Barça triumfuje w Superpucharze Europy!!!

Robert Wojtczak

11 sierpnia 2015, 20:36

4809 komentarzy

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

5:4

Herb FC Barcelona

Sevilla FC

SEV

  • Lionel Messi 7', 16'
  • Rafinha 44'
  • Luis Suárez 52'
  • Pedro 115'
  • 0' Jose Antonio Reyes 
  • 3' Ever Banega 
  • 72' (k.) Kevin Gameiro 
  • 81' Evgen Konoplyanka 
  • Wtorek, 11 sierpnia 20:45
  • Dinamo Arena, Tbilisi
  • Canal +

Pojedynek triumfatorów Ligi Mistrzów i Ligi Europy dostarczył wielu wrażeń kibicom na całym świecie. Padło aż dziewięć goli i do ostatecznego rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka. Bramkę na wagę triumfu w Superpucharze Europy, podobnie jak sześć lat temu, zdobył Pedro Rodríguez!

Zarówno Unai Emery, jak i Luis Enrique z pewnością przygotowali się na wiele możliwych wariantów, które mogły wydarzyć się podczas dzisiejszego spotkania. Scenariusz, w jakim toczył się pojedynek o Superpuchar Europy, był w zasadzie niemożliwy do przewidzenia. Rozpoczęło się od akcji Sevilli w pierwszych minutach i faulu Javiera Mascherano przed polem karnym. Do rzutu wolnego podszedł Ever Banega i kapitalnym strzałem w okienko pokonał Marca-André ter Stegena. Nie minęły cztery minuty i w podobnej sytuacji znalazł się Leo Messi po przeciwnej stronie boiska. Argentyńczyk nie był gorszy od swojego rodaka i szybko doprowadził do remisu świetnym strzałem z rzutu wolnego. Co więcej Messi wyczyn Banegi szybko przebił, bo po kwadransie gry dostał kolejną szansę na strzał i kolejny raz posłał uderzenie nie do obrony dla Beto.

Podopieczni Luisa Enrique kontrolowali przebieg spotkania i cierpliwie starali się podwyższyć wynik meczu. Gol numer trzy stałby się faktem, gdyby nie fatalna decyzja sędziego liniowego, który odgwizdał pozycję spaloną Luisa Suáreza. Urugwajczyk zdobył bramkę po koronkowej akcji całego zespołu i asyście Mathieu, ale musiał przerwać swoje świętowanie. Powody do radości Suárez miał dopiero w końcówce pierwszej połowy. Luisito najpierw znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Sevilli i uderzył prosto w niego, ale zdołał przejąć odbitą piłkę i pięknie wyłożył ją wchodzącemu Rafinhi, który podwyższył wynik spotkania na 3:1.

Po zmianie stron zespół Unaia Emery’ego ruszył do odrabiania strat, ale zamiast gole strzelać, stracił kolejny. Fatalny błąd obrońców Sevilli skrzętnie wykorzystał Suárez, który zdobył czwartą bramkę dla Barcelony w tym spotkaniu. Po tym golu wydawało się, że triumf Barcelony jest już przesądzony, ale nie mógł bardziej mylić się ten, kto tak pomyślał. Już pięć minut później Sevilla strzeliła bramkę kontaktową – dynamiczną akcję lewą stroną przeprowadził Vitolo, a jego dośrodkowanie wykończył José Antonio Reyes.

Andaluzyjczycy stopniowo nabierali pewności siebie i w 72. minucie uwierzyli w to, co wydawało się niemożliwe. Jérémy Mathieu sfaulował w polu karnym Konopliankę, a podyktowaną jedenastkę na gola zamienił Gameiro. Po tym trafieniu Sevilla nabrała jeszcze większej ochoty do gry i dziesięć minut przed końcem meczu zdołała doprowadzić do wyrównania. Akcja dwóch zmienników, Immobile i Konoplianki, oraz szkolny błąd w kryciu Marca Bartry poskutkował czwartym golem dla Sevilli, która doprowadziła do dogrywki.

Zmęczenie w szeregach obu zespołów bardzo mocno dawało się we znaki, co wyraźnie odbiło się na tempie meczu. Sevilla uszczelniła środek pola, co jeszcze bardziej utrudniło Barcelonie przeprowadzanie jakichkolwiek ataków. Jeszcze w pierwszej części dogrywki na boisku pojawił się Pedro Rodríguez. To właśnie skrzydłowy Barcelony okazał się bohaterem tego meczu i całej Barcelony. W 115. minucie kolejny rzut wolny wykonywał Leo Messi – pierwszy strzał trafił w mur, drugi obronił Beto, ale dobitka Pedrito była skuteczna i kibice zespołu z Katalonii po raz kolejny mogli cieszyć się z gola. Sevilla miała jeszcze dwie fantastyczne okazje do zdobycia bramki. Najpierw strzał głową Koke minął bramkę ter Stegna, a w ostatnich sekundach piłki do siatki nie zdołał skierować Konoplianka. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec spotkania i Barcelona mogła świętować pierwsze trofeum w sezonie 2015/16 i czwarte w tym roku.

Spotkanie w Tbilisi dostarczyło ogromnych emocji kibicom i na szczęście dla Barcelony zakończyło się happy endem. Luis Enrique i jego sztab szkoleniowy mają jednak o czym myśleć, bo niewiele brakowało, a przez błędy w obronie Barça pożegnałaby się z szansą na drugi w historii sekstet. Aczkolwiek cel został osiągnięty i z tego należy się cieszyć!

Poleć artykuł

Komentarze (4809)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
konto usunięte

Mam nadzieję, że tak będzie:
1.Barca
2.Atletico
3.Valencia
4.Sevilla
5.Villareal

@sewerynVeB: Real na pewno będzie 3 lub 2, pierwsze miejsce jest zarezerwowane tylko dla nas.

@sewerynVeB: Nie przesadzaj, to nierealne. Real będzie zaraz za nami albo 3 za Atletico :)

« Powrót do wszystkich komentarzy