Gerard Piqué przygotował serię wywiadów z zawodnikami, które publikowane są na stronie The Players Tribune. W pierwszym z nich obrońca przepytał Neymara, następnie spotkał się z Luisem Suárezem, z którym porozmawiał o jego reprezentacyjnej karierze oraz mistrzostwach świata. Teraz przyszła kolej na Javiera Mascherano. Ta rozmowa miała nieco inny charakter od poprzednich, Argentyńczyk podsumował w niej czas spędzony w Barcelonie.
Gerard Piqué: Co myślisz o tych 7,5 roku spędzonych w Barcelonie?
Javier Mascherano: Szczerze mówiąc byłem tu dużo dłużej, niż myślałem, że będę. Wiedziałem, że przychodzę do klubu, w którym o grę będzie mi bardzo ciężko. To był jeden z najlepszych zespołów, które widziałem w historii. Bycie częścią drużyny takiej klasy było fantastyczne. Chciałem pomóc, jak mogłem, i sprawdzić, czy będę miał szansę wygrać coś w Europie. Chciałem zdobywać tytuły, być częścią grupy wyjątkowych piłkarzy. Lata mijały, odnalazłem swoje miejsce i wszystko skończyło się tak, jak wiemy.
Jak przebiegł twój transfer? Było lato 2010, pełniłeś rolę kapitana reprezentacji Argentyny i przychodziłeś do Barcelony raczej nie po to, by znaleźć się w pierwszym składzie, ponieważ był tu już Busi. Rozmawiałeś z Pepem, z Messim?
Grałem w Liverpoolu, z którego akurat odszedł Rafa Benítez, a ja od dłuższego czasu planowałem już odejść. Bez niego czułem, że nic mnie tam już nie trzymało. On poszedł do Interu i mogłem podążyć za nim. Nie byłby to łatwy do zrealizowania transfer, bo Inter dopiero co wygrał Ligę Mistrzów. W trakcie mundialu żartem zapytałem Leo, czy byłaby możliwość przejścia do Barcelony, bo czytałem, że Yaya Touré odchodził. Leo pół żartem pół serio rozmawiał o tym później z Pepem. Wątpliwości były następujące: jak piłkarz pierwszej jedenastki Liverpoolu i kapitan reprezentacji może przejść do Barcelony i zaakceptować, że nie zawsze będzie grał regularnie? To było oczywiste, wszyscy znają moją opinię o Busim, a także wiedzą, kim on jest dla Barcelony. Zawsze dawałem do zrozumienia, że znałem swoją rolę. To było dla mnie osobiste wyzwanie – przyjść do najlepszej Barçy w historii, mieć szansę na zdobywanie trofeów i móc grać z wyjątkowymi piłkarzami. Cały proces trwał długo, transfer potwierdzono 31 sierpnia.
Już w pierwszym sezonie wszystko ci się udało. Zdobyłeś tytuły i grałeś, choć na pozycji środkowego obrońcy. Zdobyliśmy mistrzostwo Hiszpanii i Ligę Mistrzów. Wymarzony sezon, a ty grałeś więcej, niż się spodziewałeś, ale też na innej pozycji.
Tak. Prawdę mówiąc nigdy nie pomyślałbym, że skończę jako stoper. Wygraliśmy tyle ważnych spotkań, półfinał Ligi Mistrzów z Realem, finał, czułem się częścią drużyny, która i beze mnie była silna. Z powodu różnych okoliczności dostałem szansę i przystosowałem się, również do nowej pozycji. Koniec końców powiedziałem sobie: „całe szczęście, że podjąłeś tę decyzję”. Co bym robił, o czym myślałbym w Anglii, gdybym tego nie zrobił? Uważam, że decyzje trzeba podejmować, będąc do nich przekonanym. Później może pójść dobrze albo źle, ale ważne, żeby na początku być pewnym.
Od samego początku bardzo zaskoczyło mnie, jak zaadaptowałeś się do gry na pozycji środkowego obrońcy. Przejście z pomocy do defensywy jest bardzo trudne, szczególnie w takim klubie jak Barca. Nie masz odpowiedniej sylwetki, a bardzo szybko zrozumiałeś wszystkie ruchy, krycie zawodników. Jak przebiegał ten proces?
Adaptowałem się na bieżąco. Po raz pierwszy zagrałem na tej pozycji w Doniecku, w rewanżu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Nie miałem pojęcia, że zagram. Pep podał skład i byłem na środku obrony, ale nawet o tym wcześniej nie rozmawialiśmy. To była moja szansa na przetrwanie w Barcelonie, jako stoper mogłem grać dużo częściej. Nie dlatego, żeby brakowało nam środkowych obrońców. Był Puyi, ale miał pewne problemy z kontuzjami, więc musiał się oszczędzać. Nigdy nie lubiłem grać z powodu choroby Abiego, ale takie rzeczy się nam przytrafiły. Zawsze patrzyłem na piłkę jako na walkę o przetrwanie.
Wolałbyś grać nieco więcej w pomocy Barcelony? Odchodzisz z uczuciem, że… Wielokrotnie rozmawialiśmy w szatni, że chciałeś…
Tak, tak. W tym sensie mój czas w Barcelonie był pełen kontrastów. To były najlepsze lata mojej kariery, najbardziej cieszyłem się z gry, czułem się kompletny, ale nie mogłem grać na mojej nominalnej pozycji. Szklanka do połowy pusta, prawda? Wcześniej, gdy miałem wątpliwości odnośnie odejścia, było to spowodowane również tym. Nikt nie wie lepiej od ciebie, jak niewdzięcznym zadaniem jest bycie stoperem Barcelony. Za jeden błąd płaci się zbyt drogo. Byłem przyzwyczajony do niego innych automatycznych zagrań, więc było mi trudniej to zrozumieć.
Po Pepie przyszedł Tito, później Tata, Luis i Ernesto. Z naszych rozmów wiem na pewno, że będziesz kiedyś trenerem. Do którego z nich jesteś najbardziej podobny?
Zawsze mówię, że nikt nie chce być podobny do kogoś innego. Mieliśmy świetnych trenerów i jeśli w przyszłości zostanę szkoleniowcem, skopiuję od nich wiele rzeczy. Przez pierwsze dwa lata Pep miał na mnie bardzo duży wpływ. Przyszedłem z Liverpoolu do klubu z zupełnie inną grą, musiałem wiele się nauczyć. Z tego powodu dużo z nim rozmawiałem. Tito dobrze rozumiał grupę, a Tatę bardziej poznałem w reprezentacji niż tutaj. Sam to mówił, tutaj nie mógł być do końca sobą. Luis dość radykalnie zmienił to, co robiliśmy, poprawił niektóre rzeczy. To samo zrobił Ernesto przez te sześć miesięcy. Drużyna znowu funkcjonuje, a w minionym sezonie było jej trochę trudniej rywalizować.
Pamiętam, że mówiłeś, że Rafa Benítez również miał na ciebie wielki wpływ.
Tak, ale to inna piłka.
Rafa i Pep prezentują dwa zupełnie odmienne style.
Miałem szczęście, że pracowałem z różnymi trenerami, również z Bielsą. Dlatego mówię, że jeśli jest się inteligentnym, trzeba brać to co najlepsze od każdego. Zmieszać to wszystko i wyciągnąć swój własny pomysł.
Czy jest jakiś moment, tytuł, mecz, który szczególnie zapamiętasz?
Bardziej zapamiętam codzienność. Całą zabawę, wszyscy wiemy, jak cieszyliśmy się przez cały ten czas. W profesjonalnej piłce jest to bardzo trudne. Rozmawialiśmy o tym, jak dobrze bawiliśmy się na treningach. Właśnie to dodaje sił. Dni nie są tak ciężkie, sezon mija szybciej. Przez 7,5 roku dzieliłem szatnię nie tylko z piłkarzami, lecz także ze świetnymi ludźmi.
Rzeczywiście mieliśmy duże szczęście, że mamy taką szatnię. Twoje relacje z Leo, w Barcelonie i reprezentacji. Myślę, że powiedziano już o nim wszystko. Powiedz coś o waszych relacjach.
Są dość wyjątkowe, szczególnie to, co przeżyliśmy w Argentynie, było bardzo intensywne i umocniło nasze relacje. Zawsze mieliśmy świetne stosunki oparte na wzajemnym szacunku. Obaj staramy się zbytnio nie wtrącać. Sam jestem dość dziwną osobą.
Czy w ciągu tych 7,5 roku zrozumiałeś, dlaczego Barça to „więcej niż klub”, dlaczego jest inna niż wszystkie pozostałe drużyny?
Tak, kiedy tu przyszedłem, wyjaśniono mi, co to znaczy. Doceniłem to, żyłem tym i zrozumiałem. Najbardziej widać to wśród wychowanków, zdałem sobie z tego sprawę, obserwując ich relacje. Kiedy się zaadaptujesz, wydajesz się jednym z nich. Bywały jednak przypadki piłkarzy, którym się to nie udało.
Podczas twojej prezentacji powiedziałeś, że przyszedłeś tu, by się uczyć i pomagać. Udało ci się to?
Uczyć na pewno, a pomagać? Sam musisz to ocenić. Tak, odchodzę z odczuciem, że stanąłem na wysokości zadania. To najlepsze, co może przytrafić się piłkarzowi.
Dziękuję za te wszystkie lata.
To ja dziękuję.
Wiele razem przeżyliśmy w linii obrony.
Do zeszłego roku – owszem. [śmiech]
Myślę, że od początku bardzo dobrze się rozumieliśmy i odnieśliśmy wiele sukcesów.
Cała przyjemność po mojej stronie, Geri. Przyszedłem z zewnątrz i mogłem być częścią tego wszystkiego. Odchodzę szczęśliwy. Piłka nożna oznacza zmiany. Kiedy poczułem, że nie byłem już częścią zespołu, musiałem być uczciwy z samym sobą i coś zmienić.
Dziękuję za wszystko.
Nie ma za co.
Popatrzmy na film. Nie pytałem cię o rzut karny, bo chcę to zrobić, oglądając go. Uderzyłeś bardzo dobrze, a ciążyła na tobie duża presja. Ludzie nie wiedzą, ale bardzo z ciebie żartowaliśmy.
To była twoja wina, zobacz, jak biegłem.
Nie wina, tylko zasługa. Nie mów o winie, bo źle się czuję.
Tak, tak, jasne.
Komentarze (27)