Fanfiction: Stary Bravo, a może

Sylwia Ruła

24 sierpnia 2016, 21:09

80 komentarzy

Witam na waszej pierwszej w życiu lekcji historii. Zapiszcie proszę w zeszytach temat dzisiejszego spotkania: „po co uczymy się historii”. Otóż historii uczymy się, aby wyciągnąć wnioski z przeszłości i nie popełniać tych samych błędów w przyszłości. Przepiszcie to zdanie dziesięciokrotnie, by dobrze utkwiło wam w pamięci: „historii uczymy się, aby wyciągnąć wnioski z przeszłości i nie popełniać tych samych błędów w przyszłości”.

Być może nigdy nie byłam orłem z tego przedmiotu, jednak jeśli nauczył mnie on czegokolwiek, to tego, że wszystko, co zawiera w swojej definicji „ostateczne rozwiązanie”, niesie za sobą niesprawiedliwość wobec Bogu ducha winnych ludzi. Nie inaczej ma się to również w przypadku, słynnego już, ostatecznego rozwiązania kwestii bramkarskiej w Barcelonie. Przez ostatnie dwa sezony byliśmy świadkami niespotykanego i wręcz nienaturalnego kompromisu, będącego udziałem Claudio Bravo i Marca-André ter Stegena. Dwaj rywale grający równolegle w rozgrywkach ligowych i pucharowych. Koncepcja dosyć dziwna, tym bardziej, że zaczerpnięta od odwiecznego rywala Realu Madryt, który to w sezonie 2013/14 posłużył się tym oto rozwiązaniem, by pogodzić ambicje klubowej legendy Ikera Casillasa i będącego w życiowej formie Diego Lópeza. Wymysł Carlo Ancelottiego, na pozór bezsensowny czy wręcz szkodliwy dla klubu, przyniósł Królewskim wymarzone zwycięstwo w Lidze Mistrzów, La Decimę, obsesję madridismo od czasów ostatniego sukcesu w tych rozgrywkach dwanaście lat wcześniej. W końcu jak ściągać, to od najlepszych. Jednak schemat, który doprowadził Barçę do tryumfu w ośmiu z dziesięciu rozgrywek, w których brała udział, osiągnął swój zmierzch. Rwanda ma powierzchnię 26 338 km2, Jerozolima 123 km2, a pole karne niewiele ponad 673m2. Na pierwszy rzut oka dzieli je niemal wszystko, łączy zaś jedna, jedyna cecha: są zbyt małe, by pomieścić w sobie dwie sprzeczne, wręcz wykluczające się ambicje.

Status quo stworzony w ostatnich latach na Camp Nou od początku miał w sobie stabilność granatu z wyjętą zawleczką. To, co dla kibiców wydawało się świetnym, przynoszącym sukcesy rozwiązaniem, w samej swojej istocie miało zapisane tymczasowość  i nietrwałość. Piłka nożna jest grą zespołową, jednak przestaje nią być od wysokości szesnastego metra. Bramkarz służy do bronienia, a nie do lubienia. Bramkarz ma być indywidualistycznym popaprańcem. Bramkarz ma być jeden, musi mieć spokój i być obdarzony bezgranicznym zaufaniem, banał równie prozaiczny co „piłka jest jedna, a bramki są dwie”. Z perspektywy czasu można uznać, że niebywałym sukcesem Luisa Enrique było utrzymanie tego stanu rzeczy przez aż dwa sezony.

Chociaż, zacznijmy od początku, od momentu, w którym Claudio Bravo przyszedł do Barcelony, by być drugim bramkarzem. Zapamiętajcie ten szczegół, jest to bowiem klucz do zrozumienia całej sytuacji. Przychodząc do Barcelony, Chilijczyk miał jasno określoną sytuację, stanowić zabezpieczenie dla klubu i dać czas na rozwój młodszemu koledze po fachu. Dziwnym zbiegiem okoliczności kibice, którzy obecnie najbardziej przeżywają jego transfer, są tymi samymi, którzy nazywali go „workiem ziemniaków” w chwili przyjścia do klubu. W wyniku kontuzji młodego Niemca Bravo zajął jego miejsce w ligowym zestawieniu i już go nie oddał. Tę historię znają wszyscy, jej nietypowe rozstrzygnięcie zapewne też. Zapytacie mnie teraz, kto w minionych rozgrywkach prezentował lepszy poziom, stabilniejszą formę, kto swoimi występami zasłużył na koszulkę z numerem 1? Bravo! Nie boję się tego przyznać. W tym stwierdzeniu nie ma żadnej kontrowersji, wymuszonej kurtuazji wobec odchodzącego zawodnika, sympatii czy antypatii. Nawet spozierający z tapety telefonu ter Stegen nie wstrzyma mnie od stwierdzenia oczywistej oczywistości: to Bravo prezentował się lepiej, pewniej, nie popełniał większych pomyłek. Jego jedyną wadą jest jego wiek: 33 lata. Niby wcale nie tak wiele jak na bramkarza, a jednak. Nie każdy jest Buffonem, starzejącym się jak dobre wino, większość bramkarzy po przekroczeniu tej bariery starzeje się jak mleko. Dokonując wyboru, klub kierował się kryterium logiki, za co trudno go winić. Cóż z tym, że Chilijczyk spędził tak wiele czasu na morzu, udowadniając innym, a przede wszystkim samemu sobie, że jest jeszcze w stanie łowić ryby najpotężniejsze z potężnych, ludziom przyjdzie zobaczyć tylko ogryziony przez rekiny szkielet. Wygrałeś bitwę, brawo Bravo, jednak przegrałeś wojnę. Pomimo całego szacunku, jaki zyskałeś, nie jesteś w stanie cofnąć czasu. Starzejesz się, słabniesz. Pokazałeś, że nadal jesteś wielki, ale to nie potrwa wiecznie. Sorry, tam są drzwi.

Jeśli oglądając zdjęcia nowego nabytku City na lotnisku w Manchesterze, ogarnia was poczucie niesprawiedliwości, to dobrze. To znaczy, że macie sprawny wzrok, a wszechobecny hype na ter Stegena nie przesłonił wam rzeczywistości. Obydwaj nasi bramkarze są świetnymi fachowcami, co do tego nie należy mieć wątpliwości, jednak to na korzyść Chilijczyka nieznacznie przechyla się szala w bezpośredniej rywalizacji. Przechyla się za sprawą drobnego czynnika: doświadczenia. Tylko i aż tyle. Jeśli zastanawiacie się, czy w nadchodzących sezonach Marc-André będzie popełniał błędy, odpowiem za was: oczywiście. Niewielu rzeczy w życiu jestem tak pewna jak tego, że Niemiec niejednokrotnie przyprawi nas o zawał serca. Taki już urok golkiperów, a zwłaszcza tych młodych. Jednak jeszcze pewniejsze jest dla mnie, że ma on papiery na bycie najlepszym. Nie „jednym z najlepszych”, nie „solidnym”, ale najlepszym. Już wcześniej widziałam jak dokonywał interwencji, o których się waszym filozofom nie śniło, a to, co pokazywał w koszulce Barçy, jest zaledwie trailerem. Ubolewam nad tym niezmiernie, jednak będę bronić jego talentu jak niepodległości. Nieco więcej zastrzeżeń mam za to do jego postawy.

Spora rzesza kibiców twierdzi, być może nawet słusznie, że swoją pozycję zdobył on płaczem w prasie i pokazywaniem fochów w klubowych biurach. Nikt z nas nie zna prawdy, ja również nie mam na nią monopolu, nie znam się na wiarygodności prasy, ale chcę wierzyć, że choć trochę znam się na ludziach. Nasz obecny mister nie jest typem człowieka, który uchyla się pod wpływem fanaberii zawodników, i mam szczerą nadzieję, że obecny stan rzeczy jest w głównej mierze odzwierciedleniem jego własnych preferencji. Niejednokrotnie powtarzał, że z chęcią zatrzymałby obydwu bramkarzy w klubie, skoro jednak do tego nie doszło, oznacza to, że obie strony konfliktu oczekiwały rozstrzygnięcia zerojedynkowego. Ja albo on. To trwa zbyt długo. Wybrano ter Stegena i tu zakończmy całą dyskusję. Kolejne dyskursy doprowadzą nas jedynie do bezsensownych rozważań pokroju kłótni o wyższości pizzy nad burgerami. To nie ma sensu. Bravo wykonał swoją pracę o wiele lepiej niż można by było się spodziewać i chwała mu za to. Miał dać Niemcowi czas na rozwój i wywiązał się z tego perfekcyjnie. Biorąc pod uwagę wyłącznie czynnik sportowy, zasłużył, by pozostać, lecz na zakola Iniesty, nie róbmy z niego męczennika. Nie doszukujmy się w jego wieku mesjańskich analogii. Jeśli transfer pod skrzydła Guardioli i podwojenie pensji chcemy nazywać banicją, to ja też się chętnie na taką „zsyłkę” zapiszę. Jeśli szukać tu poszkodowanego całej sytuacji, to będzie nim raczej Joe Hart, któremu zapewne przyjdzie pożegnać się z klubem z powodu kaprysu nowego szkoleniowca.

Co zaś tyczy się Claudio, po latach bycia niemal anonimowym graczem, dla ludzi niezwiązanych z ligą hiszpańską, stał się gwiazdą światowego formatu, zebrał owoce umiejętności, na które pracował całą karierę, i przy okazji przyniósł same korzyści klubowi, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym. Jako kibice nie jesteśmy przyzwyczajeni do żegnania się zawodnikiem u szczytu możliwości, jednak zapewniam, że jest to normalna kolej rzeczy. Czasem nawet najlepszy piłkarz musi ustąpić miejsca młodszemu koledze, jak miało to miejsce w przypadku chociażby Yayi Touré, który (o ironio) obrał dokładnie ten sam kierunek, dając nam niejako Busquetsa. Pozostaje nam uścisnąć sobie dłonie na pożegnanie i mieć nadzieję, że los nie postawi nas naprzeciwko siebie. Dzięki za wszystko Claudio!

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Nie wiem co red. Sylwia chce tym tekstem udowodnić? Dla mnie jest on tendencyjny, mający na celu zmieszać z błotem tego, który w ostatnich dwóch latach zrobił dla Barcelony bardzo wiele. Cytaty typu-,, Stary Bravo a może" czy ,,Starzejesz się, słabniesz. Pokazałeś, że nadal jesteś wielki ale to nie potrwa wiecznie. Sorry, tam są drzwi" są żenujące i poniżej jakiejkolwiek krytyki. Dziewczyno, wypisując takie osądy dowiedz się jaki wiek dla bramkarza jest ,,stary" i do jakiego wieku na tej pozycji można grać na najwyższym poziomie. Jestem bardzo zniesmaczony tym, że taki tekst mógł w ogóle powstać,chciałem (w ślad za niektórymi użytkownikami) w pewnym momencie przerwać lekturę tego niesprawiedliwego linczu ale przemogłem się... i żałuję, ciśnienie mi trochę podskoczyło. Proponuję więcej (dużo więcej) obiektywizmu na przyszłość.

@Mike74: Ależ w pełni się zgadzam. W końcu w całej La Lidze mamy aż 4 bramkarzy starszych od Bravo: Iraizoza, Luxa, Riesgo i Varasa. Same sztosy, nie sposób się nie zgodzić.
« Powrót do wszystkich komentarzy