Trudno obwiniać Cubarsiego. To był przypadkowy faul, będący bezpośrednim efektem taktyki Flicka z wysoko ustawioną linią obrony. Nie było to głupie czy nieodpowiedzialne zachowanie, jak w przypadku Araujo przeciwko PSG dwa lata temu. Najbardziej boli utrata drugiej bramki i fakt, że drugi rok z rzędu drabinka w Lidze Mistrzów układa się dla nas korzystnie, a nie potrafimy tego wykorzystać. Nie chodzi tylko o ewentualne zwycięstwo — sam awans do finału oznaczałby ogromne premie finansowe. Tym bardziej, że to nie jest jakieś wybitne Atletico jak w latach 2014–2016. Wszyscy wiedzieliśmy, jak zagra Atletico — i niestety mecz potoczył się dokładnie według tego scenariusza. Mimo że z natury jestem pesymistą, mam przeczucie, że za tydzień ich przejdziemy.
Ja też zdecydowanie należę do „nie-resultadistów”. Emocje ponad wyniki. Dokładnie dla tego ogląda się piłkę (mam prawie 41 lat i stresująca prace). To najwięcej frajdy, jaką mam z oglądania Barçy od jesieni 2008 roku – momentu, kiedy rodziła się tiki-taka w swojej najbardziej surowej formie. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, jak na to reagować. To było coś świeżego.
Później, za Luisa Enrique, futbol był skuteczny i momentami bardziej zautomatyzowany. Dalej dawał trofea i wielkie wieczory, ale brakowało tej nieprzewidywalności.
To, co widzimy teraz – w zeszłym sezonie i w tym – jest po prostu fenomenalne. I to wszystko budowane w oparciu o młodych zawodników. To są chwile, które zostają z kibicem na zawsze.
Ale… żeby trochę podyskutować z autorem – wyniki jednak mają znaczenie. Może nie dla nas wprost, jako kibiców, ale dla funkcjonowania klubu są kluczowe. Premie za trofea, awanse w Lidze Mistrzów, nawet samo dojście do finału – to ogromne pieniądze. A bez pieniędzy trudno konkurować na najwyższym poziomie.
Paradoks polega na tym, że żeby dalej oglądać tę radosną Barçę – klub musi wygrywać. Bo tylko wtedy będzie miał środki, żeby utrzymać ten projekt. Innymi słowy: żeby pokazać światu nasz futbol, trzeba najpierw mieć za co wynająć scenę.
Smutno mi, jako kibicowi FCB, czytać negatywne komentarze odnoszące się to problemów mentalnych Andre Gomesa. To choroba jak każda inna. Kibicujemy klubowi i ich zawodnikom. Andre oprócz ogólnie mizernej formy nie skrzywdził nikogo, nie popełnił oszustwa podatkowego (Messi i Mascherano), nie jest cwaniaczkiem (Sandro Rosel).
Proszę użytkoników o wparcie, a nie uszczypliwe komentarze (w Polsce to raczej norma, ale można to zmienić). Nie zapominjacie o Robercie Enke. Brak wsparcia i zrozumienia problemów w głowie często kończy się tragedią.
Prawdę mówiąc, w kontekście zwolnienia Xabiego Alonso w Realu Madryt to jest idealny moment, żeby na chwilę się zatrzymać i docenić, jak fantastyczną robotę wykonuje Hansi Flick w Barcelonie.
Przede wszystkim: rozwój zawodników. Widać wyraźnie, że piłkarze robią realny postęp – indywidualnie i zespołowo. Wielu graczy, którzy wcześniej byli krytykowani albo wyglądali na zagubionych, dziś ma jasno określone role, pewność siebie i sens w tym, co robią na boisku. To nie jest przypadek – to jest warsztat trenerski najwyższej klasy.
Po drugie: La Masia. Flick nie tylko mówi o stawianiu na młodych – on faktycznie to robi. Daje szanse, ufa, buduje ich krok po kroku, bez zbędnej presji, ale też bez taryfy ulgowej. To dokładnie to, czego ten klub potrzebuje po latach chaosu i przypadkowych decyzji transferowych.
Po trzecie: taktyka i przygotowanie meczowe. Barcelona Flicka wie, co chce grać. Widać plan, widać reakcje w trakcie spotkań, widać elastyczność. Nie zawsze wszystko wychodzi, ale rzadko kiedy ma się poczucie, że drużyna jest kompletnie bezradna albo źle przygotowana (faktem jest, ze stawia uparcie na wysoka linie obrony).
Kolejna sprawa, moim zdaniem bardzo ważna: mentalność i zachowanie Flicka. Zero wymówek. Zero narzekania na sędziów, kontuzje, terminarz czy „sytuację klubu”. A przypomnijmy sobie: FC Barcelona była i nadal jest w trudnym stanie finansowym i organizacyjnym. Mimo to Flick zdecydował się tu przyjść, wziąć odpowiedzialność i po prostu pracować. Spokojnie, profesjonalnie, z klasą.
Do tego trofea – nawet jeśli ktoś próbuje je bagatelizować, one są faktem. Drużyna znów ma mental zwycięzców, a to nie bierze się znikąd. Dlatego dla mnie sprawa jest prosta: chcę, żeby Hansi Flick został w Barcelonie na długie lata. Nawet jeśli nie wygra Ligi Mistrzów – a wszyscy wiemy, jak wiele czynników musi się na to złożyć – to i tak wykonuje świetną pracę. Odbudowuje drużynę, tożsamość i zdrowe fundamenty pod przyszłość.
Patrząc na chaos, nerwowe decyzje i szybkie zwolnienia u rywala z Madrytu, tym bardziej widać, jak cenną wartością jest stabilność, kompetencja i spokój, które Flick wniósł do Barcelony.
Oby klub to docenił. Bo tacy trenerzy nie trafiają się często.
Smutne, bardzo smutne, bo zapowiadał Nam się nowy Busquets. Ależ mi się ten chłopak dzisiaj podobał. Jeszcze lepszy mecz niż z Athletic Bilbao. Przyjemnie się go oglądało. I to akurat najbardziej newralgiczna pozycja w Barcelonie, na którą od lat szukaliśmy grajka. Tu nam spadł chłopak prosto z nieba i niestety taki pech.
Komentarze
1
@Lukas82 Simeone zahacza o nogi Cubarsiego.
3
Trudno obwiniać Cubarsiego. To był przypadkowy faul, będący bezpośrednim efektem taktyki Flicka z wysoko ustawioną linią obrony. Nie było to głupie czy nieodpowiedzialne zachowanie, jak w przypadku Araujo przeciwko PSG dwa lata temu.
Najbardziej boli utrata drugiej bramki i fakt, że drugi rok z rzędu drabinka w Lidze Mistrzów układa się dla nas korzystnie, a nie potrafimy tego wykorzystać. Nie chodzi tylko o ewentualne zwycięstwo — sam awans do finału oznaczałby ogromne premie finansowe. Tym bardziej, że to nie jest jakieś wybitne Atletico jak w latach 2014–2016.
Wszyscy wiedzieliśmy, jak zagra Atletico — i niestety mecz potoczył się dokładnie według tego scenariusza.
Mimo że z natury jestem pesymistą, mam przeczucie, że za tydzień ich przejdziemy.
2
Ja też zdecydowanie należę do „nie-resultadistów”. Emocje ponad wyniki. Dokładnie dla tego ogląda się piłkę (mam prawie 41 lat i stresująca prace). To najwięcej frajdy, jaką mam z oglądania Barçy od jesieni 2008 roku – momentu, kiedy rodziła się tiki-taka w swojej najbardziej surowej formie. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, jak na to reagować. To było coś świeżego.
Później, za Luisa Enrique, futbol był skuteczny i momentami bardziej zautomatyzowany. Dalej dawał trofea i wielkie wieczory, ale brakowało tej nieprzewidywalności.
To, co widzimy teraz – w zeszłym sezonie i w tym – jest po prostu fenomenalne. I to wszystko budowane w oparciu o młodych zawodników. To są chwile, które zostają z kibicem na zawsze.
Ale… żeby trochę podyskutować z autorem – wyniki jednak mają znaczenie. Może nie dla nas wprost, jako kibiców, ale dla funkcjonowania klubu są kluczowe. Premie za trofea, awanse w Lidze Mistrzów, nawet samo dojście do finału – to ogromne pieniądze. A bez pieniędzy trudno konkurować na najwyższym poziomie.
Paradoks polega na tym, że żeby dalej oglądać tę radosną Barçę – klub musi wygrywać. Bo tylko wtedy będzie miał środki, żeby utrzymać ten projekt.
Innymi słowy: żeby pokazać światu nasz futbol, trzeba najpierw mieć za co wynająć scenę.
0
@Lucyffffer1922 Wielkie dzięki za poświęcony czas.
0
@borys27 Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
43
Smutno mi, jako kibicowi FCB, czytać negatywne komentarze odnoszące się to problemów mentalnych Andre Gomesa. To choroba jak każda inna. Kibicujemy klubowi i ich zawodnikom. Andre oprócz ogólnie mizernej formy nie skrzywdził nikogo, nie popełnił oszustwa podatkowego (Messi i Mascherano), nie jest cwaniaczkiem (Sandro Rosel).
Proszę użytkoników o wparcie, a nie uszczypliwe komentarze (w Polsce to raczej norma, ale można to zmienić). Nie zapominjacie o Robercie Enke. Brak wsparcia i zrozumienia problemów w głowie często kończy się tragedią.
31
Prawdę mówiąc, w kontekście zwolnienia Xabiego Alonso w Realu Madryt to jest idealny moment, żeby na chwilę się zatrzymać i docenić, jak fantastyczną robotę wykonuje Hansi Flick w Barcelonie.
Przede wszystkim: rozwój zawodników. Widać wyraźnie, że piłkarze robią realny postęp – indywidualnie i zespołowo. Wielu graczy, którzy wcześniej byli krytykowani albo wyglądali na zagubionych, dziś ma jasno określone role, pewność siebie i sens w tym, co robią na boisku. To nie jest przypadek – to jest warsztat trenerski najwyższej klasy.
Po drugie: La Masia. Flick nie tylko mówi o stawianiu na młodych – on faktycznie to robi. Daje szanse, ufa, buduje ich krok po kroku, bez zbędnej presji, ale też bez taryfy ulgowej. To dokładnie to, czego ten klub potrzebuje po latach chaosu i przypadkowych decyzji transferowych.
Po trzecie: taktyka i przygotowanie meczowe. Barcelona Flicka wie, co chce grać. Widać plan, widać reakcje w trakcie spotkań, widać elastyczność. Nie zawsze wszystko wychodzi, ale rzadko kiedy ma się poczucie, że drużyna jest kompletnie bezradna albo źle przygotowana (faktem jest, ze stawia uparcie na wysoka linie obrony).
Kolejna sprawa, moim zdaniem bardzo ważna: mentalność i zachowanie Flicka. Zero wymówek. Zero narzekania na sędziów, kontuzje, terminarz czy „sytuację klubu”. A przypomnijmy sobie: FC Barcelona była i nadal jest w trudnym stanie finansowym i organizacyjnym. Mimo to Flick zdecydował się tu przyjść, wziąć odpowiedzialność i po prostu pracować. Spokojnie, profesjonalnie, z klasą.
Do tego trofea – nawet jeśli ktoś próbuje je bagatelizować, one są faktem. Drużyna znów ma mental zwycięzców, a to nie bierze się znikąd. Dlatego dla mnie sprawa jest prosta: chcę, żeby Hansi Flick został w Barcelonie na długie lata. Nawet jeśli nie wygra Ligi Mistrzów – a wszyscy wiemy, jak wiele czynników musi się na to złożyć – to i tak wykonuje świetną pracę. Odbudowuje drużynę, tożsamość i zdrowe fundamenty pod przyszłość.
Patrząc na chaos, nerwowe decyzje i szybkie zwolnienia u rywala z Madrytu, tym bardziej widać, jak cenną wartością jest stabilność, kompetencja i spokój, które Flick wniósł do Barcelony.
Oby klub to docenił. Bo tacy trenerzy nie trafiają się często.
28
Tu akurat plus dla Koemana i jego sztabu za kreatywność.
24
Bardzo fajny, inspirowany latami '90.
17
Smutne, bardzo smutne, bo zapowiadał Nam się nowy Busquets. Ależ mi się ten chłopak dzisiaj podobał. Jeszcze lepszy mecz niż z Athletic Bilbao. Przyjemnie się go oglądało. I to akurat najbardziej newralgiczna pozycja w Barcelonie, na którą od lat szukaliśmy grajka. Tu nam spadł chłopak prosto z nieba i niestety taki pech.