Mamy coś do udowodnienia

Eoren

2 marca 2019, 10:52

55 komentarzy

Real Madryt CF

RMA

Herb Real Madryt CF

0:1

Herb Real Madryt CF

FC Barcelona

FCB

  • 26' Ivan Rakitić 

Marzec zaledwie się rozpoczął, a dzisiejszego wieczora Barcelona przystąpi do trzeciej już odsłony El Clásico w tym roku. Poprzednia miała miejsce zaledwie trzy dni temu. Choć wówczas trzy trafienia pchnęły Barçę do szóstego finału Pucharu Króla z rzędu... wciąż jeszcze wiele jest do udowodnienia. Cyfra trzy pojawia się w kontekście tego meczu na każdym kroku, więc może do trzech razy sztuka?

Co takiego jest jeszcze do udowodnienia? Barcelona rozstrzygnęła przecież dwumecz w Copa del Rey, nie pozostawiając żadnych wątpliwości. Daleko po półmetku sezonu dystansuje Real w lidze na dziewięć punktów. Wszyscy mamy jeszcze świeżo w pamięci ostatnie ligowe El Clásico, w którym Barcelona w pięknym stylu rozjechała Los Blancos 5:1, osiągając tak symboliczną w hiszpańskim futbolu manitę. Co więc udowadniać, skoro swoją przewagę Katalończycy pokazują na każdym kroku? Mimo to...

Od 87 lat Barcelonie nie udało się potwierdzić swojej wyższości i mieć na koncie więcej zwycięstw w Klasykach. Ten czas to nie tylko pasmo porażek, jakimi były dla klubu lata 60. czy znacznie nam bliższe czasy prezydentury Joana Gasparta. To także okresy ewidentnej hegemonii Barçy w lidze. Niekorzystne dla niej status quo zaczęła przełamywać drużyna prowadzona przez Johana Cruyffa.

Apogeum kontroli nad odwiecznym rywalem nastąpiło za czasów Pepa Guardioli. Mecze takie jak 2:6 na Santiago Bernabéu czy 5:0 na Camp Nou przeszły do historii. W tamtym czasie Barça nie tylko taśmowo pokonywała Real, ale (może przede wszystkim?) robiła to w najlepszym stylu. Nie bez powodu pokonanie Barcelony było wówczas celem, a może nawet obsesją José Mourinho. Zwycięstwo w El Clásico rysowało się jako coś piekielnie trudnego dla Realu. Osiągnięcie, które w późniejszych latach, gdy rywalizacja zaczęła się wyrównywać, nieco wyblakło. Mimo że wspomnienia Klasyków ery Guardioli budzą ciepło w sercu każdego kibica Barçy*, to nawet wtedy Blaugranie nie udało się przechylić historycznej szali zwycięstw w stronę Katalonii.

87 lat i 241 spotkań. Tyle było potrzebne, by Barça stanęła przed szansą na zmianę balansu trwającej od ponad stu lat rywalizacji. Zmianę o zaledwie jeden mecz z 242. Mecz, którego na dodatek jeszcze nie wygraliśmy.

Ironią losu może wydawać się fakt, że przed tą szansą staje właśnie drużyna Ernesto Valverde. Człowieka najbardziej praktycznego i oszczędnego w środkach, z jakim klub zetknął się w ostatnich latach. Niełatwo znaleźć kibiców Barçy, którzy nie mieliby żadnych zastrzeżeń do gry zespołu. Barcelona znajduje się w wyjątkowo dziwnym momencie, trudnym do interpretacji dla widzów. Często stajemy przed dylematem, czy bardziej cieszymy się ze zwycięstwa i skuteczności, czy też silniejszy jest ból zębów, wywołany widokiem taktycznej toporności gry. A to wszystko jest wynikiem standardów, do jakich klub przyzwyczaił nas przed długie lata. Zmiany nigdy nie są łatwe do zaakceptowania. Czasami może się to w ogóle nie udać.

Środowy mecz z Realem był świetną ilustracją dylematu, z jakim borykają się obecnie kibice Barçy. Katalończycy wydawali się nieporadni, może nawet toporni. Zbyt rzadko dochodzili w ogóle do sytuacji bramkowych, które Real miał co chwilę – szczególnie w drugiej połowie. W momencie, kiedy człowieka mogła najść silna ochota na wyłączenie telewizora, sytuację załatwiły dwa szybkie trafienia gościa, który w ostatnim czasie grał tragicznie. Nie bez powodu w minionych tygodniach zaczęły mnożyć się memy i filmiki pokazujące nieskuteczność Suáreza.

Oczywiście drużyna Valverde miewa mecze-przebłyski, w których nie sposób mieć do niej jakiekolwiek zastrzeżenia. Jednym, być może najjaśniejszym z nich, było właśnie ostatnie ligowe spotkanie z Realem, gdy Barça skasowała rywala 5:1.

Barcelona jedzie na Santiago Bernabéu, gdzie w ostatnich latach czuje się nie gorzej niż na Camp Nou. Jedzie, żeby powiększyć prowadzenie w ligowej tabeli, ale też dlatego, że cały czas ma coś do udowodnienia. Trzeba tylko położyć jedno ziarenko z 242, żeby szalki wagi przechyliły się na naszą stronę.

*Jeśli jest inaczej, zdecydowanie proponuję introspekcję.

Obejrzyj El Clásico w Eleven Sports 1
- kliknij tutaj!

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Podstawowy problem Pana Valverde to znaleźć sposób na boki Realu. W środę to był dramat co ten gówniarz z Brazylii wyprawiał. Dziś może być różnie ze skutecznością Realu.

@kuffs : Semedo będzie musiał się wykartkować na nim ;)
Faul, faul, faul - to jest metoda na Vini.

@kuffs : Wszystko przez to że nie było u nas pewnego skrzydłowego, więc obrońca Realu pomagał w atakach bez ryzyka, że zrobimy kontrę z tej strony. Messi jest naszym zbawieniem jak i ciężarem, ponieważ niby jest na prawej stronie ale praktycznie gra w środku a jego skrzydło jest puste. Stąd taka odważna gra prawego obrońcy Realu i jeszcze to że Vinicius nie musiał się wracać do obrony.

@masik86: Myślę że semedo, poradzi sobie dzisiaj z mlodziakiem, ostatnio nie było aż tak źle

@masik86: Też często o tym myślałem i zastanawiałem się czy rozwiązaniem by nie było przejść na 4-2-3-1. Dembele lepiej wygląda na prawej stronie Messi w środku i Cou na lewej. Z tyłu Busi i Rakieta/Arthur.

@xDymo15: Ja zastanawiałem się czy Barcelona nie powinna spróbować grać systemem podobnym do np. Sevilli. np. Bramkarz -Mats
3 ŚO- Pique, Langlet i Umtiti
2 Pivotów
2 Bocznych pomocników (Alba i S. Roberto)
OŚP: Messi
Suarez, Dembele
Boczni obrońcy Barcelony i tak stale włączają się do akcji. Dodatkowy obrońca zmniejszyłby konieczność cofania się Busq lub Rakiticia między obrońców. Messi wolny od obowiązków defensywnych grałby przed bramką rywali między liniami gdzie mógłby stwarzać największe zagrożenie. Taka surowa koncepcja :)
« Powrót do wszystkich komentarzy