O sobie

  • Zainteresowania Brak informacji
  • Ulubiony zawodnik Puyol
  • Ulubione zespoły Brak informacji
  • Barcelonie kibicuję od 2000

Statystyki

  • Dni w serwisie Ponad 5100
  • Liczba komentarzy 481
  • Polecenia 377

Komentarze

0

@barteq No właśnie teraz widzimy doskonale jaka to pomoc. W moim odczuciu pomoc to coś pozytywnego, często bezinteresownego. A nawet jeśli nie bezinteresownego, to i tak dającego więcej korzyści niż strat. A tu tak to nie wygląda... Ja bym lekko rozszerzył to określenie i mówił pomógł udupić klub.
I oczywiście, że wina leży po stronie tamtego szkodnika, chodzi mi o to, żeby nie robić z zawodników dobrych samarytan, bo nimi nie są.

3

Zastanawia mnie jakim cudem ciągle utrzymuje się narracja o "pomocy" klubowi? Oni zostali przekupieni przez Bartomeu i nie tylko odroczyli ówczesne zarobki, ale i dostali solidne podwyżki na przyszłe lata(kiedy problem będzie miał już inny prezydent). Taki Lenglet zarabia dużo więcej niż Ramos kiedykolwiek w Realu, zarabia tylko nieco mniej od Alaby i Rudigera, którym trzeba było dać wysokie pensje, bo przyszli za darmo... Kuriozum!

1

@Migel Wszedłem na komentarze, żeby to samo napisać, także podpinam się pod Twój: +1

0

32 nie chcę pisać nazwisk, żeby tu spoilerów nie było, ale słabo mi poszło we Francuzów, za to Holendra zapomniałem tylko tego ostatniego. Fajna zabawa!

1

@Rhaan zamierzałem napisać, że w takim przypadku ktoś musi cierpieć na martwicę mózgu, ale postanowiłem sprawdzić czy ktoś już czegoś podobnego nie napisał :D pozostaje powiedzieć: +1

Zobacz wszystkie

25

Myślę, że problem rzeczywiście istnieje.
Po pierwsze to na co zwracasz uwagę-uzależnienie od statystyk. Przy czym zaczyna się to od dziennikarzy i kibiców. Czyli w prostej linii wyznacznikiem sukcesu piłkarza stały się cyferki. Tutaj nasuwa mi się też pytanie, czy rywalizacja Leo z CR, nie była najistotniejszym przyczynkiem ku temu: całe lata dziennikarze i fani obu zawodników przerzucali się liczbami wygranych trofeów, zdobytych bramek, czy też masą innych statystyk próbując dowieść wyższości jednego nad drugim(a wystarczyło oglądać mecze by wiedzieć, że Leo był zwyczajnie lepszy na boisku ;) ). Wrażenie może robić tylko bicie rekordów i zdobywanie trofeów. Mam wrażenie, że dziś nikt nie spojrzałby na Bergkampa, Riquelme, Mendietę, czy Zanettiego. Sam uwielbiałem Kluiverta, choć nie widziałem go jako nastolatka w Ajaxie, w mojej pamięci był od zawsze w Barcie.

Kolejną rzeczą jest rozwój obrony zespołowej. Co raz trudniej jednostce wybitnej, grającej najczęściej w mocnym zespole stawać naprzeciw zwartym zasiekom i przebijać się przez nie raz po raz. Niestety ale sztuka neutralizacji jednostek jest na niespotykanym dotąd poziomie. I nie potrzeba do tego legendarnej gry z epok minionych, polegającej na polowaniu na kości. Okazuje się, że można lepiej i skuteczniej. Plus natłok meczów i przemęczenie zawodników nie sprzyja ich wydajności.

Utrata dziecięcej pasji? Na pewno coś w tym jest, chociaż mając lat 34, dopiero niedawno zacząłem ją tracić. Wydaje mi się, że składa się na to przede wszystkim przesyt futbolem-gramy po prostu za dużo. Kiedy jest tego tyle, że nie da się nadążyć, to siłą rzeczy traci się nieco zainteresowanie. A drugim aspektem jest kastracja medialna piłkarzy. A przyczyny tu znów upatruję tak naprawdę po stronie dziennikarskiej i kibicowskiej. Powstające setki artykułów o byle pierdółce, moralnie oceniające każdy aspekt, a także rzesze ludzi z pianą na ustach, gotowe rzucać ekskrementami w graczy przy każdej okazji. Wydaje mi się, że obniżenie temperatury dyskusji i poziomu zainteresowania każdym detalem z życia piłkarzy dałoby oddech i im i nam.

Kolejnym pytaniem jest to, czy nie jest to efekt nieprzystawania piłki do dzisiejszego świata. Długie mecze mają się nijak do bombardujących dopaminą reelsów i innych tik toków. W związku z tym futbol oglądany jest na highlightach i mecze tracą kontekst, a wtedy trudno budować pomniki. Bo przecież do niektórych przemawiają bardziej inne rzeczy niż samo zdobywanie bramek. Jakby ktoś konsumował głównie skróty, to czy wrażenie na nim zrobili by kiedykolwiek Vieira albo Thuram?

Można by te pewnie rozważać trening dzieci i młodzieży. Czy nie zabija się kreatywności i fantazji narzucając zbyt szybko ramy taktyczne?

Temat jest bardzo szeroki i można rozprawiać nad nim długo-fajnie, że pojawił się taki artykuł.

24

Od lat się wkurzam, jak ludzie mówią o nudnej tiki-tace. Jeśli jest nudna, to już nie jest tiki-taka. To jest co najwyżej jej nędzna podróbka, pozbawiona tego co najważniejsze, prawdziwej esencji. Rzeczą dla mnie symptomatyczną dla takiego patrzenia na futbol (mam tu na myśli brak zrozumienia tej istoty rzeczy) jest to, jak bardzo niedoceniana - a może zapomniana? - zawsze była praca Xaviego i Iniesty w pressingu i odbiorze. Ot mali geniusze z piłką. Ale oni pracowali jak woły, podobnie jak cały zespół z resztą.
Już od czasów Lucho - a tak naprawdę, to od momentu choroby nieodżałowanego Tito, bo Roura i Martino byli bardziej figurantami niż trenerami - wszystko się powoli rozjeżdżało. Enrique miał najlepszy atak w historii i wygrał jedną LM-tam też nie było tak bardzo widać ręki trenera. Potrafiliśmy niby zgrać szybki atak(indywidualności nadrabiały brak pomysłu kolektywnego), ale czy drużyna ogólnie zrobiła postęp? Rzeczy(gra drużyny) były pozostawione same sobie, bo wybitni gracze, z Messim na czele, potrafili ciągnąć wyniki w lidze i pudrować te pogłębiającą się zapaść. Kiedy przychodziły prawdziwe sprawdziany w LM, okazywało się, że bez pomysłu(a także pewnej inspiracji), nie da się pokonać każdego "siłą rozpędu". Wybitne jednostki odeszły, zabrakło-lub raczej brakowało przez lata-odpowiedniego uzupełniania składu i oto w pełnej krasie odsłoniła się skala rozkładu.
Od dawien dawna pomstuję na to, że nie zatrudniamy sensownych trenerów. Patrząc na to, ile razy LM wygrywał niedawno Real i jak sami przegrywaliśmy, uważam, że kariera Messiego została lekko zmarnowana z perspektywy klubu. I to właśnie przez ten brak umiejętnego wdrażania modelu.
Co do Xaviego, to jego początek, który wyglądał obiecująco i dawał nadzieję, że nie okaże się on dogmatykiem ze sztywnym karkiem, był jednak tylko zmyłką. Niestety znów (podobnie jak pod koniec kariery zawodniczej) na pierwszy plan wychodzi brak refleksji, wymówki i niezdolność do szukania właściwych rozwiązań.
A wracając do Pepa, to bardziej niż na jego powrót na ławkę, od dawna marzę o jego powrocie do klubu, jako kogoś, kto by pełnił rolę koordynatora pionu szkolenia. Johana już nie ma, a Barca ewidentnie potrzebuje nowej postaci do wskazania właściwej drogi i lepszego kandydata ku temu po prostu nie ma.

21

Ja tam do Ferrana pretensji nie mam. Dużo (większość?) osób narzeka, że piłkarze z byle powodu się pokładają i udają, że umierają. Tutaj Ferran tego nie zrobił i równo walczył (choć za jaja nie łapał) z większym przeciwnikiem. Skoro obaj po czerwonej, znaczy, że nasz nie przesadził i jest po równo. Zawieszenie na dwa mecze, to żaden dramat. Radzimy sobie bez Lewego, a wiele razy radziliśmy sobie bez Messiego, to poradzimy i chwilę bez Ferrana.

19

Ja nie wiem na co tu niektórzy liczą? Porto bierze chłopaka, który dotąd zagrał kilka obiecujących meczów w pierwszej drużynie, kompletnie nie zachwycił w Valencii (wiem-klub bagno trochę teraz) i jeszcze dręczyły go kontuzje. Więc co, mieli go wziąć za 20 i ustalić próg dla Barcy na 25? Nie żartujmy... Transfer jest o tyle lepszy, że Porto teraz ma interes na niego stawiać i w niego inwestować. Jeśli rzeczywiście okaże się super graczem i się mocno rozwinie, to te 30 baniek, to nie jest jakaś tragedia. A jeśli nie, to zyskaliśmy 8 baniek za gościa, z którego i tak nie mielibyśmy żadnego pożytku. Nie wiem na jakiej podstawie Porto miałoby płacić za niego znacznie większe pieniądze, albo jaki miałoby interes go rozwinąć i oddać nam potem za np 15 baniek, jeśli Anglia mogłaby dać 50?

17

Zalogowałem się pierwszy raz od chyba pięciu lat, żeby skomentować ten felieton(choć nieco w odniesieniu i do poprzednich).
Podpisuję się rakami i nogami pod każdym słowem!
W sprawie Rakiticia dodałbym jeszcze, że to jest pewnie ostatni moment kiedy można zarobić na nim sensowne pieniądze. Tu znów widać, że Floro lepiej handluje, bo stara się opchnąć sensownie Modricia-póki może. W przypadku obu panów z Bałkanów warto zwrócić uwagę, że obaj są sporowcami spełnionymi. A to w dziewięćdziesięciu procentach przypadków oznacza drogę w jedną stronę.
Polecam przy okazji nie przejmować się tymi krytycznymi głosami - dziś zwolennikami Neymara, mogą pozostawać chyba jedynie małoletni fani piłki nożnej na youtubie. Podobne mam odczucia co do formy-wreszcie trochę subiektywnej analizy, sensownie krytycznej, zamiast lukrowanej pseudo-obiektywnej propagandy, że w Barcelonie zawsze wszystko cudownie i najlepiej. Tu też chyba trzeba dorosnąć do trzeźwego spojrzenia.
I na koniec: styl! Bardzo fajny, luźny, przyjemnie się czyta.
Dzięki i czekam na kolejne odsłony! ;)

Media

Sonda

Kto zostanie mistrzem Europy?