W FC Barcelonie od lat powtarza się ten sam paradoks: można wygrać wybory i jednocześnie nie mieć najlepszego planu na klub. I dokładnie w tym miejscu jesteśmy dziś.
Laporta najprawdopodobniej wygra kolejne wybory. Nie dlatego, że jego projekt jest najbardziej spójny. Nie dlatego, że klub jest dziś wzorem zarządzania. Wygra, bo ma nazwisko, narrację i sentyment socios. A w Barcelonie to waluta silniejsza niż jakikolwiek audyt finansowy.
Dla tysięcy socios Laporta to nie jest „aktualny prezydent”, tylko symbol lat 2003–2011: Ronaldinho, Guardiola, Messi, trofea i poczucie bycia najlepszym klubem świata. Ten sentyment działa nawet wtedy, gdy rzeczywistość mówi coś innego.
Laporta potrafi opowiadać. Potrafi wytłumaczyć porażkę jako „etap przejściowy”, ryzykowną decyzję jako „odwagę”, a brak planu jako „elastyczność”. I robi to lepiej niż ktokolwiek inny. W świecie, w którym większość socios nie czyta raportów finansowych, narracja wygrywa z tabelkami.
Sorry not sorry ale niema z kim konkurować - Víctor Font miał rację co do struktury. Marc Ciria miał rację co do finansów. Ale żaden z nich nie potrafił – ani nie potrafi – porwać emocjonalnie. A Barça i Socios, czy nam się to podoba czy nie, głosuje sercem, nie Excelem. Fakty są takie, że klub przetrwał moment, w którym realnie groził paraliż finansowy. Laporta postawił na La Masię (nie miał w sumie wyboru), co w ostatnich latach dało realne sportowe efekty. Laporta potrafił podejmować decyzje pod presją (czy trafne czy nie) i brać na siebie odpowiedzialność, nawet jeśli były ryzykowne.
Stety/niestety dla wielu socios to wystarczy. Widzieli prezydentów ostrożnych, widzieli prezydentów nijakich. Laporta przynajmniej sprawia wrażenie, że „coś robi”.
Laporta wygrywa politycznie, bo rozumie Barcelonę jako wspólnotę emocji.
Więc imho Laporta wygra
Pytanie brzmi: czy klub znów zapłaci za to cenę kilka lat później, gdy sentyment się skończy, a rachunki zostaną.
@Zoker Laporta najprawdopodobniej wygra, bo ma nazwisko, narrację i sentyment u socios. I w wyborach to zwykle wystarcza. Ale to wcale nie znaczy, że ma najlepszą wizję ani że klub jest najlepiej prowadzony. Paradoks Barçy polega na tym, że Laporta wygrywa politycznie, a klub od lat funkcjonuje w trybie gaszenia pożarów. Font miał rację co do struktury, Ciria co do finansów, tylko że żaden z nich nie potrafi sprzedać tego emocjonalnie tak jak Laporta. A Barça, czy nam się to podoba czy nie, głosuje sercem, nie Excelem.
W FC Barcelonie od lat powtarza się ten sam paradoks: można wygrać wybory i jednocześnie nie mieć najlepszego planu na klub. I dokładnie w tym miejscu jesteśmy dziś.
Laporta najprawdopodobniej wygra kolejne wybory. Nie dlatego, że jego projekt jest najbardziej spójny. Nie dlatego, że klub jest dziś wzorem zarządzania. Wygra, bo ma nazwisko, narrację i sentyment socios. A w Barcelonie to waluta silniejsza niż jakikolwiek audyt finansowy.
Dla tysięcy socios Laporta to nie jest „aktualny prezydent”, tylko symbol lat 2003–2011: Ronaldinho, Guardiola, Messi, trofea i poczucie bycia najlepszym klubem świata. Ten sentyment działa nawet wtedy, gdy rzeczywistość mówi coś innego.
Laporta potrafi opowiadać. Potrafi wytłumaczyć porażkę jako „etap przejściowy”, ryzykowną decyzję jako „odwagę”, a brak planu jako „elastyczność”. I robi to lepiej niż ktokolwiek inny. W świecie, w którym większość socios nie czyta raportów finansowych, narracja wygrywa z tabelkami.
Sorry not sorry ale niema z kim konkurować - Víctor Font miał rację co do struktury. Marc Ciria miał rację co do finansów. Ale żaden z nich nie potrafił – ani nie potrafi – porwać emocjonalnie. A Barça i Socios, czy nam się to podoba czy nie, głosuje sercem, nie Excelem. Fakty są takie, że klub przetrwał moment, w którym realnie groził paraliż finansowy. Laporta postawił na La Masię (nie miał w sumie wyboru), co w ostatnich latach dało realne sportowe efekty. Laporta potrafił podejmować decyzje pod presją (czy trafne czy nie) i brać na siebie odpowiedzialność, nawet jeśli były ryzykowne.
Stety/niestety dla wielu socios to wystarczy. Widzieli prezydentów ostrożnych, widzieli prezydentów nijakich. Laporta przynajmniej sprawia wrażenie, że „coś robi”.
Laporta wygrywa politycznie, bo rozumie Barcelonę jako wspólnotę emocji.
Więc imho Laporta wygra
Pytanie brzmi: czy klub znów zapłaci za to cenę kilka lat później, gdy sentyment się skończy, a rachunki zostaną.
@Zoker Laporta najprawdopodobniej wygra, bo ma nazwisko, narrację i sentyment u socios. I w wyborach to zwykle wystarcza. Ale to wcale nie znaczy, że ma najlepszą wizję ani że klub jest najlepiej prowadzony. Paradoks Barçy polega na tym, że Laporta wygrywa politycznie, a klub od lat funkcjonuje w trybie gaszenia pożarów. Font miał rację co do struktury, Ciria co do finansów, tylko że żaden z nich nie potrafi sprzedać tego emocjonalnie tak jak Laporta. A Barça, czy nam się to podoba czy nie, głosuje sercem, nie Excelem.
Komentarze
8
W FC Barcelonie od lat powtarza się ten sam paradoks: można wygrać wybory i jednocześnie nie mieć najlepszego planu na klub. I dokładnie w tym miejscu jesteśmy dziś.
Laporta najprawdopodobniej wygra kolejne wybory. Nie dlatego, że jego projekt jest najbardziej spójny. Nie dlatego, że klub jest dziś wzorem zarządzania. Wygra, bo ma nazwisko, narrację i sentyment socios. A w Barcelonie to waluta silniejsza niż jakikolwiek audyt finansowy.
Dla tysięcy socios Laporta to nie jest „aktualny prezydent”, tylko symbol lat 2003–2011: Ronaldinho, Guardiola, Messi, trofea i poczucie bycia najlepszym klubem świata. Ten sentyment działa nawet wtedy, gdy rzeczywistość mówi coś innego.
Laporta potrafi opowiadać. Potrafi wytłumaczyć porażkę jako „etap przejściowy”, ryzykowną decyzję jako „odwagę”, a brak planu jako „elastyczność”. I robi to lepiej niż ktokolwiek inny. W świecie, w którym większość socios nie czyta raportów finansowych, narracja wygrywa z tabelkami.
Sorry not sorry ale niema z kim konkurować - Víctor Font miał rację co do struktury. Marc Ciria miał rację co do finansów. Ale żaden z nich nie potrafił – ani nie potrafi – porwać emocjonalnie. A Barça i Socios, czy nam się to podoba czy nie, głosuje sercem, nie Excelem.
Fakty są takie, że klub przetrwał moment, w którym realnie groził paraliż finansowy.
Laporta postawił na La Masię (nie miał w sumie wyboru), co w ostatnich latach dało realne sportowe efekty. Laporta potrafił podejmować decyzje pod presją (czy trafne czy nie) i brać na siebie odpowiedzialność, nawet jeśli były ryzykowne.
Stety/niestety dla wielu socios to wystarczy. Widzieli prezydentów ostrożnych, widzieli prezydentów nijakich. Laporta przynajmniej sprawia wrażenie, że „coś robi”.
Laporta wygrywa politycznie, bo rozumie Barcelonę jako wspólnotę emocji.
Więc imho Laporta wygra
Pytanie brzmi: czy klub znów zapłaci za to cenę kilka lat później, gdy sentyment się skończy, a rachunki zostaną.
5
@Zoker Laporta najprawdopodobniej wygra, bo ma nazwisko, narrację i sentyment u socios. I w wyborach to zwykle wystarcza.
Ale to wcale nie znaczy, że ma najlepszą wizję ani że klub jest najlepiej prowadzony. Paradoks Barçy polega na tym, że Laporta wygrywa politycznie, a klub od lat funkcjonuje w trybie gaszenia pożarów.
Font miał rację co do struktury, Ciria co do finansów, tylko że żaden z nich nie potrafi sprzedać tego emocjonalnie tak jak Laporta. A Barça, czy nam się to podoba czy nie, głosuje sercem, nie Excelem.
8
W FC Barcelonie od lat powtarza się ten sam paradoks: można wygrać wybory i jednocześnie nie mieć najlepszego planu na klub. I dokładnie w tym miejscu jesteśmy dziś.
Laporta najprawdopodobniej wygra kolejne wybory. Nie dlatego, że jego projekt jest najbardziej spójny. Nie dlatego, że klub jest dziś wzorem zarządzania. Wygra, bo ma nazwisko, narrację i sentyment socios. A w Barcelonie to waluta silniejsza niż jakikolwiek audyt finansowy.
Dla tysięcy socios Laporta to nie jest „aktualny prezydent”, tylko symbol lat 2003–2011: Ronaldinho, Guardiola, Messi, trofea i poczucie bycia najlepszym klubem świata. Ten sentyment działa nawet wtedy, gdy rzeczywistość mówi coś innego.
Laporta potrafi opowiadać. Potrafi wytłumaczyć porażkę jako „etap przejściowy”, ryzykowną decyzję jako „odwagę”, a brak planu jako „elastyczność”. I robi to lepiej niż ktokolwiek inny. W świecie, w którym większość socios nie czyta raportów finansowych, narracja wygrywa z tabelkami.
Sorry not sorry ale niema z kim konkurować - Víctor Font miał rację co do struktury. Marc Ciria miał rację co do finansów. Ale żaden z nich nie potrafił – ani nie potrafi – porwać emocjonalnie. A Barça i Socios, czy nam się to podoba czy nie, głosuje sercem, nie Excelem.
Fakty są takie, że klub przetrwał moment, w którym realnie groził paraliż finansowy.
Laporta postawił na La Masię (nie miał w sumie wyboru), co w ostatnich latach dało realne sportowe efekty. Laporta potrafił podejmować decyzje pod presją (czy trafne czy nie) i brać na siebie odpowiedzialność, nawet jeśli były ryzykowne.
Stety/niestety dla wielu socios to wystarczy. Widzieli prezydentów ostrożnych, widzieli prezydentów nijakich. Laporta przynajmniej sprawia wrażenie, że „coś robi”.
Laporta wygrywa politycznie, bo rozumie Barcelonę jako wspólnotę emocji.
Więc imho Laporta wygra
Pytanie brzmi: czy klub znów zapłaci za to cenę kilka lat później, gdy sentyment się skończy, a rachunki zostaną.
5
@Zoker Laporta najprawdopodobniej wygra, bo ma nazwisko, narrację i sentyment u socios. I w wyborach to zwykle wystarcza.
Ale to wcale nie znaczy, że ma najlepszą wizję ani że klub jest najlepiej prowadzony. Paradoks Barçy polega na tym, że Laporta wygrywa politycznie, a klub od lat funkcjonuje w trybie gaszenia pożarów.
Font miał rację co do struktury, Ciria co do finansów, tylko że żaden z nich nie potrafi sprzedać tego emocjonalnie tak jak Laporta. A Barça, czy nam się to podoba czy nie, głosuje sercem, nie Excelem.