Na gorąco po meczu. Barcelona samobójcza

Challenger

13 sierpnia 2015, 12:30

własne

116 komentarzy

Wtedy też zaczęli w 3. minucie. 1-0, 2-0, 2-1, 3-1, 3-2, 3-3, 4-3, 4-4, dogrywka, 5-4. Mecz typu cios za cios, w którym po 16. minucie przewaga bramkowa żadnej z drużyn ani razu nie wyniosła >1. Ciąg nieprzewidywalnych zdarzeń z karnym, czerwonymi kartkami, Jordim Cruyffem, golem na remis w 88. minucie i samobójem w 116. We wtorek wszystko było prostsze. Przynajmniej teoretycznie.

Prostsze pod względem logiki zdarzeń, przyczyn i skutków, ale dla fanów na całym świecie ani trochę mniej emocjonujące! Trudno mi uniknąć stwierdzenia, że wszystkie problemy z wynikiem w drugiej połowie FC Barcelona zafundowała sobie sama, rozluźnieniem mentalnym i taktycznym. Postawa Sevilli, walka do końca i bezwzględna skuteczność w wyciskaniu każdej pomyłki Katalończyków – w ustawieniu bądź indywidualnej – jak cytrynę, zasługują na najwyższy szacunek.

Pasillo, szpaler – w hiszpańskiej kulturze piłkarskiej forma najwyższego uznania dla pokonanych, był właściwym podsumowaniem tego wyjątkowego w przebiegu spotkania. Podopieczni Lucho odbyli szaloną przejażdżkę karuzelą, której prędkość systematycznie podkręcali Emery i sevilliści, ale na którą wsiedli na własne życzenie. Strategiczne błędy kosztowały Barçę drogo, a Rami miał "na głowie" karne.

Sandro i Munir będą grać rzadziej niż się spodziewano

Z Rafinhą na nietypowej dla siebie pozycji i Pedro na ławce, Barça zaskoczyła składem. Nie zaskoczyła ustawieniem ani systemem gry. Te były identyczne jak w zeszłym sezonie, z cofniętym Rakiticiem i regularnie kursującym w przód Alvesem. Doszło rozwiązanie z Rafinhą w linii z Messim i Suárezem – (sprawdzone ze świetnym skutkiem dla płynności gry i zaskoczenia rywali.

W porównaniu do meczów presezonu nowością taktyczną była wymienność pozycji pomiędzy Rafinhą i Iniestą. Na stałe don Andrés nie nadaje się do gry na lewym skrzydle, co udowodniło wiele ważnych meczów pod wodzą Guardioli. Jednak pojawianie się kapitana w tej strefie okazjonalnie, z płynnie przejmującym zwolnioną pozycję w pomocy młodszym Alcântarą, wyglądało ciekawie i obiecująco. Wygląda mi to na autorską reakcję Enrique na coraz bliższe odejście Pedro teraz niż w styczniu. Jednocześnie to błyskotliwy pomysł na więcej minut dla wychowanka bez manipulowania dobrze działającą formacją pomocy. Na pewno zobaczymy ten manewr w innych meczach sezonu.

Koncertowa gra w jednej chwili i maksymalne zmęczenie w następnej

Do 55. minuty „Duma Katalonii” prowadziła mecz grając futbol jak ze snów. Gdy trafił Suárez po makabrycznej stracie Tremoulinasa i sytuacji jak z podwórka – sądziłem, że jest po meczu. Takie gole dobijają każdego. A tu kontra Sevilli, Alves nieobecny i Andaluzyjczycy dorwali wynik. Złapali się go wszystkimi zębami i zaczęły się kłopoty Barçy.

Na tym etapie meczu wyszło zmęczenie bordowo-granatowych okresem przygotowawczym. Nie chodzi mi o samą podróż do USA, ale podkreślaną przez piłkarzy logistykę pobytu na miejscu, nocne loty itd. Po mniej niż godzinie gry Barcelona siadła, bo zaczęło brakować paliwa. Tacy gracze jak Mascherano, Messi czy Suárez (co zaskakujące, bo nie zaczął presezonu tak późno jak koledzy) powoli oddychali rękawami. Jednak banalna fatyga (do czego należy dodać upalne warunki w Tbilisi i późną porę rozgrywania meczu, który skończył się przed 1 lokalnego czasu) to tylko kolejna z danych w równaniu, jakim jest mecz dla trenera. Czynnik rozwoju sytuacji, jak kontuzja albo czerwona kartka.

Podczas gdy wyraźne zmęczenie zespołu w II połowie ma swój wymiar, ważniejsze pozostają dla mnie błędy trenera, który zignorował formę fizyczną Alvesa i namieszał ustawieniem po wejściu Roberto.

Nieobecny Alves, bezużyteczny Roberto

Wykorzystanie Mathieu zamiast Alby z Romą czy wspomniany powyżej manewr Rafa-Iniesta dowodzą (rosnących) kompetencji trenera. Odkąd przejął Blaugranę, Lucho częściej eksperymentuje taktycznie. Wprowadza swoje koncepty rozsądnie, pojedynczo, nie pół tuzina naraz w meczu jak niektórzy z jego poprzedników. Asturyjczyk dojrzewa jako trener, dostarczając zespołowi rozwiązań, które się sprawdzają (Mathieu znów miał asystę niesłusznie odebraną przez flagowego, Rafa należał do najlepszych na boisku). To wspaniała wiadomość dla drużyny.

Z drugiej strony, to młody trener, o względnie niskim doświadczeniu na tym poziomie. Tryplet to zdobycz historyczna, Lucho wciąż się uczy. Superpuchar wymownie tego dowiódł, a stary lis Emery przy 20. podejściu był najbliżej sukcesu i wykorzystania pomyłek Barçy, ze szczególnym uwzględnieniem pomyłek jej menedżera.

Dani Alves nie powinien dotrwać do końca II połowy, a co dopiero końca meczu. Nie miał siły. W pierwszej akcji rywali swoją stroną po przerwie zaniedbał przeciwnika, a potem było tylko gorzej. Zespół zebrał tego zgniły plon, choć gol Suáreza podbił optymizm w szeregach FCB. 

Myślę, że trafienie Urugwajczyka - wręczone jak na tacy przez Sevillę - mogło dodatkowo uśpić czujność Brazylijczyka, jednak jego kompletna nieobecność (jak mówią Anglicy: anywhere near the ball) na prawej stronie w chwili wjazdu Vitolo! Załatać dziurę po Danim próbował

co dokładnie widać na powtórce. Nie zdołał. Pierwszy gol na konto Daniego.

Czy sytuacja nauczyła coś Alvesa? Odpowiedź dostaliśmy niewiele ponad 10 minut później. Kopia tej samej sytuacji. Wjazd Sevilli opuszczoną przez lokatora lewą flanką, dośrodkowanie i stoperzy niech się martwią. Martwili się mało skutecznie. Sytuację musiał ratować Mathieu. Wybrał ryzyko, faul w polu karnym, rezultat znamy.

Łatwo jest tu winić byłego gracza Valencii. To Mathieu widać we wszystkich powtórkach akcji. O tym co wcześniej się nie mówi. Początkową fazę akcji ścięła większość powtórek. Tymczasem przy tak poważnym oskarżeniu indywidualnym jak strata gola w kluczowym momencie meczu, należy zachować podstawową wyobraźnię taktyczną.

Zbyt często zapomina się w futbolu, że każda akcja bramkowa jest jak łańcuszek. Każdy widzi ostatnie ogniwo, po drodze były też pierwsze i trzecie. Sytuację z 70. minuty powinien wcześniej skasować każdy z pozostałych trzech obrońców. Mathieu popełnił błąd, ale ani pierwszy, ani największy w tej akcji.

Przebieg zdarzeń zakończonych wynikiem 3:4 zaczął się od Alvesa. Wyciągnięty przez rywali, przewrócił się/poślizgnął i zamiast dopaść od razu rywala truchtał do piłki jak na spacerze z psem. Rywale postanowili na niego nie czekać, dośrodkowania nie zdołał zablokować kolejny raz w tym meczu ubezpieczający Alvesa Rakitić, a wyciągnięty w prawo nieobecnością DA Piqué, nie zdążył wrócić na pozycję. Masche chciał go zastąpić, piłka przefrunęła mu nad głową i dopiero nominalny lewy defensor musiał "coś z tym zrobić". Trzeba było kilku zdań, ale przyznacie, że wygląda to inaczej niż "zawinił tylko Mathieu".

Obie sytuacje dowodzą tego, o czym pisałem ostatnio - Masche jest za niskim graczem na środek obrony na potrzeby Barçy i wymagania współczesnej gry na tym poziomie. Ufam, że częściej niż w ubiegłym sezonie będzie zastępowany w meczach z rywalami takimi jak Sevilla przez Bartrę i Vermaelena. Przy jego warunkach, obrona dośrodkowań to gra w rosyjską ruletkę ze statystyką. Uda się raz, drugi, za kolejnym będzie gol.

W jednej z kolejnych akcji Dani Alves zablokował groźną szarżę rywala, ale wyniku wstecz zmienić to nie mogło. Do końca meczu grał zdecydowanie bardziej zachowawczo. Po golu na 2:4 decyzją trenera Alves powinien powędrować natychmiast na ławkę.

"Zasługi" Daniego silnie wpłynęły na wynik, ale jego gra w ofensywie i zdyscyplinowanie w dogrywce stanowią pozytywy. Z Sergim Roberto Barcelona wyglądała jakby grała w 10-kę. Wychowanek po wejściu był kompletnie zagubiony swoją rolą na boisku i zmieniającą się dynamiką meczu. Sevilla nabrała wiatru w żagle, więc Barça potrzebowała wszystkich na pokładzie. Roberto zszedł do montowni i wychylał się na krótko żeby wnet schować z powrotem. 

Dalsze błędy indywidualne i taktyczne efektem domina

Zwracam uwagę na to, że Sergi jest ciekawym pomysłem na prawą stronę defensywy. Przegrał tam praktycznie cały okres przygotowawczy. Jednak wszystkie (z samotnym wyjątkiem w jednej z wczesnych rund Pucharu Króla) jego wcześniejsze występy na środku pomocy udowodniły, że nie spełnia tam poziomu Barçy. Tym bardziej w takim meczu!

Fakt, że Lucho nie miał wielu innych opcji do zastąpienia Iniesty, ale lepsza i bezpieczniejsza okazałaby się każda inna (najprostsza: przesunięcie do pomocy Rafinhy, wprowadzenie skrzydłowego). Postawienie na Roberto było w tych okolicznościach niezrozumiałe i ryzykowne. Zemściło się po kilkakroć.

Bezproduktywne zachowanie Roberto - brak wsparcia kolegów z przodu, nieszkodliwość defensywna przy akcjach rywali - zmusiło Lucho do dalszych reakcji. Trener zdecydował się przestawić całą formację obronną. Kolejna pomyłka. A raczej dwie.

Przesunięcie oddychającego rękawami Mascherano do pomocy rozstroiło środek obrony - i całą formację - w najgorszym możliwym momencie gry. Ustawienie 4-4-2 dodatkowo zaburzyło płynnością gry ofensywy i całego zespołu. Efekt to nieobecność Barçy w ataku w tym fragmencie meczu.

Wprowadzanie stopera z ławki na kwadrans przed końcem to zawsze jest wsadzenie go na mustanga, dźgniętego w zad czymś bardzo ostrym. Było 3:4, więc nic dziwnego, że Bartra z jego doświadczeniem i historią występów w pierwszej drużynie popełnił ogromny błąd w pierwszej swojej akcji. Sevilla wykorzystywała do tego momentu wpadki Katalończyków z zawodnością snajpera. Remis.

Jak słusznie zauważyli komentatorzy Canal+, wprowadzenie Bartry w takim momencie meczu było bardzo niefortunne ze strony Lucho. Uważam, że Masche powinien albo zejść z boiska (wcześniej), albo zostać na nim do 90. minuty opuszczając je w przerwie przed dogrywką.

Odporność Barçy na indywidualne błędy

Choć to artykuł w większości dotyczący spraw taktycznych, trudno uniknąć uzupełnienia, że przebieg wtorkowego Superpucharu daje piłkarzom i trenerowi solidne powody do optymizmu przydatnego w całym sezonie.

Porównując meczywo z Sevillą do starć z Interem Mediolan, Superpucharu 2012 czy przegranego finału Pucharu Króla "Taty" Martino, Barça nie zależy już od błędów indywidualnych. Umie wygrać ważny mecz, finał – pomimo nich. Dowodzi to impregnacji ludzi Enrique na niepomyślny układ meczu oraz umiejętności nadrobienia błędów indywidualnych przez psychiczną i piłkarską siłę kolektywu.

Pedro w dogrywce wyręcza nieobecnego w drugiej połowie Messiego

Wśród zmęczonych latem jest też i Messi, oczywiście. Jednak zupełny brak w dowolny sposób przydatnej drużynie i wynikowi aktywności Argentyńczyka też jest w moim odczuciu konsekwencją chaotycznych manewrów Enrique.

Przy decydującym golu, dziewiątym tego dnia, miał oczywiście udział nagle odzyskany dla tego meczu Leo – i ręka jednego z rywali – ale zdobył go ten, który go zdobył. Pedro. Gość, który konającej Barcelonie wyjął z brzucha nóż, którym ugodziła się sama, i zawiózł w ostatniej chwili do szpitala. Ile jeszcze razy w jednym z wielkich finałów Barça będzie mogła polegać na Pedro? Podążając za przebiegiem zdarzeń, możemy chyba odłożyć nadzieje na zatrzymanie go do stycznia i przygotować żegnanie go zaraz.

Charakter Barçy Enrique ratuje mecz i zapewnia trofeum

Mimo wszystkiego, co dokonała Sevilla, jak namącił wynikiem Luis Enrique i jego piłkarze, trudno mi "wytknąć" Barcelonie uznanie za charakter. Łatwo jest wygrać mecz, w którym prowadzi się 4-1. Taki, w którym traci się wszystko i wraca do punktu wyjścia, remisu z jakim zaczynasz mecz – wygrać jest trudniej.

W jednej chwili leżysz sobie na hamaku nad morzem, za 15 minut los każe się wspinać na Everest w tych samych klapkach – to sytuacja w jakiej znalazła się Barça po golu Konoplianki. Wymaga znalezienia w sobie dodatkowych sił fizycznie i psychicznie. A przecież można by po prostu poddać się przebiegowi zdarzeń... Barceloniści zrobili wszystko aby ten mecz przegrać. Ostatecznie zdołali wygrać i zdobyli czwarte trofeum tego roku.

Po ledwie 12 miesiącach pracy z tą drużyną, Lucho może mieć jeszcze pewne braki taktyczne (a może jego trenerska intuicja nie do końca wróciła z wakacji), jednak charakter jaki przekazał swoim piłkarzom jest w futbolu czymś równie ważnym, co optymalne decyzje strategiczne. Jak pokazał mecz w Tbilisi, bywa, że czasem ważniejszą.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (116)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze