- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1286 Culés
Gorące dyskusje
Zoker
12
Ale ten Konfitura strasznie mnie irytuje. Gość ma rację, ale sposób, w jaki zwraca się do... » Czytaj dalej
58 odpowiedzi
Safrani
2
Dobra, bo muszę dzisiaj podjąć decyzję i zamówić telefon.Po przewertowaniu internetów wybór... » Czytaj dalej
69 odpowiedzi
NeroTFP1
13
Michał Wiśniewski potwierdził, że jest w trakcie sprawy rozwodowej ze swoją piątą... » Czytaj dalej
26 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1286 Culés
2
Wywiad z Louisem van Gaalem, który poruszył bardzo ciekawą kwestię, nazywaną w Hiszpanii Messidependencią.
Krótko mówiąc, holenderski trener twierdzi, że Barcelonie Guardioli szło tak świetnie, dlatego że Messi był wówczas jedynie elementem projektu, grał dla drużyny według schematów narzuconych przez Pepa. W kolejnych latach natomiast, choć Argentyńczyk notuje nierealne liczby bramek i asyst, trofeów międzynarodowych praktycznie nie zdobywa, a to przez to, że La Pulga traktowany jest wyżej od reszty zawodników i trenera.
Trudno się z tym nie zgodzić. Przypomnijmy sobie Barcelonę z lat 2008-2012. Była to drużyna posiadająca najlepszą drugą linię na świecie, a w ataku Messiego wspierali najlepsi zawodnicy na swoich pozycjach - Eto'o, Ibrahimović czy Villa. Argentyńczyk nie musiał brać na siebie pełnej odpowiedzialności, bo o piękne asysty mógł zadbać Xavi, a o koronę króla strzelców Primera Division w sezonie 2008/09 do ostatniej kolejki walczył Eto'o. Czasy się zmieniały, kolejni zawodnicy odchodzili na emeryturę, a Messi musiał zmienić swój styl gry. Coraz bardziej się cofał, stając się jednoosobową armią. Dziś trudno wskazać jednego zawodnika, który miałby lepszą wizję gry ALBO był lepszym killerem niż Leo.
To jednak nie wystarcza. Messi jest konsekwentnie zagłaskiwany przez kolejnych szkoleniowców. Gerardo Martino stwierdził wprost, że Leo i jego ojciec wpłynęli na to, że dostał on posadę trenera Barcelony. Wówczas bardzo głośno było w mediach o tym, że to Messi jest głównym odpowiedzialnym za desygnowanie do gry jedenastki, a Martino jedynie mu asystuje. Ten pomysł nie wypalił. Nie działał również w reprezentacji Argentyny. Kolejni selekcjonerzy co konferencję wyśpiewują peany na cześć Messiego, niekiedy mówiąc wprost, że jest on ważniejszy niż reszta zawodników, co widać w grze. Inni gracze są onieśmieleni, a za wynik odpowiada głównie Leo; sprawia to, że zawodnikom dużo łatwiej rozpracować taktykę Argentyny.
Kiedy Barca po raz ostatni świętowała zdobycie Ligi Mistrzów? Gdy na Camp Nou szalał tercet MSN. To było rozwiązanie idealne, choć malkontenci narzekali, że najmocniejsza dotychczas strona Katalończyków, czyli linia pomocy, była zmarginalizowana do granic możliwości. Zamysł sam w sobie był dość prosty. Pique lub Mascherano mieli posyłać długie podanie do kogoś z ofensywnej trójki, a ta zazwyczaj wykonywała wyrok na rywalu. Wydaje się to wręcz prostackie jak na standardy Barcelony, ale przy takiej jakości, jaką mieli Neymar z Suarezem, uwalniał się pełen potencjał Messiego, który mógł skupić się na tym, na czym zna się najlepiej, czyli wypracowywaniu goli.
Często porównuje się Leo z Cristiano Ronaldo - w czym zatem tkwi różnica? Myślę, że po pierwsze CR7 zawsze grał bliżej bramki przeciwnika. Koledzy z drużyny wiedzą, jak genialnym uderzeniem ten jest obdarzony, ale są też świadomi, że sami muszą mu dostarczyć futbolówkę w okolice pola karnego. Po drugie, Portugalczyka dużo trudniej polubić postronnemu kibicowi. Zresztą, czy aby tylko postronnemu? Pomimo pobicia wszelkich rekordów strzeleckich największego klubu XX wieku, CR7 nadal potrafił być wygwizdywany na Santiago Bernabeu przy okazji negocjacji nowego kontraktu czy po serii słabszych meczów. Był genialny, ale obcy, przyjezdny. Doskonale widać tę różnicę po jego odejściu, a idealnym obrazkiem zniszczonych relacji jest fakt, że Sergio Ramos, którego uznawał podczas gry dla Królewskich za jednego z największych przyjaciół w piłce, nie zaprosił go nawet na swoje wesele. Z Messim taka sytuacja nie ma prawa bytu. Camp Nou nigdy go nie obrazi, a trenerzy nie mają prawa powiedzieć o nim złego słowa. Ostatecznie prowadzi to do tego, że gracze tacy jak Coutinho i Dembele zatracają swą kreatywność i ze strachu kierują futbolówkę do Messiego, by nie zostać posądzonym o zlekceważenie legendy. Tego problemu nie miał Neymar. Brazylijczyk zawsze podkreślał, że jest uczniem Leo, ale potrafił brać na barki odpowiedzialność, czego eskalacją był ten niesamowity comeback z PSG. I kto wie, czy powrót syna marnotrawnego nie jest tym brakującym elementem, którego brakuje Barcelonie do powrotu na europejski tron.
[Facebook]
Mądre słowa, +1