2na1 FCBarca.com #2: Oceniamy debiut Koemana

Karol Chowański

Magdalena Rudnicka

Patryk Pulikowski

29 września 2020, 18:57

9 komentarzy

Ronald Koeman podczas meczu z Villarreal; fot. Getty Images

Zapraszamy na drugą część cyklu 2na1 FCBarca.com, w którym Magdalena Rudnicka i Patryk Pulikowski komentują bieżące wydarzenia dotyczące FC Barcelony. Dajcie znać w komentarzach, czy zgadzacie się z ich opinią.

1. Karol Chowański: Co sądzicie o nowym trenerze po jego pierwszym meczu o stawkę i blisko miesiącu w klubie?

Magdalena „Eoren” Rudnicka: Ta odpowiedź może będzie rozczarowująca: nie mam jeszcze wyrobionej opinii o Koemanie jako trenerze Barçy. Przede wszystkim jestem zwolenniczką ocen i podsumowań (zarówno zawodników, jak i szkoleniowców) po zakończeniu sezonu. Historia udowadnia, że to podejście ma sens. Gdyby po pamiętnej porażce na Anoeta zwolniono Luisa Enrique, prawdopodobnie nie zobaczylibyśmy trypletu w 2015. Runda jesienna pod wodzą Lucho nie porywała. Na linii trener-zawodnicy iskrzyło od konfliktów.

W tej chwili „materiałem”, jaki mamy w odniesieniu do Koemana, jest kilka sparingów i jeden mecz ligowy, który nie przyniósł ze sobą niemal żadnych „problemów”. Znamy już ustawienie, jakim będzie starał się grać, i wstępny zarys personaliów. To nadal niewiele. Jedną z najważniejszych rzeczy jest to, jak trener reaguje w trakcie spotkań, jak zarządza kryzysem na boisku. A o tym dopiero się przekonamy.

Łatwiej niż stronę stricte sportową jest w tej chwili ocenić mentalną postawę nowego trenera. Przede wszystkim dobrym prognostykiem jest to, że nie wszedł do klubu na miękkich nogach, dziękując za sam fakt, że może tu być i trenować tych zawodników. W przypadku Valverde – i w szczególności Setiena – nie wyszło to na dobre. Holender ma papiery, by zyskać autorytet. W przeciwieństwie do wymienionych trenerów odniósł sukcesy jako piłkarz. Myślę, że ma charakter, by złapać drużynę twardą ręką, a to jest potrzebne. Jednak doświadczenia w poprzednich klubach pokazały, że niekiedy jego styl bywa zbyt twardy i zraża podwładnych. Mam nadzieję, że pod tym względem już dojrzał jako szkoleniowiec i lepiej potrafi wyważyć środki, niż miało to miejsce jeszcze kilka lat temu. W reprezentacji Holandii zbierał dobre opinie od młodych graczy, a to obiecujące.

Patryk Pulikowski: Do Ronalda Koemana mam bardzo osobisty stosunek. Wszak to z jego względu zacząłem blisko trzy dekady temu kibicować reprezentacji Holandii i FC Barcelonie. Dlatego mocno trzymam kciuki za powodzenie jego projektu.

Na pewno nie jest to ten sam trener, którego sympatycy piłki kojarzą choćby z pracy w Valencii i dawnych niepowodzeń. Od tamtego czasu zdecydowanie dojrzał w tej roli. Sądzę, że wyciągnął wnioski ze wszystkich miejsc, w których w międzyczasie pracował. Wydaje mi się, że trafił do Barcelony w odpowiednim dla siebie momencie.

Zadanie jest zdecydowanie trudne ze względu na sytuację, jaką zastał, ale silna ręka, jaką charakteryzuje się Ronald Koeman, jest tej ekipie w tym momencie bardzo potrzebna. Jest prawdziwą legendą klubu. Nie mam przekonania, czy pokolenie Ansu Fatiego kojarzy Holendra z jego dokonaniami jako gracza FC Barcelony. Niemniej, myślę, że autorytet, jaki zdobył w szatni Cruyffa, może odegrać istotną rolę dla efektów jego kadencji po powrocie do klubu.

Choć jedna jaskółka wiosny nie czyni, to premierowy występ Barçy Koemana o stawkę pokazał, że jego pomysły i koncepcja drużyny są już widoczne na boisku, budujące i nader interesujące.

2. Karol Chowański: Powiedzcie, jak oceniacie dotychczasowe transfery oraz przestawienie wyjściowej formacji na 4-2-3-1.

Magdalena „Eoren” Rudnicka: Wiążę z tym systemem spore nadzieje. W końcu miło byłoby zobaczyć Barcelonę, w której realną rolę pełnią skrzydła.

Jeśli chodzi o transfery w tej formacji, najmocniej uderza mnie brak klasycznej „dziewiątki”. Mam wątpliwości, czy w trakcie sezonu – przy grze na kilku frontach, konieczności rotacji i potencjalnych kontuzjach – uda się zrekompensować brak Luisa Suáreza.

Nawiązując do Urugwajczyka, truizmem byłoby napisać, że Barça w tym okienku jest obiektem powszechnych drwin ze względu na otwarcie kramiku z zawodnikami za darmo lub „co łaska”. Sytuacja nie jest jednak zerojedynkowa i trzeba mieć w świadomości kwestię obciążenia klubu pensjami takich graczy, jak Suárez, Rakitić czy Umtiti. W mojej opinii większym błędem niż puszczenie tych zawodników za darmo lub kwoty minimalne było doprowadzenie do sytuacji, w której konieczne jest masowe czyszczenie szatni.

Póki co transfery „do klubu” nie łatają dziur po odejściach. Pjanić to plaster jednocześnie na Arthura i Rakiticia. Cieszy mnie przyjście Pedriego oraz Trincão – nominalnego prawoskrzydłowego, jakiego bardzo brakowało. Najcenniejszym nabytkiem jest chyba ten, którym de facto cieszymy się od roku, a teraz jedynie oficjalnie awansował do seniorskiego składu. Mam na myśli Ansu Fatiego. We wszystkich zawirowaniach kadrowych najbardziej martwię się w tej chwili o los Riquiego Puiga, odsuniętego na boczny tor. Nadal nie jestem w stanie zrozumieć skreślenia go przez Koemana i mam nadzieję, że w trakcie sezonu trener zweryfikuje swoją opinię.

Patryk Pulikowski: Trudno powiedzieć cokolwiek w tej materii. Okienko trwa, a sytuacja ogólnoświatowa, nie tylko w sporcie, jest skomplikowana. Decyduje to o możliwościach finansowych piłkarskich klubów. Liczę jednak, że trener FC Barcelony będzie wreszcie słuchany. Mam na myśli jego rolę jako selekcjonera ściśle współpracującego w kwestii ruchów kadrowych z dyrekcją sportową i Zarządem. Obaj jego poprzednicy nie otrzymali takiego zaufania.

Ernesto Valverde potrzebował pewnych zawodników, otrzymał zaś graczy o zupełnie innym profilu. Niekoniecznie pasowali do jego koncepcji. Moim zdaniem Koeman powinien dostać piłkarzy, jakich sobie „wymyślił”, aby drużyna funkcjonowała pod jego wodzą jak najlepiej.

Odnośnie formacji, uważam, że nie ma ona decydującego znaczenia. Liczą się wyniki. Czy Barça będzie grać ustawieniem 4-2-3-1 czy 4-3-3 – to kwestia drugorzędna. Najważniejsze, aby drużyna funkcjonowała jako całość.

3. Karol Chowański: Co uważacie o zatrzymaniu przez Messiego opaski kapitana? Klub powinien mu ją odebrać?

Magdalena „Eoren” Rudnicka: Błędem nie było pozostawienie Messiemu opaski kapitańskiej, ale przyznanie mu jej. Podobnie jak w przypadku reprezentacji Argentyny uważam, że powierzenie Leo funkcji kapitana było jedną z największych krzywd, jakie można było wyrządzić zarówno drużynie, jak i jemu samemu. Analogiczna sytuacja zdarza się w wielu firmach, gdy chcąc docenić specjalistę, przyznaje mu się awans, który wiąże się z zarządzaniem ludźmi. Czasem to zaufanie się sprawdzi i trafimy na osobę wystarczająco wszechstronną, by łączyć kompetencje eksperta i menedżera. Często jednak te cechy się nie zazębiają, a w takim wypadku straty pojawiają się na każdej płaszczyźnie. Człowiek rzucony w nienaturalne dla jego umiejętności środowisko nie tylko nie radzi sobie z nowymi obowiązkami, ale też nie może w pełni poświęcić się temu, co robi najlepiej.

W taką pułapkę łatwo wpaść, bo awans jest jedną z najbardziej logicznych form docenienia czyichś wysiłków. Jednak postrzeganie roli kapitana w drużynie (niezależnie czy mówimy o pierwszym kapitanie, czy kolejnych) jako naturalnego szczebla kariery jest ślepą uliczką. Na jej końcu czeka na nas przypadek Messiego. W mojej opinii Leo nie tylko nie radzi sobie z obowiązkami kapitańskimi, lecz brak mu charyzmy wystarczającej, by motywować kolegów na boisku i w szatni. Mam wrażenie, że opaska kapitańska tłumi również jego stricte piłkarskie umiejętności; nakłada na niego toksyczną presję i zabiera luz, który niegdyś widać było w każdym meczu.

Czy jednak błędem było pozostawienie mu opaski? Nie. Dopóki Messi jest w klubie, utknęliśmy pod tym względem w tej nieszczęsnej ślepej uliczce. Być może się mylę (w końcu nie znam go osobiście), ale jestem zdania, że osoba tak ambitna jak on odebrałaby pozbawienie opaski jako degradację, formę kary. Myślę, że każdemu z nas trudno byłoby przyjąć taką decyzję bez poczucia winy albo skrzywdzenia. W tym kontekście pozostawienie go w funkcji kapitana postrzegam jako najmniejsze zło spośród możliwych opcji. W szczególności, że Barcelona nie posiada obecnie naturalnego lidera, który prosiłby się o to, by nosić opaskę. Najbliżej do tego jest Ter Stegenowi, którego brak wśród kapitanów jest dla mnie całkowicie niezrozumiały.

Patryk Pulikowski: Po wolcie, jaką wykonał, tak naprawdę nie widzę go w roli kapitana. Forma ogłoszenia przez niego woli odejścia z zespołu to jedno z zachowań kompletnie niewybaczalnych liderowi klubu o formacie FC Barcelony, niezależnie od tego, jak wielkim jest zawodnikiem i legendą. Coś takiego nie przystoi. Przy założeniu, że tego piłkarza za kilka-kilkanaście miesięcy nie będzie już w klubie, uważam, że Barça powinna podjąć inną decyzję.

Jestem zresztą od dawna sceptyczny w tym względzie. Lionel Messi absolutnie, absolutnie nie ma predyspozycji mentalnych, osobowościowych, aby dowodzić kolegami. Ostatnio wygląda zaś na to, że ma większe predyspozycje do tego, by się obrażać i rozstawiać wszystkich po kątach. To nie jest forma dowodzenia drużyną, jaką cenię. Nie ukrywam, z wymienionych powodów jestem trochę rozczarowany, że nadal tę opaskę nosi. Być może się to zmieni, choć bardzo w to wątpię.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Ta jazda po Messim-pseudokapitanie, skompromitowanym w tej roli synu marnotrawnym, której zresztą nigdy godnie nie wypełniał, a nawet nie miał ku temu właściwości... Szpetne i godne ślepca na jedno oko. Efekt wspomnianej przez pana Patryka "wolty" Leo - która jak rozumiem w rozpalonych żądzą krwi co poniektórych łepetynkach rozbudziła wizje ceremonialnego ku uciesze gawiedzi pozbawienia Maestro omyłkowo jeno przypisanej mu godności, spalenia jej insygniów na stosie wśród rytualnego tańca stanowczego potępienia i karnej ekspedycji spsiałego Smerfa Marudy z paroma widłami w dupsku na rogatki Katalonii - efekt tej "potwornej zdrady", "hańby i plamy na wątpliwym honorze", "paskudnego aktu zdeptania świętości herbu Barcelony", w jedynej dzielonej przez nas wszystkich rzeczywistości na tym łez padole jest w telegraficznym skrócie taki: prezesuńcio-kamikadze na wylocie z klubu ze smętnym prospektem nocnych wypraw do monopolowego w sztucznej brodzie i ciemnych okularach-pilotkach, wszyscy prezesuńcie-elektorki postawieni w dryl zadaniem utrzymania Boga Futbolu na orbicie Camp Nou poprzez prezentację perspektywy ROZWOJU miast degrengolady klubu, cała drużyna przed decydującym o jej przyszłości sezonem postawiona pod ścianą z napisem "albo wóz, albo przewóz". Zaprawdę powiadam wam - nie da się bardziej "po kapitańsku" zadziałać. Reszta to didaskalia pełnych złej woli domysłów i bezrefleksyjna reprodukcja ukutych przez tabloidy łajnoprawd. "Bo pupcia jest od srania, a piłkarz od grania." "Bo jak się nie podoba, to drzwi są otwarte, a droga jest wolna." "Bo dobrze jest, psiakrew, a kto mówi że nie, to go w mordę!" To nie Messi wykazał się w ostatnich tygodniach niewdzięcznością wobec klubu - jest zgoła przeciwnie - on zrobił wszystko, co tylko było w jego nieomal wszechmocy dla tego klubu dobra. To wy, poddający w wątpliwość jego przydatność dla drużyny, jego jej oddanie i obrzucający go wszelkim ekstrementem na podstawie ostatnich wydarzeń - stajecie się niewdzięcznikami wobec niego. Vamos i opamiętajcie sie!

Widze, ze nie jestem sam :)
Ja rowniez przez Rudego z atomowym kopytem, zaczalem kibicowac Katalonczykom.
Pamietamjego dobre wystepy ale pamietam takze jak bawil sie z nim George Weah kiedy gral w PSG.

Ja też zacząłem swoją przygodę z Barceloną pod koniec maja 1992 roku, kiedy Barca zdobyła pierwszy swój kubek z wielkimi uszami, pamiętam oczywiście gola Koemana z wolnego i pamiętam głównie dlatego, że wielokrotnie wracałem do tego spotkania, a strzelec był tylko jeden, więc nie musiałem wiele pamiętać, a pomylić też nie bardzo było z kim. Nie mam jednak żadnych szczególnych wspomnień z Koemanem, co więcej, nie darzyłem go wielką sympatią, podobnie jak Rivaldo nie był moim ulubionym graczem, choć jeden i drugi był genialny. Bliżej mi oczywiście do opinii Eoren, choć gdyby zależało to ode mnie nie zatrudniałbym Koemana w ogóle.
Jest taka tendencja, że na początku pracy trenera każdy chce wyciągać wnioski, zabłysnąć, czego to nie dostrzegł (warto przypomnieć początki pracy Ernesto czy biednego Setiena, u którego najłatwiej było dostrzec degradację Barcelony. Ale czytałem ochy i achy, jaki to taktyk nie jest ten Kike, jak ta Barca gra odważnie, szybką wymianą, choć naprawdę grała taki sam piach jak za Valverde.
Tak jest i teraz, czytam o szeroko rozciągniętych skrzydłach ( jakby Ansu nie grał szeroko przed Koemanem) i takie inne cuda. A tak naprawdę drużyna zagrała 1 mecz ligowy, 2 jakieś z trzecią ligą i nie było nawet czasu na wdrożenie nowych rozwiązań, jeśli jakieś ma. Zdania nie zmieniam i przy swoim obstaje i nie tylko dlatego, że jest to wybór obecnego zarządu.

Pierwsze wrażenie ok, ale poczekajmy chociaż do grudnia.

Nie dawajcie takich artykułów felietonów z takimi osobami. Tego nie da się czytać.

Guardiola rozpoczynał sezon od porażki z Wisłą, a potem skończył sezon z trypletem. Moim zdaniem nie ma czego oceniać, ponieważ to pierwszy mecz i może się zdarzyć wszystko. Poczekajmy.

No nieźle, kolejny artykuł analizujący zmiany. Proponuję poczekać do jakiegokolwiek meczu na wyjeździe :) jak Barca wygra z 2 mecze nie broniąc się przez pół meczu na obcym stadionie to wtedy można mówić o spektakularnej rewolucji.