Dzięki hat-trickowi zdobytemu przeciwko Celticowi Leo Messi ponownie zapisał się na złotych kartach futbolu, ponieważ stał się najbardziej bramkostrzelnym Argentyńczykiem w historii.
Z każdym dniem coraz ciężej opisać słowami to, co na boisku wyprawia Leo Messi. Genialny Argentyńczyk, który jest w stanie zmienić coś normalnego i codziennego (dla niego oraz barcelonismo) w coś, co dla reszty jest niezwykłe, był bohaterem we wtorkowym wygranym meczu, o jakim mówił cały świat. Z trzema golami i jedną asystą był najniebezpieczniejszą bronią tridente w zwycięskim pojedynku przeciwko Celticowi (7:0). Była to zarazem największa goleada w wykonaniu Barçy w Lidze Mistrzów.
Istnieje jednak więcej powodów, dla których warto zakreślić czerwonym kolorem w kalendarzu datę 13 września 2016 roku. Od przedwczoraj nie ma żadnego innego Argentyńczyka, który zdobyłby tyle samo goli w oficjalnych meczach w klubie oraz reprezentacji co Leo Messi. Gwiazdor Barçy jest już najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Argentyny (56 bramek) oraz katalońskiego klubu (459). Leo Messi wyprzedził o jedno trafienie legendarnego Alfredo Di Stéfano, który w swojej karierze zdobył łącznie 514 oficjalnych goli (485 w klubie, 23 dla reprezentacji Hiszpanii i 6 dla reprezentacji Argentyny). Zmarła legenda Realu zakończyła swoją piłkarską karierę w 1966 roku w barwach Espanyolu, mając prawie 40 lat.
Za plecami wspomnianej dwójki znajdują się trzej inni wspaniali argentyńscy piłkarze: Carlos Bianchi (434), Batistuta (356) oraz Diego Maradona (354). Ten ostatni wygrał mistrzostwo świata, czego brakuje Messiemu, jednak z kolei gwiazdor Barçy jest w posiadaniu pięciu Złotych Piłek oraz 29 tytułów klubowych, przy zdobyciu których odgrywał fundamentalną rolę.
Oprócz tego Leo Messi stał się graczem z największą liczbą hat-tricków (lub większej liczby goli zdobytych w jednym spotkaniu) w historii Ligi Mistrzów. W tej klasyfikacji również przegonił Di Stéfano, a także Ferenca Puskasa i Cristiano Ronaldo. Cała ta trójka to legendy Realu, które mogły pięciokrotnie cieszyć się ze zdobycia trzech lub więcej goli w jednym spotkaniu Ligi Mistrzów. Leo Messi przeskoczył ich wszystkich we wtorek, kiedy to po trzech latach ponownie zdobył hat-trick na Camp Nou w najbardziej elitarnych klubowych rozgrywkach na świecie. Wcześniej dokonał tego przeciwko Ajaksowi (4:0), a na ławce rezerwowych gości przebywał wtedy Jasper Cillessen, który dzisiaj jest kolegą Argentyńczyka z szatni.
Do wspomnianych wcześniej dwóch hat-tricków należy dołożyć pięć goli z 2012 roku przeciwko Bayerowi Leverkusen (ten wyczyn został powtórzony tylko przez Luiza Adriano z Szachtara Donieck), cztery trafienia przeciwko Arsenalowi z 2010 roku oraz pozostałe dwa hat-tricki: przeciwko Viktorii Pilzno w 2011 roku oraz APOEL-owi w 2014 roku.
Messi pragnie w Cardiff (3 czerwca) świętować swój piąty tytuł Ligi Mistrzów. Wówczas będzie brakowało mu jedynie trzech tygodni do skończenia 30. roku życia. W tym samym wieku Di Stéfano wygrał pierwszy ze swoich pięciu Pucharów Europy. Nikt nie odważy się zgadywać, ile zostało jeszcze Messiemu do wygrania i jak daleko może on zajść. Na ten moment rekord Paco Gento (sześć Pucharów Europy) znajduje się na dalszym planie. Dla Messiego jednak niemożliwe nie istnieje.
Komentarze (58)