@Epean pierdo lenie. Budowałem Dom, pracowałem, spędzałem czas z narzeczoną i później żoną, teraz mam 2 dzieci 5i7 lat i mecze Barcy które opuściłem można na palcach jednej ręki policzyć. Więc to albo pantofel wjechał, albo brak organizacji życiowej
Te kartki za zasłanianie ust będą dawać piłkarze przeciwnej drużyny. Jak ktoś będzie chciał skorzystać z sytuacji i zauważy, że ktoś zasłania usta mówiąc, to od razu pobiegnie do sędziego ze skargą i sędzia będzie musiał dać kartkę, bo w sumie nie wiadomo co tamten mówił.
@armin84 ale wiesz, że mecz trwa 90 minut, a reszta to okres przygotowawczy jako treningi, gdzie trening może trwać kilka godzin dziennie. Widać, że nigdy nie grałeś w gry zespołowe, ani inne sporty. Mecz to jest ułamek i zwieńczenie treningów, które, jak mówią piłkarze Barcy, są bardzo wyczerpujące u Flicka. Rozumi?
@KRIS1986 a mnie to ciekawi, bo zawsze go lubiłem. Więc dla mnie wartościowy news. Wszystkim się nie dopasuje. Ale dam ci życiowego tipa. Jak widzisz takiego newsa i cię nie interesuje, to w niego nie wchodzisz, tylko przewijasz dalej i twój problem znika.
Depresja to szmata. Sam się z nią zmagałem wiele lat i dalej czasem daje o sobie znać. Większość czasu była niezdiagnozowana, ale miałem praktycznie wszystkie objawy. Historia rozwoju choroby jest długa. Zaczęło się od alkoholu już od wczesnego wieku +/- 13 lat. Zawsze byłem skryty z wieloma cechami introwertyka. Alkohol robił ze mnie ekstrawertyka, co mi się bardzo podobało. Byłem jak młody bóg. Od mniej więcej 17-18 roku życia wzwyż zaczęła się równia pochyła w dół. Alkohol do upadłego nawet kilka razy w tygodniu. Spadki humoru leczyłem graniem w siatkówkę 2-3 w tygodniu albo piciem jeszcze więcej. Jednak jest trochę prawdy w memie z depresją i poradzie, żeby iść pobiegać. Taki styl życia trochę się zmienił jak poznałem swoją żonę. Pite było już raczej w weekendy (praktycznie każdy), ale i w tygodniu też się zdarzało. Momentem, w którym alkohol i siatkówka przestały działać tak jak kilkanaście lat wcześniej, były okolice pandemii covid. Udało się nam wtedy z żoną adoptować syna, bo sami nie mogliśmy mieć dzieci. Zaczęła się wtedy praca zdalna, co dobiło mnie jako alkoholika. Rozstawiałem sobie dwa stoły w pokoju na piętrze w domu, brałem flaszkę i jechałem na drinkach od śniadania. Kace moralne trwały po kilka dni, odeszła chęć do rzeczy, która wg mnie trzymała mnie w jako takim stanie, czyli siatkówki, która była moją miłością i celem w życiu. Nie potrafiłem się otworzyć ze swoimi problemami nawet najbliższej osobie - żonie. Widziała ona tylko to, że wciąż piję i przestaję być obecny jako mąż i ojciec. Miałem wtedy mniej więcej 32 lata. Byłem wrakiem człowieka i odechciało mi się żyć. Żyłem w ciągłym stresie, bo wiedziałem, że muszę jakoś ogarniać pracę, dziecko, pograć w siatkę (cały czas wierzyłem w jej magiczną moc uzdrawiania, tyle że treningi przestały być radością, a bardziej jak niedobry syrop za młodu, który trzeba było wypić, żeby się poprawiło), kupić w ukryciu przed żoną alkohol, pochować go w domu i później jakoś po kryjomu go pić, żeby nie denerwować żony, która i tak w dużej mierze wieczorem i tak zauważała, że chodzę trzepnięty, albo po prostu to czuła. W pewnym momencie stwierdziłem, że generuję tylko problemy, jestem do dupy mężem, ojcem i człowiekiem. Zacząłem szukać w necie sposobów na odebranie sobie życia. Wybrałem sobie 3, które mi najbardziej podeszły i czekałem, aż głowa dorośnie do ostatecznej decyzji. Oczywiście najbliżej targnięcia się byłem podczas stanów upojenia. Miałem gotowy sznur z zawiązanym węzłem i nawet się do niego przymierzałem przy klamce od drzwi, żeby później przy ostatecznej akcji nie było wpadki. Napisałem też na swoim kompie w tym okresie list pożegnalny do żony, w którym się trochę otworzyłem. Traf chciał, że akurat laptop żony nie działał i nie mogła znaleźć ładowarki, więc wzięła mój. List miałem na pulpicie, bo nikt z mojego laptopa nie korzystał, ale też nie chciałem go ukrywać, żeby jednak żona go później znalazła i przeczytała. Żona list przeczytała po jednym z gorszych weekendów. Powiedziała, że daje mi ostatnią szansę i albo idę na terapię AA, albo mogę się pakować. Był to przełom. Chodziłem do psychologa, psychiatry i na terapię. Do dzisiaj nie piję prawie w ogóle. Zdarzy mi się na jakichś wyjazdach z kolegami 2 razy w roku. Teraz codziennie biorę leki od psychiatry i życie wygląda zupełnie inaczej. Nie jest to mega super stan, bo czasem lęki i stany depresyjne wracają, jestem dużo bardziej nerwowy (próbujemy z psychiatrą dobrać na to leki), ale teraz wiem, że było warto. Walka z tymi wszystkimi stanami i z tym żeby nie wrócić znowu na stałe do alkoholu będzie pewnie trwała do końca życia. Pewnie większość powie, że mogłem przestać pić i nie byłoby problemu. Teraz w wieku 38 lat zaczynam rozumieć ludzi, którzy nie są uzależnieni i nie piją alkoholu. Wcześniej nie rozumiałem, jak można nie pić, jak po alkoholu świat nabiera barw i jest cudowny, człowiek staje się w swoich oczach bogiem i może wszystko. Dlatego nie mam pretensji do tych, którzy nie rozumieją alkoholików i chorób psychicznych jak depresja, bo wiem, że te stany może zrozumieć w 99% tylko osoba, która sama tego doświadczyła.
Komentarze
0
@Epean pierdo lenie. Budowałem Dom, pracowałem, spędzałem czas z narzeczoną i później żoną, teraz mam 2 dzieci 5i7 lat i mecze Barcy które opuściłem można na palcach jednej ręki policzyć. Więc to albo pantofel wjechał, albo brak organizacji życiowej
4
@Maslo mnie obchodzi. Dał tyle radosnych chwil jak grał w Barcelonie, że będzie mnie interesował do końca.
0
@mesulete nie zczaiłem, dzięki za wyjaśnienie
1
Te kartki za zasłanianie ust będą dawać piłkarze przeciwnej drużyny. Jak ktoś będzie chciał skorzystać z sytuacji i zauważy, że ktoś zasłania usta mówiąc, to od razu pobiegnie do sędziego ze skargą i sędzia będzie musiał dać kartkę, bo w sumie nie wiadomo co tamten mówił.
1
@Nazio_87 powiedział
21
@armin84 ale wiesz, że mecz trwa 90 minut, a reszta to okres przygotowawczy jako treningi, gdzie trening może trwać kilka godzin dziennie. Widać, że nigdy nie grałeś w gry zespołowe, ani inne sporty. Mecz to jest ułamek i zwieńczenie treningów, które, jak mówią piłkarze Barcy, są bardzo wyczerpujące u Flicka. Rozumi?
18
@KRIS1986 a mnie to ciekawi, bo zawsze go lubiłem. Więc dla mnie wartościowy news. Wszystkim się nie dopasuje. Ale dam ci życiowego tipa. Jak widzisz takiego newsa i cię nie interesuje, to w niego nie wchodzisz, tylko przewijasz dalej i twój problem znika.
16
Jak chcą to mogę ogarnąć ekipę na niedzielę. Jak zapewnią transport i nocleg, to się dogadamy.
12
srajm tajm, o tej godzinie normalny człowiek już się do snu powinien szykować. Chyba, że nie pracuje, albo idzie na drugą zmianę, to spoko.
10
Depresja to szmata. Sam się z nią zmagałem wiele lat i dalej czasem daje o sobie znać. Większość czasu była niezdiagnozowana, ale miałem praktycznie wszystkie objawy. Historia rozwoju choroby jest długa. Zaczęło się od alkoholu już od wczesnego wieku +/- 13 lat. Zawsze byłem skryty z wieloma cechami introwertyka. Alkohol robił ze mnie ekstrawertyka, co mi się bardzo podobało. Byłem jak młody bóg. Od mniej więcej 17-18 roku życia wzwyż zaczęła się równia pochyła w dół. Alkohol do upadłego nawet kilka razy w tygodniu. Spadki humoru leczyłem graniem w siatkówkę 2-3 w tygodniu albo piciem jeszcze więcej. Jednak jest trochę prawdy w memie z depresją i poradzie, żeby iść pobiegać. Taki styl życia trochę się zmienił jak poznałem swoją żonę. Pite było już raczej w weekendy (praktycznie każdy), ale i w tygodniu też się zdarzało. Momentem, w którym alkohol i siatkówka przestały działać tak jak kilkanaście lat wcześniej, były okolice pandemii covid. Udało się nam wtedy z żoną adoptować syna, bo sami nie mogliśmy mieć dzieci. Zaczęła się wtedy praca zdalna, co dobiło mnie jako alkoholika. Rozstawiałem sobie dwa stoły w pokoju na piętrze w domu, brałem flaszkę i jechałem na drinkach od śniadania. Kace moralne trwały po kilka dni, odeszła chęć do rzeczy, która wg mnie trzymała mnie w jako takim stanie, czyli siatkówki, która była moją miłością i celem w życiu. Nie potrafiłem się otworzyć ze swoimi problemami nawet najbliższej osobie - żonie. Widziała ona tylko to, że wciąż piję i przestaję być obecny jako mąż i ojciec. Miałem wtedy mniej więcej 32 lata. Byłem wrakiem człowieka i odechciało mi się żyć. Żyłem w ciągłym stresie, bo wiedziałem, że muszę jakoś ogarniać pracę, dziecko, pograć w siatkę (cały czas wierzyłem w jej magiczną moc uzdrawiania, tyle że treningi przestały być radością, a bardziej jak niedobry syrop za młodu, który trzeba było wypić, żeby się poprawiło), kupić w ukryciu przed żoną alkohol, pochować go w domu i później jakoś po kryjomu go pić, żeby nie denerwować żony, która i tak w dużej mierze wieczorem i tak zauważała, że chodzę trzepnięty, albo po prostu to czuła. W pewnym momencie stwierdziłem, że generuję tylko problemy, jestem do dupy mężem, ojcem i człowiekiem. Zacząłem szukać w necie sposobów na odebranie sobie życia. Wybrałem sobie 3, które mi najbardziej podeszły i czekałem, aż głowa dorośnie do ostatecznej decyzji. Oczywiście najbliżej targnięcia się byłem podczas stanów upojenia. Miałem gotowy sznur z zawiązanym węzłem i nawet się do niego przymierzałem przy klamce od drzwi, żeby później przy ostatecznej akcji nie było wpadki. Napisałem też na swoim kompie w tym okresie list pożegnalny do żony, w którym się trochę otworzyłem. Traf chciał, że akurat laptop żony nie działał i nie mogła znaleźć ładowarki, więc wzięła mój. List miałem na pulpicie, bo nikt z mojego laptopa nie korzystał, ale też nie chciałem go ukrywać, żeby jednak żona go później znalazła i przeczytała. Żona list przeczytała po jednym z gorszych weekendów. Powiedziała, że daje mi ostatnią szansę i albo idę na terapię AA, albo mogę się pakować. Był to przełom. Chodziłem do psychologa, psychiatry i na terapię. Do dzisiaj nie piję prawie w ogóle. Zdarzy mi się na jakichś wyjazdach z kolegami 2 razy w roku. Teraz codziennie biorę leki od psychiatry i życie wygląda zupełnie inaczej. Nie jest to mega super stan, bo czasem lęki i stany depresyjne wracają, jestem dużo bardziej nerwowy (próbujemy z psychiatrą dobrać na to leki), ale teraz wiem, że było warto. Walka z tymi wszystkimi stanami i z tym żeby nie wrócić znowu na stałe do alkoholu będzie pewnie trwała do końca życia. Pewnie większość powie, że mogłem przestać pić i nie byłoby problemu. Teraz w wieku 38 lat zaczynam rozumieć ludzi, którzy nie są uzależnieni i nie piją alkoholu. Wcześniej nie rozumiałem, jak można nie pić, jak po alkoholu świat nabiera barw i jest cudowny, człowiek staje się w swoich oczach bogiem i może wszystko. Dlatego nie mam pretensji do tych, którzy nie rozumieją alkoholików i chorób psychicznych jak depresja, bo wiem, że te stany może zrozumieć w 99% tylko osoba, która sama tego doświadczyła.