Piqué do Neymara: Wziąłbyś w ciemno przegraną w finale mundialu, ale po twoim hat-tricku?

Julia Cicha

28 grudnia 2017, 18:00

The Players Tribune

38 komentarzy

Gerard Piqué przeprowadził wywiad ze swoim byłym kolegą z Barcelony Neymarem. Zawodnicy rozmawiali głównie o byłych i przyszłych mistrzostwach świata oraz o szansach reprezentacji na wygraną na mundialu.

[Gerard Piqué] Cześć, tutaj Gerard Piqué w wywiadzie z moim dobrym przyjacielem Neyem. Przyjacielem od „zostaje”. Jak się masz, Ney? [śmiech]

[Neymar] Dobrze, dobrze.

Jak tam w Paryżu?

Bardzo dobrze, nowe, inne życie.

Zaaklimatyzowałeś się już?

Tak.

To świetnie. Nie będziemy rozmawiać ani o Paryżu, ani o Barcelonie. Widziałeś się z Kobem Bryantem, prawda?

Tak, tak.

I jak? Słyszałem, że mają zastrzec jego numery.

Tak?

Tak, numer 8 i 24, tak słyszałem.

Nie wiedziałem… To legenda, zgadzasz się?

Grasz w kosza?

Lubię, ale nie jestem w tym zbyt dobry.

Na naszym poziomie może jesteś, ale Kobe…

Mówię o naszym poziomie, co ty. Kobe, to niemożliwe, oszalałeś?

Grałeś z nim?

Tak, trochę.

I jak rzuty?

Za trzy punkty… On jest niesamowity, wszystko przychodzi mu tak łatwo.

Ok, więc nie rozmawiamy o PSG ani o Barcelonie, porozmawiamy o mistrzostwach świata, przede wszystkim o Mundialu 2018 w Rosji. Zakładam, że po poprzednich mistrzostwach nie możesz się już doczekać kolejnych?

Bardzo chcę tam zagrać, moje ostatnie mistrzostwa nie były zbyt dobre ze względu na plecy oraz wszystko, co się wydarzyło. To już przeszłość, teraz mamy dobry zespół, jesteśmy w formie i możemy wygrać.

Ja również mam nadzieję na zwycięstwo.

Ty już raz wygrałeś, wystarczy.

Tak, nie mogę narzekać. Ale zobaczymy. Zacznijmy od początku. Jakie jest twoje pierwsze wspomnienie z mistrzostw świata? Ja, w 1994, zapamiętałem uderzenie Luisa Enrique przez Tassottiego, Nasz przyjaciel w ćwierćfinale, w którym Hiszpania odpadła z Włochami (1:2), miał białą koszulkę całą pokrytą krwią. To moje pierwsze wspomnienie, byłem w domu z całą rodziną, mieliśmy dom na Costa Brava, gdzie spędzaliśmy wakacje. Miało to na mnie duży wpływ.

Mimo że miałem wtedy dwa lata, również pamiętam jedną rzecz z 1994 roku. Oglądałem Romario w telewizji, chyba przeciwko Holandii strzelił z pierwszej piłki po dośrodkowaniu Bebeto. Piękna bramka, to moje pierwsze wspomnienie. Mundial 2002 obejrzałem już w całości, wtedy grał Ronaldo.

Miał świetną fryzurę, nie?

Tak, sam taką miałem.

Taaak?!

Tak!

Masz może jakieś zdjęcie?

Nie mam, ale poszukam, mama na pewno ma.

Wszystkie brazylijskie dzieci musiały mieć tę fryzurę.

Wszyscy wyglądaliśmy jak Ronaldo.

Na tamtych mistrzostwach Brazylia była dużo lepsza od rywali.

Tak, choć w półfinale z Turcją było jej trochę ciężko.

Każdy mundial ma coś w sobie. 2006 rok to oczywiście uderzenie Zidane’a.

Tak, tak.

W 2002 roku Ronaldo grał niesamowicie.

Tak, wracał po kontuzji kolana.

W 1998 roku również miał problemy, przegrana 0:3… W 2010 roku Iniesta strzelił gola w dogrywce, na każdych mistrzostwach coś się wydarzyło. W 2014 mogła to być twoja kontuzja, wszyscy czekali na grę Brazylii, ale dojdziemy do tego. Czy któryś zawodnik albo reprezentacja wpłynęły na ciebie szczególnie mocno w dzieciństwie?

Pamiętam głównie Brazylię, Romario i Ronaldo. Te nazwiska przychodzą mi do głowy, bramki przez nich strzelane, prowadzenie reprezentacji do zwycięstwa.

Kiedy po raz pierwszy powołano cię do reprezentacji? Co wtedy robiłeś?

Akurat skończyłem trening.

Byłeś wtedy w Santosie?

Nie, poprzedniego dnia graliśmy mecz, a rano trenowaliśmy sami, wiesz, jak zwykle. Poszliśmy na siłownię, a tam Mano Menezes ogłaszał listę powołanych w telewizji.

Słyszałeś plotki, że zamierzał cię powołać?

Tak, to było po mistrzostwach świata, na których ludzie chcieli, żebym zagrał.

Ile miałeś lat?

17. Powołano mnie, Ganso i André, z którymi przyjaźniłem się w Santosie. André trenował akurat na boisku, więc wybiegliśmy do niego i w trójkę świętowaliśmy, a inni kręcili filmy. Byliśmy bardzo szczęśliwi.

Miałeś jakiegoś kolegę weterana, który był dla ciebie jak starszy brat?

Wszyscy byliśmy nowi, Robinho grał z nami w Santosie i to on nas wybrał i zajmował się nami. Był wtedy bardzo spokojny.

Było ci łatwo.

Wszyscy dobrze się zaadaptowaliśmy, bardziej doświadczeni gracze nam pomogli, a tego potrzebowaliśmy.

Jaki był twój najlepszy i najgorszy moment w reprezentacji?

Myślę, że najlepszy trwa obecnie, a najgorszy… Było ich trochę, ale najgorsza była kontuzja, płakałem w domu, moi rodzice również. Wszyscy byli smutni, przyjaciele, rodzina. To był najgorszy tydzień.

Mundial 2014, Brazylia gra u siebie. Ćwierćfinał z Kolumbią, wydaje się, że wygracie. W momencie odniesienia kontuzji wygrywaliście 1:0?

Było już 2:0 dla nas.

A nie było tak, że David Luiz…

Było 2:1.

… strzelił z rzutu wolnego?

Tak.

I to było już po tym?

Tak, strzelił Thiago Silva i David, tak myślę.

2:1 to wynik dający wam awans.

Brakowało 3-4 minuty.

Jesteście już prawie w półfinale, wydawało się, że musicie wygrać, cały kraj miał nadzieję, a tu nagle… Który Kolumbijczyk cię sfaulował?

Zúñiga. 

Co przyszło ci wtedy do głowy? Ten ból…

Poczułem coś i chciałem się podnieść, ale bardzo mnie bolało, leżałem, a Marcelo powiedział „nie, niech przyjdą lekarze”. Ja mówiłem „nie, nie, chcę grać”, bo chciałem strzelić gola. Byłem szalony. Nie mogłem się ruszyć, ale chciałem grać. Nie mogłem poruszać nogami, zacząłem płakać z bólu, nie czułem nóg i zabrano mnie do szpitala. Miałem podwiniętą nogę i kiedy chciałem ją wyprostować…

Nie mogłeś, strasznie bolało.

Przeraźliwie. Zdałem sobie sprawę, że nie mogłem już grać.

W szpitalu przekazano ci wieści…

Były badania i powiedziano mi, że mieli dla mnie dobrą i złą wiadomość. Poprosiłem najpierw o złą. „Zła jest taka, że mundial się dla ciebie skończył”. „A jaka jest dobra” – zapytałem?

Że mogłeś chodzić…

„Dobra jest taka, że będziesz mógł chodzić, bo wystarczyłyby dwa centymetry w bok…

Wow.

… i to byłby koniec kariery piłkarskiej”. Chciałem tylko, by powiadomiono moją rodzinę i by do mnie przyszli. Tak zaczął się zły tydzień.

Ile dni spędziłeś w szpitalu?

Tylko jeden.

Czyli półfinał z Niemcami obejrzałeś już w domu?

Tak, poszedłem też odwiedzić kolegów, zabrać moje rzeczy, a potem helikopterem do domu. Nie mogłem ruszać nogami.

Byłeś na wózku inwalidzkim?

Tak. Półfinał obejrzałem w domu.

Ja byłem w Las Vegas…

[śmiech]

Dopiero się obudziłem, włączyłem telewizor, a tam w 20. minucie już 4:0. Zastanawiałem się, co się dzieje.

Tak, to było bardzo dziwne. Myślę, że to nie powtórzy się w 30 kolejnych spotkaniach. Patrzyłem i nie wiedziałem, co się działo.

Grali bez ciebie i bez Thiago Silvy…

Tak, Alves też nie grał.

Thiago i Dani mieli się dobrze, ale twoja kontuzja… Po prostu wszystko wychodziło źle.

Z kolei Niemcom wszystko wyszło. Trudno ocenia się to z zewnątrz, ale wszyscy piłkarze mówili mi, że nie wiedzieli, co się działo, że nic nie mogli zrobić. To była katastrofa, nikt tego nie zapomni, nawet pół roku później mówiono o 7:1. Wszyscy mówili źle o Brazylii.

Jak w skrócie podsumujesz ten mundial?

Do dupy.

Mieliście wielkie nadzieje…

Nadzieja, nauka, być może wiara. Nie umiem znaleźć wielu słów. Wolałbym przegrać 1:7 niż doznać kontuzji.

Mundial 2018.

Tak, ten brzmi już lepiej. [śmiech]

USA i Holandia odpadły, Argentyna ledwo awansowała, Włosi są w barażach [wywiad przeprowadzono wcześniej – przyp. red.]. Wy już dawno awansowaliście. Co sądzisz o reprezentacjach, którym nie idzie? Gorsze drużyny poprawiły poziom gry?

Myślę, że tak. Lepiej przygotowują się do gry z lepszymi zespołami, wszyscy grają, są w stanie remisować na wyjeździe. Piłka nożna jest ciężka. Argentyna Leo wiele wycierpiała. [śmiech]

Dzieliłem z nim szatnię i powiem ci, że bardzo cierpiał.

Zawsze z nim rozmawiałem, to było dla nich straszne. My poradziliśmy sobie dobrze, nasz trener narzucił odpowiedni rytm gry.

Jesteście faworytami?

Nie tylko Brazylia ma dobrych piłkarzy. Są jeszcze Hiszpania, Argentyna, Francja, Niemcy. Te pięć reprezentacji to dla mnie faworyci.

Myślę, że jesteście minimalnie przed resztą. Pozostałe zespoły są na podobnym poziomie, a wy jesteście nieco lepsi. Coutinho, Gabriel Jesús, ty…

Mamy młodych piłkarzy…

W linii pomocy jesteście silni dzięki Paulinho, oprócz tego dobra obrona. Jesteście kompletną drużyną.

Tak, udało nam się odnaleźć naszą grę i równowagę.

Twój kolega Mbappe rozegra swoje pierwsze mistrzostwa świata. Dobrze się o nim mówi i ma świetne statystyki – bramki, asysty… Było już tak w Monaco, teraz w PSG. Co o nim myślisz?

To świetny gracz, bardzo utalentowany. Może tworzyć historię piłki nożnej.

Tak myślisz?

Tak, jeśli dalej będzie tak sobie radził i pracował, ma przed sobą przyszłość.

Kto będzie czarnym koniem mundialu?

Islandia.

Miałem powiedzieć to samo.

Tak? Widziałem jej mecz i gra bardzo dobrze, podoba mi się. Zaskoczy nas, musimy uważać.

Grała już na poprzednich mistrzostwach Europy. To dziwny przypadek, bo ma niewielką populację. Poza tym świętuje zwycięstwa w wyjątkowy sposób.

Tak, tak.

Na zakończenie – bierzesz w ciemno finał Hiszpania – Brazylia zakończony wynikiem 3:3 po twoim hat-tricku? Hiszpania wygrywa po karnych. [śmiech]

Nie! Chcę wygrać.

Nie??

Nie! [śmiech] 3:3 i twój hat-trick.

To się nigdy nie zdarzy.

Raz już prawie się zdarzyło.

Na boisku Celty, nie w finale mundialu. [śmiech] Czyli z umowy nici?!

Nici, kocham cię Geri, ale nie.

A ja chciałem pozwolić ci na hat-trick…

Nie pozwoliłeś w Pucharze Konfederacji, pamiętasz? [śmiech]

Tak, tak. I czerwona kartka w 70. minucie! Było już 3:0, nie dało się tego wygrać. [śmiech] Byłeś już w domu, było widać.

Musieliśmy to wygrać.

Spokojnie, my też. To jedyny tytuł, którego nie zdobyliśmy. Przez ciebie.

Mnie?

Oczywiście. Ok, dzięki Ney, to była przyjemność. Pierwszy raz przeprowadzałem wywiad.

Dobrze ci poszło. [śmiech] Znalazłeś już zajęcie na później.

Nie, nie, chciałem spróbować dziś i starczy. To była przyjemność, dzięki Ney.

Proszę.

Do zobaczenia, cracku!

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (38)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze