientem.  Czy aby na pewno to właśnie z nim klub powinien robić najbardziej intrantne interesy?

Grzech trzeci - improwizacja

Tak czy owak – stało się. Vitor Roque został piłkarzem FC Barcelony. Z telenoweli transferowej płynnie przeszliśmy do serialu dotyczącego terminu jego przejścia do klubu. W oficjalnym komunikacie Barça poinformowała, że Brazylijczyk dołączy do zespołu latem 2024 roku. Nie brakowało jednak informacji, że jego przenosiny do Europy nastąpią szybciej, czyli już podczas zimowego okienka transferowego... a jego agent dawał wręcz do zrozumienia, że Blaugrana może wzmocnić swój skład jeszcze w lecie 2023 roku.

Ostatecznie Roque zeszłą jesień spędził w Brazylii, a jego rozwój został zahamowany przez uraz. Ktoś powie – „nie można było tego przewidzieć”. Jasne, młody napastnik kontuzji mógł doznać wszędzie, choć przecież powszechnie wiadomo, że poziom boiskowej brutalności w Kraju Kawy wykracza ponad ten w Europie.

Zostawmy jednak ten poboczny wątek. Jak wiemy, ostatecznie Brazylijczyk zameldował się w Barcelonie w zimowym okienku transferowym, jednak zrobił to wyłącznie … przez uraz. Tym razem nie swój, a przyszłego kolegi z drużyny, Gaviego. Należy bowiem pamiętać, że Roque póki co został w LaLidze zarejestrowany wyłącznie tymczasowo, wskutek długotrwałej kontuzji młodego Hiszpana. Trudno zaś przecież zakładać, że taki był od początku plan klubu, prawda? Jaka była więc alternatywna koncepcja zarejestrowania Brazylijczyka do rozgrywek podczas zimowego okienka transferowego?

Grzech czwarty - pompowanie oczekiwań

Mało wyświechtanych zwrotów drażni mnie tak jak „pompowanie balonika”. Często zdarza się bowiem, że używający tego argumentu mają specyficzne wyobrażenie, że gdy jakiś kibic na La Rambli pochwali zawodnika FC Barcelony, to ten tak obrośnie w piórka, że przestanie się koncentrować na grze w piłkę. 

Co innego jednak, gdy oczekiwania w stosunku do zawodnika buduje sam klub. Sprowadzenie Vitora Roque w zimę niewątpliwie nastąpiło z pompą: wirtualny tygrys ryczał na murawie Stadionu Olimpijskiego, prawdziwy Tigrinho zaliczał objazdówkę po Barcelonie w towarzystwie kamer, a kibice dostali kod zniżkowy na bilety, żeby oglądać jego pierwsze występy. Ba, Brazylijczyk dorobił się swojej przyśpiewki nim jeszcze po raz pierwszy wyszedł na murawę.

Czy aby tego naprawdę potrzebował wyraźnie nieśmiały nastolatek, świeżo po gigantycznych zmianach życiowych (przeprowadzka na inny kontynent wraz z nowo poślubioną małżonką i w oczekiwaniu na potomka)?

Grzech piąty - brak stworzenia warunków do rozwoju

Co ciekawe, w Barcelonie często zdarza się, że im wyższe w stosunku do piłkarza oczekiwania, tym krótszy dostaje on czas na ich spełnienie. Roque na chwilę obecną zagrał w Barcelonie nieco ponad 300 minut, z czego sporą część poza swoją nominalną pozycją. Już teraz jednak pojawiają się informacje o jego możliwym wypożyczeniu, w związku z tym, że nie liczy na niego trener. Xavi Hernández dość wyraźnie dał do zrozumienia, że przynajmniej na obecnym etapie doskonale może obejść się bez Brazylijczyka… a przecież przyspieszenie jego sprowadzenia zablokowało inne planowane ruchy, jak choćby wzmocnienie linii pomocy, która w najważniejszym momencie sezonu okazała się dziurawa. 

Oczywiście, za informacjami o możliwym wypożyczeniu Roque kryje się drugie dno – klubu może po prostu nie być stać na jego zarejestrowanie na kolejny sezon. Przyjmując za podstawę nawet tylko kwotę stałą transferu i dodając do tego skromną pensję, „zajmuje on” w FFP co najmniej 12 milionów euro na sezon. Aby taką kwotę zwolnić, Barça musiałaby – w uproszczeniu – dokonać oszczędności na poziomie 30 milionów euro.

Ale przecież zarząd Blaugrany z pewnością się na tę sytuację przygotował, specjalnie planując przyjście Roque z rocznym wyprzedzeniem, prawda? Prawda...? 

Czy z Tygryska będzie tygrys?

Kupić wonderkida za znaczną sumę jest łatwo (o ile, oczywiście, masz pieniądze). Fani będą podekscytowani, a ty pokażesz, jaki skuteczny jesteś na rynku transferowym. O wiele trudniej jednak przeprowadzić właściwie cały proces: począwszy od identyfikacji realnych potrzeb drużyny, przez właściwy skauting, aż po konkretny plan wdrożenia młodego zawodnika do zespołu. Bez tego piłkarz najpewniej przepadnie, a winny temu w powszechnej świadomości będzie on sam lub, co najwyżej, niedający mu minut trener.

Wracamy zatem do punktu wyjścia – ten artykuł nie jest oceną potencjału sportowego Vitora Roque. Mam nadzieję, że z naszego Tygryska wyrośnie jeszcze okazały tygrys, postrach hiszpańskich i europejskich boisk. Na razie jednak, operacja jego sprowadzenia przypomina wybranie się na polowanie z zacinającym się karabinem i bez rozeznania terenu – może jakoś to będzie… a może skończymy w jego szponach.   

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Do całości artykułu dodałbym jeszcze problem wizerunkowy jaki powstał. Otóż mogę sobie wyobrazić podchody pod kolejny młody talent w konkurencji - zwykle podobnej - Realu, Chelsea, ManCity, PSG i innych dowolnie dopisanych klubów z Anglii. Na pewno sporą "przewagę" zyskamy sposobem obchodzenia się z Roque.... Nie daliśmy mu minut ale już wiemy, że jest do niczego i chcemy go pogonić z klubu, z całą nagonką medialną i trenerem parodystą, który przegrywa wszystko jak leci ale składu nie zmienia... Na dokładkę w argumentacji możemy jeszcze takiemu młodemu pistoletowi powiedzieć: jak już nasz wuefista nie będzie miał wyjścia i wpuści Cie na boisko a Ty pokażesz, że coś tam potrafisz to w sezon Cie zajedziemy (grasz wszystko od dechy do dechy) i później rok urlopu na leczenie kontuzji ale już na kontrakcie. I taki młody talent ma dylemat z głowy bo czy ktoś mu lepszy scenariusz na karierę jest w stanie przedstawić...

Póki będzie xavi za trenera robił to nie,

Bez dostawania szans, to on nie będzie Tygrysem. Powinien zostać i otrzymać szansę gry. Bez minut, to nic z niego nie będzie. Trzymam kciuki, że zostanie i otrzyma szansę na grę.

Gdyby trafił pod odpowiednie skrzydła, to mógłby być tygrysem.

Bardzo dobrze napisane. Pozdrawiam ciepło Pana redaktora.
Barcelona to taki cyrk z głupimi małpami. Zamiast kupić defensywnego pomocnika to sprowadzili nikomu niepotrzebnego napastnika.
Teraz od roku nie mamy def pomocnika, a nasz nowy nabytek siedzi na ławie i grzebie w nosie.
Za rok będzie grzebał też w nosie, a my ciągle nie kupimy pomocnika.
Polityka transferowa jest na poziomie Laporty i Xaviego

Uwaga podaje streszczenie: w Barcelonie pracują amatorzy

Kotek nie stanie się tygrysem oglądając mecze z ławki. Koniecze jest wypożyczenie, Xavi już pokazał że mu nie ufa i nie chce go wprowadzać a on nie może dalej marnować czasu i talentu. Musi grać i to w każdym meczu, bo na dziś przez to ile ma szans na grę, nie wiemy czy jest potencjał czy nie.

Fajnie napisane, ale tylko z jednej strony znając sytuację z wierzchu. A może pogdybajmy trochę - Roque miał grać przez pół roku więcej, żeby był gotowy na nowy sezon, atem żegnamy średniego (i tak jestem tu wyrozumiały!) i drogiego Lewandowskiego i dostajemy kasę za zaległe dźwignie i nie ma problemu z finansowym fair play. Nagle okazuje się, że to był świetny plan i okazyjna cena. Oczywiście nie wiem jak było, ale łatwo mi sobie wyobrazić, jak wielu rzeczy człowiek nie jest w stanie "policzyć" i w praniu się tematy komplikują, ale chyba zbyt łatwo autor w domyśle snuje tezę, że wszystko było bez sensu. Szczerze? Ja uważałem, że brak dziewiątki to palący problem. Większość meczów w tym sezonie gramy w 10-ciu, a Polak wygląda fatalnie jak i w drugiej połowie zeszłego sezonu.

"Ma tygrys powody do dumy, bo cenę swą dobrze zna, gdyż całe ciało ma z gumy, sprężyny na dole ma. Skacze, bryka i wiruje, braknie mu aż tchu... szaleje bez końca, bo widzi i czuje, że nie ma równych mu!". PS. Nie, nie skopiowałem tego po prostu z Neta ;)
konto usunięte

Lewy jest za dobry a na skrzydło nie ma co go pchać. Pewnie będzie następca lewego ale na razie biega bez mapy wiec potrzebuje czasu żeby załapać o co chodzi w poważnej piłce i dlatego wypożyczenie będzie dobre dla niego, albo będzie wchodzić w 75 od nowego sezonu

Jakby Tygrysek dostał tyle minut co dostał Lewy to by go bez problemu zjadł zarówno pod względem samej gry, jak i statystyk, bo zdecydowanie lepiej pasuje do naszej gry.

Grzech 1 to Deco.

Tygrysek może i ma duże braki z piłką przy nodze, ale juz jakieś dla nas bramki strzelił. Myślę, że jakby dostał wiecej minut na 9, to i on by sie rozwinął i coś jeszcze by ustrzelił, a i Lewy by odpoczął. Chłopak ma kilka atutów wskazujących na to że może być to udany transfer (mobilność, zawziętość i umiejętność odnalezienia sie w polu karnym), ale żeby tak było musi grać.

Po drugiej stronie mamy trenera, co nie ma alternatyw taktycznych, jedzie jednym ustawieniem, stawia na Ferrana co kopie sie po czole od dwóch lat i dalej nic nie wychodzi, to predzej uznamy ze transfer jest nieudany niz udany. Pytanie czy wina zawodnika czy trenera?

Konkludując Twój tekst: Barcelona jak klub nie umie robić transferów. Ani do ani z klubu. To po pierwsze

Po drugie
Interesy agentów. Wystarczy przypomnieć cyrk z transferem Moneya (tfu, tfu, tfu spluwam trzy razy przez lewe ramię, judasz, zaraza...) i prowizja dla tatusia. Cury maczał paluchy w transferze wyżej wymienionego, Kyrie Eleisona, Enrique, Miny, Douglasa, Marlona czy wreszcie Coutinho i Paulinho. A teraz mamy Roque.

Miliony euro klub mu dosłownie podarował

Trzeba mu po prostu dać czas , więcej gry zaufania i wystawiania na swojej pozycji. Ale obawiam się że będzie tak jak w tamtym sezonie , przy tym geniuszu trenerskim Hernandezie , to Roque raczej nie rozwinie skrzydeł. Neymar też nie błyszczał od razu , ale dostawał czas na pokazanie swoich umiejętności i się rozkręcił. Fajnie jakby nawiązał do swoich rodaków jak Ronaldo , Romario , Rivaldo , Neymar czy Ronaldinho , jeśli chodzi o grę.

Barca kupiła kota w worku ale Xavi nie bardzo chce się przekonać czy to kot rasowy, czy zwykły dachowiec. O tyle dziwne, że ten kot tani nie był.
Nieco ironicznie, ale ten transfer to popis głupoty zarządu i sztabu technicznego.
Szkoda przede wszystkim chłopaka, który nie miał okazji zrobić postępów i zaaklimatyzować się w europejskim futbolu. Jeśli Xavi nie miał dla niego minut, powinien zostać wypożyczony. Zresztą, ubieranie w nowe słowa tego, co napisał Michał nie ma sensu. Jarek spiął to sensownym komentarzem i nie ma co dalej się rozwodzić. Pozostaje mieć nadzieję, że to jednak kot rasowy i kiedyś będziemy z niego dumni, choć byłem, jestem i pozostanę sceptyczny wobec tego transferu.
Tak tylko dla ścisłości. Nie twierdzę, że Xavi powinien wystawiać go kosztem Roberta, ale też nikt mi nie powie, że trzysta ileś tam minut to wszystko, co Creus mógł mu zaoferować.

jesli zagra w koncu kilka meczów z rzędu po przynajmniej 60-70 minut i to na swojej pozycji to bedziemy oceniać. Mysle ze robilby wieksze zamieszanie w tym polu karnym bo mlody i pelny energii. pół roku potrenował i licze ze od nowego sezonu zacznie dostawac szanse w pierwszym skladzie

To będzie kolejny nieudany Brazylijczyk. Taki Endrick co przejdzie do realu to Roque nie ma do niego podjazdu! My bierzemy jakiś szrot z brazylijskiej plaży, a real zgarnia najlepsze perły

Ta inwestycja za 40 mln gdy nie tak dawno wydali tyle na Lewego od początku budzila wątpliwości, szczególnie że dużo się mówiło że Roque to raczej wyrobnik niż niewiadomo jaki technik jak Endrick. Tymczasem na ŚPD jedyną opcją Cristensen - nominalny obrońca. Czasy się zmieniają, prezesi też, tylko transfery ciągle słabe.

Według mnie nie powinno się po tak małej ilości minut oceniać zawodnika ale,u niego w ogóle nie widać jakiegoś potencjału na wielką gwiazdę. Dla mnie będzie, drugim Malcomem i nic więcej.

Więcej tekstu w tym artykule niż jego gry w Barcelonie...

Świetny artykuł tylko mam jedno "ale". W świecie idealnym Twój plan byłby doskonaly ale w momencie gdy na rynku pojawią się chłopak tak uzdolniony o którego biją się wszyscy nie można pozwolić na odpuszczenie jego transferu i szukanie talentu wśród defensywnych pomocników bo akurat teraz nam taka pozycja kuleje

Super artykuł - polecam każdemu przeczytać od początku do końca bo to jest prawdziwe złoto. które podsumowuje właściwie brak logiki transferowej w Barcelonie. Również rok temu zwracałem uwagę na niezbyt logiczne i zdecydowanie nie transparentne działanie Barcelony.
Odnośnie hajpu to zamieszczę komentarz z listopada zeszłego ruku:
"Liczenie że Roque by coś pokazał w Barcelonie po kontuzji, nastepnie po rehabilitacji i co najważniejsze po przylocie do Europy oraz związanej z tym aklimatyzacji to sroga odklejka.
Piłka nożna trochę się zmieniła na przestrzeni ostatnich lat - zna ktoś jakiegoś młodego brazylijskiego napastnika, który przykładowo w ostatnich 5 latach przyleciał do Europy i z miejsca znaczył coś w jakimś poważnym topowym lub bardzo solidnym zespole?
Niech mi ktoś wytłumaczy jakim prawem Roque -piłkarz bez techniki i doświadczenia ma coś dać Barcelonie jak gra w lidze, w której linie obronne zespołów są na poziomie rezerw Barcelony, a nawet gorsze patrząc ile miejsca mają napastnicy w polu karnym. Nasza legenda Luis Suarez bawi się tam w najlepsze kończąc swoją historię robiąc co chce z liniami obrony przeciwników, często je wręcz ośmieszając. Może do wielu ludzi to nie dociera, ale w dzisiejszych czasach napastnicy z Brazylii potrzebują naprawdę kilku sezonów aby nauczyć się grać na topowym poziomie?
Przykładowo Vini w Realu pojawił się w 2018, a Rodrygo w 2019 roku - ile czasu potrzebowali aby się dostosować do europejskiego grania na akceptowalnym poziomie dla Realu, a podałem te przykłady jako zawodników którzy byli wychowankami odpowiednio Flamengo i Santosu, czyli klubów w których młodzież uczy się grania w europejskim stylu z brazylijską fantazją, z uwzględnieniem zawiłości taktycznych, wieloobszarowej pracy nad piłkarzami. Niech mi ktoś wyjaśni czemu Roque ma być lepszy od setek lub tysięcy piłkarzy z Brazylii, którzy trafiają do Europy jeśli nawet na co dzień gra w klubie, w którym taktyką jest podwórkowe granie na napastnika.
Bardzo liczę że Roque wypali, ale może w 2025-2026 roku przy dobrych wiatrach bo patrząc się na to jakie braki piłkarskie ma widząc poszczególne spotkania to minimum tyle będzie potrzebował aby chociaż nauczyć się krótko przyjmowac piłkę przy kontakcie z silnymi, szybkimi i w 99% przypadków dużo lepiej ustawionymi obrońcami w LaLiga niż w Brazylii."

Tu się prawie nic kupy nie trzyma. Nie mamy kasy ale kupujemy młodziaka z Brazylii bo Real też takiego kupił i jeszcze sprzątnął nam sprzed nosa jakiegoś młodego Turka a my nie patrzymy przy tym na ile Roque będzie potrzebny w składzie. Do tego Xavi który miał nie być ale będzie nie widzi go w składzie i nie daje mu szans. Klub chce go wypchnąć na wypożyczenie ale sam zawodnik nie chce. Czeski film.

Roque ma 19 lat. Nie rozegrał jeszcze połowy sezonu w Barcelonie. Nie zagrał całego meczu w Barcelonie. Dajmy mu czas..

Warto zwrócić uwagę jaki on jest "surowy" z piłką przy nodze. To nie jest kwestia braku adaptacji.

polecę banałem.
jak dostanie swoje minuty to myślę że swoje pokaże. póki co nie dostaje ich, by się o tym przekonać...

z tą ilością minut to najwyżej dachowcem może zostać jak tak dalej pójdzie

Nie dostaje szans

Nie byłem fanem jego sprowadzenia ale skoro sie stało to należy dać mu warunki do rozwoju.

Zgadzam się tutaj z @michalgajdek
Ten transfer był dla mnie bez sensu patrząc na naszą sytuacje i to jakie pozycję trzeba wzmocnić, mamy Guiu i Ferrana na ,,9" więc dla mnie nie miało sensu ściąganie go.

Nawet jak ma grać Robert to niech Roque gra obok niego żeby chociaż łapać te minuty bo to co dostał narazie to żart.

Przepłaciliśmy za ten transfer ale chociaż tyle dobrze że prawie połowy nie zapłacimy jeśli nie wypali. Dla mnie ten transfer to próba ,,pokazania się" Deco i nic więcej.

Ale gadanie że jest flopem to przesada bo np. Vini i Rodrygo długo się adaptowali, z ocenami trzeba poczekać do minimum połowy następnego sezonu.

Ja przepuszczam że prędzej Marcos Leonardo będzie odchodził z Benficii za kwotę 100 + mln. € niż Roque będzie piłkarzem wyjściowego składu Barcelony.

Tak to właśnie wygląda. Ale mnie się podoba jego gra, Barca powinna przypilnować, żeby się dobrze rozwijał.
Idealny profil do grania tutaj, tylko surowizna na razie jak cholera.

Vini trzy lata uczył się trafiać w bramkę więc młodemu też trzeba dać czas. Liga bananowa a hiszpańska to jednak przepaść, no może sędziowie w Brazylii lepsi xD

Spokojnie to młody chłopak. Zobaczcie Viniego i Rodrygo ile byli wprowadzani. A tu chłopak w środku sezonu dołącza do drużyny, bez pre sezonu, bez odpowiedniego przygotowania, na razie i bez pomysłu na jego grę ale tu akurat zasługa Xaviego. Dopiero po kolejnym sezonie i paru pełnych występach podejmowałbym kolejne kroki wobec Roque. Narazie trening, obywanie się z drużyną i podpatrywanie Lewego na treningach. Ja w niego wierzę ale potrzeba czasu na przeskok z ligi brazylijskiej do hiszpańskiej.

xd wypychacie go z klubu a nawet porządnie nie dano mu pokazać co umie