Sergi Samper udzielił wywiadu dziennikowi Marca. Wychowanek Barcelony obecnie występuje w japońskim Vissel Kobe.
Jak się czujesz w związku z obecną sytuacją i jak radzi sobie twoja rodzina?
Żyjemy tak jak wszyscy obecnie. Moja rodzina jest zamknięta w Barcelonie. Jestem w stałym kontakcie z moimi bliskimi. Ja w Japonii staram się wykorzystywać ten czas na rzeczy, których zwykle nie robię, a także trenuję, by zachować formę.
Jak wygląda izolacja z powodu pandemii w Japonii?
To dziwne, ponieważ wirus dotarł tutaj już kilka miesięcy temu i sytuacja nie była zła. Teraz wszystko się zmieniło i przypadków zarażenia koronawirusem jest znacznie więcej. Parę tygodni temu wprowadzono stan alarmowy, ale ludzie wciąż normalnie pracują, restauracje są pootwierane, a my możemy wychodzić. Myślę jednak, że najgorsze jeszcze nie nadeszło.
W Azji noszenie maseczek było powszechne na długo przed pandemią. Teraz jest to jeszcze ważniejsze.
Wszystko tutaj jest bardzo czyste i wydaje mi się, że dzięki temu wirus nie rozprzestrzenił się tak jak w innych częściach świata. Ludzie zachowują dystans, nie przytulają się, nie całują. To jest inna kultura.
Kobe to jedno z miast z najlepszą jakością życia. Jak ci się tu mieszka?
Jest bardzo zadowolony z życia tutaj. To nie jest wielkie miasto, żyje tu półtora miliona osób. Od pierwszego dnia pobytu w Kobe czuję się dobrze. Jedynym problemem jest język, ale oprócz tego wszystko jest w porządku.
Udało ci się nauczyć jakichś słów po japońsku?
Umiem już parę słów i zdań, uczęszczam na lekcje tego języka.
Wolisz sushi czy mięso?
Mimo wszystko zostanę przy mięsie.
Mieszkasz już rok w Japonii. Jak wyglądała twoja aklimatyzacja?
To była drastyczna zmiana, decyzja nie była dla mnie łatwa, na szczęście wszystko wyszło dobrze. Pierwsze miesiące były trudne, zakończyłem przygodę z Barceloną i wracałem po ciężkiej kontuzji kostki. Rehabilitacja była długa i na początku brakowało mi rytmu meczowego, ale w drugiej rundzie gier również drużynie szło lepiej, nabrałem pewności siebie i piłka nożna znów zaczęła mnie cieszyć.
Twoja decyzja była zaskoczeniem dla wielu osób. Młody chłopak, ukształtowany w Barcelonie, wyjechał do Japonii, która do tej pory wydawała się miejscem dla weteranów.
Ludzie często się mnie o to pytają. Ja też miałem dużo wątpliwości, ale ostatecznie mój brat, który gra w tenisa i był w Kobe kilka miesięcy wcześniej, powiedział mi, że atmosfera na tamtejszym stadionie była niesamowita. Co więcej, Vissel grało bardzo dobrze a ja potrzebowałem minut po powrocie po kontuzji. Pomyślałem, że to może być dla mnie szansa, by móc poczuć się dobrze, zyskać pewność siebie w miejscu, którego kulturę zawsze podziwiałem. Zdecydowałem, że będę pierwszym młodym zawodnikiem, który obierze ten kierunek. To było trochę ryzykowne, ponieważ nie wiedziałem wiele o Japonii, ale teraz nie wyobrażam sobie, że mógłbym być bardziej szczęśliwy.
Andrés Iniesta był jednym z powodów, przez które trafiłeś do Kobe?
Zdecydowanie tak. Andrés zadzwonił do mnie i powiedział, że bardzo chce, żebym zagrał z nim w Japonii. Dodał, że będę się tutaj dobrze czuł i cieszył piłką. Nie mylił się, jestem mu bardzo wdzięczny.
Przestałeś trenować z Messim, ale wciąż możesz grać razem z Iniestą. Cały czas jesteś uprzywilejowany.
Tak, to nie jest złe. Andrés jest geniuszem. Mijają lata, a on wciąż ma tę samą jakość, potrafi decydować o wynikach meczów, jest prawdziwym liderem. To zaszczyt móc dzielić z nim szatnię.
Jaka jest piłka nożna w Japonii?
Wydaje mi się, że cały czas się rozwija. Według mnie za parę lat będzie konkurencyjna dla Europy. Powoli buduje swoją markę. Tutejsi zawodnicy są bardzo szybcy i dobrze wyszkoleni technicznie. Nie są może najsilniejsi, dlatego różnią się od piłkarzy ze Starego Kontynentu, ale mecze są bardzo wyrównane, dobrze się to ogląda. W tym roku może grać pięciu obcokrajowców, dwa lata temu mogło ich być maksymalnie trzech.
Miałeś już okazję trenować, grać i cieszyć się futbolem, masz nawet własną piosenkę. Tego oczekiwałeś, wyjeżdżając tutaj?
Zdecydowanie tak. Jeśli piłkarz nie gra, to czuje się bardzo samotny, nie czuje się doceniony. Od pierwszych dni tutaj, pomimo że nie byłem przygotowany na 100%, grałem mecze w pełnym wymiarze czasowym i czułem się bardzo dobrze. Przede wszystkim dzięki kibicom, którzy traktują mnie wspaniale od samego początku. Zadedykowali mi piosenkę po hiszpańsku, jestem im bardzo wdzięczny.
Iniesta, Villa, Vermaelen. Jesteście punktem odniesienia dla lokalnych piłkarzy?
To był jeden z powodów, dla których tu przyjechałem. Jednego dnia byłem jednym z wielu, a tutaj stałem się kimś ważniejszym. Koledzy z zespołu biorą mnie za przykład, starają się uczyć ode mnie, są pełni szacunku. To jest jedno z nowych doświadczeń w mojej karierze.
Twoje postrzeganie gry w piłkę zmieniło się po kontuzji.
To oczywiste, że gdy nie masz możliwości trenowania przez tak długi czas, to zaczynasz o tym myśleć inaczej. Dodatkowo zdiagnozowano u mnie cukrzycę, przez co moja dieta się zmieniła, musiałem inaczej przygotowywać się fizycznie do treningów i czuję się znacznie lepiej. Od ponad roku nie przegapiłem ani jednych ćwiczeń, bardzo mnie to cieszy.
Zdradziłeś, że masz cukrzycę, ale nie odebrała ci ona możliwości bycia piłkarzem.
Chciałem podzielić się tym publicznie, aby pomóc osobom, które również są chore. Opowiadałem, jak w szpitalu oznajmiono mi, że nie będę mógł wrócić do profesjonalnej piłki. Mam to cały czas w głowie i teraz, gdy cieszę się z możliwości gry, chciałbym pomóc ludziom, którzy otrzymali podobne diagnozy. Warto walczyć o swoje marzenia. Ich osiągnięcie jest możliwe.
Jak wygląda sytuacja z piłką nożną podczas pandemii w Japonii?
Podobnie jak w Hiszpanii. Udało nam się zagrać zaledwie jeden mecz ligowy przed przerwaniem rozgrywek, ponieważ liga tutaj gra od lutego do grudnia. Powiedziano nam, że wrócimy do treningów w maju, ale wciąż nie wiemy, którego dnia dokładnie. Teraz okoliczności się zmieniły.
Jakie to uczucie zakończyć rok z wygraną w Pucharze Cesarza?
To było bardzo przyjemne zakończenie sezonu, można było poczuć adrenalinę. Zmieniłem kontynent, zacząłem grać w Japonii. To było wspaniałe uczucie na koniec. To prawda, że na początku nie graliśmy najlepiej, a w lidze najwyżej byliśmy na siódmym miejscu. Dlatego wygrane w Pucharze Cesarza i Superpucharze były ważne. Ten projekt dobrze się rozwija.
Bycie piłkarzem z wyuczonym specyficznym stylem gry komplikuje przejście do innej drużyny?
Wydaje mi się, że tak. Zawsze mówiłem, że zawodnik z innej szkółki po przyjściu do La Masii będzie miał na początku problemy. Tak samo jest w drugą stronę, ja byłem nauczony stylu Barcelony i zaznajomienie się z nowym sposobem gry nie było łatwe.
Czułeś to też w Granadzie? W Las Palmas nie spędziłeś dużo czasu, ponieważ przytrafiła ci się kontuzja.
Tak, miałem tak w Granadzie. Trener, który mnie ściągnął, stracił pracę po czterech meczach. Podczas mojego pobytu w tym klubie było tam jeszcze trzech szkoleniowców. Brzmi to jak wymówka, ale to nie był proste. Ten rok był dla mnie skomplikowany, nie miałem ciągłości, której oczekiwałem, dlatego potem odszedłem do Las Palmas. Wydaje mi się, że tam byłoby mi lepiej, jednak przytrafiła mi się najpierw kontuzja mięśniowa, a po powrocie do gry uszkodziłem kostkę. Niestety.
Uraz kostki był ciężki również pod względem psychicznym?
To prawda, ponieważ to miał być mój rok. Miałem nadzieję, że wreszcie wykonam zauważalny krok do przodu. Wiedziałem, że dwa poprzednie lata kosztowałyby mnie dużo w przyszłości. To był moment, w którym czułem się źle. Miałem wielkie oczekiwiania i widziałem, że nie mogę ich spełnić. Mimo wszystko jestem zadowolony z tego, że mogłem trafić do Japonii.
Do czasu Ansu Fatiego, byłeś ostatnim wychowankiem klubu, który zaznaczył swoją obecność w pierwszej drużynie.
W ostatnich latach niewielu zawodników awansuje do seniorskiego zespołu, z różnych powodów. Przede wszystkim dlatego, że poziom piłkarzy z pierwszej drużyny jest bardzo wysoki. Myślę też, że jest to spowodowane również decyzjami klubu i trenerów. Barcelonę zawsze wyróżniało to, że grają w niej wychowankowie.
Myślisz o powrocie do Europy?
Teraz ciężko jest to planować. Zawsze zostawiałem za sobą otwarte drzwi i mówiłem, że chciałbym wrócić na Stary Kontynent. Pracuję ciężko, żeby tak się stało. Oby nadarzyła się możliwość.
Byłeś świadkiem zakończenia kariery przez Villę, dzielisz szatnię z Iniestą. Będziemy mieli szansę oglądać dalej Andrésa?
David jest wspaniałą osobą, udzielił mi wielu rad. To był zaszczyt móc grać z nim w ostatnich latach jego kariery. Jeśli chodzi o Andrésa, to jak już kiedyś mówiłem, on chce grać jeszcze przynajmniej przez dwa lata, dlatego mam nadzieję, że będę nadal mógł występować u jego boku. Oby grał jeszcze bardzo długo.
Komentarze (1)