Dziennik wymienia w tym kontekście dwa bardzo ważne wydarzenia dla klubu. W 1/8 finału Pucharu Mistrzów 1991/1992 Barça mierzyła się z Kaiseslautern, ale po zwycięstwie na Camp Nou 2:0 przegrywała na wyjeździe już 0:3. Katalończyków uratował w 90. minucie José Mari Bakero, który dał Blaugranie awans po zagraniu Ronalda Koemana. Bez przepisu o golach wyjazdowych doszłoby do dogrywki. Tymczasem Barcelona grała dalej, a potem mogła sięgnąć po pierwszy Puchar Mistrzów w swojej historii, dzięki zwycięstwu z Sampdorią. Podobne znaczenie miało trafienie Andrésa Iniesty w półfinale z Chelsea w sezonie 2008/2009. Na Camp Nou padł remis 0:0, a na Stamford Bridge The Blues długo prowadzili 1:0, aż w końcu słynne Iniestazo dało Dumie Katalonii „zwycięski remis” i przepustkę do finału, w którym zespół Pepa Guardioli wygrał z Manchesterem United.
Gole zdobyte na wyjeździe dały Barcelonie awans także w sezonie 2012/2013, gdy w ćwierćfinale Katalończycy zremisowali z PSG na wyjeździe 2:2 i u siebie 1:1. Zasada nie zawsze była jednak korzystna dla Blaugrany. W rozgrywkach 2011/2012 Barça przegrała z Chelsea na Stamford Bridge 0:1, a u siebie prowadziła 2:1, ale nie dawało jej to awansu, więc musiała się odsłonić, co kosztowało utratę bramki na 2:2. W finale Ligi Mistrzów tym razem znaleźli się The Blues. Z kolei w kampanii 2016/2017 Barcelona dokonała wspaniałej remontady w starciu z PSG na Camp Nou (6:1) po klęsce w pierwszym spotkaniu w Paryżu (0:4), ale warto dodać, że bez omawianego przepisu już 5:1 dawałoby jej dogrywkę. Barça odpadła za to w 2018 roku, gdy gol Kostasa Manolasa dla Romy na 3:0 dawał włoskiemu klubowi przepustkę do półfinału, mimo że Barça wygrała u siebie 4:1.
Z kolei w sezonie 1960/1961 Barcelonie pomogłaby zasada podwójnej wartości goli strzelonych na wyjeździe, ale wtedy jeszcze nie istniała. Barça w półfinale Pucharu Europy zwyciężyła bowiem u siebie z Hamburgiem 1:0, a w Niemczech przegrała 1:2. Potrzebne było dodatkowe spotkanie, które Katalończycy zdołali wygrać 1:0, dzięki czemu awansowali do finału, w którym musieli jednak uznać wyższość Benfiki. Jeszcze dziwniejsza sytuacja była w rywalizacji ze Strasburgiem w 1/8 finału Pucharu Miast Targowych 1964/1965. Padły wówczas trzy remisy (najpierw 0:0 na wyjeździe, potem 2:2 i 0:0 u siebie), a o odpadnięciu Barcelony zadecydował rzut monetą. W kolejnych rozgrywkach szczęście sprzyjało jednak Blaugranie. Po porażce na wyjeździe z Hannoverem 1:2 na tym samym etapie zmagań Barça wygrała u siebie 1:0, a po remisie w trzecim spotkaniu moneta wypadła na jej korzyść. Ostatecznie Barcelona sięgnęła w tej kampanii po Puchar Miast Targowych, zwyciężając w finale z Realem Saragossa. Co ciekawe, w Pucharze Europy omawiany przepis funkcjonował już od 1965 roku, a do innych rozgrywek był wprowadzony w późniejszym czasie.
W Pucharze Zdobywców Pucharów 1978/1979 obowiązywała już zasada większego znaczenia goli strzelanych na wyjeździe, co pomogło Barcelonie w wyeliminowaniu Ipswich (1:2 i 1:0) w ćwierćfinale na drodze po kolejne trofeum, zdobyte dzięki zwycięstwie z Fortuną Dusseldorf po dogrywce. Wprowadzony przepis zadziałał niekorzystnie na tym samym etapie tych rozgrywek w 1983 roku, gdy drużyna Diego Maradony zremisowała na wyjeździe z Austrią Wiedeń 0:0, a po wyniku 1:1 u siebie pożegnała się z marzeniami o tytule. Z bliższych czasów warto też przypomnieć rywalizację z Liverpoolem w 1/8 finału Ligi Mistrzów 2006/2007, gdy po porażce u siebie 1:2 Barça wygrała na Anfield 1:0, co nie wystarczyło jej do awansu.
Komentarze (3)