La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1881 Culés

2

"Dwa mecze towarzyskie, w tym tylko jeden poważny, to za mało, aby dokonywać ocen początku pracy Luisa Enrique w FC Barcelonie. Jednak dwa mecze towarzyskie, w tym tylko jeden poważny, wsparte o bezlik decyzji personalnych, przecieków zza zamkniętych bram ośrodka w Birmingham oraz wypowiedzi zawodników pozwala na nadanie tej bezkształtnej jeszcze masie wstępnych rysów. Gerard Piqué miał rację. Przyszłość jest piękna. Esencja zostanie zachowana. Luis Enrique zamierza podtrzymać cruyffowo-guardiolowską duszę drużyny, ale jednocześnie chce zapobiec znanej z poprzedniego sezonu bezładnej plątaninie podań. W starciach z defensywnie usposobionym rywalem Barça krztusiła się od mnogich zagrań na wysokości drugiej linii. Ledwie przepchnięta pod pole karne akcja zazwyczaj kończyła się słabej jakości dośrodkowaniem, po czym piłka padała łupem przeciwników. Zwłaszcza, gdy za wrzutkę brał się Dani Alves, który - podobnie jak cały zespół „Blaugrany” - stał się karykaturą najlepszej wersji siebie. Kiedy na inauguracyjnej konferencji prasowej Enrique został poproszony o samoocenę, odpowiedział: „Jestem sympatycznym Asturyjczykiem”. Ale z jowialnym wizerunkiem chłopca w krótkich majtkach „Lucho” nie ma nic wspólnego. Enrique nie wkroczył do szatni Barçy, a wpadł do niej z impetem, przy okazji wyważając drzwi razem z futryną. Po okresie familiarnego poklepywania się po plecach „Duma Katalonii” potrzebowała wstrząsu. Impuls nadany przez „Lucho” jest łatwy do określenia - dyscyplina, praca i pokora. Asturyjczyk zdecydował się bowiem na powrót do restrykcyjnych zasad funkcjonowania „Blaugrany” za czasów Pepa Guardioli. Ale najważniejszy i tak będzie futbol. Przygotowań do nowej kampanii nie ułatwiają kontuzja Neymara i zawieszenie Luisa Suáreza. Enrique pracuje więc nad ustawieniem, które przynajmniej początkowo nie uwzględnia wspomnianych piłkarzy. I tak punktem wyjścia ma być klasyczne 4-3-3, co poniekąd potwierdziły mecze towarzyskie z Recreativo Huelva (1:0) i Niceą (1:1). Asturyjski szkoleniowiec FC Barcelony chce jednak drużyny elastycznej taktycznie, która uwolni się od pułapki braku alternatywy czy uzależnienia od pojedynczych zrywów Leo Messiego. Dlatego też z silnymi przeciwnikami Barça wyjściowo ustawi się wg schematu 3-5-2. Kiedy „Blaugrana” będzie musiała atakować, „Lucho” postawi na 3-4-3, a nawet 3-2-3-2. Dla niektórych piłkarzy oznacza to zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń. Mundialowe popisy Javiera Mascherano sprawiły, że Enrique jedynie utwierdził się w przekonaniu o konieczności przywrócenia Argentyńczyka na pozycję defensywnego pomocnika. Może się jednak okazać, że wobec problemów z pozyskaniem jakościowego stopera „Masche” będzie grywał w obronie. Grywał, a nie grał, bo przynajmniej początkowo „Lucho” ufa Jérémy’emu Mathieu i widzi w nim piłkarza idealnego do partnerowania po lewicy Gerardowi Piqué. Otwartym pozostaje pytanie, kto będzie pomagał „Geriemu” z drugiej strony. Ciekawym rozwiązaniem było zauważalne w sparingu z Niceą wchodzenie w linię obrony przez Sergio Busquetsa. To niby nic nowego, a jednak przez trzy kwadranse sobotniego meczu „Busi” wyjątkowo często pełnił funkcję trzeciego stopera. Wówczas Mathieu i Piqué wychodzili nieco wyżej i brali udział w konstrukcji akcji. Wydaje się, że Enrique niemal dla każdego przygotował nowy zakres zadań. Np. Pedro może zostać przesunięty na pozycję prawego obrońcy (przy czteroosobowym bloku) lub prawego wahadłowego (przy trzech obrońcach, w tym miejscu „Lucho” wymarzył sobie Juana Cuadrado). W związku z tym Asturyjczyk nie widzi w swoim nowym projekcie Alvesa, będącego chyba najbardziej dobitnym przykładem dekadencji dawnych mistrzów. W rolę lewego wahadłowego może wcielić się Jordi Alba, choć katalońscy dziennikarze spekulują, że „Lucho” widzi w tym miejscu również Neymara. Brazylijczyk musiałby jednak znacząco poprawić grę obronną, a także świadomość taktyczną. Docelowo 22-latek ma grać w ataku, obok Suáreza, a przed Messim. Bo mniej mobilny i wolniejszy Argentyńczyk nie będzie już głównym finalizującym akcje, a ich reżyserem, kreatorem. Jego zmiennikiem będzie prawdopodobnie Rafinha. Odźwierny Enrique z Celty Vigo dysponuje olbrzymim potencjałem. Jego wszechstronność sprawia, że w elastycznej taktycznie Barçy odegra ważną, jeśli nie kluczową, rolę. To idealny zawodnik do złamania skondensowanej defensywy rywala - szybki, nieszablonowy, z kapitalną wizją gry, techniką i uderzeniem z dystansu. Do tego nie ma kompleksów - na boisku nie boi się walki wręcz, poza nim jest dobrą duszą drużyny. Takich ludzi potrzebuje w swoim wojsku „Lucho”. Nieprzypadkowo użyłem w tym miejscu nieco militarnej nomenklatury. Bo Asturyjczyk chce drużyny nieco nieokrzesanej, nieustannie poruszającej się po boisku, wchodzącej z rywalem w zwarcie. W sercu „Blaugrany”, czyli na wysokości drugiej linii, mają rządzić zawodnicy zdolni do szybkiego odbioru, duszącego pressingu i błyskawicznego prostopadłego, wertykalnego podania. Dlatego też wydaje się, że sporo minut otrzyma Ivan Rakitić. Chorwat może występować zarówno na pozycji defensywnego pomocnika, jak i rozgrywającego. „Lucho” myśli o 26-latku w kategoriach „nowego Xaviego”. Z tą jednak różnicą, że Rakitić jest lepszy w destrukcji i szybciej podejmuje decyzje. Ponadto, Chorwat zdobył serca culés zanim choć raz kopnął piłkę. Wydaje się skromny, skłonny do poświęceń i głodny zwycięstw. Rakitić będzie stemplem nowej Barçy Enrique. Ale Xavi, chwilę temu będący poza Katalonią, nie zamierza składać broni. „Lucho” przekonał go do pozostania w drużynie, ale nie zagwarantował miejsca w składzie. „Generał” zareagował w najlepszy z możliwych sposobów. Na treningach wygląda ponoć doskonale, co natychmiast przełożyło się na kapitalnych 45 minut z Niceą (4 doskonałe podania i gol z rzutu karnego). Tanio skóry nie sprzeda również Andrés Iniesta. Wydaje się, że pod surową kuratelą Enrique 30-latek może wrócić do swojej optymalnej dyspozycji. Wówczas to po barcelońskiej stronie barykady będzie jeden z najlepszych ofensywnych pomocników świata.

W środkowej strefie boiska zrobiło się tłoczno, co na boiskowy niebyt skazuje Alexa Songa, Ibrahima Afellaya (Panowie, nie podążajcie drogą Jonathana dos Santosa i zaprezentujcie najlepsze zagranie w barwach „Blaugrany” - odejdźcie z klasą) i Sergiego Roberto. Z nieznanych mi powodów Enrique upiera się przy pozostaniu w drużynie 22-latka. Ba, na prośbę Asturyjczyka klub chce przedłużyć wygasającą za rok umowę Roberto. Tymczasem na przestrzeni niemal 40 meczów (!) w pierwszej drużynie młody pomocnik nie pokazał nic, co usprawiedliwiałoby jego obecność w FC Barcelonie. Tym bardziej, że w krótszej lub dłuższej perspektywie czasowej na miejsce w drużynie zasługują Sergi Samper, Alejandro Grimaldo, Munir El Haddadi, Adama Traoré i Alen Halilović. W opublikowanym 20 kwietnia felietonie z cyklu „Przy Canaletes mówią” pt. „Powrót do przyszłości” wskazywałem wyżej wymienionych jako kręgosłup przyszłej FC Barcelony. Od tego czasu zmieniło się niewiele, a jednak bardzo dużo. Bo ta cudowna sfora gołowąsów rozpoczęła przygotowania do nowego sezonu z pierwszą drużyną i bez kompleksów podjęła wyzwanie udźwignięcia ciężaru własnych marzeń. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na Sampera. Óscar García powiedział kiedyś o nim, że to nowy Andrea Pirlo, ale on sam przypatruje się Busquetsowi (po doskonałych 45 minutach z Niceą powiedział: „Dla mnie Sergio jest punktem odniesienia. Staram się jak najwięcej od niego nauczyć”.). Kiedy kilka lat temu Guardiola zaprosił go na trening pierwszej drużyny, młody pomocnik znalazł się na celowniku Arsenalu Londyn. Wówczas przyznał, że kocha tylko Barçę. Zerknijcie na jego profil na jednym z portali społecznościowych. Niemal w każdym wpisie w języku katalońskim wyraża swoje obsesyjne wręcz przywiązanie do „Blaugrany”. Dziś 19-latek jest niemal kompletnym piłkarzem - szybki, kapitalny technicznie, odpowiedzialny taktycznie, z dobrym krótkim (tu stanowi niemal kopię „Busiego”) i długim podaniem. Musi jedynie poprawić grę w obronie, choć już teraz jest zadziorny i nieprzyjemny dla rywala. Enrique jest trenerem, który wzorem Pepa właściwie oceni potencjał canteranos i będzie miał odwagę, aby rozwijać ich talent. Jestem także spokojny o rozwój ważnych dla pierwszej drużyny Gerarda Deulofeu, Marka Bartry i Martína Montoyi (idealny rezerwowy). Powodów do optymizmu jest zresztą więcej. Mądra organizacja presezonu i sensowne decyzje personalne (żegnajcie „dos Santosy”, „Keirrisony” i „Cuenci”) to jedynie baza. Rywalizacja o miejsce w bramce już dawno nie była tak zacięta. Podobna uwaga dotyczy niemal wszystkich pozycji, z wyjątkiem środka obrony i prawej defensywy. To może się zmienić, bo na sobotniej konferencji prasowej Enrique stwierdził, że Barça pracuje nad kolejnymi transferami. Na tym samym spotkaniu z dziennikarzami „Lucho” poprosił o nieco cierpliwości. Drużyna ciągle nie jest w komplecie, ale spójrzcie na pressing przeciwko Nicei wyjściowej trójki napastników czy też jakościową zmianę, jaką zaproponował drugi zestaw pomocników. To działa, już teraz, gdy z pierwszą drużyną ciągle przebywa grupa młokosów z Barçy B. „Uznałem, że potrzebujemy nowej krwi. Drużyna była zmęczona i zbyt pewna siebie. Meczów nie da się wygrać na stojąco, mając w pamięci osiągnięte wcześniej sukcesy. Nie jesteśmy muzeum, a zespołem piłkarskim, który ma wygrywać” - to nie są słowa „Lucho”, choć mogłyby nimi być. Przytoczone frazy padły z ust Pepa Guardioli, kiedy w 2008 roku tłumaczył podjęte w trakcie presezonu decyzje. Chwilę później nastał okres niemal czteroletniej dominacji najlepszej „Blaugrany” w historii. Nikt nie zagwarantuje nam, że Barça Enrique będzie wygrywała. Ale już dziś wiadomo, że tym ludziom chodzi o coś, a nie o cokolwiek. Zapnijcie pasy. To znów będzie piękna podróż. Mateusz Bystrzycki - dziennikarz Sport.pl i autor książki „Gerard Piqué. Urodzony na Camp Nou"
"

Jak się czyta coś takiego, to przypomina się kawał historii. Wrócił bym do tego okresu, albo przynajmniej teraz chciał bym takie problemy i nadzieje.

Komentarz usunięty przez użytkownika

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?