"Byłeś Wybrańcem, Xavi!"

Michał Gajdek

24 maja 2024, 14:00

73 komentarze

Fot. Getty Images

[Tekst opublikowany 28 stycznia 2024 roku po ogłoszeniu przez Xaviego decyzji o odejściu z klubu]

Xavi Hernández przestanie być trenerem FC Barcelony z dniem 30 czerwca 2024 roku. Wówczas dobiegnie końca jego dwuipółletni okres pracy na tym stanowisku. Z tego względu, warto przypomnieć sobie jego dotychczasową pracę, rozliczyć własne oczekiwania i… sformułować oczekiwania na kolejne miesiące.

Na wstępie należy przywołać okoliczności, w jakich Xavi obejmował Barçę. Drużyna była rozbita mentalnie, wegetowała w środku ligowej tabeli, a z Ligi Mistrzów wyrzucała ją Benfica. Ówczesny trener wręcz publicznie szydził z własnych zawodników, prześmiewczo opowiadając o „tiki-tace”, do której ci mieli być niezdolni.

Wreszcie sytuacja stała się nie do wytrzymania. Joan Laporta zwolnił Ronalda Koemana, a Mateu Alemany udał się do Kataru i wynegocjował wcześniejsze zakończenie kontraktu Xaviego z Al Sadd. Legenda wróciła do swojego domu, otrzymując przywitanie, które zwykle towarzyszy największym gwiazdom biegającym po boisku.

Sezon 2021/22: na fali entuzjazmu

Entuzjazm – to jest słowo, które dla mnie najlepiej opisuje początek pracy Xaviego w Barcelonie. Drastyczną zmianą było wówczas odejście od wiecznie niezadowolonego, holenderskiego szkoleniowca, na rzecz młodego trenera, który, jeżeli na coś narzekał, to na to, że… przez regulacje hiszpańskiej federacji nie może wystawić więcej młodych piłkarzy jednocześnie.

Poprawa w wynikach nie była natychmiastowa – Ligi Mistrzów nie udało się uratować, ale Barça wróciła do rywalizacji, przegrywając dopiero w dogrywkach w Superpucharze Hiszpanii z Realem Madryt oraz w Pucharze Króla z Athletikiem. W zimowym okienku transferowym do klubu trafili Ferran Torres, Pierre-Emerick Aubameyang i Adama Traoré, a Blaugrana wskoczyła na właściwe tory. Przez dwa kolejne miesiące, cztery bramki zainkasowały Atlético Madryt, Valencia, Napoli, Athletic, Osasuna i wreszcie Real Madryt na Santiago Bernabéu. Wówczas wydawało się, że największym problemem kibiców Barcelony jest… niemożność dojścia do manity.

Najlepsze jednak wcale nie były wyniki, lecz gra. Obserwowaliśmy zespół na wskroś ofensywny, grający ładną dla oka piłkę i maskujący niedoskonałości indywidualne tytaniczną pracą w pressingu. Z jakiegoś względu zamilkli krytycy, diagnozujący każdy problem tak samo – „trzeba odejść od DNA”. Kibice mogli czuć dumę z zespołu, a Xavi wymagał więcej i więcej, nawet wygrywając 4:0 na Santiago Bernabéu. Ten obrazek został ze mną do dziś.

Entuzjazm może doprowadzić jednak tylko do określonego punktu. Pokłady energii nie są nieskończone i prędzej, czy później, trzeba oprzeć się również o solidną, merytoryczną podstawę. W przypadku Barçy, problemy ujawniły się właściwie niezwłocznie po El Clásico. Nadeszło odpadnięcie z Ligi Europy z Eintrachtem Frankfurt oraz przeciętne mecze w lidze. Podstawowy cel sportowy, czyli uratowanie awansu do Ligi Mistrzów, został wprawdzie osiągnięty (znów – do znudzenia będę przypominać, że za Ronalda Koemana wcale nie było to takie oczywiste), ale niewątpliwie pierwszy, niepełny sezon pracy Xaviego miał ostatecznie słodko-gorzki posmak.

Sezon 2022/23: zwycięzców się nie sądzi?

Lata 2022 roku kibice FC Barcelony długo nie zapomną. W okienko transferowe wchodziliśmy, zastanawiając się, czy po raz kolejny klub będzie stać tylko na piłkarzy bez odstępnego, a dostaliśmy niesamowity spektakl. Gerard Romero bez przerwy wywrzaskiwał, że COŚ się dzieje, my poznawaliśmy, czym są „dźwignie finansowe” (Joan Laporta ma niesamowity talent do wykuwania neologizmów), a w Barcelonie lądowali Jules Koundé, Raphinha czy Robert Lewandowski.

Rzecz jasna, wzmocnienia oznaczały jednoczesny wzrost wymagań co do wyników. W szalonym, mundialowym sezonie, została rozegrana najkrótsza faza grupowa Ligi Mistrzów w jej najnowszej historii. W przypadku Barcelony, o jej wyniku zadecydował w istocie rozegrany na przestrzeni ośmiu dni dwumecz z Interem Mediolan. Dwumecz wypełniony błędami sędziowskimi (szkoda, że nie mogliśmy posłuchać nagrań z VAR przy ręce Dumfriesa), kontuzjami oraz katastrofalnymi błędami indywidualnymi, jak ten Gerarda Piqué na Camp Nou – ale i także niezrozumiałymi decyzjami trenera. Ostatecznie, Barça po raz kolejny pożegnała się z elitarnymi rozgrywkami już w fazie grupowej.

Powrót z katarskiego mundialu przyniósł jednak pierwsze trofeum za czasów Xaviego i to po przekonującej wygranej w El Clásico. Drużyna zaczęła punktować w lidze z mistrzowską regularnością, co zakończyło się odzyskaniem trofeum po czterech latach przerwy. Barça grała jednak w sposób, do którego nie byliśmy przyzwyczajeni, bijąc rekord zwycięstw w wymiarze 1:0. W efekcie, barcelonismo pogrążyło się w dyskusjach na temat tego, czy zwycięzców można sądzić.

Nie wszystko jednak było w zeszłym sezonie idealne, nawet jeżeli chodzi o same wyniki. Pierwszym, poważnym rysem była postawa w Europie: po odpadnięciu z Ligi Mistrzów, Barça zatrzymała się już na pierwszej przeszkodzie w Lidze Europy. Wprawdzie ówcześnie Manchester United prezentował się świetnie, ale decyzja o przestawieniu na bok obrony Ronalda Araujo, by pilnował Marcosa Rashforda, który operował w środku pola, pozostaje jednym z bardziej abstrakcyjnych wyborów Xaviego.

Również na krajowym podwórku końcówka sezonu bynajmniej nie zachwycała. Cieniem na zdobytym dublecie położył się sposób przegrania trzeciego pucharu: 0:4 w ostatnim Klasyku rozgrywanym na starym Camp Nou. Zupełnie niewytłumaczalne było również totalne odpuszczenie reszty rozgrywek, gdy mistrzostwo zostało już zdobyte: Xavi nie testował żadnych nowych wariantów, wiedząc już, że musi się przygotować choćby na odejście Sergio Busquetsa, a drużyna wypadała bezbarwnie w kolejnych meczach.

Sezon 2023/24: wóz albo przewóz 

Zdaję sobie sprawę, że to zbyt daleko idące uproszczenie, ale gdybyśmy mieli podsumować poprzednie dwa sezony w jednym zdaniu, to można byłoby to zrobić tak: w sezonie 2021/22 była ładna gra, ale nie było trofeów, zaś w sezonie 2022/23 były trofea, ale nie było ładnej gry. Sezon 2023/24 miał nam przynieść i jedno, i drugie.

Tymczasem nie skończył się jeszcze styczeń, a właśnie już możemy być pewni, że nie zostanie zrealizowana choćby jeden z powyższych elementów. Od ponad roku nie opuściłem żadnego domowego meczu FC Barcelony i naprawdę na palcach jednej ręki mógłbym policzyć te, w których nasza gra cieszyła oko. Co zaś do wyników, to mówią one same za siebie – tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni, Barça praktycznie pozbawiła się szans na obronę ligowego trofeum, przegrała Superpuchar Hiszpanii z Realem i odpadła z Pucharu Króla z Athletikiem. Praca Xaviego została spięta swoistą klamrą: o ile jednak w takich wynikach w analogicznych meczach w styczniu 2022 roku można było szukać pozytywów i oznak rozwoju drużyny, tak te ze stycznia 2024 roku przyniosły jedynie frustrację i poczucie wszechogarniającej beznadziei.

Zmienił się również sam trener. Rola szkoleniowca FC Barcelony jest wyniszczająca i nikogo nie dziwi, że żaden śmiałek nie jest w stanie zostać na stanowisku dłużej niż trzy-cztery sezony. To temat na osobny artykuł, ale nie jest przypadkiem, że w Barçy nie do pomyślenia jest, żeby trener pracował przez okres taki, jak Pep Guardiola w Manchesterze City, czy Jürgen Klopp w Liverpoolu. To jednak nie usprawiedliwia tego, że od kilku tygodni występy Xaviego na konferencjach prasowych do złudzenia przypominały te Ronalda Koemana. A przecież, jak mówił Obi-Wan Kenobi: „miałeś zniszczyć Sithów, a nie do nich dołączyć!”. 

Czas rozliczyć oczekiwania

Gdy Xavi trafiał do Barçy, większość obaw co do niego koncentrowała się wokół dwóch kwestii. Po pierwsze, miał on być niezdolny do odstawienia swoich kolegów z boiska i przeprowadzenia zmiany pokoleniowej. Po drugie, miał być zbyt dogmatyczny, mało elastyczny i ślepo wpatrzony w ideały cruyffismo i założenia juego de posición.

Czas pokazał, że akurat te wątpliwości słuszne nie były. Już w pierwszym pełnym sezonie Xaviego, z drużyną pożegnali się Gerard Piqué, Jordi Alba i Sergio Busquets, pierwsi dwaj będąc już wówczas etatowymi rezerwowymi. Słynne barcelońskie DNA było zaś obecne co najwyżej na konferencjach prasowych, próżno go było szukać na boisku. To dla mnie osobiście największa porażka Xaviego. Przecież miał on "przywrócić równowagę Mocy, a nie pogrążyć ją w ciemnościach".

W redakcyjnych przewidywaniach poprzedzających sezon, w kategorii rozczarowanie wskazałem właśnie Xaviego, pisząc tak: „W tym sezonie poprzeczka zostanie zawieszona dużo wyżej - po uratowaniu sytuacji w pierwszym sezonie i odzyskaniu prymatu w Hiszpanii w drugim, przychodzi czas na sprostanie oczekiwaniom także w Europie. Póki co brakuje mi u Xaviego innowacyjnych rozwiązań taktycznych, budowania poszczególnych piłkarzy, a przede wszystkim gry nie tylko skutecznej, ale także ładnej dla oka. Uważam, że Xavi już obecnie dysponuje naprawdę stosunkowo mocnym składem, który może walczyć o najwyższe cele, natomiast nie jestem przekonany czy jego umiejętności będą rosły w analogicznym tempie. Z tych względów, bardzo chciałbym się pomylić, ale nie wykluczałbym pożegnania się z nim latem 2024 roku, zwłaszcza biorąc pod uwagę stałe tarcia z Joanem Laportą, Mateu Alemanym czy Deco w kwestii wyborów personalnych podczas okienka transferowego”. Bardzo chciałem się wówczas pomylić, tak jak zrobiłem to przy innych wyborach.

 

Co dalej?

Xavi Hernández ma pozostać trenerem FC Barcelony do końca sezonu. Czego można od niego wymagać przez ten okres? Jeżeli chodzi o wyniki, absolutnym minimum jest zajęcie miejsca w lidze gwarantującego udział w Lidze Mistrzów w kolejnym sezonie. Również pokonanie Napoli i awans do ćwierćfinału tegorocznych rozgrywek powinien być w zasięgu. 

Dla mnie jednak kluczowy jest inny aspekt. Publiczne ogłoszenie decyzji o odejściu może wywołać znaczący efekt – Xavi pracuje już bez presji. W gruncie rzeczy, może robić to, co mu się żywnie podoba, bo wszyscy i tak mają świadomość, że posiada precyzyjnie określoną „datę ważności”. Dlatego właśnie, ja oczekuję od niego powrotu do korzeni i pojawienia się po raz ostatni za kółkiem Xavinety, która narodziła się wiosną 2022 roku.

Nie chcę rozpaczliwej walki o wyniki, w której cel uświęca środki. Chcę przeżyć choć kilka magicznych momentów w tym jakże męczącym sezonie.

Nie chcę kurczowego trzymania się tych samych piłkarzy, którzy nie mają przyszłości w klubie. Chcę oglądać młodych piłkarzy, którzy zostaną zbudowani i pozostawieni następcy już z bagażem pierwszych doświadczeń.

Nie chcę słuchać wiecznych wymówek na konferencjach prasowych. Chcę pozytywnego przekazu, budowania poszczególnych zawodników i ich doceniania.

Xavi nie okazał się trenerem gotowym już teraz na najwyższy poziom, to już doskonale wiemy. Ale w dalszym ciągu może zapisać się w pamięci culés jako szkoleniowiec, który da nam wszystkim sporo momentów radości w arcytrudnym dla klubu okresie, a z efektów jego pracy będziemy czerpać jeszcze przez lata. A dzięki temu, gdy nabędzie trochę doświadczenia, gdy przebuduje swój sztab szkoleniowy i zamiast brata otoczy się profesjonalistami, gdy przestanie słuchać medialnych klakierów… może jeszcze kiedyś do nas wróci?

W końcu i Anakin Skywalker ostatecznie wrócił na Jasną Stronę Mocy i rzeczywiście okazał się Wybrańcem. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Amen, Michale. Trafne podsumowanie. Dodam tylko, że to bardzo przykre, że tak się ta historia kończy. Oby te przyszłe miesiące nie przyniosły więcej wstydu i choć kilka milszych westchnień, choć po wczoraj trochę trudno w to wierzyć.
« Powrót do wszystkich komentarzy