Dzisiejszego wieczora staną naprzeciwko siebie dwie drużyny, które swoje pierwsze puchary w tym sezonie wstawiły już do gablot, triumfując całkowicie zasłużenie. W finale Pucharu Króla po raz ostatni w tym sezonie wyjdą na boisko i jeśli zaprezentują swoją najlepszą formę, to czeka nas niezapomniane widowisko w prawdziwie hiszpańskim stylu.
Dla Barcelony i Sevilli końcówka sezonu nie była idealna, a mimo to zakończyła się zdobyciem trofeów. Katalończycy walczyli do końca, ale pożegnali się z Ligą Mistrzów i z wielkimi trudem dowieźli jednopunktową przewagę w lidze. Natomiast ekipa z Andaluzji, rywalizując na dwóch frontach, wypadła z najlepszej szóstki w Hiszpanii i tylko dzięki triumfowi w Lidze Europy może z dużymi nadziejami patrzeć w przyszłość. Ta najbliższa to właśnie finał Pucharu Króla, w którym zmierzy się z Barceloną. Ostatnie pojedynki pomiędzy obiema ekipami wskazują, że choć faworytem są podopieczni Luisa Enrique, to o końcowy triumf nie będzie im łatwo.
Problemy w defensywie po obu stronach
W futbolu o sukcesie lub porażce zwykle decydują detale i dziś wieczorem może być podobnie. O ile wydawało się, że Barcelona sprzed roku nie posiada słabych punktów, o tyle w tym sezonie są one nader widoczne i mogą decydować o porażce. Indywidualne błędy w kryciu, zwłaszcza przy kontratakach przeciwników, to problem o tyle istotny, że Sevilla potrafi stwarzać zagrożenie, wykorzystując nawet najmniejsze zgrzyty w organizacji gry rywala.
Unai Emery nie może jednak zapominać o słabościach swojej ekipy, a wydaje się, że tych jest nawet więcej niż w przypadku FC Barcelony. Niemal w każdym spotkaniu rywale dochodzą bowiem do przynajmniej kilku sytuacji bramkowych, które są często wynikiem błędów indywidualnych. Trudno się zatem dziwić, że szkoleniowiec Sevilli tak często daje upust swoim emocjom, podskakując i gestykulując przy linii bocznej boiska. Dla każdego fana ligi hiszpańskiej widok ten stał się już standardem w meczach ekipy z Andaluzji.
Rywalizacja pełna emocji
Ostatnie cztery pojedynki Barcelony z Sevillą miały przebieg, którego życzyłby sobie każdy bezstronny kibic futbolu. Rywalizacja w lidze zakończyła się remisem – na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán triumfowali gospodarze (2:1), natomiast Katalończycy zrewanżowali się na Camp Nou (2:1). W sierpniu ubiegłego roku mieliśmy natomiast okazję oglądać mecz, który na długo pozostanie w naszej pamięci. Rywalizację o Superpuchar Europy lepiej rozpoczęli triumfatorzy Ligi Europy, wychodząc na prowadzenie już w trzeciej minucie po trafieniu Banegi. Odpowiedź Barcelony była jednak miażdżąca – na listę strzelców dwukrotnie wpisał się Messi, a na 3:1 chwilę przed przerwą podwyższył Rafinha i wydawało się, że triumfator może być tylko jeden.
Bramka Suáreza na początku drugiej połowy miała być ciosem ostatecznym. Tymczasem Sevilla za sprawą Reyesa, Gameiro i Konoplyanki doprowadziła do wyrównania i dogrywki, w której bramkę na wagę tytułu zdobył żegnający się z Camp Nou Pedro. Był to jasny sygnał, że jakość piłkarska nie gwarantuje tytułów i tylko z odpowiednią mentalnością można kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa. Nie inaczej będzie dzisiaj na Vicente Calderón – koncentracja i determinacja przy nieuniknionym zmęczeniu sezonem mogą okazać się decydujące.
Ten Puchar będzie dużo kosztował
Warto zachować rozsądek i podobnie jak Luis Enrique być umiarkowanym optymistą. Barcelona może dzisiaj sięgnąć po kolejny Puchar Króla i zakończyć sezon z dubletem. Naprzeciw stanie jednak zespół dysponujący wystarczającymi środkami, by uczynić to zadanie wyjątkowo trudnym i zmusić zawodników Dumy Katalonii do wzniesienia się na wyżyny. Miejmy nadzieję, że na tym ostatnim odcinku podopiecznym Luisa Enrique nie zabraknie paliwa.
Komentarze (70)