Czy w kapeluszu może kryć się królik [Felieton]

Michał Gajdek

4 marca 2021, 12:00

22 komentarze

Fot. Getty Images

Z czasów studenckich pamiętam anegdotę o zespole muzycznym noszącym niecenzuralną nazwę, który, aby nie razić co wrażliwszych mieszkańców wsi, w której miał dać koncert, przemianował się czasowo na „Nie jest dobrze”. Wykładowcy posługiwali się tą historyjką, ilekroć chcieli eufemistycznie wyrazić swoją opinię na temat prac studentów. Niestety teraz wręcz idealnie wpisuje się ona w rozmowę o sytuacji finansowej naszego ukochanego klubu.

To już jednak doskonale wiecie, a jeżeli nie, to nadróbcie szybko ten tekst. Jest on nie tylko spojrzeniem na aktualny stan klubowych rachunków, ale też i na przyczyny, które do niego doprowadziły. Ja od siebie dodam tylko krótko, że sytuacja stale ewoluuje i to, niestety, nie w tym kierunku, w którym byśmy chcieli. Planowany, zrównoważony budżet na sezon 2020/21 można już bowiem właściwie wyrzucić do kosza ze względu na szereg, jak się okazuje, zbyt optymistycznych założeń przyjętych przez klubowych włodarzy. Wśród nich wymienić trzeba chociażby powrót kibiców na Camp Nou w liczbie 25% od lutego i 50% od maja (co miało dać 56 milionów euro przychodów z samych biletów) czy - mam nadzieję, że uda mi się zapeszyć - awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów (10,5 miliona euro z tytułu samej premii od UEFA).

To wszystko sprawia, że przed nowym prezydentem Barcelony, który, jeżeli tym razem wszystko pójdzie zgodnie z planem, obejmie władzę już za niecały tydzień, stoi nie lada wyzwanie. O ile Błażej w swoim tekście określił Bartomeu mianem iluzjonisty, tak teraz należy się zastanowić, czy nie potrzebujemy aby prawdziwego czarodzieja. Postanowiłem więc sprawdzić, czy w czyimś kapeluszu (Joana Laporty, Víctora Fonta lub też Toniego Freixy) może rzeczywiście zmaterializować się królik.

Od razu uprzedzam przy tym, że ten tekst nie jest kompleksowym porównaniem projektów ekonomicznych wszystkich kandydatów - nie ma sensu chociażby pisać o oczywistościach, co do których zgadzają się wszyscy. Do takich należą między innymi konieczność zawarcia porozumień z wierzycielami instytucjonalnymi, aby refinansować krótkoterminowe zadłużenie (to takie ładne określenie na oznajmienie bankom, że po prostu nie mamy im teraz z czego oddać, więc muszą poczekać, aż będziemy mieli) czy redukcja wynagrodzeń piłkarzy. Moim celem jest raczej przedstawienie najbardziej sztandarowych pomysłów na naprawę sytuacji. Co przy tym ważne, poruszać się będziemy niestety na pewnym poziomie ogólności, raczej spojrzymy na te projekty z lotu ptaka, a nie pod mikroskopem - wynika to zaś nie z mojego lenistwa, a z zakresu informacji przedstawianych przez wszystkich trzech kandydatów do prezydenckiego fotela.

Toni Freixa - tradycjonalizm czy zacofanie?

Mimo oczywistych animozji pomiędzy liderem projektu Fidels al Barça a Joanem Laportą, do scharakteryzowania projektu ekonomicznego Freixy najlepiej może posłużyć chyba najsłynniejsza wypowiedź publiczna byłego prezydenta: „Al loro, que no estamos tan mal” (w dość swobodnym tłumaczeniu - „Cholera, nie jest z nami aż tak źle). Były rzecznik zarządu Sandro Rosella właściwie przy każdej okazji zdaje się bowiem bagatelizować sytuację - zresztą spójrzcie chociażby na jego wypowiedź w debacie w Barça TV kierowaną do Víctora Fonta: „Bayern wygrał Ligę Mistrzów, mając budżet na poziomie 750 milionów euro. Víctor, nie ma potrzeby mieć obsesji przychodów”.

Co więc konkretnie proponuje Freixa w tej, jego zdaniem, wcale nie tak tragicznej sytuacji? Najkrócej można chyba stwierdzić, że jego model koncentruje się wokół ograniczenia wydatków, a nie zwiększania przychodów. Szczerze mówiąc jednak nie bardzo rozumiem, w jaki sposób ma on zamiar przeprowadzić zapowiadane cięcie kosztów - z jednej strony bowiem mówi o konieczności zmniejszenia wydatków na pensje piłkarzy, a z drugiej… twierdzi, że już w najbliższym okienku transferowym jest w stanie sprowadzić dwóch napastników „klasy Hålanda i Mbappe”, a także kolejnego cracka do obrony. To zresztą o tyle ciekawe, że jeszcze w styczniu sam Freixa grzmiał, że „jeżeli któryś kandydat obieca Hålanda, to chyba zapłaci za niego z własnej kieszeni”. Cóż, pewnie gdyby ktoś go spytał o tę woltę i jej przyczyny (a tak na razie się jeszcze niestety nie stało), to odparłby niczym Jarosław Psikuta: „mówiłem, mówiłem, różne rzeczy mówię”.

Myślę, że nie jest trudno odczytać z tego krótkiego fragmentu, jaki jest mój osobisty stosunek do samego Freixy. No nie mam do niego za grosz zaufania, a o powodach mógłbym napisać kilkunastostronicowy tekst. Ale nawet wyzbywając się spojrzenia na głoszone przez niego pomysły przez pryzmat jego samego, uważam je za wysoce nietrafione. Według mnie, podążenie wytyczaną przez niego drogą powoli, lecz konsekwentnie doprowadziłoby bowiem Barcelonę do utraty statusu klubu globalnego. Być może zresztą właśnie o to chodzi, bowiem nie jest tajemnicą, że wyborcami Freixy są kibice, których w Polsce określilibyśmy mianem kumatych - jeżeli chodzi Wam po głowie np. zostanie socio Barcelony, to w przypadku zwycięstwa Fidels al Barça lepiej szybko wcielajcie ten plan w życie. Dlaczego? Oddajmy znowu głos Toniemu:

Bycie socio powinno być rodzinną dumą przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Mamy 400 milionów fanów Barcelony na całym świecie, ale nie każdy powinien mieć możliwość zostania socio.

Wizja jest więc jasna - klub może i ciasny, ale własny. Tylko dla prawdziwych Pola… Katalończyków. Skądś to znamy, prawda?

Víctor Font - czy klub sportowy XXI wieku dalej będzie… sportowy?

Jedno o projekcie ekonomicznym Víctora Fonta można powiedzieć na pewno - wpasowuje się on w hasło kampanijne Si al futur („Tak dla przyszłości). Śledząc jego pomysły czasami czułem się wręcz, jakbym czytał książkę z gatunku fantastyki naukowej, tak daleko odbiega to od modelu klubu sportowego, który obecnie znamy. Ciężko jednak obecnie przewidzieć, czy więcej w tych propozycjach jest elementów fantastycznych, czy jednak naukowych.

Sam Font nie ukrywa zresztą skali zmian, których chciałby dokonać. We wspomnianej debacie dla Barça TV mówił wręcz o „wymyśleniu klubu na nowo” i wprowadzeniu go w XXI wiek (tak swoją drogą zastanawiam się, ile jeszcze czasu to powiedzenie będzie funkcjonować w przestrzeni publicznej, zważywszy, że jesteśmy już w jego trzeciej dekadzie). Z czego ma wynikać taka konieczność? Kandydat z Granollers podkreśla, że w jego ocenie Barcelona nie ma już możliwości dalszego rozwoju przychodów w tradycyjnych źródłach, takich jak np. sponsoring - te zasoby nie mogą bowiem rosnąć w nieskończoność.

Na czym więc należy się skoncentrować, żeby pozyskać dodatkowe środki? W ocenie Fonta są to trzy sektory: po pierwsze, rynek audiowizualny (produkcja treści rozrywkowych), po drugie kwestie marketingowe (np. poprzez eliminację pośredników, tak aby dotrzeć bezpośrednio do konsumentów) i wreszcie po trzecie - esport. Sam Font szacuje, że działania te miałyby przynieść 400 milionów euro dodatkowych przychodów, jednak brak jest informacji, w jakim okresie ani po jakich wcześniejszych inwestycjach ze strony klubu. Zwraca również uwagę fakt, że Font nie mówi tylko o zwiększeniu klubowych przychodów (do 1,4 miliarda euro w 2026 roku), ale też i zysków, które miałyby wynieść ok. 100-200 milionów euro co sezon. Nie wiemy jednak, na co miałyby być one następnie przeznaczane.

Nie będzie chyba nadużyciem, jeżeli napiszę, że przez klub XXI wieku Si al futur rozumie klub odpowiadający na potrzeby i przyzwyczajenia ludzi urodzonych w tym właśnie stuleciu. To właśnie większe zaangażowanie młodych, na każdym możliwym polu, ma przełożyć się na utrzymanie statusu klubu globalnego, a także na jego postępującą monetyzację. Cóż, na marketingu się nie znam, może i tak trzeba - ale nie ukrywam, że osobiście mam obawy o to, czy w dalszym ciągu będzie to przede wszystkim FÚTBOL Club Barcelona. No ale ja nie łapię się chyba, jakby to marketingowcy określili, do targetu. Nie będę więc śladem ludzi Freixy z góry dyskredytował tych koncepcji, sprowadzając je do miana „robienia konkurencji Netflixowi”.

Joan Laporta -  skok wiary czy skok w przepaść?

W serii gier Assassin's Creed pojawia się motyw skoku wiary, tj. pozornie samobójczego rzucenia się z dachu najwyższych budynków, które jednak ostatecznie ma się zakończyć bezpiecznym lądowaniem na górze siana. Moim zdaniem nie tylko ogólny ton kampanii byłego prezydenta polega na skłonieniu socios do wykonania takiego skoku, lecz przypomina go również jego sztandarowy pomysł na krótkoterminową poprawę sytuacji finansowej klubu, tj. emisja obligacji.

Tych zasadniczo miałyby być dwa rodzaje. Po pierwsze, obligacje kierowane do kibiców, który mieliby wesprzeć ukochany klub w trudnym okresie. Wiecie, takie tradycyjne kupno cegiełki czy, bardziej nowocześnie, wpłacenie dyszki miesięcznie na Patronite. Trochę oczywiście ironizuję, ale brak jest konkretnych informacji, np. jaka miałaby być skala emisji tych obligacji, jaki byłby okres ich zapadalności, a przede wszystkim - co klub dawałby w zamian. Raczej nie chodzi przy tym o wypłatę oprocentowania, lecz o jakieś niematerialne, związane z szeroko pojętym kibicowaniem, świadczenia.

Zdecydowanie o pieniądze miałoby zaś chodzić w drugim rodzaju obligacji, kierowanym tym razem do inwestorów instytucjonalnych. W tym przypadku rzeczywiście mielibyśmy do czynienia z regulowanymi przez prawo hiszpańskie papierami wartościowymi - trzeba by więc przeprowadzić proces emisji nadzorowany przez ichnią Komisję Nadzoru Finansowego, co rzecz jasna zajęłoby parę ładnych miesięcy. Ten pomysł jest jeszcze trudniejszy do oceny, bowiem nie znamy skali emisji, oprocentowania, prowizji dla banków, ratingu… co więc wiemy? Tylko - i aż - tyle, że w żadnym wypadku nie ma to spowodować  nabycia przez zewnętrzne podmioty jakichkolwiek praw do podejmowania decyzji związanych z klubem.

Co jeszcze proponuje Laporta? On również twierdzi, że po złapaniu oddechu poprzez pozyskanie środków z obligacji konieczne jest systematyczne zwiększanie przychodów - nacisk jest bardziej położony na tradycyjne ich źródła (np. wzmocnienie relacji ze sponsorami oraz zwiększenie ich liczby), ale bez zamykania się na nowe (np. esport, stworzenie funduszu inwestującego w startupy).

A co z dziedzictwem Bartomeu?

Na koniec zostawiłem wspomnienie o stosunku kandydatów do dwóch sztandarowych projektów, których nie dane było ukończyć Josepowi Marii Bartomeu - Espai Barça oraz Barça Corporate.

Pierwszy z nich to przebudowa Camp Nou, Palau Blaugrana oraz klubowych instalacji - przypomnijmy tylko, że miałaby ona zostać wykonana przy pomocy środków uzyskanych od Goldman Sachs w niebagatelnej kwocie ponad 800 milionów euro. Wśród kandydatów mamy zgodność, że rychłe rozpoczęcie robót jest absolutnie niezbędne, żaden też nie odrzuca z góry umowy wynegocjowanej przez zarząd Bartomeu. Jednocześnie każdy sugeruje, że ma w tym zakresie asa we własnym rękawie, nie mówiąc jednak na ten temat nic więcej.

Barça Corporate to z kolei wspólne miano dla czterech spółek zależnych rozwijanych przez Barcelonę: Barça Academy (szkółki piłkarskie rozlokowane po całym świecie, obecnie jest ich 55), Barça Innovation Hub (przekazywanie know-how w zakresie prowadzenia klubu piłkarskiego - od zarządzania, przez kwestie medyczne, po poziom sportowy), Barça Licensing and Merchandising (sprzedaż odzieży i gadżetów związanych z klubem) oraz Barça Studios (produkcja treści audiowizualnych). Wszystkie one potrzebują dalszych inwestycji, a w klubowej kasie brak na nie środków - propozycja polega więc na sprzedaży mniejszościowego pakietu (49%) inwestorom. Ba, w klubowym budżecie na ten rok zaplanowano już ok. 100 milionów euro z tytułu sprzedaży udziałów. Co na ten temat kandydaci? Tak Víctor Font, jak i Joan Laporta przyznają, że zbycie tych aktywów może być właściwą drogą, jednak wszystko jest kwestią właściwej ceny. Z kolei Toni Freixa jest za, a nawet przeciw - jeszcze w styczniu twierdził, że nie można wyprzedawać klubowego majątku, a ostatnio sam chwalił się pozyskaniem inwestora w tym zakresie.

Warto także wspomnieć, że o ile rola nowego prezydenta w tym zakresie będzie oczywiście istotna, tak ostateczna decyzja należy do zgromadzenia socios compromisarios (a być może nawet do ogółu socios w drodze referendum), którzy muszą zaaprobować ewentualne decyzje w tych tematach.

To, co natomiast może zrobić sam przyszły prezydent, to dokonanie tego, co chyba najbardziej nas wszystkich interesuje, czyli przebudowy drużyny. Z ekonomicznego punktu widzenia warto przy tym zauważyć, że już w budżecie na sezon 2020/21 zapisano 67 milionów euro przychodów z transferów wychodzących. Za sporą część tej kwoty odpowiada już odejście Nélsona Semedo (oraz powinny odpowiadać wpływy za Suáreza, Rakiticia, Vidala czy Rafinhi, ale… no sami wiecie), ale w dalszym ciągu sprzedawać będzie trzeba, najpóźniej do 30 czerwca. I to, z księgowego punktu widzenia, najlepiej piłkarzy w pełni zamortyzowanych - a do takich należą ci, którzy w klubie są od lat lub po prostu są wychowankami. Dlaczego? Bo na przykład transfer wychodzący Miralema Pjanicia za 10 milionów euro w najbliższe okienko to w ostatecznym rozrachunku… strata księgowa w wysokości 35 milionów euro. Podobny problem dotyczy często wskazywanych jako kandydatów do opuszczenia klubu Griezmanna czy Coutinho. Niekoniecznie więc decyzje te będą zależeć tylko od czynników sportowych i warto mieć to z tyłu głowy.

Podsumowanie

I w ten oto sposób dobrnęliśmy do końca. Nie da się ukryć, że obecna kampania jest absolutnie wyjątkowa w historii FC Barcelony - bodaj pierwszy raz nie mamy do czynienia z mamieniem socios wielkimi nazwiskami (no, poza wspomnianą woltą Freixy), a z akcentowaniem szerszej wizji dotyczącej przyszłości klubu. Jednocześnie jednak mnie osobiście brakowało konkretów, o czym najlepiej świadczy fakt, że w tym artykule niemal zupełnie brak jest tego, co w finansach najważniejsze, czyli po prostu liczb. Dlatego też w kapeluszach kandydatów nie dostrzegłem nie tylko dorodnych królików, ale nawet wystających z nich nieśmiało uszu. Cóż, przynajmniej wszyscy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i nikt nie zwraca się do oponentów słowami Laski: Człowieku, nie bądź takim materialistą… trzeba się wyluzować”. I dobrze, bo wówczas zasługiwałby na porządny cios łokciem w brzuch od Cześka.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

W każdym kapeluszu ZAWSZE kryje się co najmniej kilka królików. Sztuka polega na tym, żeby je wyciągnąć.

Jak prezydent ma być dobry
, to raczej "bez żadnych udziwnień" :D

Nie chciałbym być w skórze przyszłego prezydenta Barcelony.Klub ma wielkie długi,nie ma meczów z udziałem publiczności,jest wielce prawdopodobne,że klub odpadnie z PSG a Messi będzie chciał odejść po tym sezonie co dla klubu będzie się wiązało z ucieczką wielu sponsorów.Najgorsze co było w Barcelonie w ostatnich sezonach to dawanie gwiazdorskich kontraktów zawodnikom z którymi klub powinien się szybko pożegnać i nie zatrudnienie topowego trenera kosztem nawet odejścia Messiego który widać,że najlepsze lata gry ma już za sobą i który miał najwięcej do powiedzenia w klubie i szatni w czasie zatrudniania i zwalniania szkoleniowców.Nie rozumiem jak nie można było zatrudnić takiego fachowca jak np.Allegriego.Ktoś powie,że wtedy Barca nie grałaby tiki taki która według mnie od wielu lat gwarantuje nam tylko oklep w lidze mistrzów od mocnych rywali którzy bazują na szybkich kontrach i pressingu.Piłka nożna ciągle się zmienia.Posiadanie piłki odeszło do lamusa.Nam piłkarski świat uciekł i zostaliśmy z naszym klepaniem piłki daleko w tylko np.za takim Bayernem czy nawet PSG które zagrało przeciwko nam bez Neymara i Di Mari.

Dobry text Michał Gajdek :)

Ja czekam sobie na Bilbao! Leo pewnie tez :)

Dobry tekst. Gratuluje.

Michał, a co z tym kontraktem sponsorskim na 60 milionów, który ma Freixa w zanadrzu? Myślisz, że socios mogą połknąć ten haczyk? Podobno nie jest to ściema i sama firma (DASDAQ chyba, nie pamiętam dobrze) potwierdza możliwość współpracy.

Miło, że Kolega Michał ponownie gości na łamach fcbarca.com
Bardzo sobie cenię i zabieram się do lektury, nie mam wątpliwości, interesującej.

Niestety, ale najbliższe dwa lata będą przełomowe. Można mówić o finansach, sponsorach, przychodach z awansów w LM, ale prawda jest taka, że tam na górze potrzeba nam człowieka, który zna się na futbolu. Nie finansisty. Jeżeli prezydent będzie potrafił zbudować dobry zespół, i mam tutaj na myśli również długoterminowego trenera to zespół się sam obroni. To jest trzonem Barcy. Żaden sponsor nie będzie chciał wyłożyć pieniędzy na drużynę, która nie jest perspektywiczna i która dostaje lanie w lidze czy fazie grupowej. Tak samo było z AC Milanem. Teraz ciężko znaleźć im sponsorów. Nie mówię, że potrzebujemy sprowadzać Mpabbe itp. ponieważ Ronaldinho nie był klasą światową przed przyjściem do nas, po prostu osoba znajaca się na piłce wiedziała kogo sprowadza. Jest mowa o tym, że finanse pozwolą nam być drużyną konkurencyjną. Nie do końca prawda. Mieliśmy finanse po Neymarze i co? Nieudolność i nieznajomość futbolu nas zabiła.

Z pustego i Salomon nie naleje. Jesli nawet kandydaci czyli de facto politycy nie obiecują niczego konkretnego to znaczy ze jest bardzo złe.

Faktycznie kwestie przestawione pobieżnie, ale wystarczy. Niestety bieżąca kampania, to z jednej strony brak obietnic z kosmosu, to również brak konkretów. Czyli co konkretnie należy zrobić, aby wyjść na prostą.
Chyba najważniejsze wybory w historii klubu, ale żaden z kandydatów się nie nadaje.

Brakuje tylko podsumowania w stylu, "A z kranu ma lecieć Johny Walkier"

Taki „skok wiary” bardziej pasuje mi z Indiany Jonsa Poszukiwacze zaginionej arki jeśli się nie mylę ... ale pewnie w dzisiejszych czasach większość skojarzy AC.

Nie dość, że Michała się dobrze słucha w podcastach i np. w radiu weszło, to tak samo dobrze się czyta jego teksty (i twitty!). Super, że udziela się również i tutaj. :)

Z tego artykułu wyraźnie widać że Freix to jeden wielki krętacz, na szczęście nie ma szans na wygranie bo przebił by swoją nieudolnościa samego Bartka !