Jedenaście lat temu zespół oparty na Deco, Ronaldinho i Eto’o wygrał finał z Arsenalem. Wspaniała ekipa, napędzana geniuszem wiecznie uśmiechniętego Brazylijczyka. Gdy odszedł, Barça wyglądała na skończoną. Tak jak w chwili rozstania z Pepem cztery lata później. I w roku 2013 po 0:7 z Bayernem. Większe znaczenie od wyniku miał stan zdrowia trenera Vilanovy.
To dystans ledwie kilku lat. Barcelona za każdym razem wracała do gry. Za każdym razem szybciej niż się spodziewano. W pierwszym roku bez Guardioli wyrównała rekordowy pułap stu punktów w lidze. Na drugą rocznicę Bayernu zdobyła zestaw trzech wielkich pucharów – drugi raz w dziejach klubu i hiszpańskiej piłki.
Obecna seria hucznych porażek zmieniła niedawne sukcesy w odległe wspomnienia. Ten tydzień może przynieść Katalończykom fiasko na obu głównych frontach sezonu. Przed meczami z Juventusem i Madrytem faworytami są rywale. Barçę znów uznaje się za skończoną.
---
Po spotkaniu w Máladze jedno z podsumowań przykuło moją uwagę. Płonęło słowami mocnymi nawet jak na wyspecjalizowane w przesadzie media Hiszpanii. Opis gry FC Barcelony zdobiły określenia: „nie do zaakceptowania”, „zmarnowane”, „niewybaczalny”, „bezużyteczny”, „okropny”, „wstyd”, „absurdalny”, „słaby żart” i „godny pożałowania”. Celnie. W komplecie pasują do meczu, który widziałem. Do tego z Juve nawet bardziej.
U piłkarzy i trenera słychać inny ton. W ich wypowiedziach nie ma wściekłości. Co ważniejsze, nie ma jej w ich grze. Może w tym problem? Ci, którzy w piłce wygrali już wszystko – niektórzy po parę razy – turyńskim laniem, drugim do pary z Paryżem, przejęli się mniej niż sędziowie faulami na Neymarze.
Odbiór każdej z klęsk tego sezonu byłby inny, gdyby piłkarze Lucho przegrywali gryząc trawę. A przegrywali stojąc. W Paryżu, Galicji, Máladze, Turynie…
To naturalna kolej rzeczy, wypalenie tego szkoleniowca z tą grupą ludzi. Enrique znalazł drogę powrotu na szczyt, ale były to intensywne trzy lata. Niezależnie od bilansu obecnego sezonu, każdy widz czuje koniec jednego rozdziału i konieczność otwarcia nowego. Naturalną reakcją klubu powinno być zatrudnienie trenera, który autentycznie daje zapowiedź przeprowadzenia zmian potrzebnych drużynie. Spośród realnych kandydatów [LINK] widzę tylko jedno nazwisko: Valverde.
Jakość będąca w składzie pozostanie w nim niezależnie od wyboru następcy Lucho. Kto po Juventusie zapowiada koniec „Dumy Katalonii”, robi to dla taniego poklasku [LINK] odbiorcy o rozumie filiżanki. Cykl tej Barçy minie, być może, po odejściu Messiego, Neymara, Suáreza, Busquetsa i Piqué. Ani dnia wcześniej. Turyn jest mocną traumą, jak Allianz Arena w roku 2013. Wiosną 2015 Barça odreagowała oba poprzednie sezony. Wróci po Turynie i wróci silniejsza.
Każda wielka drużyna upada z głośnym hukiem. Wiadomo, jak kończył się czwarty rok Pepa. Po Cruyffie-trenerze Katalonia czekała na mistrzostwo cztery lata. Po Cruyffie-piłkarzu: siedem. To nie tylko specjalność klubu z Les Corts. Świadczy o tym urocza w swojej tymczasowej nieskończoności
Komentarze (40)