Mundo Deportivo poświęciło sporo uwagi opisowi okoliczności niedoszłego transferu De Ligta do Barcelony.
Dziennik zaznacza, że kiedy Barcelona po raz pierwszy skontaktowała się z agentem obrońcy Mino Raiolą, ten jasno oświadczył, że liczy na wysoką prowizję. W grę wchodzić miało osiem milionów euro. Jak łatwo się domyślić, klub nie mógł pozwolić sobie na taki wydatek. Jego przedstawiciele spotkali się więc z agentem w Mediolanie. Raiola był jednak uparty, oświadczył również, że chciał, żeby Holender grał w Juventusie, a transfer do Barcelony miał wchodzić w grę dopiero od 2022 roku.
Klub zdecydował się na kontakt z piłkarzem, przesyłając mu wiadomość o następującej treści: "Nie możemy negocjować z Raiolą. Wiemy, że twoje rozmowy z Juventusem są już na zaawansowanym etapie. Obiecaj, że poinformujesz nas wcześniej o swojej decyzji. Jeśli będziemy w stanie, zaoferujemy tyle co Juventus lub więcej". Piłkarz miał jednak uspokoić przedstawicieli Dumy Katalonii i zapewnić, że chce zostać jej zawodnikiem.
W międzyczasie Barcelona skupiła się na transferze De Jonga. Zaniepokojony De Ligt zwrócił się więc do klubu z pytaniem o jego transfer, na co Katalończycy oświadczyli, że oczekiwania finansowe Raioli są dla nich zbyt wysokie, w związku z czym nie mogą oni na nie przystać. Obrońca zapewnił jednak, że gra w Barcelonie jest jego marzeniem, a aspekt finansowy nie ma dla niego żadnego znaczenia.
Jakiś czas później w podobnym tonie podczas spotkania w Barcelonie miał wypowiadać się agent. Włoch oświadczył, że nie będzie nalegał na prowizję, poinformował również, że przez pewien czas będzie przebywał poza Europą, dlatego też do sprawy transferu będzie mógł zająć się później.
Do ostatniego spotkania w tej sprawie doszło 10 maja w Amsterdamie. Głos zabrał podczas niego sam piłkarz, który, ku zdziwieniu i wyraźnemu zdenerwowaniu przedstawicieli Barcelony, zwłaszcza Pepa Segury, poinformował, że nie czuł się odpowiednio doceniony przez kataloński klub. Nic już nie można było zrobić, Mino Raiola wygrał.
Komentarze (35)