Xavi Hernández: Powrót do Barcelony jest moim celem, ale nie obsesją

Radek Koc

26 czerwca 2019, 11:30

TV3

6 komentarzy

Xavi był gościem programu "Al cotxe" w katalońskiej stacji TV3 i w szczerym wywiadzie opowiedział o trudnościach, z jakimi musiał się zmierzyć jako piłkarz Blaugrany. Nie zabrakło również pytań o przyszłość czy wspomnień dotyczących etapu agresywnej rywalizacji Barçy z Realem Madryt.

Powiedziano mi, że twoja mama uwielbia piłkę nożną. Podobno ogląda mecze nawet trzeciej ligi. 

O tak, to bardzo możliwe. Jest wielką fanką piłki nożnej. Gdybyśmy teraz weszli do domu moich rodziców, to pewnie oboje siedzieliby przed telewizorem i oglądali jakiś mecz. Są chorzy na punkcie piłki. 

Ty również nie rozstawałeś się z piłką?

To prawda. To była moja pasja i wielka radość od czasów mojego wczesnego dzieciństwa. Wszyscy mówili, że miałem wrodzony talent do gry w piłkę. Myślę, że to połączenie dwóch rzeczy. Z jednej strony talent, ale z drugiej aspekt rodzinny, treningi i fakt znalezienia się w Barcelonie w wieku 10 lat. To zmieniło moje życie.

Klub chciał cię ściągnąć do siebie już w wieku 6 lat. Twój ojciec się temu sprzeciwił.

No tak, byłem mały i chcieli mnie mieć w La Masii. Moi rodzice byli pewni swego. Chcieli zatrzymać mnie jeszcze w domu. Uznali, że skoro klub zgłosił się po mnie w wieku 6 lat, spokojnie mógł po mnie wrócić nieco później.

To byłaby ogromna, życiowa zmiana w tak młodym wieku.

Jasne. Wyciągnięcie dziecka z otoczenia rodziców, braci i przyjaciół musi być dość ciężkim przeżyciem. Widziałem kolegów w La Masii, którzy bardzo źle to przeżyli. Ostatecznie wielu z nich nie odniosło sukcesu i poniesiony wysiłek się nie opłacił. Innym się udało. Mam na myśli Iniestę czy Valdésa. Puyolowi również, chociaż on trafił do akademii nieco później. Oni odnieśli sukces. Obciążasz w jakiś sposób twoje życie i dzieciństwo na rzecz celu, który potem może zostać osiągnięty lub nie.

Czy to prawda, że kiedy trenowałeś już w zespole Barcelony, nie chciałeś o tym mówić innym w szkole?

Z jednej strony trochę się tego wstydziłem i nie chciałem się z tym obnosić. Jednak z drugiej miałem coś takiego, że chciałem o tym powiedzieć. To było takie wrażenie. Jestem dość nieśmiały, choć może się wydawać inaczej. Musiałem z tym trochę walczyć w moim życiu zawodowym, ponieważ dwie rzeczy się wykluczają. Jestem nieśmiały, ostrożny i dyskretny. Z drugiej strony uwielbiam futbol, a ten sport sprawia, że jesteś na oczach wszystkich. Teraz już się przyzwyczaiłem. Dzięki piłce moja osobowość uległa pewnej zmianie.

Jak pracowałeś nad tym?

Bez niczyjej pomocy. Myślę, że nadal brakuje tego aspektu psychologicznego w futbolu. Bardzo dużo pracuje się nad aspektem technicznym czy taktycznym, ale ten psychologiczny jest pomijany. Nikt nam nie powiedział: „Słuchaj, dzisiaj wystąpisz na konferencji prasowej. Przygotuj się, będziesz rozmawiać z mediami”. Są takie osoby, którym jest bardzo ciężko. Mnie też to dużo kosztowało. Kiedy wychodziłem na konferencję prasową, moje serce biło jak oszalałe. Nikt mi nie dał żadnych wytycznych.

Twoje słowa mają duży oddźwięk.

Niesamowity. Wszyscy bardzo uważnie słuchają tego, co mówisz. Im grasz więcej i lepiej, tym oddźwięk jest większy. Aspekt psychologiczny jest kwestią, którą powinno się poprawić w świecie piłki. To już się dzieje, ale nadal trzeba wiele udoskonalić.

Trzeba bardzo uważać na to, co i jak się mówi? Nie możesz powiedzieć tego wszystkiego, o czym myślisz.

Wcześniej zwracałem na to dużą uwagę. W moim domu wszyscy tacy jesteśmy. Zastanawiamy się nad tym, co powiedzą inni, nie chcemy zwracać na siebie uwagi. Jesteśmy ostrożni. To tradycyjna cecha Katalończyków. Teraz podchodzę do tego inaczej. Skoro nawet kiedy uważałem i byłem ostrożny, dostałem po głowie z każdej strony, teraz się tym nie przejmuję. Mam swoje własne zdanie i tyle.

Moment przejścia na sportową emeryturę musi być mocnym doświadczeniem. Przecież całe życie robisz tylko jedno. Jak się podejmuje taką decyzję? Czujesz, że już wystarczy?

Mnie akurat trochę kosztowało podjęcie takiej decyzji, ponieważ fizycznie czuję się dobrze. Nie mam żadnej poważnej kontuzji. To akurat jest gorsze, ponieważ to nie ty decydujesz. Decyduje twoje ciało. Zazwyczaj piłkarze kończą w wieku 35-36 lat. Ja mam teraz 39 lat. Kiedy kończysz 33-34 lata, niemal musisz dziękować za każdy kolejny rozegrany sezon. Pojawiają się kontuzje i ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa.

Jeśli chodzi o życie zawodowe, ludzie podejmują takie decyzje w wieku 60-65 lat.

No tak (śmiech). Z jednej strony jest to trudne. Myślisz, że nie będziesz mógł robić tego, co sprawia ci największą przyjemność. Wyjście na murawę, poczucie rywalizacji, dotknięcie piłki, strzelenie gola, wykonanie dobrego podania… Jako piłkarz czerpałem wiele przyjemności z gry w piłkę. Jednakże już od dwóch lat byłem przygotowany do objęcia roli trenera i zyskałem nowy cel oraz marzenie. W tym znaczeniu jest trochę łatwiej.

Ludzie myślą teraz, że do Barcelony przyjdzie Xavi i wszystko nam uporządkuje. A Piqué zostanie prezydentem.

Z jednej strony podoba mi się takie myślenie, ponieważ kibice widzą we mnie człowieka obdarzonego odpowiednimi zdolnościami. To miłe uczucie. Wszyscy postrzegają ciebie jako kogoś zdolnego do poprowadzenia Barçy do sukcesów. Z drugiej strony to dodatkowa presja. Nigdy nie miałem tego komfortu na zasadzie: „Zaczynam od zera, nikt nie ma wobec mnie żadnych oczekiwań, możesz sprawić niespodziankę”. Nigdy mi się to nie przydarzyło. Kiedy miałem 16 czy 17 lat, wszyscy widzieli już we mnie następcę Guardioli. Kibice widzieli we mnie młodego wychowanka, który powinien zrobić krok naprzód. W jakiś sposób już się do tego przyzwyczaiłem. Żyję z tą dodatkową presją na co dzień.

Dla ciebie to radość czy raczej ciężar?

Nie, nie. Oczywiście, że mnie to cieszy. Kiedy miałem 18-20 lat, wówczas bardzo mi to ciążyło. Czy planuję powrót do Barcelony? To jest mój cel, który jednocześnie nie jest żadną obsesją. Nie wiem, czy się sprawdzę jako trener. Dobrze się do tego przygotowałem i moim marzeniem jest powrót do Barçy. Jestem wielkim culé i lubię czuć się ważną postacią wewnątrz tego klubu. Czas pokaże. Muszę czuć się przygotowany do tego zadania i Barcelona również musi uznać, że jestem gotowy. To nie jest tak, że sam sobie zdecyduję o trenowaniu zespołu Barçy. Odpowiedni czas i trenerskie cele muszą zostać w jakiś sposób połączone.  

Jaki jest najlepszy czas, jaki przeżyłeś w Barcelonie?

Miałem wiele takich momentów. Myślę, że najlepsze będzie uznanie ludzi. Kiedy patrzę wstecz, czuję się bardzo dumny. Było ciężko. Jednak aby móc odpowiednio docenić pewne rzeczy, musisz czuć, że nie było łatwo je osiągnąć. Musiałem włożyć dużo pracy. Będąc chłopcem stąd, wiele razy byłem krytykowany i osądzany. To jest jednak Barca. Zawsze powtarzam, że ten klub jest jak maszynka do mielenia mięsa. Niezależnie od zajmowanego stanowiska – możesz być dyrektorem sportowym, prezydentem, trenerem, członkiem sztabu medycznego – jesteś osądzany i krytykowany. Musisz zdawać sobie sprawę z tego, gdzie jesteś. Pep Guardiola zawsze powtarza jedno zdanie: „Nie możesz odejść z Barcelony bez żadnych ran”. To prawda. Nigdy nie możesz zadowolić wszystkich. Jest tak wielka różnorodność opinii w środowisku Barçy, że zawsze czujesz się osądzany i krytykowany. Potem, kiedy już jesteś w domu, bardzo to przeżywasz.

Twoje odejście było jednak bardzo piękne.

Nie jest łatwo odejść w ten sposób, miałem ogromne szczęście.

A jaki był twój najgorszy moment w Barcelonie?

Powiedziałbym, że była to kontuzja odniesiona w 2005 roku. To mi jednak wyszło na dobre, ponieważ zorientowałem się, że powinienem bardziej o siebie dbać, być jeszcze większym profesjonalistą i zapobiegać urazom. W tamtym momencie zmienił się mój sposób patrzenia na pewne rzeczy. Trzeba było dać z siebie coś więcej, ponieważ sam talent i trochę włożonej pracy nie są wystarczające. Stałem się silniejszy.

Wyobrażam sobie, że z emocjonalnego punktu widzenia najgorsza była śmierć Tito Vilanovy.

Tak, to było straszne. Tamte dwie wiadomości czyli to, co przydarzyło się zarówno Abidalowi i Tito, były ciężkim ciosem dla drużyny. Śmierć Tito ciężko nawet skomentować. To był cios dla wszystkich. Byliśmy w szoku. Zajęło nam jakieś półtora roku, aby się pozbierać. Wielki żal. Innym trudnym etapem był czas, w którym nie miałem uznania w oczach innych i nie byłem przydatny. Mówiono nawet, że byłem jak nowotwór Barçy. Mówiono, że ze mną w składzie drużyna niczego by nie osiągnęła, że nie byłem typem zwycięzcy i że nie miałem osobowości. Zdaniem tych osób Barça oraz nowoczesny futbol są nastawione na siłę fizyczną. A zatem ja byłem nieprzydatny. Nie tylko w Barcelonie, ale w ogóle w piłce nożnej. Udało mi się jednak zmienić całą sytuację i czuję się z tego powodu dumny.

Wygrałeś wszystko to, co jest wygrania w świecie futbolu.

Miałem dużo szczęścia. Taka jest prawda. Dużo szczęścia, wielką siłę mentalną oraz wiarę w siebie. Przeżyłem piękny czas.

Był jednak taki etap, kiedy Mourinho pracował w Realu Madryt i byłeś bardzo nerwowy. To był najbardziej agresywny czas rywalizacji w historii. Trzeba też powiedzieć, że debiutowałeś w Barcelonie, kiedy Mourinho pracował tam jako trener.

No tak. Był w sztabie szkoleniowym van Gaala i przychodził nas trenować w drużynie Barcelony B. Był z nami przez trzy lata.

Rozmawiałeś z nim kiedyś i zapytałeś, dlaczego tak zrobił?

Nie. Nie miałem okazji do rozmowy po tej „piłkarskiej wojnie”, jaką mieliśmy z Realem.

Miałeś czasami ochotę to zrobić? Ja nie mogę zrozumieć, jak to jest możliwe, że drużyna piłkarska zachowuje się w ten sposób na boisku.

Odpowiedź jest taka, że każdy chce wygrać. Ale oczywiście jest ważne, w jaki sposób to robisz. Mnie nauczono w Barcelonie, że sposób, w jaki wygrywasz, jest równie ważny jak to, co wygrywasz. Oni nie zważali na sposób.

Było ci przykro, że to właśnie Mourinho był inicjatorem tego zachowania? Łączyła was przecież zawodowa relacja.

Można się zorientować, z kim masz do czynienia, kiedy ta druga osoba otrzymuje władzę. Mourinho pokazał wówczas, jaka jest jego osobowość. Było mi szkoda, ponieważ my bardzo dbamy o wizerunek tak w Barcelonie, jak i w reprezentacji Hiszpanii. W tamtym czasie wszyscy pokazaliśmy zły wizerunek. Real Madryt, ponieważ zaczął, i my, ponieważ daliśmy się wciągnąć w tę grę. To nie jest wizerunek, który powinniśmy demonstrować piłkarskiemu światu. Ogląda nas wielu ludzi, szczególnie młodzież i dzieci. Muszą być zachowane reguły fair play. To jest tylko gra i niezależnie od wyniku trzeba zademonstrować pewien poziom.

Relacje osobiste między piłkarzami zostały przerwane? Mam na myśli np. twoją relację z Ikerem Casillasem.

Nie, nie doszło do tego. Koniec końców przyjaźń jest ponad pewnymi okolicznościami. Rozmawiałem z Ikerem i powiedzieliśmy sobie wszystko: „Ty zrobisz tak, ja zrobię tak”. Obie strony zachowały się źle, ale chodziło przecież o nasz wizerunek i nas samych. To stworzyło za duże napięcie. W końcu chodzi o futbol i to jest tylko sport. A sport to pewne wartości, których wtedy nie przestrzegaliśmy. To była wielka szkoda.

A propos wartości. Pamiętam historię Miguela, który był ciężko chory na raka i opowiadał w audycji radiowej o tym, że jesteś jego idolem. Wtedy pojechałeś do niego do szpitala i wręczyłeś mu swoją koszulkę.

Niestety Miguel zmarł. Teraz sam mam dzieci i zastanawiam się, jak takie nieszczęścia są w ogóle możliwe. Nie ma sprawiedliwości w tym życiu. Chłopak cierpiał w szpitalu przez wiele lat. Jak to możliwe, że dzieją się takie rzeczy?

Rodzina zdecydowała, aby pochować go razem z twoją koszulką. Inną historią jest opowieść o Dabo, który zdecydował się przybyć do Hiszpanii z Senegalu. Nie przyjechał z twojego powodu, zmusiła go do tego trudna rzeczywistość. Miał jednak marzenie, jakim było spotkanie z tobą. W końcu udało mu się ciebie poznać.

Zobaczyłem osobę, która tyle wycierpiała i wzruszyła się na mój widok. To wyszło naturalnie. Powiedziałem, żeby przyjechał do mnie do domu. Mówił o tym Cruyff – jeśli masz możliwość pomocy drugiemu człowiekowi, musisz to zrobić. Jesteś mu to winny. Społeczeństwo i futbol dały mi tyle, że nie mogę pozostawać z boku, gdzieś na marginesie społeczeństwa.

Rzeczywistość świata futbolu musi generować pewien rodzaj sprzeczności, prawda? Zarabiacie duże pieniądze, a ludzie muszą sobie codziennie z wieloma trudnościami.

Czasami znajdujemy się w nierzeczywistej bańce. Generalnie życie jest niesprawiedliwe. Ja i moja rodzina jesteśmy uprzywilejowani. Staram się nigdy nie odmawiać innym osobom, którym jestem w stanie pomóc. Staram się nikomu nie odmawiać.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Ale po fotce u góry widać, że latka lecą..

Cały czas wałkuja te same wywiady, przecież już 20 podobnych wywiadów było na stronie...

Xavi odwiedził Kuźniara. Niesłychane.