Po raz pierwszy w tym sezonie w kadrze meczowej FC Barcelony zabraknie dwóch pierwszych kapitanów: Marca-André ter Stegena i Sergiego Roberto. Wiele zatem wskazuje na to, że kapitański debiut zanotuje Ronald Araujo. Nie można jednak wykluczyć, że Urugwajczyk jutro odpocznie. Na czyje ramię trafiłaby wtedy opaska?
Marc-André ter Stegen pojawił się dziś w Ciutat Esportiva, aby ocenić wraz z fizjoterapeutami swoją gotowość do gry w sobotnim meczu z Rayo Vallecano. Niemiec opuścił jednak ośrodek treningowy jeszcze przed rozpoczęciem porannego treningu, a media informowały, że 31-latek nie stanie jutro między słupkami. Potwierdził to sam Xavi Hernández, który zapewnił, że w 100% ufa Iñakiemu Peñi.
W takiej sytuacji Xavi nie będzie mógł w sobotę skorzystać z dwóch pierwszych kapitanów, ponieważ oprócz Ter Stegena, drugiego kapitana, zabraknie jeszcze pierwszego - Sergiego Roberto. Wychowanek pauzował ostatnio z powodu kontuzji mięśnia płaszczkowatego w prawej nodze. Trener poinformował, że będzie on gotowy do gry na mecz Ligi Mistrzów z FC Porto we wtorek 28 listopada.
Wedle ustalonej tego lata hierarchii kapitanów zaszczyt noszenia opaski przypada zatem teraz Ronaldowi Araujo. Jeszcze przed tym sezonem Urugwajczyk był uważany z jednego z liderów w szatni, mimo nadal młodego wieku i faktu, że nie mieścił się w gronie czterech kapitanów. W swoim 125. meczu dla Dumy Katalonii Araujo może jednak w końcu pełnić rolę kapitana drużyny, co bardzo cieszy kibiców Blaugrany.
Nie jest to jednak całkiem pewne. Xavi Hernández powiedział dziś na konferencji prasowej, że zarówno Ronald, jak i Raphinha nie odpoczywali jeszcze po długich kilkunastogodzinnych podróżach do Ameryki Południowej i z powrotem. Obaj wrócili do Barcelony dopiero wczoraj. Trener nie powiedział wprost, że nie zagrają od jutro od pierwszej minuty, lecz nie można wykluczyć, że zarówno Urugwajczyk, jak i Brazylijczyk zostaną oszczędzeni, szczególnie przed bardzo ważnym meczem Ligi Mistrzów przeciwko FC Porto. Kto byłby w takiej sytuacji kapitanem zespołu, wiedząc również, że wracający po kontuzji Frenkie de Jong, czwarty kapitan, wszedłby na boisko w drugiej połowie?
Często w Barcelonie kapitan był w takich sytuacjach wybierany na podstawie stażu w pierwszej drużynie. Efektem tego była m.in. (odwrócona do góry nogami) opaska kapitańska na ramieniu... Ousmane'a Dembélé.
Spójrzmy zatem, jak wyglądałaby taka hierarchia w tym momencie wobec nieobecności w wyjściowej jedenastce Roberto, Ter Stegena, Araujo i De Jonga. Najwięcej rozegranych meczów dla FC Barcelony ma... Pedri (114 spotkań). Za nim plasuje się kontuzjowany Gavi (111), a dalej Ferran Torres (87), Alejandro Balde (68), Raphinha (61), Lewandowski (60), Koundé (53), Christensen (45) i Marcos Alonso (44). Następny w kolejności jest Oriol Romeu, który ma na koncie już tylko 18 meczów w barwach Barçy.
Bazując na stażu, opaska kapitańska należałaby się zatem Pedriemu. Jednak zarówno on, jak i kolejni w hierarchii Ferran czy Balde nie wyglądają na takich, którzy dobrze czuliby się w roli lidera, przywódcy. Być może świetnie odnalazłby się w takiej sytuacji Gavi, lecz niestety 19-latka zobaczymy w grze dopiero w przyszłym sezonie.
Być może lepszym kryterium wyboru kapitana niż liczba meczów byłyby zatem... obiektywne predyspozycje do pełnienia tej roli. W pozostałej grupie piłkarzy jest bowiem dwóch zawodników, którzy mają już spore doświadczenie z bycia kapitanem zespołu. Są to oczywiście İlkay Gündoğan, były kapitan Manchesteru City i obecny kapitan reprezentacji Niemiec, oraz Robert Lewandowski, obecny kapitan reprezentacji Polski.
Już w poprzedniej kampanii pojawiały się w mediach głosy, że "Lewy" może znaleźć się w gronie czterech kapitanów na ten sezon. Zarówno sztab, jak i piłkarze doceniali jego profesjonalizm, mentalność, opiekę nad młodymi i spore doświadczenie. Ostatecznie jednak w kwartecie kapitanów zabrakło miejsca dla Polaka.
Być może jednak teraz, jeśli Ronald Araujo zasiądzie na ławce rezerwowych, to właśnie 35-letniemu napastnikowi przypadnie zaszczyt wyprowadzenia drużyny Barcelony na mecz z Rayo. Robert bardzo szybko i bardzo dobrze zaadaptował się do klubu, drużyny i miasta, a podczas ostatniej gali Marki popisał się świetną znajomością języka hiszpańskiego.
Z drugiej strony w ostatnich tygodniach Polak nie ma dobrej prasy w Katalonii, która nadal pamięta incydent z udziałem Lamine'a Yamala w ostatnim meczu ligowym.
Jeśli nie Lewy, wyraźnie klaruje się też kandydatura Iñigo Martíneza. Bask nie był co prawda kapitanem Athleticu czy Realu Sociedad, lecz w tych pierwszych meczach dla Barcelony pokazywał niejednokrotnie charakter i inne cechy mile widziane u kapitana. Ostatni przykład to np. obrona Lamine Yamala przed zawodnikami Deportivo Alavés.
Pewne jest jednak, że jutro od pierwszej minuty zobaczymy w barwach Barcelony nowego kapitana. Komu według was przypadnie ten zaszczyt? Czy opaskę założy w końcu Ronald Araujo? A może Urugwajczyk zasiądzie na ławce rezerwowych i trzeba będzie wybierać spośród pozostałych? Dajcie znać w ankiecie i komentarzu!
Komentarze (2)