Dani Alves: Ani wcześniej nie byliśmy tacy tragiczni jak mówiono, ani teraz nie jesteśmy tacy fenomenalni jak może się wydawać

Majerr

23 listopada 2015, 15:46

Youtube

87 komentarzy

Dani Alves wziął udział w tradycyjnej przedmeczowej konferencji prasowej przed jutrzejszym starciem Ligi Mistrzów z AS Romą na Camp Nou. Brazylijczyk odpowiadał na pytania dziennikarzy, które w głównej mierze były związane z sobotnim Klasykiem.

Dani, podejrzewam, że podchodzicie do tego spotkania z najlepszymi możliwymi odczuciami po tym, co wydarzyło się na Bernabéu…

- Tak, to prawda. Nasz stan jest bardzo dobry po wygraniu Klasyku, który zawsze jest spotkaniem bardzo wyrównanym i trudnym. Zawsze kiedy go wygrywasz, schodzisz z boiska z wiarą i wrażeniem, że dobrze wykonujesz swoją pracę. Trzeba jednak pamiętać, że ważne jest dalsze wygrywanie, bo to w końcu trzy punkty.

Jaką ocenę wystawiłbyś wam za występ na Bernabéu?

- Nie trzeba wystawiać żadnej oceny za mecz na Bernabéu. Mam pewne doświadczenie z przebiegu całej mojej kariery. Zwycięstwa bardzo cię osłabiają, ponieważ zaczynasz myśleć o pewnych rzeczach w sposób, który nie jest prawdziwy. Bardzo dobrze jest wygrać, zdobyć trzy punkty, ale nasz cel znajduje się dalej. Jeżeli wygrywasz takie spotkanie, ale na koniec nie osiągasz tytułów, które się liczą, zostajesz z miną głupca. Dlatego nie można wzmacniać naszego rywala, który jest bardzo konkurencyjny, i im bardziej jest zraniony, tym bardziej jest niebezpieczny. To zespół, który czyni cię lepszym. Lepiej, kiedy jest więcej dobrych drużyn, ponieważ to czyni cię lepszym.

Ten rezultat zapisał się w historii. Brałeś także udział w meczach zakończonych wynikiem 6:2 i 5:0. Który z nich był dla ciebie najlepszy? Kiedy czuliście się najmocniejsi?

- W tym Klasyku rywal był od nas wyraźnie słabszy w ciągu całego spotkania, jednak nie było tak ze względu na jego słabą postawę, lecz na nasz bardzo dobry występ. Była w tym nasza zasługa. Czasem jest tak, że kibice skupiają się na tym, co zrobił rywal, a nie na tym, czego dokonałeś ty. Mnie interesuje tylko nasza praca. Tego dnia niemal dotknęliśmy perfekcji, byliśmy niesamowici we wszystkich aspektach, każdy na swojej pozycji wnosił to co najlepsze. Rywal był od nas słabszy i myślę, że rozegraliśmy lepszy mecz niż ten wygrany 6:2, kiedy było wiele wymian ciosów i nie kontrolowaliśmy całkowicie przebiegu wydarzeń, tak jak było to teraz. Jesteśmy szczęśliwi przede wszystkim z wykonanej pracy.

Nie czujecie żalu, że mecz nie zakończył się wynikiem 5:0, który byłby symboliczny, a bramki nie strzelił Gerard Piqué?

- To, co zawsze chcemy pokazać, nie tylko w meczach z Realem, lecz z każdym przeciwnikiem, to szacunek do zespołu rywala, czego nauczyliśmy się od Pepa. Kiedy strzelisz czwartego gola, idziesz po piątego itd. To szacunek wobec futbolu, wobec ludzi, którzy cię oglądają. Gdybyśmy mogli wygrać 100:0, byłoby lepiej niż wygrać 4:0, jednak taki był wynik. Mieliśmy więcej okazji do zdobycia bramek. Ostatecznie wynik jest, jaki jest, i najważniejsze jest zwycięstwo. Na koniec mecze są pamiętane z powodu wyższości, jaką miałeś nad rywalem, a nie faktu, czy zwyciężyłeś 4:0, 10:0 czy 20:0.

Witaj Dani, radio Marca. Do jakiego punktu…

- Radio Marca? [uśmiech]

Tak. [śmiech] Ty decydujesz…

[pokręcił palcem] Następna osoba. Ani Marca, ani AS. Ja robię jak Mourinho. Rozmawiam tylko z twoim szefem.

Dani, jesteś czarną bestią Realu. Masz najwięcej ligowych zwycięstw w Klasyku, najwięcej wygranych ogółem oraz najwięcej zwycięstw na Bernabéu. W ostatnich dziesięciu latach macie więcej wygranych na Bernabéu niż Real, co tylko pokazuje hegemonię Barçy w hiszpańskiej piłce.

- Myślę, że już jakiś czas temu Barça zmieniła historię futbolu. Oczywiste jest to, że my wydłużamy ten okres. Od czasów Guardioli dokonaliśmy rewolucji w futbolu dla ludzi, którzy tak bardzo cenią ten sport, którzy się nim cieszą. Od czasów Pepa znów osiągamy to, co ludzie kochają, wielkie rzeczy. Mieliśmy różnych trenerów, koncepcja była ta sama, lecz nie zawsze udawało się wygrywać, dlatego pamięta się tylko o tych, z którymi odnosimy sukcesy. Niestety tak to działa. My przedłużamy ten okres i mam nadzieję, że potrwa on jeszcze dłużej. Za każdym razem chcemy być lepsi niż w poprzednim roku. Znajdujemy się na dobrej ścieżce, jednak liczy się to, co osiągasz na samym jej końcu.

Znajdowałeś się blisko odejścia… Całe szczęście, że zostałeś, prawda?

- Na szczęście dla wielu osób i na nieszczęście jeszcze większego grona ludzi. To odczucie, z jakim zostaję, ponieważ wydaje się, że była prowadzona kampania, aby mnie stąd wyrzucić. Ja jestem bardzo silny. Kiedy ludzie rywalizują ze mną, zazwyczaj przegrywają ze względu na moje poświęcenie, oddanie oraz pasję. To znacznie więcej niż robią osoby, które prowadzą bezsensowne kampanie. Jeżeli chcą oni znać moje imię, moją historię w futbolu, niech wpiszą moje imię w Google, ponieważ Google wydaje się inteligentniejsze niż masa ludzi.

Kiedy widzisz, że Bernabéu gwiżdże na swoich piłkarzy, macha chusteczkami… Co się tutaj o tym myśli?

- [zrobił wielkie oczy i lekko parsknął śmiechem] Tak naprawdę nie myślimy o tym nic. Zbyt jesteśmy zajęci sobą, aby myśleć o nich. Nie interesuje mnie to, jak im idzie. Ja chcę, żeby zawsze nam szło jak najlepiej. To jest rywalizacja i jeżeli twój przeciwnik jest słaby, ty musisz być dużo mocniejszy, aby nie dawać mu żadnej szansy. To, co dzieje się u nich, nie jest naszym problemem.

Witaj Dani. [zastanawia się] Ty myślisz, że…

Jak będziesz szedł tą ścieżką, przejdziemy do kolejnego pytania. [śmiech]

Wiele osób uważa, że Cristiano znajduje się na równi pochyłej. Ty widziałeś go podczas 4:0. Myślisz, że on już nie jest tym Cristiano, który decyduje o losach meczów?

- Nie, wciąż widzę, że Cristiano jest graczem o wielkiej jakości. To może być problem zbyt wielkiej osobistości. Jak ci to powiedzieć, aby nie wyszło, że to atak. To może być problem polegający na tym, że jesteś głównym bohaterem. Kiedy nim jesteś, są dwa scenariusze. Kiedy wygrywasz, zawsze mówi się o tobie i wystawia się ciebie przed szereg, lecz kiedy przegrywasz, wszystko spada na ciebie. Cały zespół nie gra dobrze, to twoja wina. Zespół przegrywa, to twoja wina. Takie osoby muszą być do tego przyzwyczajone. My skupiamy się na sobie. Naprawdę jest mi obojętne, co robi Cristiano.

Masz wrażenie, że Real chciał zagrać tak jak w pierwszym meczu za Mourinho? Chcieli was zaatakować i zagrać ofensywnie.

- Mam takie samo wrażenie co ty. Oni chcieli zagrać ofensywnie, ale to my byliśmy sprytniejsi, lepiej przeczytaliśmy spotkanie, dzięki czemu strzeliliśmy więcej bramek. My zagraliśmy perfekcyjny mecz w każdym elemencie.

Wygrałeś najwięcej razy z Realem spośród wszystkich zawodników. Jakie to uczucie? Piqué powiedział, że gra z Realem go podnieca, Iniesta wypowiedział się w podobnym tonie.

- Sekretem w odnoszeniu zwycięstw w tych meczach jest posiadanie dobrego zespołu, dobrze zgranego, z wielkimi ambicjami. Każdy przeżywa go na swój sposób, ale mnie podnieca moja dziewczyna. Podczas meczu, gdy mnie uderzają… Ja nie jestem masochistą. Ja poszedłbym raczej za słowami Andrésa, że Klasyk dodatkowo cię motywuje.

Kiedy dowiadujesz się, że Messi nie zagra, co wtedy czujesz?

- O takich rzeczach dowiadujemy się zazwyczaj na ostatnim spotkaniu. Wszyscy jesteśmy w ten sposób przygotowani do gry. Naszym zmartwieniem jest to, aby Leo był z nami w ważniejszych momentach. Jeden mecz o niczym nie decyduje. Naszym celem było, aby Leo wyleczył się jak najszybciej i był nam w stanie pomóc w przyszłości. Osiągnęliśmy to. Wiele mówiło się, że jesteśmy od niego zależni, ale my posiadamy wielki zespół, a wielki zespół nie składa się z jednego zawodnika. Każdy chce wnieść to co najlepsze. Messi jest jednym zawodnikiem więcej, ale my nie cierpimy na Messidependencię.

Czy myślisz, że znajdujcie się w swoim najlepszym momencie?

- Jesteśmy bardzo wymagający, zawsze sądzimy, że możemy lepiej wykonywać nasze obowiązki. Cofnąłbym się do wcześniejszych opinii, kiedy mówiono, że Barça gra katastrofalnie. Ani wcześniej nie byliśmy tacy tragiczni jak mówiono, ani teraz nie jesteśmy tacy fenomenalni jak może się wydawać.

Neymar ma coraz więcej wspólnego z innymi wielkimi graczami jak Rivaldo, Ronaldo, Ronaldinho.

Dołożyłem swoje ziarenko do tego, aby tutaj przyszedł. Wszyscy wielcy brazylijscy piłkarze grali w tym klubie, naznaczając swoją epokę za wyjątkiem Daniego Alvesa, każdy z nich naznaczył pewną epokę w tym klubie, zostawili tu swoje imię. Chciałbym, aby Neymar zostawił tu swoje imię zapisane złotym literami, co osiąga.

Jutro spotkasz się ze swoimi przyjaciółmi Seydou Keitą i Maiconem. Jakie to uczucie?

- To gracze, których bardzo szanuję ze względu na to, co przeżyliśmy. Oni mają wielką jakość. Zawsze to wielki honor grać przeciwko tym, których szanujesz. Taki szacunek zyskujesz dzięki relacji, jaką utrzymujesz.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (87)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy