„Nie Villa, nie Henry. Mascherano kluczowym transferem Barçy ostatnich lat”

Redakcja

5 września 2016, 14:48

17 komentarzy

Kibice najbardziej doceniają tych piłkarzy, którzy strzelają gole albo przy nich asystują. To napastnicy są najbardziej narażeni na niebezpieczną chorobę zwaną „sława”. Piłkarze, którzy wspaniale sprawują się w obronie i w środku pola, nie są już tak wychwalani przez sympatyków tego sportu. Ich praca jest dla nich mniej widoczna, mimo że dla drużyny ma ogromne znaczenie. Są także piłkarze, którzy wnoszą do zespołu coś niezwiązanego z umiejętności piłkarskimi. Jest to odpowiednie nastawienie. Kibice nie dostrzegają tego od razu, ale drużyna odbiera je natychmiast.

Może ono zmienić całe ich dotychczasowe podejście do gry, może jedynie coś uświadomić. Wpływ ten jest jednak nieodparty. Piłkarzem, który w ostatnich latach zmienił nastawienie piłkarzy FC Barcelony do gry, był Javier Mascherano. I to właśnie dlatego Leszek Orłowski w książce „Barça. Złota dekada” twierdzi, że był on jednym z najważniejszych transferów FC Barcelony ostatnich lat.

Javier Mascherano jest idealnym przykładem człowieka, który postawił sobie w życiu cel i robił wszystko, by do niego dążyć, choć wmawiano mu, że nie ma szans, by to osiągnąć. Argentyńczyk nie był tak utalentowany, żeby zdobyć Złotą Piłkę. Nie można było zaliczać go do tych wyróżniających się graczy. Mimo to Mascherano dalej pracował, by stawać się coraz lepszym. I zagrać dla FC Barcelony.

Kiedy tylko pojawiła się szansa transferu do zespołu z Katalonii, Mascherano robił wszystko, by z niej skorzystać. Liverpool wykluczał możliwość transferu? Mascherano przestał przychodzić na treningi. Barcelona nie chciała zapłacić tyle, ile żądali The Reds? Proszę bardzo, różnicę dołóżcie z mojej pensji! Chęć Argentyńczyka była nie do powstrzymania. 30 sierpnia 2010 roku zawitał na Camp Nou.

„Mascherano nie odpowiada profilowi Barcelony ostatnich lat, nie pasuje do gry opartej na wymianie podań z pierwszej piłki, znakomitej technice wszystkich zawodników, długim utrzymywaniu się w posiadaniu futbolówki i szybkiej jej cyrkulacji” - pisał o nim w Sporcie Jorge López. Słowa te okazały się jednak nieprawdziwe. - Pojawienie się w drużynie Argentyńczyka podziałało na nią korzystnie – nigdy za kadencji Pepa nie była ona skuteczniejsza w defensywie - pisze w książce „Barça. Złota dekada” Leszek Orłowski. – Piłkarz, który grał inaczej, prościej, któremu nigdy nie brakowało sił i ochoty, by biegać jak pies za rywalami po całej murawie, bardzo się przydawał. Z Mascherano w składzie Barça wreszcie nie miała na boisku jedenastu indywidualistów – oto pojawił się człowiek, który nie miał żadnych ambicji poza jedną: by służyć zespołowi.

Służyć zespołowi? Taka właśnie dewiza przyświecała Mascherano. Piłkarz był wdzięczny za każdy dzień w FC Barcelonie. Argentyńczyk, daleki od egoizmu w grze, chętnie się uczył i nie narzekał, kiedy zajmował ławkę rezerwowych. Bez wahania zaakceptował zmianę pozycji, czyli przestawienie na środek obrony, choć nie lubił grać jako stoper – relacjonuje Leszek Orłowski w „Barça. Złota dekada”. - Po kilku latach gry w defensywie wciąż każde wystawienie w drugiej linii traktował jako bonus i podkreślał, że w żadnym innym klubie nie zgodziłby się na takie potraktowanie, jakie zniósł bez szemrania w Barcelonie: bo to jest Barcelona.

Dobrze, ale jak wpłynęło to na nastawienie katalońskiego zespołu? - Uświadomiło, czy raczej przypomniało pozostałym piłkarzom, jak wielkimi są szczęściarzami, że mogą grać w Barcelonie – twierdzi Leszek Orłowski. Mascherano całe swoje życie podporządkował temu jednemu celowi – by grać dla zespołu z Katalonii. Szczęście uśmiechnęło się do niego, marzenia się spełniły, więc on działał z wdzięcznością, która w piłkarskim świecie rozdmuchanych ego była wręcz niespotykana. – Mając obok siebie takiego zawodnika, piłkarze Barçy wracali z chmur na ziemię. Uświadamiali sobie, że jeśli ktoś nie będzie się starał, to na jego miejsce czeka stu takich Mascheranów, piłkarzy tylko trochę mniej od nich utalentowanych, a każdy z nich jest gotowy zrobić wszystko, byle tylko ubrać koszulkę w bordowo-granatowe pasy – czytamy w książce „Barça. Złota dekada”.

Tego samego lata, kiedy do drużyny Barcelony trafił Mascherano, zawitał w nim także David Villa. Choć Villa miał bardzo duży wpływ na sukcesy tego zespołu w następnych sezonach, Leszek Orłowski podkreśla, że patrząc długofalowo, to Argentyńczyk był najważniejszym transferem tego okresu, a nie Hiszpan, jak twierdziło wtedy wielu dziennikarzy. Mascherano wniósł do drużyny coś więcej niż swoje piłkarskie umiejętności. I warto podkreślić, że gra w FC Barcelonie do dziś.

Leszek Orłowski, oceniając te transfery, patrzy na nie przez pryzmat wartości, jakie pokłada w piłce nożnej. Dla niego liczy się oddanie drużynie, gra zespołowa i pracowitość. Inni bardziej cenią sobie liczbę strzelonych bramek i zdobyte trofea. Orłowski nie twierdzi, że Villa nie był oddany zespołowi. Podkreśla jedynie, że to Mascherano tworzył ducha drużyny i pokazywał innym, co w piłce jest najważniejsze. I to właśnie dlatego jest jednym z najważniejszych transferów FC Barcelony ostatnich lat.

 ***

Książka Leszka Orłowskiego „Barça. Złota dekada” ukazała się pod patronatem FCBarca.com 31 sierpnia. Przypominamy o kodzie rabatowym do wykorzystania na www.labotiga.pl/dekada-pakiety:

- z kodem FCBARCA10 rabat 25% (nie obowiązuje na pakiety)
- cena po obniżce: 25,41 zł – oszczędzasz ponad 10 zł!

Książka dostępna również w salonach Empik w całej Polsce.

Jeśli zamówisz książkę na www.labotiga.pl, masz szansę wygrać ubrania oraz gadżety związane z FC Barceloną. Szczegóły konkursu na www.wsqn.pl/zlota-dekada-konkurs.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (17)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze