La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1183 Culés

3

Lamine Yamal. Historia cudownego dziecka z dystryktu „304”

Rocafonda, robotnicza dzielnica miasteczka Mataro. Kod pocztowy: 08304. Do skromnego baru „El Cordoba” serwującego hiszpańskie przekąski wchodzi mały chłopiec. Zmęczony po całodniowej grze na podwórku, ale ucieszony na widok Abdula, który czekał na niego za ladą. Mama w pracy, akurat na nocnej zmianie w McDonaldzie, a tata spóźniający się z placu budowy. Chłopiec widzi, jak na małym telewizorku jego wujek ogląda mecz Realu Madryt i wścieka się, bo Messi właśnie strzelił kolejnego gola. Wreszcie do pomieszczenia wchodzi Mounir, który słyszał już z samochodowego radia, że Barcelona wyrównała na 3:3. Gdy Barca uderza raz jeszcze, ojciec z wujkiem kryją twarze w dłoniach. Tylko chłopiec celebruje bramkę, jakby sam właśnie pokonał „Królewskich”.

Chłopiec był oczywiście kibicem Barcelony. Dorastał w środowisku sprzecznym z jego kibicowską sympatią, ale nie poszedł w ślady ojca. Zakochał się w Messim i Neymarze, zdążył zobaczyć geniusz Xaviego i Iniesty. Czuł od początku, że Katalonia jest dla niego domem, także piłkarskim, mimo marokańskich i gwinejskich korzeni. Codziennie grał w piłkę w parku, prowadząc niewinne dzieciństwo bez obaw, że coś złego może się wydarzyć. Mounir po wyjeździe z Maroka malował ściany, łapał się, czego popadnie, a Sheila miała stabilny zarobek w McDonaldzie. Żyli skromnie. Mieli pieniądze na wszystko, co potrzebne. Lamine, który narodził się zanim Mounir osiągnął pełnoletność, co prawda zmusił bardzo młodych rodziców do rezygnacji z wcześniej ustalonych marzeń, ale też do cięższej pracy nad domowym ogniskiem.

Dopóki Lamine nie trafił do „La Masii”, Mounir z Sheilą nie zdawali sobie sprawy, z jak cudownym dzieckiem mają do czynienia. Ojciec chciał, żeby syn zaistniał w akademii Realu, dostrzegał jego talent na przedmieściach Mataro, ale nie miał pojęcia o jego skali. Gdy zawoził 9-latka do Barcelony po raz pierwszy, słyszał tylko, że trzeba o niego dbać, bo jest mały i kruchy. Gdy odbierał z treningu po kilku miesiącach, dostał krótką wiadomość: „On musi przenieść się do naszej szkółki na stałe”.

Jeśli wierzyć w przeznaczenie, Lamine miał wyznaczoną ścieżkę już kilka miesięcy po narodzinach. Nie każdy może powiedzieć, że został pobłogosławiony przez Lionela Messiego, ba, takich osób jest pewnie kilka na świecie, a wśród nich właśnie Lamine Yamal. Kiedyś Argentyńczyk, gdy miał jeszcze dłuższe włosy, został sfotografowany, jak podchodzi do matki z małym bobasem na rękach. To była Sheila z Laminem, która zgłosiła się do projektu kalendarza charytatywnego organizowanego przez Barcelonę. Wtedy nikomu nieznane dziecko dotknął człowiek, który później stał się największym piłkarzem, jaki uprawiał tę dyscyplinę. Dziewięcioletni Lamine z czasem się o tym dowiedział, dlatego od razu po dołączeniu do „La Masii” szukał okazji, żeby jeszcze raz, tym razem świadomie, zrobić sobie zdjęcie z legendą FC Barcelony.

Nie było to trudne. Młodziutki Hiszpan miał kolejny zastrzyk motywacji, żeby pójść śladami idola. A było mu o tyle łatwiej, że wszystkich zachwycał. Jego kolejni trenerzy w piłce dziecięcej i młodzieżowej zawsze powtarzali to samo: „Za dobry na ten rocznik”. Po kilku sezonach w drużynie siedmioosobowej Lamine przeniósł się na pełnowymiarowe boisko. Zrobił to szybciej niż normalnie robią inne dzieciaki, w kategoriach wiekowych robił awans za awansem, aż wreszcie wylądował w Juvenilu A. Gdy stamtąd trafił prosto do pierwszego zespołu Barcelony z pominięciem rezerw, miał za sobą tylko 2,5 sezonu w futbolu 11 na 11. Takiego tempa nie miał nawet Messi.

Niezwykłość Yamala zwróciła uwagę Xaviego, który na początku sam trochę nie dowierzał, że właściwie bez żadnej fazy przejściowej 16-latek potrafi pokazywać w futbolu seniorskim to, do czego wcześniej przyzwyczaił na boiskach z rówieśnikami.
– Wszędzie staram się grać tak, jak grałem na boisku w parku – tłumaczył. Niektórzy z jego najbliższego otoczenia twierdzili, że to zasługa ponadprzeciętnej dojrzałości, a inni, że ten chłopak po prostu nie przejmuje się otoczką, jaka powstawała wokół niego w ciągu ostatniego roku. – Powinien zostać zbanowany za to, co robi w wieku 16 lat – przyznał w żartach Ferran Torres. Zaś Robert Lewandowski powiedział wprost: – Uwielbiam go. Widziałem wielu młodych i dobrych zawodników na treningach, ale jest w nim coś „wow”. To wyzwanie dla wszystkich, żeby nie zaburzyć jego rozwoju, nie złamać równowagi, jaką powinno mieć każde dziecko. Bo tak, to wciąż chłopiec, dziecko.

Dawno nikt nie wywoływał w Barcelonie takiej furory. Może Ansu Fati, ale widać było jak na dłoni, że Yamal to jeszcze wyższa półka, jeśli chodzi o repertuar zagrań. W debiutanckim sezonie na Montjuic lekkością poruszania się po boisku i dryblingiem potrafił przypominać Neymara. Dojrzałością – nikogo, kto grałby w tym wieku na poziomie Ligi Mistrzów. Tego typu historia wdarcia się na piłkarskie salony to nawet nie rzadkość, a ewenement. Ba, dla króla Maroka, Mohammeda VI, to była wręcz sprawa wagi państwowej, żeby przekonać 16-latka do gry dla kraju, z którego wywodzi się jego ojciec. Najważniejszy człowiek w królestwie specjalnie przyleciał do Hiszpanii, żeby spotkać się z rodziną Yamalów. Przywiózł nadzieję, ale wrócił z niczym, bo w zgodzie z uczuciami Lamine dawno podjął decyzję. Urodził się w Hiszpanii, czuł się Hiszpanem i chciał reprezentować „La Furia Roja”. Nie dał spełnić królowi marzenia o posiadaniu dwóch ikon na mundial w 2030 roku do pary z Brahimem Diazem.

Tak naprawdę nigdy nie miał wątpliwości. Marzył mi się jako piłkarz Realu grający też dla Maroka, ale kocham swojego syna i zawsze będę przy nim. To jego decyzje. Jeśli on jest szczęśliwy, także ja jestem – powiedział Mounir, który regularnie okazuje swoją dumę z Lamine’a na Instagramie. Właśnie tam, na koncie hustle_hard_304, wstawia z nim zdjęcia z różnych wydarzeń. Cyfry w nazwie nie są przypadkowe, bo nawiązują do rodzinnych stron i klasy robotniczej, z której wywodzi się cała rodzina Yamalów. Korzenie są bardzo ważne także dla piłkarza Barcelony, który po każdym golu rysuje dłońmi ostatnie cyfry kodu pocztowego swojej dzielnicy.

Wokół „304” powstał mały kult. W zeszłym roku na ścianie obok wejścia do baru wujka Abdula pojawił się mural ukazujący cieszynkę Lamine’a. Adidas, który niedawno podpisał z nim ogromny kontrakt na 10 lat, w akcjach marketingowych zachęcał Yamala, żeby pokazywał swój symbol. Na butach 16-latka, oprócz flagi Maroka i Gwinei na cześć pochodzenia rodziców, też znajdziemy liczbę 304. Na tym etapie kariery, jeszcze tak krótkiej, można powiedzieć, że Lamine Yamal ma swój znak rozpoznawczy także poza boiskiem. Do tego zaczął biegać w modelu korków, które wcześniej miał na wyłączność Leo Messi. To więc nie tylko niewerbalne zestawienie z legendą czy symboliczne przekazanie dziedzictwa. To namaszczenie.

Źródło:

https://weszlo.com/2024/07/05/lamine-yamal-hiszpania-barcelona-historia-euro-2024/

2

@Arden Po co kopiujesz pół artykułu żeby na końcu dać do niego link?

0

@vangoor Cały wkleiłem, żeby ludzie nie musieli dodatkowo wchodzić na strone, gdzie jest masa reklam, ale zawsze ktoś musi szukać dziury w całym i doczepić sie na siłę, to takie typowe dla tej strony :D

0

@Arden Nie, wkleiłeś dla zielonych i rżniesz Robin Hooda

0

@vangoor Nie mierz wszystkich swoją miarką. Ja jestem dorosły chłop i nie potrzebne mi jakieś herby, chcesz to bierz je wszystkie, skoro jesteś taki nagrzany i zazdrosny o pixele.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?