Zwycięstwo nie bez problemów

Daniel Olbryś

3 października 2018, 19:56

235 komentarzy

Tottenham Hotspur FC

TOT

Herb Tottenham Hotspur FC

2:4

Herb Tottenham Hotspur FC

FC Barcelona

FCB

  • Harry Kane 52'
  • Erik Lamela 66'
  • 2' Philippe Coutinho 
  • 28' Ivan Rakitić 
  • 56', 90' Lionel Messi 
  • środa, 3 października 21:00
  • Wembley
  • Polsat Sport Premium 2

Po zaciętej rywalizacji Barça pokonała Tottenham na stadionie Wembley w Londynie 4:2. Bramki dla Blaugrany zdobywali Coutinho, Rakitić i Leo Messi (dwie). Z kolei dla Spurs trafiali Kane oraz Erik Lamela.

W porównaniu z jedenastką wystawioną w miniony weekend na mecz przeciwko Athletikowi Ernesto Valverde powrócił do koncepcji, którą możnaby nazwać "once de gala". W składzie znaleźli się bowiem Busquets i Messi, kontuzjowanych Umtitiego i Sergiego Roberto zastąpili Lenglet i Semedo, zaś w pomocy pojawił się Arthur.

Od początku Barça zdecydowanie narzuciła swoje tempo gry i zdominowała spotkanie. Na dowód tego po zaledwie dwóch minutach padł pierwszy gol dla Dumy Katalonii. Piłkę na dobieg do Jordiego Alby posłał Leo Messi, a lewy obrońca Blaugrany wycofał do Philippe Coutinho, który z zegarmistrzowską precyzją trafił do bramki opuszczonej przez Hugo Llorisa. Zawodnicy Tottenhamu przez długi czas nie byli w stanie otrząsnać się po ciosie zadanym przez przyjezdnych. Dopiero po nieco ponad dwudziestu minutach Harry Kane i spółka zaczęli dochodzić do głosu. Kiedy jednak już wydawało się, że gospodarze poszukają wyrównania, kolejną piłkę za plecy obrony rzucił Messi. Suárez zgrał do Coutinho, lecz jego strzał obronił Lloris. Brazylijczyk nie poddał się i wycofał na dwudziesty metr do nadbiegającego Rakiticia, który pięknie przymierzył z woleja przy samym słupku. Bramkarz Spurs po raz kolejny musiał wyciągać piłkę z siatki. Po golu na 2:0 Barça odzyskała nieco kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Szczególnie imponował Arthur, który niektórymi ruchami i zagraniami mógł do złudzenia przypominać Xaviego. Do przerwy wynik się nie zmienił i culés mogli z optymizmem spoglądać na drugą część spotkania.

Ta jednak rozpoczęła się w zgoła odmienny sposób. Co prawda Messi dwa razy trafił w słupek, ale już w 52. minucie Harry Kane zakręcił Semedo i niewiele się zastanawiając, huknął w dalszy róg bramki, zdobywając kontaktowego gola i dając swojej drużynie sygnał do ataku. Zaledwie kilka minut później rosnące nadzieje gospodarzy zatrzymał jednak Leo Messi, który po raz kolejny świetnie rozrzucił piłkę do Jordiego Alby, aby chwilę potem pojawić się w polu karnym i dostawić stopę do zwrotnego podania Hiszpana. Wydawało się zatem, że gol dla Tottenhamu był kwestią przypadku i nic Blaugranie nie może się już stać. Okazało się jednak, że podopieczni Mauricio Pochettino nie zamierzają tak łatwo dać za wygraną. Około 60. minuty Barça ewidentnie opadła z sił i po raz kolejny można było mieć o to pretensje do Valverde, który wciąż zwlekał ze zmianami. Tymczasem Tottenham konsekwentnie naciskał i starał się zaskoczyć dość średnio grającą w drugiej połowie defensywę gości. Na efekty nie trzeba było długo czekać - w 66. minucie Erik Lamela przejął piłkę przed polem karnym i technicznym uderzeniem pokonał bezradnego ter Stegena. Używając żargonu boiskowego, Spurs ewidentnie "rośli", zaś Barça "puchła" z każdą chwilą. Raz za razem obrońcy Blaugrany rozpaczliwie wybijali piłkę z pola karnego po groźnych wrzutkach przeciwników. Bardzo bliski wyrównania był Lucas, jednak jego strzał w ostatniej chwili zablokował Lenglet. Drużyna z Londynu starała się grać odpowiedzialnie i utrzymywać się przy piłce, mając na względzie coraz większe zmęczenie Barçy. Wystarczył jednak jeden jedyny błąd przy wyprowadzaniu piłki i strata Momo Sissoko, by piłka trafiła do Jordiego Alby. Hiszpan szybko dograł do Messiego, który zapewnił Dumie Katalonii ważne trzy punkty.

Niewątpliwie cieszy powrót Barcelony na zwycięską ścieżkę po trudnym tygodniu. Wreszcie zespół zagrał na odpowiedniej intensywności, z właściwym nastawieniem i przede wszystkim skutecznie (a mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie te przeklęte słupki...). Po raz kolejny martwią jednak brak asekuracji oraz indywidualne błędy w defensywie, które skutkują okazjami dla rywali. O ile osłabiony Tottenham mógł tego nie wykorzystać, to silniejsi przeciwnicy takich pomyłek nie wybaczą. Oby jednak dzisiejszy triumf na Wembley był zwiastunem zwyżki formy Barçy przed nadchodzącymi starciami z Interem, Valencią i Sevillą.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Cieszy wygrana i bardzo dobra gra Arthura! Ale nie mogę pojąć dlaczego gdy drużyna ma problemy wchodzi Vidal tak późno, potrzebny był dużo wcześniej aby powalczyl fizycznie z rywalami i dal świeżej krwi...

@egeszeges: Cytując inny portal sportowy: "W zespole Katalończyków do pierwszej zmiany doszło dopiero w 83. minucie, kiedy Rafinha wszedł za Coutinho. To tylko potwierdziło wielką bojaźliwość szkoleniowca Barcy, któremu od kilku tygodni zarzuca się brak odwagi w dokonywaniu roszad. A jeśli nie brak odwagi, to po prostu brak umiejętności, bo coraz więcej osób twierdzi, że 54-latek nie wie, jak ma się zachować w różnych sytuacjach meczowych"

Myślę, że to akurat trafne podsumowanie

@egeszeges: A ja się zastanawiałem po co Rafinha - może że dwa podania zanotował przez 10 minut.
« Powrót do wszystkich komentarzy