La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1734 Culés

7

Nadszedł ten dzień. Dzień, który powinien być początkiem kalendarza Klasyki Futbolu. Dzień, w który każdy z nas powinien łyknąć dużą Caipirinhę za zdrowie tego największego.

Za 43. urodziny Ronaldo Luísa Nazário de Limy.

Nie dorastał w slumsach, jak spora część brazylijskich mistrzów. Miał normalny dom na północnych przedmieściach Rio de Janeiro. Rodzice nie byli zamożni, ale nie wywodzili się też z totalnej biedy. Jednym z jego pierwszych wspomnień jest… malowanie. Rok 1982, przeddzień mistrzostw świata w Hiszpanii. Ronaldo, razem z kolegami z dzielni, zgodnie z tradycją przystrajał ulice radosnymi muralami. Brazylijskie flagi, wizerunki piłkarzy, żółte kanarki… Malował i marzył o tym, żeby sam zostać piłkarzem.

Tamte mistrzostwa oglądał u pewnego staruszka, Pana Renato, który zapraszał chłopców przed swój telewizor i proponował paluszki i wodę sodową, co na tamte czasy było niemałym luksusem.

- Wierzcie lub nie, ale już mając pięć lat wiedziałem, że chcę zostać piłkarzem. Jeszcze nie do końca rozumiałem, z czym to się wiąże. Nie wiedziałem, gdzie piłka mnie poniesie, ale gdzieś w głębi serca już wtedy czułem, że nim zostanę. Wtedy byłem tylko jednym z milionów Brazylijczyków, którzy chcieli iść tą drogą. Myślę jednak, że coś odróżniało mnie od reszty. Ja nie marzyłem. Ja WIERZYŁEM w to, że kiedyś będę jednym z najlepszych w historii – opowiada.

Niewiele zabrakło, a Ronaldo byłby… Dadado. Jako dzieciak miał problemy z poprawną wymową swojego imienia, co w mig podchwycili jego starsi bracia. Kiedy zdobywał bramkę, ci krzyczeli: Dadadooooo!

Kiedy bracia znudzili się kopaniem piłki, zostawał sam. Grał do upadłego. Prawa noga, lewa noga, podbijanie, drybling między drzewami za domem. Wtedy podwórko było jego Maracaną. Od momentu, kiedy skończył 13 lat, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Wyjechał do Belo Horizonte, żeby grać dla Cruzeiro. Zwrócił na siebie uwagę europejskich klubów. W wieku 15 lat otrzymał pierwsze zaproszenie na trening z reprezentacją. Rok później zadebiutował w seniorskiej piłce, a dwa lata później był już na mistrzostwach świata w USA.

- Nie zagrałem tam wtedy nawet minuty, ale ten wyjazd był dla mnie jak przyśpieszony piłkarski Harvard. Goście pokroju Romario czy Bebeto uczyli nie tego, jak grać w piłkę, ale tego jak być piłkarzem. Jak być mistrzem świata. Tamto lato zmieniło moją karierę i całe moje życie – mówił po latach.

Najbardziej zakumplował się z Romario, który raczył go opowieściami o grze w Lidze Mistrzów i zdobywaniu pucharów. Kiedy Ronaldo podpisał kontrakt z PSV, zapowiedział, że zdobędzie trzydzieści bramek. I zdobył trzydzieści bramek. Potem zapowiedział, że zostanie najlepszym piłkarzem świata. Poszedł do Barcelony i zgarnął Złotą Piłkę. A potem przyszedł rok 1998 i mundial we Francji.

- Miałem 21 lat, to była dla mnie zabawa. Aż do finału z Francją. Wtedy stało się coś niewytłumaczalnego. Nagle zrobiłem się strasznie chory. Leżałem w łóżku, nie mogłem się rusyzć. Lekarze dali mi zielone światło na grę, więc zagrałem, ale bardzo słabo i przegraliśmy 0:3. To były okropne chwile – wspomina.

Potem były kontuzje, operacje, czyli kolejne ciężkie chwile. Aż do mundialu w 2002 roku, gdzie Brazylia dotarła do finału.

- Przed meczem z Niemcami, trener Scolari przyniósł do szatni telewizor, co wtedy było kompletną ekstrawagancją. Włączył nam brazylijską stację – Globo – której nie oglądaliśmy od wyjazdu do Korei i Japonii. To jednak nie były zwykłe wiadomości. Pokazywali tam rodzinne miasta każdego z nas, po kolei. W końcu doszli do mojego Bento Ribeiro i… nagle zobaczyłem ulice, po których biegałem z piłką jako gówniarz. Widziałem mury, od których odbijałem futbolówkę. Zobaczyłem dzieciaki przy muralach, które kiedyś sam malowałem. Niesamowicie mnie to napompowało – powiedział.

A potem strzelił dwie bramki w finale mundialu. To były najlepsze dni jego życia. Wielodniowa impreza. Brazylijska reprezentacja latała od miasta do miasta i bawiła się razem z miejscowymi.

- Słuchajcie, kiedy strzelałem te dwie bramki w finale mistrzostw świata z Niemcami, każda z nich była jak orgazm… Ale sto razy silniejszy niż zwykle.

[Klasyka Futbolu]

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?